Sukitte Ii na yo – 13 kroków do totalnej katastrofy

Sukitte Ii na yo_01

Sukitte Ii na yo to seria bazująca na znanym i bezwzględnie przez Japończyków uwielbianym schemacie szkolnego romansu. Mei Tachibana, dziewczę życiowo nierozgarnięte, nieśmiałe i skrajnie niepopularne wpada w oko Yamato Kurosawie, przystojnemu (to już raczej kwestia wysoce dyskusyjna), pogodnemu i niezwykle popularnemu chłopakowi ze swojej szkoły. Znamy? Znamy. Widzieliśmy? Bo to raz? Bywa różnie – z takiego zarodka potrafi rozwinąć się zarówno ładna i przyjemna w odbiorze historia o miłości, jak i tani, sentymentalny banał przyprawiający o ogólne poczucie żenady. Omawiany tytuł niestety zaliczyłabym do tej drugiej kategorii.

Tego typu historie przedstawione mogą zostać w sposób dwojaki. Mogą być długą, często bolesną drogą bohaterów do osiągnięcia jakiegokolwiek porozumienia emocjonalnego – z wielkim finiszem w postaci namiętnego… trzymania się za ręce, rzadziej już pocałunku, a mogą też już w pierwszych odcinkach ustanawiać związkowy status protagonistów, dając im w dalszej części serii czas na dojrzewanie do nowej roli i komplikowanie sobie życia we dwoje na milion różnych sposobów. Sukitte Ii na yo podąża drugą z tych ścieżek, co potencjalnie przynajmniej daje nadzieję na fabułę nieco bardziej oryginalną i ciekawą, aniżeli bywa to w przypadku pierwszej realizacji tego typu wątku. Niestety na potencjale się tutaj kończy, gdyż jeszcze przed połową serii jasne być zaczyna, że w tej produkcji zostanie on zmarnowany doszczętnie i z kretesem.

Sukitte Ii na yo_09

Największą bolączkę Sukitte Ii na yo stanowią bohaterowie – najpierw dający się tolerować, następnie nudzący odbiorcę, kolejno wzbudzający u niego przejawy niekontrolowanej agresji, finalnie wywołujący skrajne politowanie. A zaczyna się dobrze – przyznam, że pierwsze 4 odcinki ogromnie mnie zainteresowały – tak bardzo, że z rozpędu sięgnęłam po mangę, która również przypadła mi do gustu, choć dała już pierwsze sygnały co do tego, że nie mamy tu do czynienia z dziełem wiekopomnym, a jedynie typowym, nieco przedramatyzowanym, ale wciąż ładnym shoujo.

Gdy poznajemy Mei, natychmiast w oczy rzuca się jej odizolowanie społeczne. Nie ma przyjaciół – więcej, w wykluczeniu zdaje się prześcigać wiele innych animowanych samotniczek, czego doskonałym poświadczeniem staje się fakt, że w pamięci swojego telefonu posiada jedynie dwa numery – do domu i do pracy. Tachibana jest więc typowym szkolnym wyrzutkiem, nie wzbudza jednak litości, jako że charakter zdaje się (warto podkreślić to raz jeszcze: zdaje się) mieć twardy – gdy kolega z klasy próbuje zajrzeć jej pod spódnicę, odwija się z całą stanowczością i z rozpędu zasadza kopniaka w twarz domniemanego winowajcy, który, jak się okazuje, jest jedynie niewinnym przyjacielem faktycznego winowajcy. Jak wiadomo, najszybciej do serca mężczyzny można się dostać poprzez bolesne okaleczenie jego ciała – w myśl tej zasady, skopany Kurosawa, zaczyna zainteresowanym wzrokiem wodzić za Mei. Ta jednak jest nieustępliwa – z zapałem, po którym w dalszych odcinkach serii nie pozostaje nawet niewyraźny cień, odpędza chłopaka od siebie. Ponownie jednak, jak dobrze wiadomo, najszybciej do serca kobiety można się dostać poprzez serię napastliwych i wymuszonych na niej pocałunków – stosując ten patent, Yamato przełamuje wreszcie opór Mei i oto nasi bohaterowie wchodzą na nowy etap swej znajomości, stając się jednocześnie przedmiotem plotek całej szkoły.

Sukitte Ii na yo_05

I ten właśnie początek, jest dla nich obydwojga, dla Mei zaś w szczególności, końcem – postaci i ich kreacje staczają się od tego punktu po równi boleśnie wręcz pochyłej. Mei traci wszelkie przejawy indywidualizmu, staje się wypraną z charakteru kluchą, która w obecności swojego chłopaka nie jest w stanie wydukać więcej, niż dwóch sylab. Nieustannie wstydzi się, rumieni, broni swojego terytorium, jakby walczyła z najzacieklejszym wrogiem. O ile takie zachowanie można tolerować przez 2-3 odcinki, kiedy to bohaterka zmaga się ze swoją wrodzoną nieśmiałością, o tyle, jeśli taki stan rzeczy trwa do ostatniego epizodu, zaczyna człowieka szlag trafiać. Przy okazji jednak Mei emocjonalnie się rozwija lub to przynajmniej próbuje nam się wmówić, ukazując sytuacje, w których Tachibana wciela się w reinkarnację Ghandiego i poucza wszystkich wokół o zaufaniu, przyjaźni, wybaczaniu i nadstawianiu drugiego policzka. Zaskakujące, jak szybko dziewczyna, która w życiu nie nawiązała z drugim człowiekiem jednej sensownej relacji, staje się guru w kwestiach doradztwa emocjonalnego. Bierność i brak pewności siebie, które przejawia Mei, nieustannie wzbudzały we mnie chęć zdzielenia jej czymś ciężkim po głowie. Rozumiem, że bohaterki szkolnych romansów to często gęsto istoty kruche, wrażliwe i nieśmiałe – u Mei jednak cechy te zaostrzone zostają w stopniu niewiarygodnym, właściwie cały czas ma ona minę zbitego psa, który nieustannie przeprasza otoczenie za to, że żyje.

Sukitte Ii na yo_08

W gruncie rzeczy można powiedzieć, że ona i Yamato świetnie się dobrali, jako że i nasze szkolne bożyszcze wyprane jest z autentyzmu i charakteru. Jego zachowania pozbawione są logicznych podstaw. Ponadto, choć pozuje na pana wrażliwego, nie posiada grama empatii i nijak nie potrafi pojąć emocji swojej partnerki  – no bo, kto w sumie mógłby się spodziewać, że dziewczyna, z którą jest w związku poczuje się zraniona tym, że codziennie po pracy chodzi on na milusie kolacyjki we dwoje do mieszkania pięknej modelki, która wprost przyznaje, że jest w nim zakochana i chciałaby go zdobyć? No jakże coś takiego przewidzieć, doprawdy! Mówiąc wprost i bez ogródek – Kurosawa jest tępy, niczym zardzewiały nóż rzeźniczy.

Sukitte Ii na yo_06

Gdy tego typu postaci wchodzą ze sobą w związek, katastrofa zdaje się być nieuchronna. Na czym bazuje ich bycie razem? Bóg jeden raczy wiedzieć. Kurosawa interesuje się Mei chyba tylko dlatego, że ona nie zainteresowała się nim – poza tym, jako miłosierny samarytanin, ewidentnie otworzenie jej na świat bierze sobie za misję i największe dzieło swego życia. Mei zaś jest z Yamato prawdopodobnie dlatego, że ten tak zarządził, a ona jako bezwładna lalka nie za bardzo woli tej się może przeciwstawić. Cóż to jednak za związek! Oparty w 90% na wspólnych powrotach do domu. Oglądając Sukitte Ii na yo odnosiłam wrażenie, że nawet scenarzyści nie mieli pomysłu na to, co może tę dwójkę bohaterów łączyć, stąd brak jakkolwiek treściwych scen z ich udziałem. Trochę trzymania się za rękę, czasem wspólne popłakiwanie, z dodatkiem tony fatalnych dialogów, okrutnie demaskujących, że nasze gołąbeczki nie mają sobie absolutnie nic mądrego, ani ciekawego do powiedzenia. Wszelkie nadzieje na sensowny rozwój tej relacji straciłam w okolicach, zdaje się odcinka dziewiątego, kiedy to Mei i Yamato dostają trzy wspólne sceny, które wypełnione zostają dokładnie tym samym dialogiem:

Yamato: Widzę, że naprawiłaś swoją bransoletkę. | Mei: M-mm.

Yamato: Pewnie niełatwo było naprawić tę bransoletkę. | Mei: M-mm.

Yamato: Cieszę się, że naprawiłaś tę bransoletkę. | Mei: M-mm.

Powiedzieć, że człowieka krew zalewa, to mało, zdecydowanie za mało. Nieprawdopodobieństwo i ubożyzna ich związku w całej okazałości ujawniają się w finale, ale o tym przekonać już na własnej skórze muszą się najwięksi masochiści… yyy, fani serii.

Sukitte Ii na yo_07

Co więc robią scenarzyści, którzy niejasno, ale jednak przeczuwają, że relacja głównej pary nie wzbudza w widzach dostatecznych emocji? Ano, próbują je wzbudzić w inny sposób – pozwolę sobie nadmienić, najgorszy z możliwych. Cała seria naszpikowana jest do bólu rozdmuchanymi, by nie powiedzieć wydumanymi, dramatami życiowymi. Każdy, absolutnie każdy bohater, włącznie z 12-letnią siostrą protagonisty, ma w swoim życiorysie jakieś traumatyczne wydarzenie, które na zawsze pozostawia zadrę w jego nieszczęśliwym sercu. O ile jeszcze anoreksja Aiko faktycznie ma się szansę wybronić w roli poważnego problemu życiowego, o tyle dramaty Kurosawy, wspomnianej już jego młodszej siostry czy modelki Megumi śmierdzą najgorszą odmianą sentymentu. To bardzo tanie chwyty, które mają wywołać w nas przekonanie, że oglądamy serię z głębią psychologiczną pojemności Rowu Mariańskiego – choć w istocie mamy do czynienia z opowiastką o płyciźnie większej, niż ta posiadana przez kałużę po przelotnym, wiosennym deszczyku.

Sukitte Ii na yo_04

Fabuły jako takiej zbyt wiele tutaj też nie uświadczymy. To jednak zgodne jest z gatunkiem, do którego przynależy ta seria. To typowe okruchy życia – zbiór scenek ze wspólnego bytowania naszej parki. I pewnie, gdyby postaci posiadały choćby tyle śladowych ilości charakteru, ile ptasie mleczko zawiera orzechów arachidowych, oglądałoby się to całkiem przyjemnie. Niestety jednak, to nie ten przypadek. Przez trzynaście odcinków przychodzi nam obserwować przekombinowaną, wypraną z autentyzmu, godną pożałowania szarpaninę między dwójką bohaterów – zamiast tego związku obydwoje mogli sobie po prostu zafundować porządną psychoterapię.

Od strony wizualnej seria nie wzbudziła mojego zachwytu, choć kreska jest dość typowa dla shoujo i przypuszczam, że w tym względzie mogło być o wiele gorzej. Warto tu raz jeszcze przywołać mangę – projekty postaci stworzone przez jej autorkę są prześliczne. Sylwetki są co prawda niezdrowo wydłużone, ale w przypadku mężczyzn, posiadają one niezbędne minimum tężyzny fizycznej, zaś w przypadku dziewcząt – przyznam, że nie widziałam jeszcze tak prześlicznie rysowanych oczu. To oczywiście typowe, wielkie na 1/3 twarzy oczęta w stylistyce shoujo, rysowane są jednak niezwykle precyzyjne i posiadają hipnotyzującą głębię. Anime stara się naśladować kreskę mangi – robi to jednak trochę nieudolnie. Postaci, owszem są szczupłe, ale przy tym płaskie, jak tyczki z nienaturalnie wydłużonymi korpusami, co demaskowane jest przede wszystkich przy ujęciach z daleka. Niestaranność widać też choćby przy kwestii wzrostu poszczególnych postaci – niekiedy Mei sięga Kurosawie do ramion, innym razem wydaje się karłem ledwie zahaczającym o splot słoneczny swojego chłopaka. Co gorsza widać, że graficy są nieco na bakier z anatomią ciała ludzkiego – niektóre ruchy postaci, nie wiedzieć czemu, zwłaszcza Kurosawy, przywodzą na myśl źle prowadzoną drewnianą kukłę. Kolory, szczególnie te podczas zachodów słońca są dość przyjemnie dobrane. Tła są poprawne, ale zwyczajnie nudne i nieludzko statyczne – rzadko kiedy w kadr wchodzi jakiś statysta. Ubogie są też wnętrza – i o ile w przypadku sal lekcyjnych nie jest to szczególnie dziwne, czy rażące, to już przestrzenie takie, jak domowe pokoje bohaterów czy studio, w którym urządzane są sesje fotograficzne, wręcz błagają o jakąś indywidualizację. Tymczasem graficy idą na łatwiznę, kiedy tylko mogą – gdy Kurosawa i Megumi jako modele młodzieżowych czasopism pozują do kolejnych zdjęć, nie wstawia się za nich nawet kolorowej planszy, nie wspominając o jakiejkolwiek scenerii. Ot, stoją na tle białej ściany. Bieda aż piszczy – chyba, że bezbarwne tła i puste przestrzenie są rodzajem manifestacji tego, co dzieje się we wnętrzach samych bohaterów. Wówczas, scenografia ma sporo sensu.

Sukitte Ii na yo_03

Muzyka jest całkiem klimatyczna – zdaje się, że na nią spada cały ciężar budowania emocji, których nijak nie potrafią zbudować postaci, czy ich perypetie. Ponownie jednak pojawia się problem monotonii – wszystkie łzawe melodyjki zdają się lecieć na jedno kopyto. Pozytywnie wyróżnia się jak dla mnie jedynie opening, który faktycznie zawiera w sobie sporo nostalgii i wrażliwości.

Sukitte Ii na yo, to jedna z najgorszych serii shoujo, z jakimi się dotychczas spotkałam. A o taką opinię wcale nie jest u mnie łatwo, jako że jestem zdeklarowaną fanką gatunku. Uwielbiam romanse i nawet, kiedy seria ma widoczne minusy, potrafię znaleźć w niej jakiś urokliwy detal, który nadaje jej nieco sensu. W tym przypadku nie znalazłam nic – drewniane postaci, nadęte dramaty, związek pozbawiony chemii i uczuć, nudna fabuła, a wszystko to w smętnej oprawie graficznej. Takiej serii nie poleciłabym nikomu. Chyba, że ktoś złakniony jest tytułu naszpikowanego po brzegi emocjonalnymi huśtawkami i wyolbrzymionymi dramatami – ale i w tej kategorii znalazłabym bardziej przystępne propozycje, oferujące przede wszystkim, bardziej znośne postaci. Jeżeli już komuś mocno zależy na zapoznawaniu się z tą właśnie historią, zdecydowanie polecam mangę – ładniej rysowaną z lepiej prowadzoną narracją.

Sukitte Ii na yo_02

Advertisements

9 responses to “Sukitte Ii na yo – 13 kroków do totalnej katastrofy

  1. Co prawda w tym temacie już przedyskutowałyśmy wszystko co się dało, ale skomentować i tak muszę: Kocham tę recenzję! <3 Oddaje idealnie wszystko co tylko można tej serii zarzucić i na dodatek znalazłaś miejsce na moją ulubioną próbkę dialogów. ;D Ponadto chylę czoła za porównanie Yamato do zardzewiałego noża rzeźniczego. xD. Zbudować na tak tępym tytule tak błyskotliwą recenzję, to naprawdę nie lada wyczyn, a tobie się to perfekcyjnie udało, myślę, że jeszcze raz sobie do niej wrócę, na poprawę humoru. ;D

    • Dziękuję! :D Bardzo się cieszę, że recenzja trafiła Ci do przekonania, zważywszy, jak podobną miałyśmy opinię o tym tytule. Przyznam, że pisanie tego tekstu dało mi dziką satysfakcję – wreszcie mogłam wylać całą tę żółć nagromadzoną podczas seansu :D

      Swoją drogą, nie masz wrażenia, że w nowym sezonie to Amnesia jest godnym spadkobiercą poziomu Sukitte Ii na yo? :> Niby inna konwencja, ale poziom idiotyzmu właściwie ten sam. A i bohaterki z tej samej rozlazłej gliny ulepione – choć przy heroinie Amnesii, to nawet Mei wydaje się być jakoś bardziej żywotna i rozgarnięta ;)

      • Dzika satysfakcja – wiem dokładnie o czym mówisz. ;D
        Oj tak, zgadzam się w 100% – Amnesia naprawdę godnie przejęła pałeczkę i jak na kolejne pokolenie przystało nawet, moim zdaniem, stoczyła się o stopień niżej. W Sukitte… przynajmniej byli jacyś bohaterowie drugoplanowi, którzy jeszcze coś tam wnosili [kolejne tony traumy co prawda, ale to już się liczy! ;P]. W Amnesi poza bishami i amebą już praktycznie nikogo nie ma – te jej przyjaciółki [???] pozwolę sobie pominąć, bo jak się ktoś pokazuje się na ekranie przez 3 minuty odcinka, to jednak bohaterem drugoplanowym nadal dla mnie nie jest. A jakby tak stworzyć anime o przyjaźni Mei i heroiny Amnesi? Czyżbyśmy własnie tworzyły zupełnie nowy gatunek? – bo jakoś nie widzę tego dynamicznego dzieła w żadnej z istniejących kategorii. ;D

  2. Hej nie oglądałam całej serii, ale nawet mi się to anime spodobało. Ciekawi mnie który to odcinek ( ona w sukience, on okulary na tle białych ścian) mogłabyś mi napisać?

    • Mnie Sukitte Ii na yo rozczarowało – może po prostu zbyt wiele się po tej serii spodziewałam? ;)

      Co do odcinka, o który pytasz – był to odcinek nr 6, w którym Yamato po raz pierwszy brał udział w sesji fotograficznej jako model.

  3. Szacun, że przebrnęłaś przez to do końca! – ja odpadłam na drugim/trzecim odcinku ;>
    Mr.Popularny narzucający się Mei pocałunkami (bo przecież jest to najlepsza metoda na robienie z człowieka duszy towarzystwa -____-), albo problemy a la „ojej, mam za duży biust i nikt mnie przez to nie lubi” wywoływały u mnie histeryczny śmiech i chęć zasadzenia wszystkim postaciom porządnego kopniaka, który wysłałby ich na księżyc!
    Stąd też nie rozumiem skąd taki wysoki score na MALu – 7,7? Really? Świat chyba składa się w większej części z masochistów, którzy najpierw powinni przeczytać Twoją recenzję, a potem się wypowiadać, bo jest ona idealnym podsumowaniem Sukitte Ii na yo, aka „I will say ‚I hate you'” ;P

    Pozdrawiam ^^

    • Przebrnęłam, przebrnęłam, sama niejednokrotnie zastanawiając się, dlaczego tak się męczę? :P Chyba po prostu chciałam wyrobić sobie zdanie na temat tej serii wyposażona w pełną o niej wiedzę. Poza tym miałam jakąś taką chorą ciekawość w sobie – jak bardzo ta seria może się jeszcze stoczyć? Okazało się, że przepaść jest właściwie bezdenna :D Faktycznie, 90% problemów, które dopadały bohaterów, było absolutnie niedorzecznych i żałosnych. W gruncie rzeczy było mi szkoda, że ta seria okazała się takim niewypałem – po zapowiedziach wydawało mi się, że jeżeli cokolwiek mi się w sezonie jesiennym spodoba na pewno, to będzie to właśnie Sukitte Ii na yo, jako że uwielbiam takie obyczajowe, okruchowe romanse. Niestety w tym przypadku był to chyba największy niewypał tego sezonu i równie mocno, jak Ty dziwię się, jak ludzie mogą cenię tę serię i twierdzić wręcz, że posiada ona niezwykłą głębię, a bohaterowie złożone charaktery. Czy my na pewno oglądaliśmy ten sam tytuł…?

      I miło Cię gościć, Shouri – dzięki za wizytę ;)

  4. Jest bardzo, naprawdę bardzo niewiele tytułów, które porzucam po obejrzeniu więcej niz pięciu odcinków. To anime było jednym z nich a twoja recenzja jest kwintesencją tego co czułam podczas oglądania. Idealna.

    • Mam podobnie :) Zwłaszcza, jeśli seria liczy sobie niewiele ponad 10 odcinków, po 5 z reguły jest mi jej szkoda porzucić.
      W pełni jednak rozumiem chęć wymazania ze świadomości Sukitte Ii na yo. U mnie chyba zwyciężyła ciekawość co do tego, jak bardzo mogą to jeszcze zepsuć. Winię też trochę mangę ;) Nie jest ona wybitna, ale na pewno lepsza od anime, stąd, gdy na etapie 5-6 epka, miałam już pochłonięte wszystkie dostępne wówczas chaptery, chyba gdzieś tam liczyłam, że uda im się dobić i utrzymać przynajmniej do poziomu pierwowzoru. Niestety, do tego nie doszło. I tak całe szczęście, że miało to to zaledwie 13 odcinków – gdyby było ich ze 20, na pewno nie dałabym rady dociągnąć do końca.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s