Byousoku 5 cm – wizualnie cudo, a fabularnie?

Byousoku 5 cm to kolejny tytuł, z którym postanowiłam się zapoznać zachęcona licznymi komentarzami pełnymi zachwytów i obietnic ponadprzeciętnych wzruszeń, jakich dostarcza to anime. Zdecydowanie bardziej wolę długie, kilkudziesięcioodcinkowe serie, w trakcie których można naprawdę dobrze zapoznać i zżyć się z bohaterami, uznałam jednak, że trzem króciutkim epizodom (w sumie niewiele ponad godzina seansu) składającym się na Byousoku 5 cm warto dać szansę. Wrażenia po seansie? Niezłe, ale do pełnych peanów zachwytów jest mi w sumie daleko.

Niewątpliwie największym atutem tej produkcji jest grafika – czegoś tak pięknego nie widzi się na co dzień. Zastanawiam się nawet, czy animacja Byousoku 5 cm nie przebija tej z nowej edycji pełnometrażówek Evangeliona, która dotychczas była bezwzględnym numerem jeden w moim rankingu „eye candies”. Grafika Byousoku 5 cm jest powalająca – nie da się o niej powiedzieć jednego złego słowa. Od ujęć krajobrazów rozciągających się aż po horyzont, do kadrów skupionych na najmniejszych detalach, takich jak płatki kwiatów opadające z drzew wiśniowych. Wszystko jest przepiękne, absolutnie doskonałe. Bywają momenty, w których wręcz nie chce się wierzyć, że wciąż patrzy się na animację – obrazy są tak rzeczywiste, że wydają się niemal wychodzić z ekranu. Po seansie zaczęłam się zastanawiać, czy to właśnie nie jest sztuczka, która przyczynia się do zachwytów, które powszechnie wzbudza to anime. Wydaje mi się, że grafika niejako uwzniośla fabułę – naturalne jest, że przy tak pięknej animacji już przy pierwszych ujęciach nastawiamy się na równie piękne przesłanie zawarte w treści. Czasem oczywiście, mimo najlepszych chęci, okazuje się, że fabuła jest kompletnie do niczego i nawet oprawa graficzna jej nie broni (i ponownie pełne potępienia spojrzenie w kierunku Guilty Crown). Jeśli jednak treść jest chociażby dobra, a do niej dołożymy naprawdę obłędną animację, otrzymujemy już produkcję przedstawiającą sobą sporą wartość. Niemniej jednak Byousoku 5cm uważam za przerost formy nad treścią.

O czym to właściwie jest? Mamy dwójkę bohaterów, chłopaka i dziewczynę, którzy poznają się w szkole podstawowej. Obydwoje dołączają do klasy, przeniesieni z innych szkół. Obydwoje są słabego zdrowia i zamiast uprawiać sporty czy inne aktywności, wolą przesiadywać w bibliotece i czytać książki. Obydwoje są zatem outsiderami, którzy szybko znajdują wspólny język i w sposób naturalny zostają najlepszymi przyjaciółmi. W pewnym momencie dziewczynka, Akari, musi jednak po raz kolejny zmienić szkołę, gdyż wraz z rodzicami przenosi się do innego miasta. Rozłąka jest dla obydwojga bardzo trudna, ale próbują z nią walczyć pisząc do siebie listy, dzwoniąc. W pewnym momencie, już po rozpoczęciu gimnazjum, chłopiec, Tohno, postanawia, że odwiedzi Akari. Dzień jego podróży przypada na pierwszy zimowy dzień, w którym pada tego roku śnieg. Tohno podróżuje pociągami z wieloma przesiadkami. W międzyczasie śniegu przybywa – i to tak bardzo, że kolejne pociągi łapią coraz większe opóźnienia. Tohno dociera do miasteczka Akari spóźniony o wiele, wiele godzin, okazuje się jednak, że ona wciąż siedzi na stacji, czekając na niego. Spotykają się, wspólnie spacerują po ośnieżonych ulicach miasteczka, dochodzi między nimi do pierwszego pocałunku, resztę nocy spędzają na rozmowie. Wszystko jest proste, oczywiste, zwyczajne do bólu, a przy okazji niezwykłe i w jakiś sposób magiczne. To pierwsza część opowieści.

W drugiej Tohno jest już starszy – tym razem to on jest w nowym otoczeniu, gdyż na skutek przeprowadzki rodziców musiał zmienić miejsce zamieszkania i szkołę. Druga część opowiedziana jest z perspektywy nowej bohaterki – koleżanki z klasy Tohno, Kanae Sumidy, która jest w nim bardzo zakochana. Dostrzega ona, że Tohno znacznie różni się od innych chłopców z jej klasy – jest cichy, zamyślony, skupiony, smutny. Choć jest w nim zakochana, nie ma nadziei na wzajemność, bo podskórnie czuje, że obiekt jej westchnień myślami jest przy innej dziewczynie. Z tej części dowiadujemy się również, że już od jakiegoś czasu Tohno pisze smsy do Akari, ale ich nie wysyła. Wnioskować po tym można, że relacja zawiązana w pierwszej części, jest już albo całkowicie przerwana, albo przynajmniej znacznie osłabiona.

Trzecia, najkrótsza z części, jest z początku kompletnie niejasna. Wracamy do bohatera, który jest już dorosłym mężczyzną, wykonuje pracę, której ewidentnie nie znosi, jego życie wydaje się puste i kompletnie pozbawione sensu – w mieszkaniu panuje totalny chaos, podłogi zaścielają porozwalane ubrania i pojemniki po jedzeniu i napojach. Widzimy też Akari, na stacji kolejowej żegna się z rodzicami, jedzie do kogoś w odwiedziny. Przyglądamy się jej w pociągu – na palcu ma pierścionek zaręczynowy. Na koniec okazuje się jednak, że narzeczonym nie jest Tohno, a jakiś inny mężczyzna. To ostateczny dowód na to, że młodzieńcze uczucie nie przetrwało próby czasu i rozłąki. Po tych scenach otrzymujemy swoisty kolaż migawek z lat, które upłynęły między 2 a 3 częścią. Z tego 3-4 minutowego fragmentu tak naprawdę dopiero dowiadujemy się, co przez te lata robił Tohno. Okazuje się, że był jednak w związku z Kanae – widzimy migawki z czasu, który spędzili razem. Potem jednak przeniósł się, prawdopodobnie na studia, do Tokio, gdzie poznał kolejną kobietę, z którą się związał, jednak z migawek widać, że był to związek smutny, pusty, z jego strony przypuszczalnie pozbawiony głębszych uczuć. W tym czasie Akari zdawała się żyć pełnią życia – poznała swojego obecnego narzeczonego, również przeniosła się do Tokio, ale w jej przypadku wszystko wydawało się o wiele jaśniejsze i szczęśliwsze. I z tym się nas zostawia.

O co tyle szumu? Historia przepełniona jest nostalgią i melancholią. Jest bardzo prosta i życiowa, stąd trafia do wszystkich i do każdego z osobna. Bo każdy z nas doświadczył podobnego przeżycia – utraty kontaktu z kimś, z kim za czasów młodości był blisko. Powszedniość całej tej sytuacji działa z założenia na jej korzyść – bo każdy może się z nią utożsamiać. Wydaje mi się jednak, że ukryty jest w tym również pewien haczyk. Gdyby odrzeć ten film z głównego czynnika odpowiedzialnego za budowanie klimatu – a zatem jego grafiki – co tak właściwie by nam zostało? Prosta, niegłupia, ale też absolutnie niepowalająca opowiastka z życia wzięta.

Największego problemu dopatruję się tutaj w braku bliższej charakterystyki postaci. Zestawmy sobie ten tytuł z Bokura ga ita, o którym ostatnio pisałam. Tematycznie te tytuły są do siebie zbliżone – obydwa anime opowiadają o przemijaniu, o ważnych ludziach, których często musimy pozostawić w przeszłości. W Bokura a ita, dzięki temu, że seria trwa 26 odcinków i dokładnie zaznajamia nas z bohaterami, ich charakterami, przeżyciami, pragnieniami, wspomnieniami, motywacjami, otrzymujemy wiarygodny i przejmujący obraz związku dwojga ludzi. W Byousoku 5 cm o bohaterach nie wiemy praktycznie nic, poza tym, że są to osoby spokojne, wyciszone, trochę wyobcowane – tak naprawdę brakuje jednak indywidualizacji. Jakie są cechy charakteru Tohno i Akari, kim tak naprawdę są, co sobą reprezentują? Poznajemy ich tylko poprzez pryzmat sytuacji, w której się znaleźli – na ich miejscu mógłby być każdy. I ponownie – z jednej strony można na to patrzeć jak na zaletę. Dla mnie jednak jest to raczej wada – od zawsze ceniłam sobie zindywidualizowane, dobrze nakreślone psychologicznie postaci. Tutaj tak naprawdę nie mamy do czynienia z postaciami, a zaledwie z ich schematami.

Jeżeli zaś już by się uprzeć i spróbować na podstawie skąpych przesłanek nakreślić charaktery bohaterów, są one średnio zachęcające. Akari zapomina o Tohno bardzo szybko. Tohno z kolei wydaje się dzieckiem emo, które całe życie jest bez powodu marudne i nieszczęśliwe (wszak nie pofatygowano się, by dostarczyć nam wyjaśnienie jego markotnego stanu ducha poprzez jakieś konkretne wydarzenia z dzieciństwa chociażby). Niby chce być z Akari, niby żywi do niej głębokie i szczere uczucie, ale to on zdaje się być tym, który kontakt przerywa – z zupełnie niezrozumiałych przyczyn poddaje się w pewnym momencie, o czym świadczą smsy, które pisze, a których nie wysyła. Tak na dobrą sprawę sam jest odpowiedzialny za swoje nieszczęście. Z tego, co widzimy, wynika, że zrezygnował z ważnej dla niego relacji kompletnie bez walki. Mało jest związków na odległość? Na pewno jest to wyjątkowo trudne, ale bohaterowie po kilku latach rozłąki mieli możliwość spotkania się w Tokio na studiach. A jednak chłopak zrezygnował ze skorzystania z tej możliwości, jeszcze niejako w przedbiegach. Zamiast tego wybrał łatwy związek z zakochaną w nim koleżanką, do której prawdopodobnie sam nic nie czuł – tak było wygodnie, bo to nie wymagało wysiłku. Ona tam była, na wyciągnięcie ręki, zakochana w nim po uszy. Nie trzeba się było o nią starać, tak jak o Akari. Dalej, bohater przeniósł się do Tokio, zostawił swoją dziewczynę i związał się z kolejną, której też ewidentnie nie kochał, więc po pewnym czasie z nią zerwał, krzywdząc ją przy tym bardzo mocno. Trudno mi zdobyć się na współczucie wobec takiej postaci. Tohno nie tylko skrzywdził sam siebie, bezwolnie rezygnując z walki o prawdziwe szczęście, ale przy okazji skrzywdził też dwie inne osoby, z którymi związał się, wiedząc, że nie będzie w stanie odwzajemnić uczucia, którym go obdarzyły. Tak, to jest smutne, ale wina leży w nim samym – to nie jest tak, że między nim a Akari stanęło 7 gór, 7 mórz i do tego cyklop ujeżdżający ziejącego ogniem smoka. Po prostu się poddał, bo walka była trudna. Do kogo miałby mieć pretensje?

Cała akcja wydaje się udramatyczniona na siłę – ponownie, jak sądzę, z braku większej liczby odcinków. Gdyby się nad tym logicznie zastanowić, trudno zrozumieć, dlaczego chłopak zawala całe swoje życie tylko dlatego, że stracił kontakt z dziewczyną, z którą całował się, gdy miał 13 lat. Jeśli spojrzy się na akcję w takim ujęciu, traci ona swoją głębię. Ale też na inne ujęcie średnio pozwala całość przedstawionych nam faktów. Raz jeszcze wracam do Bokura ga ita – nie chodzi tylko o to, że Takahashi i Yano byli starsi od Tohno i Akari. Duża ilość odcinków pozwoliła wiarygodnie przedstawić ich związek – pokazać, że spędzili ze sobą dużo czasu. Po prawie 3 latach związku łatwo jest uwierzyć, że rozstanie było przeżyciem dramatycznym dla bohaterów. W mandze akcja idzie dalej – uzupełniona zostaje o wiadomość, że spotkanie na stacji kolejowej było ostatnim spotkaniem Nany i Moto na wiele lat. Ale przynajmniej dostajemy wytłumaczenie tej sytuacji – najpierw choroba, a potem samobójcza śmierć matki sprawiły, że świat Yano stanął na głowie. Przeżycie było tak trudne, że musiał zamknąć ten rozdział swojego życia – rozdział, którego częścią była Takahashi. A jak jest w Byousoku 5 cm? Też jest utrata kontaktu, ale zupełnie nie wiadomo, dlaczego. Z tego, co widzimy, wynika ona tylko z tego, że dla Tohno utrzymywanie związku na odległość było tak wyczerpujące, że sobie je darował. Mało w tym przejmującego dramatu.

Filmy takie jak Byousoku 5 cm są bardzo nastrojowe. Hojnie korzystają z dobrodziejstwa niedomówień fabularnych, pod które widz może podciągnąć w zasadzie wszystko. Klimat tej opowieści, tak bardzo melancholijny, zachęca wręcz widzów do doszukiwania się głębszego sensu pod warstwą pięknej grafiki, smutnego wyrazu twarzy bohaterów i nastrojowych scenografii. Jest to w pewien sposób ciekawe zjawisko, bo historie opowiedziane w ten sposób niejako zachęcają swoich odbiorców do ich współtworzenia – w momencie, gdy większość rzeczy musimy sobie dopowiedzieć, możemy jakąś opowieść zmieszać z błotem, ale możemy też z niej zrobić epickie arcydzieło. Wszystko tak naprawdę zależy od nastawienia odbiorcy. To rozwiązanie sprytne, ale jak dla mnie zalatuje trochę chodzeniem na łatwiznę. Bynajmniej nie obstaję za tym, że w tego typu produkcjach wszystko powinno być wyłożone łopatologicznie i dopowiedziane do ostatniej wątpliwości. Niedopowiedzenia są dobre, ale nie kiedy jest ich więcej, niż faktycznej fabuły.

Byousoku 5 cm niewątpliwie działa na zmysły, ale jako historia z fabułą jest, moim zdaniem, kiepsko opowiedziane. Może gdyby było więcej odcinków? Może, gdyby zamiast pokazywać nam przepiękne widoczki, więcej czasu poświęcono na przybliżenie i zindywidualizowanie bohaterów? Ogólnie rzecz biorąc niezłe, a pod względem grafiki wręcz spektakularne, niemniej nie to, na co liczyłam.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s