Ano Hi Mita Hana no Namae o Bokutachi wa Mada Shiranai – czyli jak bardzo straumatyzowany może być 16-latek?

Ano Hana1Dziś kolej na krótkie oderwanie się od gorącego tematu podsumowań jesieni 2012 i zapowiedzi na zimę 2013. Nie będzie to podróż do szczególnie odległej przeszłości, bo zaledwie do roku 2011, w którym to światło dzienne ujrzała krótka seria o wyjątkowo długim tytule – Ano Hi Mita Hana no Namae o Bokutachi wa Mada Shiranai. Dla jednych uduchowiona (wręcz dosłownie!) produkcja, dla innych tani wyciskacz łez. Opowieść o dziewczynce, której duch wraca na ziemię po to, by ponownie połączyć grono swoich dziecięcych przyjaciół i spełnić życzenie zmarłej matki jednego z nich.

W dzieciństwie Menma, Jintan, Anaru, Yukiatsu, Tsuruko i Poppo stanowili nierozłączną grupę przyjaciół. Sami siebie ochrzcili mianem grupy Super Peace Busters i spędzali całe popołudnia na wspólnej zabawie w sekretnej bazie, ukrytej w malowniczym lasku nad rzeką. Pewnego dnia zdarzyło się jednak nieszczęście, które na lata rozdzieliło przyjaciół, pozostawiając przy okazji w sercu każdego z nich, jak się z czasem dowiadujemy, dość masywną traumę. Meiko Honma, pieszczotliwie zwana Menmą, zmierzając na spotkanie z przyjaciółmi potknęła się, wpadła do pobliskiej rzeczy i utonęła.

Drogi przyjaciół rozeszły się i pozostałoby tak pewnie na zawsze, gdyby nie fakt, że pewnego gorącego lata Menma powróciła do ich życia. W pierwszej kolejności wtargnęła do życia Jintana, głównego bohatera naszej opowieści. Na nieszczęście był on jedynym, który widział i słyszał ducha swojej przyjaciółki. Menma oświadczyła mu, że wróciła, by spełnił jej życzenie. Szkopuł w tym, że za nic nie mogła sobie przypomnieć, czym było to życzenie. Wiedziała tylko, że było to coś, co cała grupa dawnych przyjaciół musiała zrobić razem.

Ano Hana5Zadanie Jintana nie było więc łatwe. Nie dosyć, że sam jako hikikomori nie za bardzo miał ochotę ruszać się z domu, to i reszta dziecięcej grupy zdążyła już wydorośleć i się zmienić. Szczegółów streszczać nie ma potrzeby – finalnie Jintan osiąga cel. Przyjaciele zaczynają się spotykać i wspólnie głowić nad życzeniem Menmy.

Ano Hi Mita Hana no Namae o Bokutachi wa Mada Shiranai to opowieść z gatunku łapiących za serce. Dostajemy słodką niczym wata cukrowa bohaterkę – drobną, wątłą dziewuszkę z absolutnie rozbrajającym głosem (podkładanym przez Ai Kayano, tę samą, która użyczała głosu np. Mei „mimozie” Tachibanie; wiadomość ta wprawiła mnie w zdumienie i szczery zachwyt nad tym, jak dobrze Ai potrafi modulować swój głos – jako Menma brzmiała rozkosznie, niczym 4-letnie dziecko ;)), której życie zakończyło się przedwcześnie w bardzo bezsensownych okolicznościach. No i grupka dziecięcych przyjaciół, każde z nich żyjące w poczuciu winy za śmierć koleżanki. Seria przepełniona jest mnóstwem wzruszających momentów, z każdym odcinkiem dochodzi do coraz silniejszego ich natężenia. Nie ukrywam, że nie raz zakręciła mi się w oku łza, a ostatnia scena, ta w której wszyscy przyjaciele o wschodzie słońca po raz ostatni widzą Menmę, przyprawiła mnie o solidny płacz – chociaż to o niczym szczególnym jeszcze nie świadczy, gdyż mnie zasadniczo bardzo łatwo do łez doprowadzić :P

To anime cieszy się opinią prawdziwego wyciskacza łez. Spotkałam się z wieloma opiniami o tym, jak mocno zapada w serce i pamięć – w sumie podobne rzeczy słyszałam o Clannad: After Story i faktycznie, odnośnie tego tytułu, mogę się pod takimi recenzjami podpisać. A jak jest w tym przypadku?

Ano Hana4Prawdę powiedziawszy natężenie emocjonalnie obecne w tej historii wydawało mi się miejscami nieco groteskowe. Mamy tutaj sporo wątków romantycznych – z naciskiem na słowo sporo. W pierwszych odcinkach nie jest to aż tak oczywiste. Widać, że Anaru jest zakochana w Jintanie, ale reszta bohaterów i ich uczuć wydaje się subtelniejsza. Im dalej jednak w las, tym bardziej ekspresyjnie zaczynają być te emocje okazywane. Jintan i Yukiatsu kochają Menmę. Anaru kocha Jintana. Tsuruko kocha Yukiatsu. Tragedia, jak u Szekspira :P Tak naprawdę jedyna odwzajemniona miłość, z jaką mamy tutaj do czynienia to ta między Jintanem a Menmą. Trzeba jednak pamiętać, że Meiko jest duchem, a zatem i ten wątek nie ma szans znaleźć szczęśliwego finału. Poza tym to uczucie jest dla mnie kompletnie nieprzekonujące. Menma to, jak wspomniałam, urocze stworzenie, ale z gatunku tych kompletnie dziecinnych, naiwnych, niewinnych – chociaż objawia się Jintanowi jako jego rówieśniczka, zdaje się, że zachowała mentalność dziecka, którym była, gdy zmarła. Czy takie dziecko można traktować poważnie w roli heroiny romantycznej opowieści? Dla mnie jest to nieprzekonujące. Gdy Menma mówi, że kocha Jintana w takim sensie, że chciałaby za niego wyjść (gdyby oczywiście nadal żyła), mam wrażenie, że słyszę 5-letnią dziewczynkę, która mówi, że jak dorośnie, to zostanie żoną swojego tatusia. Takie bohaterki, jak słodkie by nie były, po prostu nie pasują do ról romantycznych, a niestety Japończycy niepokojąco często je w takim właśnie krajobrazie osadzają – podobne odczucia miałam przy wątku „wielkiej miłości” Ayu i Yuuichiego w Kanonie.

Przechodząc jednak do pozostałych bohaterów. Natężenie dramatów emocjonalnych jest co najmniej niepokojące. Nie chodzi tylko o to, że każdy jest zakochany w kimś innym z tej samej kilkuosobowej grupy (jeden Poppo się uchował przed tą miłosną tragedią). To anime pokazuje nam bohaterów, którzy pozadłużali się w sobie w wieku jakichś 8 czy 10 lat i w praktycznie nienaruszonym zębem czasu stanie emocjonalnym przetrwali do 16. roku życia. Nie twierdzę, że kilkuletnie dziecko nie może ulec emocji zakochania, czy nawet przeświadczeniu o tym, iż jest to „prawdziwa miłość” – prawda jest jednak taka, że z takich zauroczeń się wyrasta. A tu po prostu nikomu nie przeszło. Z czasem uczucia wręcz przybrały na sile. Co innego Tsuruko, która trwała u boku Yukiatsu przez te wszystkie lata – to nie jest nawet szczególnie dziwnie, że jej nie przeszło. Ale już np. Yukiatsu jako dzieciak zakochany w Menmie, czy nie powinien sobie odpuścić po tylu latach, zwłaszcza, że obiekt jego westchnień nie żyje? Zamiast skupić się na opcjach możliwych do zrealizowania, chłopak hoduje w sobie traumę, demonizując ją niemiłosiernie, do stopnia, w którym przebiera się w ciuchy podobne do tych, które nosiła Menma i zakłada perukę, w ten nieco patologiczny sposób zespajając się ze swoją miłością. Powtórzę raz jeszcze – niepokojące :>

Ano Hana2Jest taka książka – Bramy raju autorstwa Jerzego Andrzejowskiego. To niezwykle przenikliwy, ale i swobodny strumień świadomości (technika podkreślona zostaje również przez samą konstrukcję utworu – opowieść zajmująca ok. 60 stron składa się z zaledwie dwóch zdań), który przedstawia historię średniowiecznej krucjaty dziecięcej z XIII wieku. Na czele krucjaty stoi piękny i nieskazitelny chłopak, Jakub. Prowadzi on krucjatę mającą na celu wyzwolenie Jerozolimy. U jego boku, w pierwszym rzędzie kroczą jego najbliżsi przyjaciele. Każde z nich ma po 14-15 lat. Pozornie dzieciom przyświeca uświęcony cel, gdy jednak wraz ze strumieniem świadomości wnikamy w ich myśli, okazuje się, że każde bierze udział w wyprawie z najbardziej egoistycznych pobudek. Targają nimi bardzo silne emocje – miłość, nienawiść, żądza. A centrum tych uczuć jest Jakub – Jakub kochany, Jakub nienawidzony, Jakub pożądany.

Oglądając Ano Hi Mita Hana no Namae o Bokutachi wa Mada Shiranai pomyślałam o tej powieści. Menma jest centrum wszystkich tych konfliktów, choć sama niewątpliwie ma duszę czystą, niczym płatek śniegu. A wokół niej stoi grupa przyjaciół, którzy choć są jeszcze tak młodzi, żyją w cieniu wielkiej traumy, jaką była dla nich tak niespodziewana śmierć dziewczynki. Bramy raju były oczywiście w swojej wymowie znacznie mocniejsze, w uczuciach tamtejszych dzieci były znacznie więcej mroku. Tutaj emocje z założenia są czyste – u źródeł każdej z nich leży po prostu nieodwzajemniona miłość. Jednak ich intensywność jest podobna. Pod tym względem emocjonalnie opowieść wydaje mi się mało wiarygodna. Dotarło to do mnie szczególnie mocno, gdy oglądałam ostatni odcinek – w pierwszej jego części dochodzi do totalnie absurdalnej, w mojej opinii, sceny swoistego katharsis, które bohaterowie przeżywają dzięki wywaleniu absolutnie wszystkich swoich uczuć na wierzch. Każde po kolei zaczyna płakać tak, że wkrótce nad świątynią, przy której się gromadzą, unosi się tylko jedno wielkie zawodzenie. Jest to solidnie przerysowane i zrobione chyba po to, by widzowie do tego wspólnego jęku dołączyli. Muszę przyznać, że ta część trochę mnie… hmm, zniesmaczyła? Chyba tak.

Ano Hana6Co jednak poza tym – historia jest dość ciekawa, ładnie opowiedziana. Nie mogę powiedzieć, żebym się nudziła, czy męczyła przy seansie. Co ważne między niepotrzebnie rozbujanymi emocjonalnie scenami, znajdziemy też kilka bardziej realnych i przekonujących. Choćby moment, w którym wybucha matka Menmy, kiedy przyjaciele dziewczynki znów do niej przychodzą – nie poświęcono temu dużo czasu, ale dla mnie osobiście sporo jest realizmu w tym, że matka zmarłego dziecka obwinia jej przyjaciół nie o to, że w jakikolwiek sposób przyczynili się do śmierci jej córki, ale raczej o to, że oni przeżyli i dorośli, a jej Meiko nie miała takiej szansy.

Muszę też przyznać, że sama postać Menmy była dla mnie źródłem sporych wzruszeń. Zazwyczaj nie lubię tego typu bohaterek – irytuje mnie ich infantylność i naiwność. Ale Menma jakoś budziła we mnie raczej uczucia rozczulenia – nie była dorosłą dziewczyną, która zachowuje się jak dziecko. Była dzieckiem, które wygląda, jak dorosła dziewczyna. I to chyba jest ta zasadnicza różnica, która sprawia, że Menma wydawała mi się naprawdę sympatyczną bohaterką. Jej entuzjazm, pogoda ducha, emocjonalność, ale nie taka naznaczona traumą, ale wynikająca po prostu z nieokiełznanego jeszcze charakteru. To chyba też jest ważne – Menma jako jedyna z całego stadka bohaterów nie nosiła w sobie tej nieznośnej traumy. A to przecież ona zmarła jako dziecko. Mimo to nie użalała się nad sobą, jak reszta bohaterów. Im dłużej o tym myślę, tym bardziej z tego względu narasta we mnie sympatia do tej postaci :)

Ano Hana3Jako że nie planowałam robić z tego wpisu pełnowymiarowej recenzji (jak zwykle, dobrze mi poszło :P Kudos dla tych, którzy wciąż czytają :D), będę zbliżała się do końca.

Na pewno chciałabym wspomnieć o jeszcze jednej rzeczy – mianowicie o openingu i endingu tej serii. Przyznam, że jestem nimi urzeczona. Muzycznie co prawda znacznie bardziej do gustu przypadł mi ending (wspólne dzieło seiyuu trzech bohaterek tego anime), ale obydwa tematy miały przepiękną oprawę wizualną. Oba klipy już same w sobie opowiadały jakąś historię – dobrze się ich słuchało, ale też dobrze się je oglądało. Nieczęsto widuje się aż taką pieczołowitość w projektowaniu openingów i endingów. Ostatnio z podobnym zachwytem oglądałam klipy w Mawaru Penguindrum.

Ogólnie była to dobra, ciekawa i ładnie wykonana seria. Solidna robota :) Ale nie posunęłabym się do stwierdzenia, że jakoś bardzo mnie poruszyła. Na pewno w trakcie seansu bywałam wzruszona, ale nie zaliczyłabym tego anime do historii, które zostaną ze mną jakąś bardzo długo. Takie solidne 7/10.

Reklamy

2 responses to “Ano Hi Mita Hana no Namae o Bokutachi wa Mada Shiranai – czyli jak bardzo straumatyzowany może być 16-latek?

  1. Bardzo mi się podoba twoje stanowisko w sprawie tego anime. Zawsze to jakieś tchnienie nowości, kiedy czyta się, że wyciskacz łez, którym wszyscy się zachwycają, ma wśród widowni kogoś, kto patrzy na całość bardziej trzeźwym spojrzeniem.
    „Ano Hana” dla mnie jest tytułem przede wszystkim ciekawym, który spróbował zrobić coś nowego w sferze romansu i dramatu, ale może nie w każdym momencie to wyszło. Niestety zbyt przerysowali kilka wątków, oczywiście uderzam do Yukiatsu i zbyt zagmatwali relacje w tej grupie, co idealnie ujęłaś w recenzji. Jednak jak dla mnie relacja między Menmą a Jintanem była dobrze poprowadzona. Wg mnie Menma, która umarła jako 5-latka, nie miała okazji dorosnąć emocjonalnie i cały ten proces zaczyna się w momencie, gdy wraca na ziemię. Owszem momentami jest to wszystko zbyt infantylne i słodkie oraz niepoważne, ale gdzieś tam odnoszę wrażenie, że tak to właśnie powinno wyglądać. Gdyby tylko trochę ograniczyć burzliwość tła – reszty grupy, to wszystko mogłoby się stać bardziej klarowne i przez to bardziej zjadliwe. Niestety, w formie jakiej nam to zaprezentowano, wszystko miesza się ze sobą, nad sobą i między sobą i żadna relacja nie jest taka, jaka faktycznie być powinna. Ostatecznie jednak, nie było źle. Zakończenie dobrze odegrało rolę zakończenia i tak by mogło zostać… ale! w tym roku[albo pod koniec zeszłego] dostajemy film kinowy „Ano Hana”, moje pytanie to po pierwsze „po co?”, a po drugie „o czym?”. Aby znów odkopać Menmę? Aby znów wszystko jeszcze bardziej pogmatwać? Historia ta powinna skończyć się dokładnie tam gdzie została zakończona i niestety, ja sensu w filmie kinowym zwyczajnie widzę. Ciekawa jestem czy po seansie moje zdanie się zmieni. ;)

    • Haha, ja to chyba tak z przekory robię :> Jak ktoś mi mówi, że coś jest wzruszające i na pewno się wzruszę, to na wszelki wypadek podchodzę do tematu ze zdwojonym sceptycyzmem :P

      Może i masz w tym rację – gdyby pozostałe relacje nie zostały w tym anime tak wykrzywione, być może i ta między Jintanem i Menmą wydawałaby się trochę lepiej poprowadzona. Niemniej, jak napisałam, rzadko podbijają moje serce historie miłosne, w których dziewczyny zachowują się, jak kilkuletnie dzieci – by nie szukać daleko, to mniej więcej to samo, co miałam z Chuunibyou… ;) Widzę, że jest romans i widzę, że jest to oczywistość, do której seria prowadzi, a jednak nie mogę poczuć tej miłosnej aury ;)

      Aż sobie poczytałam o tym filmie pełnometrażowym. To niby ma być jeszcze raz ta sama treść, ale opowiedziana z punktu widzenia Menmy. I bardzo dobrze, bo podobnie, jak Ty uważam, że robić do tego klasyczny sequel, gdzie np. Meiko wraca raz jeszcze, to byłaby jakaś kpina. Ale skoro po prostu chcą zrobić wersję z jej perspektywy, to kto wie – może to nawet dodatnio wpłynie na samą serię. W sumie tutaj głównym narratorem był Jintan. A z reguły tak jest, że narrator jakiejś opowieści wychodzi na jej najbardziej zrównoważonego i sensownego bohatera. Być może historia opowiedziana z punktu widzenia Menmy, da szansę pokazać ją z trochę bardziej dojrzałej i głębokiej strony – a wtedy i wątek romantyczny między nią a Jintanem przestanie mi zakrawać na jakąś mroczną odmianę pedofilii :P Na pewno, gdy już film będzie dostępny, chętnie rzucę na niego okiem :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s