Junjou Romantica, czyli do czego może prowadzić nadmiar testosteronu?

Junjou.Romantica.01

To moje pierwsze yaoi – ilu fanów anime od tego właśnie stwierdzenia zaczyna recenzje Junjou Romantica? Pewnie grube tysiące. Faktem jest, że w tym specyficznym, a mimo to (a może właśnie dlatego) niesamowicie popularnym gatunku, jakim są opowieści o męskich związkach homoseksualnych, ten właśnie tytuł jest najpopularniejszym, najbardziej lubianym, najczęściej wymienianym – to po prostu niekoronowany król yaoi. Jako intensywnie dokształcająca się wielbicielka anime, postanowiłam na własnej skórze przekonać się, o co tyle szumu? ;)

Oczywiście i ja zaliczam się do grona, dla którego Junjou Romantica stanowiło pierwsze zetknięcie ze światem yaoi. Na początek kwestia, którą zazwyczaj staram się odkładać na koniec recenzji, w niektórych przypadkach jednak się nie da – tak jest i tutaj. Co w anime stanowi o pierwszym wrażeniu? Grafika oczywiście. A ta w Junjou Romantica jest… hmm, bardzo specyficzna. Nie chcę używać słowa koszmarna, bo mimo wszystko stanowi ona przejaw jakiegoś stylu podkreślającego w pewnym stopniu charakter postaci. Mimo to jednak przyzwyczajenie do niej oka było dla mnie nie lada wyzwaniem. Panowie, zwłaszcza ci dojrzali, mają tragicznie kanciaste twarze – przypominają one odwrócone trapezy. Anatomicznie rzecz ujmując, bohaterowie pozbawieni zostali kości policzkowych, a co za tym idzie, samych policzków. Ich sylwetki do zgrabnych również nie należą – podkreślając męskość postaci autorka mangi, na podstawie której stworzone zostało anime, a co za tym idzie jego charakterystyczna kreska, zdecydowanie przesadziła z barczystymi korpusami swoich bohaterów. W wielu momentach drażniły mnie też koszmarnie grube/szerokie szyje, ogromne łapy (bo to już trudno dłonią nazwać), których wielkość częstokroć przekraczała rozmiar całych twarzy. Zasadniczo widać, że dominował tutaj problem z zachowaniem właściwych proporcji, nie tylko w projekcie postaci. Również przestrzenie, częstokroć przesadnie wyolbrzymione, sprawiały wrażenie pustych, schematycznych – niedorzecznie szerokie stoły, ogromne łóżka, będące w stanie pomieścić coś pewnie około sześciu dorosłego chłopa i wiele innych tego typu kwiatków. Płynność ruchów postaci również pozostawiała wiele do życzenia – pozbawione były one naturalności, co szczególnie uwidaczniało się w scenach zbliżeń między bohaterami, w które seria obfituje. Nie zapominajmy też o włosach naszych panów – bardziej przypominających jakieś dziwne plastikowe peruki, aniżeli realistyczne fryzury. Szczerze mówiąc, wolałam, gdy w serii pojawiał się tryb super-deformed – był on bardziej zbliżony do kanonu w swojej kategorii, aniżeli podstawowa grafika serii. Z punktu wizualnego Junjou Romantica bardzo mnie umęczyło.

junjoromantica-testshot

Co jednak z samą zawartością? Na samym początku powiem jasno – naprawdę nie rozumiem zachwytów nad tą serią. I tutaj nie chodzi o tematykę – absolutnie nie razi mnie temat związków męsko-męskich czy damsko-damskich. Chodzi raczej o jej przedstawienie, w moim odczuciu, propagujące jakichś dramatycznie krzywdzący stereotyp relacji gejowskich. Do tego jednak wrócę jeszcze za chwilę.

Założenia fabularne Junjou Romantica są tyleż proste, co naciągane. 18-letni Misaki Takahashi szykuje się do egzaminów na uniwersytet. Nie do końca w zgodzie z jego preferencjami, jego korepetytorem zostaje 28-letni Akihiko Usami, publicznie znany pisarz, prywatnie najlepszy przyjaciel starszego brata Misakiego, który od śmierci rodziców zajmował się chłopcem. Podczas pierwszej wizyty w mieszkaniu Usamiego (zwanego pieszczotliwie Usagim), Misaki odkrywa, że mężczyzna poza oficjalną literaturą, którą tworzy, pod pseudonimem jest również autorem opowieści boys’ love, w których urzeczywistnia swoje erotyczne fantazje związane z bratem Takahashiego – Takahiro. Wzburzony chłopak atakuje Usagiego, dziwnym jednak trafem ich starcie kończy się w sypialni, gdzie pisarz bardzo szybko zamyka Misakiemu usta – używając do tego własnych :> Całe następujące po tym zbliżenie odbywa się oczywiście wbrew woli Misakiego, który drze się, wyrywa – jego opór jest jednak bezskuteczny w zestawieniu z siłą starszego i większego Usagiego. Absolutnie zawstydzony i wściekły Misaki nie rezygnuje jednak z pomocy swojego korepetytora, gdyż wie, że tylko dzięki niemu dostanie się na wymarzony uniwersytet. Ku jego przerażeniu wkrótce jego związek z Usagim się pogłębia – jako że Takahiro postanawia się ożenić i wraz z małżonką przenieść do innego miasta. Jedyną opcją, aby Misaki został na miejscu, jest tymczasowe zamieszkanie z Usagim właśnie. W ten oto sposób nasi bohaterowie zostają współlokatorami, a wkrótce po tym i kochankami, jako że popędy Usagiego są dość mocno rozwinięte i przynajmniej raz na odcinek odczuwa on potrzebę napastowania Misakiego.

Junjou.Romantica.02

Tak zarysowuje się główny wątek historii – oprócz pary Usagi-Misaki, w serii pojawiają się jeszcze inni bohaterowie. Mamy więc Hiro, dawnego przyjaciela i kochanka Usagiego, który trafia na miłosny celownik młodszego od niego Nowakiego. Jest i Miyagi profesor literatury, który współpracuje z Hiro, przy okazji stawiając pierwsze kroki w związku ze swoim byłym szwagrem, duuuużo młodszym bratem swojej byłej żony (sic!). Jak widać mamy tutaj do czynienia z łańcuszkiem bohaterów, których losy w pewnych punktach się zazębiają, ale nie są od siebie zależne. Perypetie tych trzech par wypełniają 12-odcinkową serię.

Junjou.Romantica.06

Junjou Romantica to nie tylko romans, ale również i komedia. Przyznam, że pod tym względem było nawet nieźle. Seria obfituje w masę humorystycznych momentów, których przyczyną najczęściej jest Misaki, próbujący przyzwyczaić się do swojego nowego życia, a przede wszystkim nowego partnera. Sporo humoru wprowadza też Miyagi, który wręcz uwielbia drażnić się z Hiro. Elementy komediowe zaprezentowane zostały lekko i przyjemnie, a co ważne miejscami naprawdę śmiesznie.

Znacznie słabiej poszło, moim zdaniem, z romansem. Wiele osób zachwyca się dobrze zarysowanymi postaciami, z którymi mamy do czynienia w tej serii. Przyznam, że nie bardzo rozumiem, skąd biorą się te zachwyty. Faktem jest, że bohaterowie dostają tło, które częściowo tłumaczy ich obecne zachowanie i nastawienie do świata. Rażą mnie jednak banały, po które się tutaj sięga – jeden traci rodziców, drugi ma oziębłą rodzinę, trzeci przeżywa tragedię miłosną itede, itepe. Nie spodziewałam się tutaj cudów – wszak to seria romantyczno-komediowa, bez zakusów na półkę z dramatem. Mimo to jednak wykorzystane schematy trąciły absolutną wtórnością.

Junjou.Romantica.03

Najsłabiej jednak wypadają same związki bohaterów. Absolutnie nie kupuję tych romansów. Po pierwsze, dlaczego do licha, każde zbliżenie między każdą z par musi nosić na sobie znamiona wymuszenia? Dlaczego zawsze jedna strona musi walczyć, opierać się, błagać, zaś druga zawsze wykazywać się musi agresją? To ma być samcze? Przepraszam, ale gdybyśmy oglądali takie same sceny w wykonaniu damsko-męskim podchodziłoby to już pod gwałt. Ale w związku z tym, że to dwóch facetów, to takie napaści są ok, bo to przecież leży w zgodzie z męskich charakterem? Takie założenie podkarmia jakieś niezdrowe stereotypy. Byłam nieco zażenowana ilością molestowania seksualnego, które ukazuje ta seria. Z tym naprawdę miałam największy problem. Mówi się o tej serii, że jest świetnym romansem. Ja zaś zupełnie nie umiem zrozumieć, dlaczego. Może po prostu za dużo się po tym tytule spodziewałam? Zamiast romantyzmu widzę tu nieco wymuszony melodramatyzm – szczególnie mocno uwidacznia się w to w przypadku pary Hiro-Nowaki. Panowie ganiają się po korytarzach, krzyczą na siebie coś w stylu: „Nienawidzę cię za to, że cię kocham!”, rzucają w siebie książkami, płaczą, szarpią się, by na koniec uprawiać namiętny seks na podłodze uniwersyteckiej biblioteki. Całość okraszona jest mnóstwem łzawych wyznań, które nijak nie chciały mnie wzruszyć. Takie sceny przywodziły mi na myśl klimat rodem z Harlequinów czy brazylijskich telenowel, gdzie najpierw daje się ukochanemu po ryju, po to by za chwilę rzucić się na niego i zacząć całować. To dość niepokojący obraz relacji międzyludzkich, który na całe szczęście niewiele ma wspólnego z rzeczywistością.

Junjou.Romantica.04

W Junjou Romantica mamy więc do wyboru – albo tani melodramat albo jawne molestowanie seksualne. Ani jedno ani drugie nie realizuje wątku romansu w sposób, który by do mnie trafił.

Zdziwiło mnie też to, jak niewiele uwagi poświęcone zostało kwestii homoseksualizmu w tej serii. To może brzmi paradoksalnie, biorąc pod uwagę, że tematem są właśnie związki homoseksualne, ale tak naprawdę o samym byciu gejem się tutaj nie mówi. Jeżeli już któryś z panów rozważał kwestię tego, że podoba mu się inny mężczyzna, to na zasadzie: „Jak ja mam z nim niby być? Przecież oboje jesteśmy mężczyznami. To chore!”. To na swój sposób ciekawe – zrobić anime, które pokazuje gejów, a jednocześnie o homoseksualizmie w żaden sposób się nie wypowiada. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że tutaj moje oczekiwania były już srogo zawyżone. Było nie było, Junjou Romantica to komedia z elementami „romantycznymi”, nie zaś dramat opowiadający o walce par homoseksualnych o akceptację społeczną. Mimo to, takie bezrefleksyjne przemknięcie się po temacie wydało mi się dziwne i jedynie utwierdziło mnie w przekonaniu, że seria ta dedykowana jest nastoletnim dziewczynom, które chcą sobie popatrzeć, jak ładni (w założeniu) i męscy chłopcy robią sobie nawzajem dobrze.

j541

Podsumowując więc to wszystko – Junjou Romantica to miejscami naprawdę zabawna komedia, natomiast jako romans zawodzi mnie na całej linii. Nie przekonują mnie ani emocje bohaterów, ani związki między nimi. Choć sporo się tutaj mówi o miłości, ja widzę jedynie manifestację jakiegoś wręcz zwierzęcego popędu. Wszelka głębia we wzajemnych relacjach wydaje mi się niewiarygodna, przekoloryzowana, przedramatyzowana, jak już wspomniałam, trącąca psychologią rodem z Harlequinów. Do drugiego sezonu przymierzać się nie planuję. Ciekawa tylko jestem, czy wszystkie yaoi są takie? Na pewno za jakiś czas spróbuję dać szansę innej serii z tego nurtu, ale przyznam, że pierwsze zetknięcie się z tą tematyką w japońskiej animacji było dla mnie trochę rozczarowujące.

 

Advertisements

4 responses to “Junjou Romantica, czyli do czego może prowadzić nadmiar testosteronu?

  1. Yey, w końcu ktoś komu też sposób pokazania ‚związku’ w tym anime przeszkadzał. Dla mnie to jest zwyczajnie seria o molestowaniu, a nie o miłości. Sama nie mam nic przeciwko yaoi i shounen-ai, chociaż denerwuje mnie jak wszędzie chcą takowe wątki wciskać. -.- Szczerze polecam serię sekaiichi hatsukoi także o związkach męsko-męskich, ale o niebo lepiej przedstawionych! Junjou Romantica nigdy do mnie nie przemawia i mimo, iż zabierałam się za ten tytuł około 8-7 razy, zawsze w okolicach 6 odcinka kończyły mi się rezerwy cierpliwości. Jak na pierwsze anime utrzymane w takich klimatach to nie polecam, a ogólnie też raczej są lepsze serie, chociaż… skądś się te zachwyty biorą, więc może to z nami jest coś nie tak? ;)

    • Hahaha, może faktycznie to my mamy jakiś problem :D Ale w takim razie cieszę się, że podzielasz go razem ze mną ;) I absolutnie masz rację – JR to nie seria o miłości, tylko o molestowaniu. Przesiedziałam ją do końca, ale za cholerę żadnej miłości dopatrzeć się tam nie mogłam.
      Sekaiichi Hatsukoi w takim razie wciągnęłam już na swoją listę plan to watch – dzięki za tę rekomendację :) Bardzo chętnie obejrzałabym jakieś shounen-ai, ale żeby to faktycznie było romantyczne, a nie takie jak JR.

  2. Sekaiichi Hatsukoi raczej nie spodoba Ci się o wiele bardziej niż Junjou – to mangi jednej autorki – graficznie przedstawiają się bardzo, bardzo podobnie a to „molestowanie seksualne :)” występuje i w jednym i w drugim tytule. Chociaż też wolę Sekaia – Takano jest świetny ^^
    Jeśli chcesz romantyczne anime shounen – ai ( bo yaoi bardziej są wulgarne aniżeli romantyczne ) to polecam z całego serca serię No.6 Jest krótka, stosunkowo nowa, ma ciekawą fabułę a uczucie między bohaterami…. eh dobra przyznam się bez bicia, jestem wielką fanką ^^ Jak dla mnie najlepsze w tym gatunku, chociaż co ciekawe ani anime ani manga ani nowela taga shounen-ai nie otrzymały – na większości stronek oznaczone są jako josei :)

    • No tak, w sumie po podobnej kresce można było wnioskować, że SH pochodzi od tej samej autorki ;) Może rzeczywiście tajemnica tkwi w różnicy między shounen-ai a yaoi?

      Dzięki za rekomendację. O No.6 już słyszałam, choć przyznaję, że zupełnie nie w kontekście relacji głównych bohaterów. Na pewno wizualnie prezentuje się po stokroć lepiej, aniżeli JR i zdaje się, że w przeciwieństwie do omawianego romansu, ma jakąś sensowną fabułę, próbującą pokazać coś więcej, aniżeli perypetie upośledzonych emocjonalnie par ;) W wolnej chwili na pewno obejrzę :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s