Hotarubi no Mori e – o potrzebie bliskości

hotarubi-no-mori-e-01Dotyk to jedna z najbardziej naturalnych i elementarnych form kontaktu z drugim człowiekiem. Nieustannie dotykamy ludzi, których spotykamy na swojej drodze. Nie tylko w tych najważniejszych związkach, gdzie dotyk jest manifestacją szczególnie intymnej relacji. Dotyk to również podanie dłoni nowo poznanej osobie, czy odebranie z rąk kasjerki reszty po opłaceniu codziennych zakupów. Gdy jakiś odruch jest dla nas tak naturalny i oczywisty, że przestajemy go wręcz zauważać, czy możliwe jest życie bez niego? Czy można żyć nigdy nie dotykając drugiego człowieka? A jeśli tak, to jakiej jakości jest to życie? Na te pytania odpowiada właśnie Hotarubi no Mori e – krótka produkcja o wyjątkowo prostolinijnej fabule, która łapie za serca i daje sporo do myślenia.

Hotaru Takegawa, główna bohaterka tej opowieści, co lato odwiedza swojego dziadka, który mieszka na wsi położonej w górach. Jako sześcioletnia dziewczynka gubi się w lesie, który wedle opowiadań mieszkańców wioski, nawiedzony jest przez yōkai. Z pomocą przychodzi jej nieznajomy chłopak, Gin, którego twarz zasłania przedziwna maska. Obiecuje wyprowadzić ją z lasu, uprzedza jednak, że dziewczynce pod żadnym pozorem nie wolno go dotknąć, gdyż raz dotknięty przez człowieka, zniknie na zawsze. Od tego dnia Hotaru staje się codziennym gościem Gina. Dziewczynka jest spontaniczna, śmiała w okazywaniu uczuć, bardzo naturalna w swoim zachowaniu – nietrudno więc o odruch, jakim jest dla niej potrzeba dotknięcia, czy nawet przytulenia Gina. Chłopak jednak zawsze w porę ją hamuje i przypomina – jeśli mnie dotkniesz, zniknę na zawsze.

hotarubi-no-mori-e-06Lato nieuchronnie dobiega końca, Hotaru jednak obiecuje, że za rok powróci na wieś i znów Gina odwiedzi. Obydwoje dotrzymują słowa – ona wraca, on zaś czeka na nią w tym samym co zawsze miejscu. I tak zaczyna się przyjaźń, która trwa długie lata. Przyjaźń, która balansuje na granicy miłości – uczucia te jednak są tak oczywiste i w pełni odwzajemnione, że bohaterowie nigdy nie mówią o nich wprost. Oni nie mają takiej potrzeby, a dzięki temu my, jako widzowie, otrzymujemy obrazek nieprzegadany – niezwykle subtelny i pełen ciepła.

Hotarubi no Mori e jest niezwykle wierną ekranizacją mangi o tym samym tytule, autorstwa Yuki Midorikawy. Co ważne na mangę składają się cztery krótkie rozdziały – opowieść zawarta w omawianym anime, to zaledwie jeden z nich. Z tego już choćby względu, film również do długich nie należy. Czy tę historię dałoby się nieco rozbudować? Na pewno. Chociażby przez nadanie bohaterom bardziej zindywidualizowanych cech charakteru, rozszerzenie ich historii, wzbogacenie relacji o dodatkowe wydarzenia. Prawda jest jednak taka, że nie ma potrzeby tego robić. Bohaterowie są tutaj jedynie pretekstem – stąd ich dość schematyczne i pozbawione szczegółów osobowości. Hotaru to sympatyczna, choć zupełnie przeciętna dziewczynka. Gin to dobroduszny, ale nieco zdystansowany chłopak. Możemy ich polubić, nie chodzi jednak o to, byśmy szczególnie się z nimi zżyli – istotą tego filmu jest raczej ukazanie, w jaki sposób między dwójką zwyczajnych ludzi rodzi się bliskość i przywiązanie, które w pewnym momencie, zamiast generować jedynie pozytywne emocje, zaczyna boleć. Wszystko z powodu niemożności manifestacji tej bliskości za pomocą dotyku. Choć Hotaru i Gin znają się od dziesięciu lat, ani razu nie dane było im się dotknąć. Widzimy, że z czasem obydwojgu zaczyna to coraz bardziej doskwierać – tęsknota rozciąga się na wszystkie pory roku, lato stanowi z jednej strony spełnienie marzeń, z drugiej ponowne, bolesne zderzenie ze świadomością, że oto staję przed osobą, którą kocham, a nie mogę nawet wziąć jej za rękę.

hotarubi-no-mori-e-05Pragnienie bliskości jest tu odczuwalne, paradoksalnie można by rzecz – wręcz namacalne. Ostatniego wspólnego lata Gin zabiera Hotaru na leśny festiwal urządzany przez duchy. Nie może jej wziąć za rękę, w trosce więc o to, by dziewczyna się nie zgubiła, prosi ją, by obwiązała swój nadgarstek chustą, która z drugiego końca obwiązuje już jego nadgarstek. Widok tej dwójki niezwykle bliskich sobie ludzi, dla których połączenie dłoni za pomocą chustki jest szczytem dostępnej bliskości, wzrusza, ale i boli.

Ta opowieść pozbawiona jest zawiłej fabuły, brak tu innowacyjnych technik narracyjnych – chłonie się ją w sposób naturalny, niewymagający dużego wysiłku intelektualnego. To, co chce przekazać, jest nam dane wprost, nie potrzeba tu wielkich interpretacji – samotność przybiera różne formy. Niemożność wyrażenia swoich uczuć wobec ukochanej osoby najprostszym nawet gestem, przyczynia się do poczucia samotności równie mocno, co brak takiej osoby w naszym życiu. Po latach trwania w tego typu samotności i tęsknocie, jeden taki gest okazuje się mieć siłę, by nadać sens całemu życiu. Jeśli by spojrzeć na to sceptycznie, można dojść do wniosku, że historia ta zahacza o banał. Faktem jednak jest, że te największe prawdy o życiu ludzkim, z reguły sprowadzają się do banalnej i ze wszech miar oczywistej treści.

hotarubi-no-mori-e-02Prostej fabule, towarzyszy równie prosta, a jednak urzekająca, animacja. Projekty postaci są dokładną reprezentacją ich charakterów – niczym szczególnym się nie wyróżniają, sprawiają wrażenie sympatycznych i zwyczajnych. Akcja osadzona jest przez większość filmu w leśnej scenerii, stąd krajobrazy prezentują się dość jednostajnie, nie brak im jednak pewnego rozmachu. Potęgują aurę samotności, która nieustannie otacza Gina. Animacja bez wątpienia jest tutaj kolejnym elementem, który podkreślać ma nostalgiczny, łagodny charakter całej opowieści – jest piękna, ale nie na tyle by przyćmiewać samą historię.

hotarubi-no-mori-04Podobnie jest z muzyką – subtelnie rozbrzmiewa w tle, nigdy nie wysuwając się na pierwszy plan. Po zakończeniu samego filmu, warto poczekać na prześliczny ending. Nie dostajemy do niego co prawda żadnej oprawy wizualnej, ale sama muzyka doskonale podtrzymuje uczucie wzruszenia, towarzyszące nam szczególnie mocno w ostatnich minutach opowieści. Na uwagę zasługuje również, moim zdaniem, Kouki Uchiyama, seiyuu Gina. Ten młody chłopak nie tylko idealnie sprawdza się w rolach spokojnych, zdystansowanych i nieco tajemniczych bohaterów, ale w tym przypadku jego praca jest szczególnie istotna – przez większą część filmu Gin występuje w masce, która skrywa wszelką mimikę tej postaci. Jedynym środkiem ekspresji jest tutaj właśnie głos – to na seiyuu spoczywa obowiązek nadania bohaterowi całej głębi emocjonalnej. Obowiązek, z którego Uchiyama wywiązuje się świetnie.

hotarubi-no-mori-e-03Kto doceni tę historię? Chciałoby się powiedzieć – każdy, kto ma serce. Ale to może zbyt ogólna charakterystyka docelowej grupy odbiorców. Hotarubi no Mori e to opowieść, która płynie bardzo jednostajnym nurtem. Owszem, dostajemy tu klasyczny moment kulminacyjny – przychodzi jednak na niego poczekać do ostatnich minut filmu. Wcześniej jest tylko spokój, subtelność, swego rodzaju leniwe tempo, którym podąża akcja. Warto jednak pamiętać, że to zaledwie 40-parę minut. Dlatego sądzę, że nawet osoby, które na co dzień preferują znacznie żywszą i dynamiczną fabułę, powinny dać tej historii szansę.

Reklamy

4 responses to “Hotarubi no Mori e – o potrzebie bliskości

  1. Obejrzałam to anime dopiero jakiś miesiąc temu. Wiele razy trafiałam na ten tytuł, ale czy to przez nieodpowiedni nastrój, czy przez brak czasu, czy inne, w gruncie rzeczy mało ważne sprawy, nigdy nie zadałam sobie trudu, aby znaleźć gdzieś te 40 minut. Dopiero po seansie zdałam sobie sprawę, że przez tyle czasu miałam przed nosem perełkę wśród jednowątkowych opowieści o przyjaźni i miłości. Hotarubi no mori e to tak prosta, ciepła i bezpretensjonalna historia, że aż ciężko cokolwiek więcej o niej powiedzieć. 40 minut, które spędzamy wraz z Hotaru i Ginem i w czasie których dane jest nam śledzić te wszystkie uczucia rodzące się między nimi, to najlepsza definicja dojrzewającej miłości. Brak dotyku między nimi sprawia, że widz bardziej koncentruje się na tym co nie zostało zrobione lub wypowiedziane, ostatecznie nikt nie powiedział, że miłość da się w pełni wyrazić, a anime to idealnie tę tezę potwierdza. ;)

    • Niesamowite, że czasem samemu się takie cudeńka odkłada, a potem się człowiek zastanawia, dlaczego wcześniej tego nie obejrzał. Ostatnio miałam taki przypadek z Millennium Actress, którą chyba też sobie z pół roku odkładałam, bo ciągle coś, a w efekcie byłam bardzo mocno urzeczona.

      Hotarubi no Mori e faktycznie jest magiczne :) Z półtora tygodnia chodziłam i codziennie myślałam o tym króciutkim seansie – to jedna z tych opowieści, które na trochę w środku zostają i na jakiś czas mają monopol na emocje swojego widza ;) Teraz oglądam Natsume Yuujinchou – ten sam rodzaj magii i uroku. Uwielbiam tego typu historie :)

      • Dokładnie, niby wiesz, że taki tytuł jest i sporo się o nim słyszy, ale jednak zawsze coś przeszkadza, aby się faktycznie w niego bardziej zagłębić. Millennium Actress też jeszcze nie miałam okazji zobaczyć, ale leży u mnie w ‚plan to watch’ już od dawna. Podobnie jak ‚Colorful [2010]’ – także trzeba będzie zrobić sobie dzień na troszkę poważniejsze produkcje. ;)
        Natsume obejrzałam wszystkie sezony i wszystkie sobie cenię na 9-10. Klimat tych serii, bohaterowie i oczywiście sam Natsume – to się nazywa dobra robota. W sumie nie miałabym nic przeciwko kolejnej serii albo chociaż jakieś OAV/MOVIE, ale niestety już chyba nic się szykuje. Mam jednak nadzieję, że jeszcze kiedyś wrócę do tego magicznego świata, a tobie strasznie zazdroszczę, że dopiero go poznajesz. ;)

        • Wczoraj właśnie skończyłam pierwszy sezon Natsume :) Magiczna opowieść, absolutnie. Nie byłam pewna, czy ten tytuł mi się spodoba – lubię, kiedy okruchy życia zabarwione są choćby lekkim romansem, a tutaj tego nie ma – tzn. jest na płaszczyźnie youkai, ale nie w odniesieniu do głównego bohatera. Po drugim odcinku zupełnie jednak mi ten temat zobojętniał i zaczęłam zachwycać się leniwą i pełną uroku atmosferą tej opowieści. Natsume jest przecudowny, a Nyanko-sensei doprowadza mnie do dzikich ataków śmiechu swoimi cudownymi odzywkami :) Nie mogę się doczekać, aż ściągnie mi się 2. sezon. To absolutnie cudowne, że taka historia dostała aż cztery serie. Ostatnio mam wrażenie, że kontynuacje dają tylko durnym, zboczonym komediom ze stadem krzykliwych i przesadnie kolorowych postaci, zaś takie spokojne i obyczajowe opowieści bardzo szybko idą w odstawkę – ogromnie się cieszę, że nie stało się tak z Natsume :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s