Ouran High School Host Club – komedia, jakich mało

Ouran High School Host Club to anime cieszące się bardzo dużą popularnością – często określa się je mianem kultowego dla swojego gatunku. Wszystko dzięki nieprawdopodobnej dawce absurdalnego i naprawdę śmiesznego humoru, którym epatuje ta opowieść. Anime ubrane w konwencję shoujo, wyrasta ponad jego ciasne i starte do granic możliwości schematy – łamie je i w pewnym sensie prześmiewa, choć nie tak drastycznie i kontrowersyjnie, jak Utena na przykład.

Już sam początek jest ciekawy i niekonwencjonalny – akcja rozgrywa się w murach niezwykle ekskluzywnej szkoły Ouran, która kształci dzieci wybitnych Japończyków, które w przyszłości mają stać się ich niemniej wybitnymi następcami w rodzinnych interesach. Wśród bogatych, rozpieszczonych uczniów zaplątuje się jednak Haruhi – chłopiec pochodzący z przeciętnej rodziny (taka niższa klasa średnia), który przyjęty został do szkoły na podstawie specjalnego stypendium dla wybitnie uzdolnionych. Haruhi nosi grube okulary, porozciągane swetry i na tle kolegów wygląda, niczym włóczęga. Pewnego dnia przypadkiem wchodzi do jednej z sal muzycznych, w której odbywa się spotkanie Host Club – Kluby Gospodarzy, którego członkami są bajecznie przystojny, czarujący i bogaci uczniowie Ouran. Aktywność klubu jest bardzo nietypowa i od pierwszej do ostatniej chwili Haruhi powątpiewa w przydatność i zasadność jego istnienia. Gospodarze zajmują się bowiem zabawianiem uczennic w swojej szkole – zapraszają je na herbatki, podwieczorki, wyrafinowane sesje cosplay i czarują czułymi słówkami oraz masą komplementów. Założycielem klubu jest Tamaki Suou, któremu przyświeca jedna myśl – aby młodzi, piękni mężczyźni z mnóstwem wolnego czasu poświęcali się uprzyjemnianiu życia równie młodym, pięknym i posiadającym tyleż samo wolnego czasu dziewczętom. Czyż nie wzniosła idea? :> Haruhi próbujący wycofać się z pokoju muzycznego, niechcący zbija niezwykle drogocenną wazę, za którą nie jest w stanie zapłacić, więc nie pozostaje mu nic innego, jak przystać na propozycję hostów i dołączyć do klubu, spłacając swój dług w naturze – czyli zostając jednym z gospodarzy. Po ogarnięciu image’u Haruhiego szybko okazuje się, że ma on naturalny talent do zabawiania dziewcząt – świetnie je rozumie, urzeka je swoim prostolinijnym wdziękiem. Im dalej w las pierwszego odcinka, tym bardziej jednak zastanawiałam się, o co chodzi – wszak miała to być komedia, ale miał też być romans. Czy więc romanse mają odbywać się na płaszczyźnie gospodarze-goście, czy może nie zauważyłam, planując seans, że anime przynależy do gatunku yaoi? Rozwiązane tych rozterek nadchodzi wraz z ostatnimi sekundami pierwszego odcinka, kiedy to Tamaki z rozpędu wpada do garderoby, w której Haruhi przebiera się w swój męski mundurek i nagle okazuje się, że ten Haruhi, to tak naprawdę ta Haruhi :) I tak, nagle dociera, że w żadnym momencie Haruhi nie określiła samej siebie jako chłopca. Haruhi to dziewczynka, która w wakacje poprzedzające rozpoczęcie szkoły miała nieszczęśliwą przygodę z zaplątaniem gumy do żucia we włosy, w efekcie czego musiała radykalnie skrócić czuprynę, a że dziewczyna przy okazji nie była za bardzo przejęta swoim wyglądem, chodziła do szkoły w porozciąganych swetrach, które doszczętnie skrywały wszelkie jej kobiece atrybuty. Wyjaśnienie pomyłki nie zmienia jednak zamiarów gospodarzy wobec Haruhi – postanawiają zataić jej prawdziwą płeć przed swoimi klientami. Haruhi udaje więc chłopca i uczestniczy we wszelkich inicjatywach organizowanych przez Host Club, przy okazji, zupełnie nieświadomie podbijając serca kilku z gospodarzy – z Tamakim na czele.

Haruhi na tle innych heroin z shoujowatych anime wyróżnia nie tylko męski mundurek, ale też charakter. Niestety anime romansowe, zwłaszcza haremówki (nawet te odwrócone, jak w Ouran właśnie), przyzwyczaiły nas do obcowania z głupiutkimi, naiwnymi dziewczyneczkami, których największą troską jest podbicie serca tego czy innego bishounena. Tymczasem Haruhi to kompletne zaprzeczenie tego typu bohaterek. Nie dość, że jest całkowicie odporna na wdzięki całego stada bizonów, które non stop jej towarzyszy, to jeszcze należy ona do najbardziej rozgarniętych, rozsądnych, praktycznych i trzeźwo patrzących na życie dziewcząt, jakie kiedykolwiek przewinęły się przez gatunek shoujo. Spora część komediowych wstawek w tym anime, to właśnie trzeźwe komentarze Haruhi dotyczące rozpieszczenia, egzaltacji, czy po prostu kompletnej nieświadomości na temat realnego życia, którą przejawiają członkowie klubu. Nie da się ukryć – wszyscy bohaterowie żyją w innych świecie, w którym nie ma poważnych trosk (choć z czasem okazuje się, że raczej pozornie), w którym wszystko jest kwestią dobrej zabawy. Zbicie ich świata ze światem Haruhi – samodzielnej, zaradnej dziewczyny, którą troski życia codziennego pochłaniają czasem aż za bardzo – wywołuje lawinę komicznych sytuacji.

Co zaś do panów. Gromada tyleż niedorzeczna, co urokliwa. Na czele, jak już wspomniałam, stoi Tamaki Suou – chłopak będący mieszanką krwi japońskiej i francuskiej, prostolinijny, radosny, towarzyski, serdeczny. Choć pozuje na samca alfa i największego z flirciarzy, prawdziwego króla Host Clubu, w istocie jest wrażliwym chłopakiem spragnionym przyjaźni i ciepła. Tamakiego nie da się nie lubić. Nie tylko ze względu na jego w 100% pozytywny charakter. Tamaki to również źródło niekończących się gagów. Jest absolutnie zauroczony Haruhi, jednak sam przed sobą swoje uczucie ubiera w maskę troski o dobro dziewczyny i wchodzi w, jak sądzę dość kontrowersyjną dla europejskiego odbiorcy, konwencję tatusia chroniącego swojej drogocennej córeczki. Wykrzykując hasła w stylu „Ręce precz od mojej córeczki!” Tamaki odstrasza potencjalnych uwodzicieli, którzy robią zakusy na nieszczególnie uwrażliwioną w tej dziedzinie Haruhi. Kolejną kwestią jest sposób, w jaki Tamaki jest nieustannie gaszony, czy to przez samą Haruhi, czy to przez innych bohaterów – wszelkie cięte riposty, z braku poważniejszych problemów, stają się przyczynkiem do załamania, które u Tamakiego objawia się tym, że przysiada smętnie w kącie pokoju i dłubie palcem w ziemi – wszystko oczywiście w stylistyce super deformed. To zresztą bardzo mocna strona całej serii – graficy postarali się, by momenty karykaturalne były bardzo zróżnicowane i oryginalne. Mamy więc nie tylko klasykę stylu, a zatem pomniejszone ciała i powiększone głowy, ale armię innych efektów – deformację ciał posuniętą do przeobrażania ich w kształty przypominające kałuże, czy spompowane balony, uproszczenie postaci do czarno-białego szkicu (efekt, który choć prosty, bardzo przypadł mi do gustu i genialnie podkreślał emocje i sytuację deformowanej postaci ;)), napisy w tle ironicznie komentujące bieżące wydarzenia i całą masę innych pomysłów. Tamaki zaś jest bez wątpienia królem deformacji, co jest na swój sposób nietypowe – z reguły, kiedy już fabuła dysponuje tak pięknym bizonem, jakim bez wątpienia jest Tamaki, do jego urody podchodzi się z jakimś namaszczeniem i szacunkiem – można ją deformować, ale stosunkowo rzadko, gdyż przesada może doprowadzić do śmieszności bohatera, a przecież bohater wyśmiany nie może pełnić roli nadwornego amanta. W OHSHC robi się coś dokładnie odwrotnego – ten, który w oczekiwaniu wszystkich ma być melancholijnym, szarmanckim uwodzicielem, tak naprawdę jest dobrodusznym idiotą, z którego najchętniej się żartuje i kpi. Konwencja zostaje nie tyle złamana, co wywrócona na lewą stronę ;) I jeszcze jeden wielki plus Tamakiego – jego seyiuu, którym jest Mamoru Miyano, nieustannie przypominający mi o innym moim ulubieńcu, Taichim z Chihayafuru :)

Dalej mamy bliźniaków. To bardzo ciekawe postaci. Kaoru i Hikaru Hitachiin – z pozoru identyczni bracia, których nikt nie może rozróżnić i którzy zamykają się przez to we własnym świecie. Do czasu, w którym z tego świata wyrywa ich Tamaki. A kiedy poznają Haruhi i okazuje się, że dziewczyna bez problemu jest w stanie powiedzieć, który to Hikaru, a który Kaoru (nawet, gdy ci starają się ją wprowadzić w błąd), różnicowanie zaczyna się rozkręcać. Bracia są rówieśnikami Haruhi i chodzą z nią do jednej klasy, co do szału doprowadza Tamakiego – senpaia starszego od Haruhi, który nie może spędzać z nią tyle czasu, co Kaoru i Hikaru. Bracia Hitachiin to kolejna okazja do rozprawienia się z wątkiem zabawy konwencją w tym anime. Gdy zapoznajemy się z członkami Host Clubu, każdy z nich przedstawiany jest nam jako model pewnego wzorca postaci znanej ze świata mangi i anime. Chłopcy wchodzą w swoje role, by lepiej zabawiać dziewczęta, które uwielbiają przecież wizerunek mężczyzn serwowany im przez mangi. I tak, jak wynika z wcześniejszej charakterystyki, Tamaki to typ księcia – odgrywa romantycznego amanta, zdobywa serca dziewcząt oklepanymi komplementami, które jednak ozdobione spojrzeniem jego fiołkowych oczu, zyskują niezwykły czar, grywa melancholijne utwory na fortepianie, jest kwintesencją księcia na białym rumaku. Z kolei Kaoru i Hikaru wspólnie tworzą diabelski duet – bliźniacy zabawiają dziewczęta scenami bardzo mocno pachnącymi incestem, co niewinne panienki doprowadza do drżenia serc, rąk i ud zapewne :> O kolejnych typach wspomnę przy dokładniejszym opisie pozostałych panów. Wracając do braci Hitachiin – Haruhi odciska na ich życiu bardzo wyraźne piętno. Nie tylko jest pierwszą, która zawsze wygrywa w zabawie zatytułowanej przez bliźniaków „Który z nas to Hikaru?”, ale też rozbudza w nich zupełnie nowe uczucia. Hikaru zakochuje się w Haruhi, choć towarzyszy temu zachowanie godne 10-latka – gdyby Haruhi miała warkocze, Hikaru pewnie nieustannie by ją za nie ciągał ;) Kaoru dostrzega kiełkujące uczucie brata i tak naprawdę nie do końca jasne jest, czy sam go też nie podziela. Bracia choć z założenia są zgrywusami, potraktowani są przez narrację serii poważniej, niż Tamaki – pokazuje się nam ich dramat, powiedziałabym nawet pewnego rodzaju tragizm, polegający na problemie związanym z identyfikacją własnej tożsamości – tym, którym jest Kaoru, nie jestem ja; tym, którym jestem ja, nie jest Kaoru. Hikaru i Kaoru z jednej strony bawią się ludźmi (głównie zakochanymi w nich dziewczętami) wykorzystując fakt, że nikt nie potrafi ich rozróżnić, z drugiej zaś tego właśnie pragną najbardziej – aby zjawił się ktoś, kto będzie w stanie powiedzieć, który jest który. Taką osobą jest Haruhi, za którą bracia przepadają, a która jednocześnie napawa ich pewnego rodzaju lękiem, gdyż jest pierwszą, która weszła w ich mikroświat – jest intruzem, a zarazem długo oczekiwanym gościem. Przyznam, że spodobał mi się ten wątek – takie muśnięcie powagi w świecie niekończącej się komedii ;)
Współzałożycielem klubu jest Kyouya Ootori, najmłodszy spośród trzech braci bardzo wpływowej familii. Kyouya jest typem cichym i zdystansowanym, wiecznie notujący i kalkulujący odpowiada za logistyczną organizację Host Clubu, którego jest wiceprezesem. Mówi wyłącznie językiem korzyści, wydaje się maksymalnie wyrachowany i praktyczny. Tak widza, jak i Haruhi zastanawia jego przynależność do klubu, który wydaje się tak niezgodny z jego charakterem. Tymczasem ta niezgodność jest tym, co inspiruje Kyouyę do uczestniczenia w przedsięwzięciu – jako najmłodszy syn w rodzinie pragnie zrobić coś, czego jego bracia jeszcze nie zrobili. Gdzieś po drodze zasugerowane nam zostaje, że Kyouya być może również padł ofiarą czaru Haruhi, wydaje mi się jednak, że trzeba by bardzo daleko posunąć interpretację jego zachowania, by dojść do takiego wniosku ;)
Chyba jeszcze bardziej specyficznym, niż bracia Hitachiin, członkiem Host Clubu jest Mitsukuni „Honey” Haninozuka. Honey-senpai to rozkoszny blondynek o wielkich oczach, cieniutkim głosiku i bardzo niskim wzroście – wszystkie te atrybuty sprawiają, że początkowo wydaje się być dzieckiem, być może jakimś 10-letniem geniuszem, który przeskoczył całą masę klas i wylądował w najstarszej w Oouran. Honey to jednak nie dziecko – chłopak ma dokładnie tyle lat, ile wskazuje na to klasa, do której chodzi (17-18, nie pamiętam dokładnie – niemniej oznacza to, że jest starszy nie tylko od bliźniaków, ale i od Tamakiego i Kyouyi), po prostu tak się złożyło, że ma niepozorną posturę i głos. W Host Clubie pełni rolę loli shoty, czyli męskiego odpowiednika lolity – dorastającej dziewczynki o dziecięcej urodzie i uwodzicielskim sposobie bycia. Honey jest taką chłopięcą lolitką, która w mig roztapia serca wszystkich klientek Host Clubu.
Urok Mitsukuniego nie byłby jednak pełny bez kolejnego gospodarza, czyli Takashiego „Mori” Morinozuki. To tajemniczy, „dziki” typ – przy nim nawet Kyouya wydaje się nieopanowanym towarzyskim gadułą :P Mori-senpai chodzi do klasy z Honey, ale nie tylko to ich łączy – ich rody żyją ze sobą w ścisłej symbiozie od setek lat. Takashi jest dalekim kuzynem, najlepszym przyjacielem i jednocześnie wiernym sługą Honey – ci dwaj są więc nierozłączni. Mori-senpai opiekuje się Honey-senpaiem i wydaje się to jego najważniejsza misja życiowa. Dla kontrastu ze swoim przyjacielem, Takashi jest bardzo wysoki, ma nisky głos i bardzo męskie rysy twarzy. Ten duet, w którym panuje tak wielka sympatia, przywiązanie i troska, działa na klientki Host Clubu niemniej, niż zakazana więź łączaca braci Hitachiin.

I z taką to pokręconą gromadą mamy do czynienia w Ouran High School Host Club. Przy takich bohaterach nie można się nudzić. To dzięki nim seria odnosi sukces, gdyż jeśli by się nad tym zastanowić i mu przyjrzeć, okaże się, że to anime nie ma fabuły w rozumieniu odgórnego wątku, który znakowałby wstęp, rozwinięcie i zakończenie całości. Zdaje się, że pierwszy raz mam do czynienia z takim „serialowym” tworem. Z reguły tworzeniu serii towarzyszyć musi wyznaczenie jakiegoś nadrzędnego wątku – jako, że centrum opowieści w OHSHC jest Haruhi, to wątek powinien dotyczyć jej właśnie. Według klasycznych zasad powinno się nam przedstawić, najlepiej już w pierwszym odcinku jakiś cel, którym w fabule kierować się będzie Haruhi – jakieś pragnienie, które chce zrealizować, cel, do którego będzie dążyć, cokolwiek, co dałoby się określić sztampowym mianem „intrygi”. To anime nie posiada takiej jasnej osi, wokół której koncentrowałaby się rzeczona intryga. Owszem, wszystko połączone jest nie tylko sylwetkami bohaterów, ale i działalnością klubu. Prawda jest jednak taka, że po obejrzeniu pierwszego odcinka, na dobrą sprawę, można pozostałe epizody mieszczące się między nim a finałem serii, całkowicie wymieszać, poprzestawiać ich kolejność, oglądać na chybił-trafił i nadal byłoby to mniej więcej to samo, nadal prawdopodobnie żaden widz nie poczułby się zagubiony. Wszystko to z powodu braku swego rodzaju mitologii serii. Normalnie uważałabym to za wadę, jednak w tym przypadku, choć mocno mnie to zastanawiało, nie mogę tego finalnie ocenić jako ujmy dla anime. Taka jest jej forma, a dzięki temu, że seria posiada fantastyczne postaci, każdą mimo jej komediowego charakteru, mocno zindywidualizowaną oraz milion arcyzabawnych gagów, „bezintrygowa” konstrukcja całości zupełnie nie przeszkadza.

O grafice pisałam już odnośnie jej aspektu super deformed. Jednak animacja jest równie dobra w tzw. poważnych momentach. Taka klasyka gatunku – bizonowate bizony o szczupłych sylwetkach i nienagannych fryzurach oraz równie szczupłe dziewczęta z wielkimi oczami. Duża część akcji rozgrywa się w szkole, a dokładniej w pokoju muzycznym, w którym urzęduje Host Club. Cała szkoła wystylizowana została tak, że przypomina jakiś europejski pałac z ogromnymi komnatami i klasycznymi zdobieniami – ponownie nasuwa się mgliste skojarzenie ze stylistyką Uteny.
I jeszcze odnośnie łamania konwencji gatunkowych – odbywa się ono w Ouran niejako na dwóch płaszczyznach. Po pierwsze w chwytach oczywistych takich, jak obsadzenie w roli żeńskiej heroiny rozgarniętej i trzeźwo myślącej dziewczyny, ośmieszanie głównego amanta, zabawa typami męskich uwodzicieli etc. Mamy tutaj jednak do czynienia również z innymi, bardziej nietypowymi już zabiegami. Haruhi parokrotnie czyni komentarze skierowane bezpośrednio do publiczności – zwraca się do widzów, komentując wydarzenia serialowe. Innym przykładem jest postać Renge – kompletnie nawiedzonej otaku, która mianuje się menadżerem klubu i jako specjalista od konwencji mangowych doradza hostom, jakie rozrywki powinny serwować swoim fankom, żeby trafić w ich gusta. Renge, co ważne, pojawia się zawsze w najmniej oczekiwanych momentach, wyskakuje spod podłogi na ogromnej dźwigni, niczym jakiś deus ex machina i rozpoczyna swoje show. Posługuje się ona fachowym słownictwem związanym z mangą/anime – to ona zresztą przyporządkowuje naszych bohaterów do typów, o których wcześniej wspomniałam. Są to zabiegi, które nam, widzom cały czas przypominają o konwencjach gatunkowych, z którymi ta seria w pewien sposób się rozprawia, tak doskonale je parodiując.

Seria jest więc interesująca, właśnie dzięki wielopłaszczyznowości swojej narracji – szukasz lekkiej, postrzelonej komedii, trafiłeś idealnie, gdyż dokładnie tym jest Ouran. Ale śmiejąc się z rewelacyjnych gagów, możesz też śledzić sposób, w jaki tworzą one parodystyczny komentarz do serii shoujo traktujących swoje konwencje śmiertelnie poważnie. Twoja decyzja, na którym etapie interpretacji się skupisz ;)

Koniec końców, Ouran High School Host Club oceniam bardzo wysoko – to naprawdę świetna, ciekawa, przezabawna i dopracowana seria. Nie bez powodu cieszy się taką popularnością.

Advertisements

4 responses to “Ouran High School Host Club – komedia, jakich mało

  1. To chyba jedyna komedia, którą pomimo upływu czasu darzę niesłabnącą sympatią. Zazwyczaj jest tak, że już pół roku po obejrzeniu jakiegoś tytułu jego fabuła zaciera się gdzieś w mojej pamięci, a wszystko to sprawia, że moje prywatne oceny poszczególnych anime lecą ostro w dół. W tej materii Ouran High School Host Club zdecydowanie się wyróżnia. Nie mogłabym ocenić tej produkcji na mniej niż 8, bo mój sentyment względem Ourana jest zbyt duży. Pamiętam, że oglądałam ten tytuł na bieżąco w momencie emisji i sama nie mogę uwierzyć, że minęło już 6 lat od tamtego czasu. W tym czasie obejrzałam wiele innych tytułów, ale większość komedii nie dorasta temu tytułowi do pięt. Z nowszych komedii tylko Kuragehime wzbudziło we mnie równie pozytywne emocje.

    • A to ja mam z reguły odwrotnie ;) Im więcej czasu mija od seansu, tym mniej pamiętam o złych stronach produkcji, a tym bardziej załącza mi się sentyment i finalnie poszczególnie tytuły na tym zyskują ;)

      Co do Ouran faktycznie jest wyjątkowy. Rzadko trafiam na komedie, które są mnie w stanie naprawdę rozbawić – chyba przez to, że mam poczucie, jak bardzo wymuszone są wszystkie gagi. W Ouran jest inaczej – to wychodzi naturalnie i chyba plusem jest też to, że twórcy nie bali się sięgania po absolutnie najprostsze i zgrane chwyty. Czy może być coś bardziej prostackiego od gagu z małpą rzucającą bohaterom pod nogi skórki po bananach? :D A jednak wybuchałam przy tym głośnym śmiechem – chyba właśnie dlatego, że było to tak absurdalne i że nikt inny nie sięgnąłby po tak durny dowcip. W Ouran nie ma świętości – wszystko i wszystkich można wyśmiewać i to jest tak wyjątkowe i odświeżające w tej historii. Może trochę za bardzo polecieli z poważnym dramatem w ostatnich dwóch odcinkach, ale postanowiłam na to przymknąć oczy i oceniać serię raczej przez pryzmat tych wcześniejszych 24 epizodów :)

  2. Całkowicie się zgadzam z recenzją. ;D Ouran to mistrz na tle komedii, które łączą w sobie romans i szkolne życie. Poza tym przez 26 odcinków nie można poczuć nudy czy znużenia serią, ani przez sekundę. Oglądałam całą serią już chyba ze 3 razy i nadal jestem nią tak samo zachwycona co na początku. Widziałaś może dramę na podstawie Ourana? Nie jest co prawda tak popularna jak manga czy anime, ale ostatnio coraz więcej się o niej słyszy. Jestem ciekawa twojego zdania o niej, gdyż opinie i komentarz są tak skrajnie różne. Mi osobiście się podobała, chociaż na pewno nie w tak dużym stopniu jak anime. Miło było popatrzeć na bohaterów w wersji live, lecz mam wrażenie, że ich kreacja i nietuzinkowość straciły na tym wydaniu. Czegoś było za mało, szczególnie u Tamakiego i Haruhi, chociaż nie wiem czy znaleźli by się aktorzy, którzy odegraliby swoje animowane pierwowzory tak samo dobrze. Ostatecznie przez 11 odcinków tejże dramy bawiłam się dobrze i cieszę się, że na nią trafiłam, a na to, że nie wszystko grało i czasem mogło być lepiej, jestem w stanie przymknąć oko, szczególnie, że ta historia zawsze wprawia mnie w dobry humor. ;)

    • Oj tak, trudno o takie poczucie humoru, jakie prezentuje OHSHC :) Co do dramy, to nie, nie widziałam. W gruncie rzeczy w ogóle nie miałam jeszcze z dramami do czynienia ;) Póki co pozostaję w sferze anime, chociaż moja lektorka japońskiego twierdzi, że robię sobie tym krzywdę, gdyż w anime kaleczą i deformują język japoński do stopnia wprost niedorzecznego – namawia mnie do zapoznania się właśnie z dramami, jako że w nich ponoć znacznie poprawniejsza i szlachetniejsza ta japońszczyzna ;)

      W sumie to trudno mi sobie wyobrazić Ouran w wersji z żywymi aktorami :D Po głowie kołaczą mi się sceny, gdy Tamaki przysiada smętnie w kącie pokoju i przechodzi w tryb czarno-biały, jak Honey przerzucany jest w powietrzu przez kłócących się bliźniaków wraz ze stertą sprzętów wszelakich, jak bohaterowie jeden z drugim poślizgują się na skórkach od banana rozbijając sobie twarze o twarde podłoże :D Jak to zrobić w wersji live? :> W sumie to nawet mnie zaciekawiłaś tą sugestią – może faktycznie zapoznam się z tą dramą, choćby po to by poszerzyć sobie granice wyobraźni, której póki co taka ekranizacja umyka ;)

      A! No i dzięki za odwiedziny :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s