Shoujo Kakumei Utena – o księżniczce, która postanowiła zostać księciem

Z tego, co zdążyłam się zorientować przed seansem Shoujo Kakumei Utena, jest to anime, które obrosło sławą produkcji dziwnej, ambitnej, surrealistycznej, ponad wszystko zagmatwanej.

Jednym z ważnych czynników, które zawsze biorę pod uwagę podczas przymiarki do nowego tytułu, jest grafika serii. Może nie jest to sprawdzone kryterium, gdyż bywa i tak, że anime ze słabą kreską mają wiele do przekazania, a te z piękną grafiką są całkiem do bani (patrz: Guilty Crown, któremu nadal nie mogę wybaczyć, że przy tak cudownej animacji, poczęstowało nas tak nędzną fabułą) – niemniej jest to dla mnie aspekt wyjątkowo istotny. A kreska Uteny? Na pierwszy rzut oka pozostawia wiele do życzenia. Choć produkcja pochodzi z 1997 roku, czyli nie jest znów aż tak archaiczna, poprzez swoją grafikę sprawia wrażenie znacznie starszej – nie wydaje mi się przesadą wrzucenie jej do jednego worka z tytułami z późnych lat 80. Dlatego, gdy już zdecydowałam się na seans, zabierałam się do tej serii trochę jak pies do jeża. Czynnikiem decydującym o zapoznaniu się z tym tytułem było inne anime, które oglądałam w sezonie jesiennym zeszłego roku – Mawaru Penguindrum. Przy opiniach, które tytuł ten zbierał, często pojawiały się odwołania do Uteny właśnie. I nic dziwnego, gdyż reżyserem obu był ten sam człowiek – Kunihiko Ikuhara, odpowiedzialny zresztą również za kilka serii Sailor Moon. Nieraz spotykałam się z opiniami, że znajomość Uteny pomaga w lepszym zrozumieniu Mawaru Penguindrum. A że Mawaru… jestem szczerze zachwycona, postanowiłam, że wypadałoby zaznajomić się z Uteną. Jak postanowiłam, tak zrobiłam – i absolutnie nie żałuję…

Główna bohaterka, Utena Tenjou, jako mała dziewczynka straciła oboje rodziców – w wyniku doznanego cierpienia sama zapragnęła umrzeć, jednak na ratunek przybył książę, który pokazał jej „wieczność”, podarował pierścień z symbolem róży i obiecał, że kiedyś znów się spotkają. Skoro jest książę, to i rola Uteny powinna być jasna – powinna być księżniczką, pogrążoną w melancholii białogłową, wiernie oczekującą powrotu księcia. Tutaj jednak następuje pierwsze przełamanie znanej nam konwencji. Utena postanawia bowiem, że sama zostanie księciem. Kilka lat później Utena trafia do Akademii Ohtori, tam uczęszcza do szkoły średniej. Przypadkowo wplątana zostanie w praktykę nietypowych pojedynków, które urządzają między sobą przedstawiciele samorządu szkolnego. A o co walczą? O Anthy Himemiyę – dziewczynę, która określona zostaje mianem Różanej Oblubienicy. Ten, który posiądzie Różaną Oblubienicę, będzie mógł wraz z nią otworzyć wrota do odwróconego zamku zawieszonego nad areną i rozpocząć rewolucję. Czym jest rewolucja? To jedno z pytań, na które widz próbuje odpowiedzieć przez całą serię i choć finał przynosi pewne wskazówki, tak naprawdę jasna odpowiedź na to pytanie nigdy nie pada. Utena jest jedyną, której nie interesuje rewolucja, tajemniczy Koniec Świata, będący autorem listów otrzymywanych przez szermierzy. Utena chce jedynie chronić Anthy – nie zgadza się na jej przedmiotowe traktowanie przez pozostałych duelistów, pragnie oddać jej wolność.

Streszczenie fabuły Uteny jest tyleż niemożliwe, co zbędne dla tego wpisu. Seria podzielona jest na cztery części – określane mianem sag – z których każda obfituje w znaczną ilość bohaterów i skomplikowanych, często wręcz patologicznych relacji między nimi. Opisać to wszystko graniczy niemal z cudem. Dlatego ograniczę się wyłącznie do luźnych przemyśleń na temat tego anime.

Utena jest tworem przedziwnym. Pod płaszczykiem gatunku shoujo przemyca postmodernistyczną opowieść o dekonstrukcji archetypów. Choć duża część odcinków wydaje się schematyczna i powtarzalna – ujęcia swoistej transformacji Uteny (wariacja swobodnie nawiązująca do przemian magical girls), pojedynki z kolejnymi bohaterami, cała konstrukcja „Sagi Czarnej Róży”, to jednak na żadnym etapie fabuły nie byłam w stanie przewidzieć, co wydarzy się w kolejnym odcinku i do czego finalnie całość prowadzi. Utena pogrywa sobie ze swoim odbiorcą, kpi z niego i łamie wszelkie znane mu konwencje, jedną po drugiej. W efekcie dostajemy starą jak świat opowieść o księciu i księżniczce w formie kompletnie przenicowanej – księżniczka wciela się w rolę księcia, po to by uratować kolejną księżniczkę, która określona zostaje mianem złej wiedźmy, a książę, zamiast śpieszyć na ratunek, staje się głównym antagonistą, zepsutym do cna czarnym charakterem. I jak to przyłożyć do czegokolwiek, co wpajano nam od dziecka na temat baśni i praw rządzących światem?

Konia z rzędem (i rękę księżniczki!) temu, który pojął wszystkie zawiłości Uteny. Przyznaję, że wielu rzeczy nie zrozumiałam i z pewnością do serii za jakiś czas powrócę. Choć to może nie najważniejszy element fabuły, zagadkę stanowią dla mnie groteskowe do granic absurdu odcinki komediowe z Nanami w roli głównej – stado słoni z morderczyni intencjami, przemiana w krowę, znoszenie jajek… Czy to kolejna odsłona gry z konwencją, wyraz przynależnego postmodernizmowi czarnego humoru, czy może historia z drugim dnem? To właśnie tak bardzo irytuje i zarazem fascynuje w tym anime – które elementy świata przedstawionego istnieją tylko po to, by namieszać nam w głowach, wykpić konwencję, a które skrywają w sobie kolejne puzzle umożliwiające dopełnienie układanki przesłania? I czy w ogóle mamy tu do czynienia z przesłaniem w sensie klasycznego morału? Księżniczka przecież przegrywa – nie dość, że jej własny książę okazuje się mglistą mrzonką, za którą pędziła przez całe życie, a która w żaden sposób nie dorosła do oczekiwanego ideału, to jeszcze sama nie była w stanie odegrać roli księcia. Pozornie nic się nie zmienia po odejściu Uteny – w rzeczywistości jednak Anthy zostaje ocalona, zrzeka się roli Różanej Oblubienicy. Wieczna księżniczka, której nie mógł uratować mityczny książę, zostaje ocalona przez Utenę właśnie. Może więc na tym polega zwycięstwo?

Fantastyczna jest sama forma, w której opowieść zostaje nam podana. Nieustanne nawiązania do teatru, czy to w postaci teatrzyku cieni, czy w postaci samej scenografii pełnej kadrów zamkniętych w ramkach (dosłownych, zdobionych różami lub w formie przenośnej w postaci wielkich okien, drzwi, bram etc.), podkreślają umowność fabuły, jej symboliczność i archetypiczność.

No i kwestia samej grafiki, która tak mocno mi w Utenie przeszkadzała. Projekty postaci, choć początkowo faktycznie wydawały się dziwne, archaiczne, wręcz nieestetyczne, szybko uznałam za kolejny doskonale dopracowany element świata przedstawionego. Niezwykle szczupłe sylwetki z niedorzecznie długimi nogami, włosy we wszystkich kolorach tęczy, ogromne oczy, skrajna „bizonowatość” bizonów, to ponownie przedstawienie koncepcji w krzywym zwierciadle.

Trudno w tym anime znaleźć bohatera, który wzbudza bezwzględną sympatię – jest oczywiście Utena, ale ta wydaje się tak naiwna, tak nieświadoma, tak niedopasowana do całej reszty postaci, że ciężko postrzegać ją jako integralną część tej dziwnej ekipy. Osobiście polubiłam Tougę, choć ciężko go nazwać bohaterem dającym się lubić. Oczywiście gdzieś tam w końcówce serii znów zagrano nam na nosie –  już­‑już wydawało się, że Touga zostanie księciem na białym rumaku, który uratuje Utenę przed podstępnym Akio, jednak po seansie prawie całej serii, trudno byłoby mieć realne złudzenia w tej sprawie. Touga nie mógł uratować Uteny – zaprzepaściłoby to całą koncepcję tego anime. Poza tym, co to za książę, który zabawia się z każdą dziewczyną w szkole, prowadzi dwuznaczną grę emocjonalną z własną siostrą, w końcówce wydaje się nawet dopuszczać okazjonalnych kontaktów intymnych z innym mężczyzną (żeby nie było – mam na myśli Akio, o związek z Saionjim Tougi nie posądzam :P). Każda z postaci zawodzi w podobny sposób. Po pierwszym zapoznaniu wydaje nam się, że możemy ją włożyć do znanej nam i oswojonej przez setki innych produkcji szufladki, szybko jednak wychodzi na jaw, że każdy ma swoje ukryte motywy, które przeistaczają go w postać zgoła inną, niż wydawać by się mogło na początku. Sama Anthy, księżniczka tej opowieści, wieczna ofiara, którą trzeba chronić, wzbudza raczej irytację i niechęć, niż jakiekolwiek odruchy współczucia – i to na długo, zanim dowiadujemy się o jej kazirodczym związku z własnym bratem. Tutaj tak naprawdę każdy jest skrzywiony emocjonalnie i psychicznie – nie ma zdrowych relacji, czystych układów, szczerych intencji. Wszystko jest grą, walką o przewagę i dominację – nawet uczucie tak czyste jak miłość do drugiej osoby, jest w stanie powodować tylko negatywne, przepełnione nienawiścią działania. W tym aspekcie rozumiem porównania między Uteną a Neon Genesis Evangelion – choć obie serie realizują temat wypaczeń psychologicznych w zupełnie inny sposób.

Utenę cenię sobie również za „szkatułkowy” charakter jej fabuły – w pierwszych trzech częściach, w których rozgrywają się pojedynki, niemal co odcinek dostajemy nową historię i nowego bohatera. Całość nie zamyka się na opowieści o duelistach – dotyczy również osób z ich otoczenia. Pod tym względem najciekawsza wydaje się „Saga Czarnej Róży”. Co ważne te swoiste stand alone’y serii nie są pustymi zapychaczami – każde coś wnosi, każde w jakiś sposób porusza.

To naprawdę niezwykłe anime. Na pewno przeznaczone do wielokrotnego oglądania. Kolejny tytuł, który utwierdza mnie w przekonaniu, że Kunihiko Ikuhara to gwarancja niesamowitych, aczkolwiek pokręconych przeżyć ;) Patrząc na te wszystkie motywy yuri, yaoi i incest, zastanawiam się, jak mogłaby wyglądać przyszłoroczna seria Sailor Moon, gdyby do jej zrobienia ponownie zaprzęgnięto Ikuharę właśnie. Wszak od razu nam powiedzieli, że nowa Sailor Moon będzie dojrzalsza i mroczniejsza, niż serie z lat 90. A wnosząc po Utenie i Mawaru Penguindrum, Ikuhara dobrze się czuje w takich właśnie klimatach ;)

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s