Jesień 2012 – pierwsze wrażenia (cz.2)

Pierwsza zapowiedź sezonu zimowego już jest (Chihayafuru 2 i od razu perspektywa zimy nabiera kolorów!), a ja jeszcze z pierwszych wrażeń jesiennego się nie wygrzebałam, nice. Tak wychodzi, jak się chce oglądać serie bieżące, nadrabiać zaległości z lat minionych i jeszcze ma się fantazję, by odgrzebać anime, które się już raz widziało, ale przecież takie fajne było, że warto zrobić seans nr 2 – z tym mam naprawdę duży problem. Uwielbiam wracać – do książek, do filmów, do seriali, do anime, jak się okazuje, też. Ale mniejsza.

W drugim rzucie planowałam przyjrzeć się czterem kolejnym jesiennym seriom – finalnie jednak okazało się, że 8 serii na sezon to nieco za dużo. Dla mnie przynajmniej. Postanowiłam darować sobie Code:Breaker i K – pierwsze opinie, które przeczytałam o obu tych tytułach jakoś nie powalały, a że po trailerach sama miałam do tego podejście typu – no może, jak nic innego mi nie dogodzi – to łatwo było sobie to odpuścić.

Skupiłam się więc na Zetsuen no Tempest i Shin Sekai Yori. I chyba obie dołączę do grona jesiennych serii, z którymi zostanę – jeśli nie do końca, to jeszcze na czas jakiś…

Zetsuen no Tempest

O czym to jest: Historia obraca się wokół dwójki przyjaciół: Mahiro Fuwy – jego rodzina została rok wcześniej zamordowana w tajemniczych okolicznościach oraz Yoshino Takigawy. Pewnego dnia z Mahiro kontaktuje się niejaka Hakase Kusaribe, przywódczyni klanu Kusaribe, którą jej zwolennicy, zdaną tylko na swoje siły, porzucili na opuszczonej wyspie. Chłopak zgadza się pomóc kobiecie, jeśli ta w zamian wesprze go w poszukiwaniach zabójcy jego bliskich. Kiedy Yoshino dowiaduje się co planuje jego przyjaciel, postanawia się przyłączyć i razem z nim wystąpić przeciwko klanowi Kusaribe planującemu obudzić „Drzewo Zetsuen”, którego moc może doprowadzić świat do zagłady (za Animezone.pl).

Liczba obejrzanych odcinków: 5

Pierwsze wrażenia: Po pierwsze opis trochę nieakuratny w stosunku do rzeczywistej fabuły – ofiarą śmiertelną nie jest tu pełna rodzina Mahiro, a jego siostra, co jest o tyle ważne, że ta sama siostra była dziewczyną Yoshino (o czym Mahiro jednak nie wiedział). To tak gwoli ścisłości.

Za tę serię postanowiłam się zabrać raz ze względu na jej zapowiedź – wskazującą na pewną epickość fabuły – dwa z chęci przełamania przyzwyczajeń. Ze mnie to jednak taka typowa baba, która najlepiej czuje się w klimatach shoujo/josei i najbardziej odnajduje się w konwencji romantycznych okruchów życia :P Biorąc jednak pod uwagę schematyczność, jaką oferuje większość anime z tych szufladek, doszłam do wniosku, że to mocno ograniczające i że raz na jakiś czas warto sobie zrobić wycieczkę krajoznawczą po innych gatunkach. Stąd podejście do Zetsuen no Tempest, którego bynajmniej wcale nie żałuję.

Zaczynając od oprawy – jest dobrze, a nawet bardzo dobrze. Zarówno pod względem grafiki, jak i muzyki. Co prawda opening jest dla mnie straszny – jakże ja nie cierpię angielskich openingów w anime! – a ending tak całkiem z dupy ze swoim radosnym klimatem i jasnymi kolorkami, ale środek, ścieżka dźwiękowa wykorzystywana bezpośrednio w odcinkach naprawdę daje radę. Wprowadza ów epicki i wzniosły klimat, którego spodziewałam się po pierwszym trailerze.

Animacja również stoi na dobrym poziomie. Projekty postaci są dość typowe, ale dopracowane. Największą jednak siłę tej grafiki widać w ujęciach dynamicznych – sceny walki wychodzą naprawdę solidnie.

Okładka jednak okładką – co znajdziemy w środku? Przyznam, że nie mam pojęcia o tego typu seriach – shouneny z walkami i mocami magicznymi w tle. Trochę to obcy dla mnie świat. I być może dlatego nie przeszkadza mi wtórność fabuły, którą część osób tej serii zarzuca. Oczywiście jasne jest dla mnie, że motyw ratowania świata przed ciemnymi mocami to żadna nowość. Motyw zemsty, motyw krucjaty, motyw pokręconych relacji w trójkątach, motyw klanów magicznych, można tak długo. Ale to wszystko się do tej pory ładnie i sensownie układa – no może poza tym dziwnym obostrzeniem, że mag nie może korzystać ze swojej mocy, jeśli nie ma pod ręką zdobyczy cywilizacyjnej, którą mógłby w zamian za moc ofiarować Tree of Genesis. Poza tym jednak wszystko jest dobrze i solidnie połączone. Co ważne intryga odkrywana jest stopniowo – każdy odcinek coś wnosi, fabuła rozwija się w sposób inteligentny. Nie wszystko wyłożone jest od razu, a jednak daje nam się wyraźnie odczuć, że intryga zatoczy znacznie szersze kręgi, niż wyglądać by to mogło na początku – już sam fakt, że siostra Mahiro zamordowana została przez kogoś z klanu magów, zapowiada ciekawy scenariusz.

Kupuję też postaci – dwóch chłopaków tak zasadniczo różnych od siebie, tak różnie podchodzących do tragedii, która dotknęła ich obu za sprawą jednej dziewczyny. Mahiro wydaje się póki co stosunkowo transparentny, choć nie w negatywny sposób – to postać, która od razu wykłada swoje motywy. Wiemy, co go napędza, w jaki sposób chce działać, co kryje się w jego wnętrzu – jest to jednak dobrze skonstruowane, pospolite, ale wiarygodne i spójne. Inaczej jest z Yoshino – jego spokój, introwertyzm, pozorna obojętność, wewnętrzna zgoda na taki a nie inny los, który spotkał jego dziewczynę, są nieco zaskakujące. Nie jest typem postaci aktywnej – raczej pasywnej, choć bardzo szybko udowadnia, że działać również potrafi, że jego spokój nie wynika z tchórzostwa, które musi przełamać, ale jest raczej odwzorowaniem jego stanu ducha. To postać, która może zaskoczyć – póki co bardzo niewiele z siebie odsłonił i jest to w jakiś sposób intrygujące.

Jest jeszcze Aika – dziewczyna, która już nie żyje, a jednak to z jej powodu wszystko się dzieje. Niby jej nie ma, a jednak to ona napędza całą akcję. To ciekawe, obserwować i poznawać postać, która istnieje w fabule wyłącznie jako wspomnienie. Jej osoba nadaje całej serii rys niezwykle tragiczny – niezależnie od tego, co Mahiro i Yoshino zrobią, czy zemszczą się, czy nie – Hakaze mówi wyraźnie: magia nie może przywrócić zmarłego do życia. To wbrew logice. Tak naprawdę więc jest to walka, której nie da się wygrać – czy dopełnienie zemsty pomoże Mahiro zapełnił pustkę po śmierci siostry? Yoshino zdaje się to rozumieć – że zemsta niczego nie zmieni, bo na końcu jej drogi nadal nie będzie Aiki. Jeśli więc Yoshino ma podążać drogą zemsty, i on musi znaleźć w tym dla siebie jakiś sens.

Co do klanu magów nie mam w sumie jeszcze zdania. Hakaze jest takim dziwnym elementem – z jednej strony najpotężniejsza z rodu, to ona wciąga Mahiro i Yoshino w bieg wydarzeń magicznych, z drugiej mam wrażenie, że jest w tej serii po to, by nadać jej rys komiczny, no i wizualnie zaspokoić męską część widowni (choć w tej roli chyba jeszcze lepiej sprawdza się Evangeline Yamamoto). Samon z kolei to całkiem fajny kawał skurwiela – autorytet, podłość, długie rude włosy, oficjalne mundury, coś mi tu Tougą z Uteny zapachniało :P

No i cóż, jest ciekawie – świat się wali, złe moce chcą go doprowadzić do zagłady, a nadzieja (nieświadoma, rzecz jasna) ludzkości spoczywa w rękach chłopaka, który ową ludzkość ma gdzieś, jeśli ją uratuje to tylko z egoistycznych pobudek.

Ocena: 4/5

Werdykt: Przy tej serii zostaję na pewno. Nie wiem, czy obiektywnie jest dobra, czy zła. Wiem za to, że się wciągnęłam, a o to wcale nie łatwo ;]

Shin Sekai Yori

O czym to jest: Przenieśmy się około tysiąc lat w przyszłość – poziom cywilizacyjny na Ziemi cofnął się w rozwoju, ludzie zaś żyją rozproszeni po świecie w małych społecznościach. Mieszkańcy tej ery posiadają moce psychiczne zwane “Juryoku” (jap. magiczna siła), które pozwalają im zmaterializować co tylko sobie wyobrażą. Pod nieobecność zaawansowanych naukowo technologii, to właśnie na tej umiejętności polegają najbardziej.
Pewnego dnia dziewczyna o imieniu Saki, razem z przyjaciółmi znajduje poza miasteczkiem małego robota-archiwum, zawierającego zapiski dotyczące dawnej cywilizacji oraz historii ludzkości. Dzięki niemu nastolatki dowiadują się, że Juryoku została odkryta w 21 wieku, powodując wybuch wojny światowej pomiędzy osobami, które mogły z niej korzystać i tymi, którzy tej umiejętności nie posiadali. Użytkownicy mocy psychicznych zwyciężyli, co dało początek rządom pełnym uciśnień i terroru.
Kiedy jeden ze mnichów dowiaduję się, iż ich dzieci zdobyły tą zakazaną wiedzę, podejmuje decyzję o zapieczętowaniu ich Juryoku. W czasie eskorty dzieci do sanktuarium w lesie spotykają ogromną, chodzącą na dwóch nogach mysz znaną jako „Bakenezumi”. Tak zostają zamieszani w brutalną wojnę, w której biorą udział rezydujące tam stworzenia (za Animezone.pl).

Liczba obejrzanych odcinków: 5

Pierwsze wrażenia: To to dopiero dziwne jest. 5 odcinków już za mną, a ja za cholerę nie potrafię powiedzieć, o czym to jest i do czego zmierza. Trochę mnie to intryguje, a trochę irytuje – walka wewnętrzna trwa.

Jedno powiedzieć mogę na pewno – nie tego się spodziewałam, czy nawet – nie na to liczyłam. Zapowiedzi wskazywały raczej na dość mroczną antyutopię z praniem mózgów i potwornymi, brutalnymi tajemnicami, skrywanymi pod płaszczykiem nowej, ulepszonej cywilizacji. I tak było w pierwszych dwóch odcinkach. Klimat mi się spodobał – niejasne przesłanki o tym, że cywilizacja, którą znamy została w pewnym momencie brutalnie zgładzona, a w jej miejsce z czasem powstały nowe osady i plemiona, cechujące się jakimś pierwotnym charakterem – miejsce wysoko rozwiniętej cywilizacji zastąpiły jednak nadprzyrodzone moce, tzw. Cantusy, posiadane przez nowożytnych. Podobało mi się tajemnicze znikanie dzieci – tych, które są słabe i tych, które łamią zasady. Zwłaszcza, że wszystko to działo się niejako za kurtyną – nic nie zostało pokazane, czy nawet powiedziane wprost. I tak sądziłam, że większość akcji będzie umiejscowione w tej osadzie. Tymczasem już w trzecim odcinku grupka bohaterów z osady wychodzi i wiele wskazuje na to, że już do niej nie wróci – zdobyta przez nich wiedza sprawiła, że nie mogą już żyć na takich samych zasadach, wrócić do szkoły, do swoich domów. Na tym etapie zanosi się na to, że dzieci będą brały udział w wojnie międzygatunkowej, że utkną w mrocznych lasach opanowanych przez fantastyczne stworzenia. Tak, jak wspomniałam, liczyłam na antyutopię podszytą dobrym thrillerem – akcja zaczyna jednak niebezpiecznie zmierzać w kierunku nieco kiczowatego horroru fantastycznego. W pierwszych dwóch odcinkach niebezpieczeństwo pokazane zostało w postaci niedosłownej – niewyraźne cienie na ścianie, tajemnicze rytuały, przedmioty poruszające się w powietrzu i stemple, które skrywana w mroku postać stawia na nazwiskach dzieci, tym samym eliminując je z życia osady, być może z życia w ogóle. Teraz niebezpieczeństwo zmieniło swoją postać – przybrało formę ciemnego lasu, mrocznych jaskiń, wstrętnych, wynaturzonych ni to ludzi, ni to zwierząt, wybuchów, krwawej jatki. Dosłowność zabiła ten nieuchwytny, ale dzięki temu znacznie bardziej działający na wyobraźnię, klimat grozy.

Postaci póki co nie porywają. To jedna z tych serii, która (przynajmniej na tym etapie) na pierwszy plan wysuwa wydarzenia, a nie ich bohaterów. Być może teraz, gdy grupa dzieciaków została rozdzielona, a na pierwszy plan wyszli Saki i Satoru, zostaną wreszcie nadane im jakieś rysy indywidualne.

Przyznam, że 5. odcinek trochę wybił mnie z rytmu. Co do licha stało się tutaj z animacją? Czegoś tak złego, tak zupełnie ni stąd, ni zowąd, dawno nie widziałam. Kreska tej serii generalnie jest prosta – postaci są bardzo schematyczne, ale rysowane są poprawnie. Tymczasem 5. odcinek zgubił tę poprawność – to były po prostu brzydkie rysunki. Postaci poruszały się w sposób nienaturalny, przy mówieniu ich twarze wyglądały jak maski. Śmiech mnie brał, gdy Saki i Satoru zamknięci zostali w klatce i wedle słów chodzącej biblioteki, z którą mieli styczność w poprzednim epie, poczuli zwierzęcy zew natury i zaczęli te swoje sztywne przepychanki, co to chyba miały być wstępem do sceny erotycznej. Tak nienaturalnych interakcji dwóch postaci – pod względem graficznym – nie widziałam chyba od czasu anime z lat 70. Było to po prostu złe. Nie wspominając o tym, że dzieciaki wyglądające na góra 10 lat w poprzednich odcinkach, w tym zdawały się mieć po jakieś 16 wiosen. Stawia to pod znakiem zapytania jakość serii jako takiej – skoro pozwala się na coś tak złego, to o czym to świadczy? O niskim budżecie? Niechlujności twórców? Niedbałości o odbiorcę? Dziwna sprawa.

Co jest dla mnie mimo wszystko w tej serii atrakcyjne, to idea stworzenia tego świata. To wszystko jest bardzo chaotyczne i mam wątpliwości co do tego, w jaki sposób zostaje nam podane (porównując chociażby logiczny rozwój fabuły, o którym pisałam kilka akapitów wyżej odnośnie Zetsuen no Tempest). Niemniej bardzo cenię sobie historie, w których twórcy budują całkiem nowy świat. Bo to jest coś więcej, niż futurystyczna wizja – to jest pełna kreacja. Stworzony został tu świat rządzony innymi prawami – choć wywodzi się ze znanej nam rzeczywistości, otrzymał własną, rozbudowaną historię, która doprowadziła do czegoś nowego i nietypowego. Opowieść o upadku cywilizacji, wojnach między czterema ocalałymi grupami, stworzeniu nowego porządku, w którym jeden człowiek nie może zabijać drugiego (co okazuje się prawem tak świętym, że dzieci słysząc, iż kiedyś ludzie tak postępowali, wpadają niemalże w histerię) – to wszystko jest niezmiernie ciekawe, choć uważam, że kiepsko, bo nazbyt statycznie nam podane (nakreślanie takiej fabuły za pomocą jednej gadającej głowy, która zna odpowiedzi na wszystkie pytania cuchnie strasznym chodzeniem na łatwiznę – na pewno można to było podać trochę ciekawiej i bardziej dynamicznie). W każdym razie póki co ciekawa jestem, dokąd to zmierza, aczkolwiek nie mogę pozbyć się uczucia rozczarowania – wyobrażałam sobie tę serię zdecydowanie inaczej.

Ocena: 2,5/5

Werdykt: Póki co oglądam. Nie wiem, czy do końca – seria ma mieć 25 odcinków, co – biorąc pod uwagę fakt, że już teraz zagmatwana jest niemiłosiernie – świadczy, że finalnie może wyjść z tego coś zdecydowanie zbyt przekombinowanego. Wszystko zależy od kierunku, w jakim dalej będzie to anime zmierzało.

I tak też wygląda mój sezon jesienny – Tonari no Kaibutsu-kun, Sukitte Ii na yo, Chuunibyou demo Koi ga Shitai!, Zetsuen no Tempest i Shin Sekai Yori. Po zakończeniu poszczególnych serii na pewno nie omieszkam się podzielić wrażeniami ;)

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s