Angel Beats – a po śmierci wszyscy pójdziemy do… szkoły?

angel-beats-01

Po Angel Beats sięgnęłam bez przekonania. Życie po życiu + ciężkie militaria + walka z aniołem + dywagacje na temat sensu istnienia, a wszystko to przy znaczniku komedia? Obawiałam się dziwnej i absolutnie nierównej mieszanki, która praktycznie nie ma szans przypaść mi do gustu. Mimo to jednak wiedziałam, że seria zbiera wysokie noty – a że składa się na nią zaledwie 13 odcinków, koniec końców stwierdziłam, że co mi szkodzi? W ten sposób zaczęła się bardzo krótka, ale przy tym piękna i niezwykle ciekawa przygoda z Angel Beats, tytułem, który – jak szybko się zorientowałam – nie bez powodu cieszy się dużą popularnością i to nie tylko wśród fanów komedii szkolnych.

Yuzuru Otonashi budzi się bez wspomnień na środku ulicy. Spostrzega, że tuż obok nieznana mu dziewczyna celuje w kogoś z potężnego karabinu. Yuri, bo tak na imię nieznajomej, bez owijania w bawełnę wyjaśnia bohaterowi, że znalazł się tutaj, gdyż nie żyje i że jedynym jego wyjściem w tej sytuacji jest dołączyć do jej oddziału, który w tym dziwnym świecie aktywnie walczy z Aniołem – niepozorną, drobną dziewczynką, w którą Yuri mierzy właśnie ze swojej broni. Otonashi, jak każdy człowiek przy zdrowych zmysłach, nie daje wiary opowiadaniom Yuri i postanawia, że spróbuje dogadać się z drugą zainteresowaną stroną, czyli rzeczonym Aniołem. Na nieszczęście jednak, białowłosa dziewczynka potwierdza wersję Yuri, a gdy Otonashi domaga się dowodu na to, że nie żyje, Anioł bardzo sprawnie wbija mu w ciało sztylet. Gdy chłopak budzi się drugi raz, tym razem w szkolnym gabinecie pielęgniarki, wreszcie przyjmuje fakt swojej śmierci do wiadomości – zastana rzeczywistość, to życie po życiu i chciał, czy nie chciał, musi się dostosować do jego zasad.

angel-beats-07

Te zaś istotnie zbyt mocno odstają od realiów szarej codzienności, by bohaterowi mogły pozostać jakiekolwiek złudzenia co do tego, że znalazł się w innym świecie. Yuri, przywódca oddziału SSS (Shinda Sekai Sensen – Oddział Pośmiertny Świat), na co dzień zajmuje się organizowaniem akcji dywersyjno-sabotażowych i aktywnym przeciwstawianiem się rozporządzeniom Anioła. Jak się okazuje, świat pośmiertny to z pozoru zwyczajna szkoła, do której uczęszczają uczniowie. Jednak, jak uświadamia Otonashiemu Yuri, większość z nich to NPC (non-playable character), czyli nieposiadający duszy statyści, którzy pilnie przykładają się do lekcji i zajęć dodatkowych. Oddział SSS z kolei składa się z ludzi, podobnie, jak Otonashi, posiadających duszę. Wszyscy trafili tutaj na skutek nagłej śmierci, która pozostawiła w nich żal i poczucie, że za życia nie udało im się niczego istotnego osiągnąć. Życie po życiu jest więc ich drugą szansą, Yuri ostrzega jednak, że jeśli Otonashi będzie grzecznie uczęszczał na lekcje i słuchał zaleceń Anioła, będącego w tym świecie Przewodniczącą Samorządu Szkolnego, bardzo szybko zniknie. Przez zniknięcie oddział SSS rozumie reinkarnację, nie ma jednak gwarancji, że każdy odrodzi się jako człowiek – zastraszony przez oddział wizją odrodzenia się jako koralowiec, Yuzuru szybko przyznaje pozostałym rację, że lepiej nie ryzykować i dbać o to, by nie zniknąć z tego świata. A jak to zrobić, skoro przestrzeganie reguł może właśnie do tego doprowadzić? Oczywiście, trzeba zadbać o to, by wszystkie możliwe reguły systematycznie łamać – nie chodzić na lekcje, a jeśli już chodzić, to po to by zachowywać się na nich skandalicznie, oblewać testy, łamać szkolny regulamin, urządzać nieprzepisowe zgromadzenia – np. koncerty niezwykle popularnego, ale ze wszech miar nieregulaminowego zespołu Girls Dead Monster. Oczywiście, przy każdym takich zachowaniu, natychmiast do akcji wkracza Anioł, stojący na straży porządku i regulaminu. Wówczas należy rzucić się do walki wręcz – a że oddział SSS jest regularnie zaopatrywany w broń każdego rodzaju przez podziemną Gildię, walki z Aniołem bywają zaiste spektakularne. To jeden z bardziej postrzelonych elementów serii – szczególnie w pierwszych odcinkach, właściwie co epizod stajemy się świadkami dość krwawej jatki. Ktoś zostaje przebity mieczem, ktoś inny ostrzelany z broni palnej, na innego spada wielki głaz, jeszcze inny tonie w podziemnym strumieniu – paleta śmiertelnych obrażeń jest niezwykle barwna i szeroka. Dobra wiadomość jest jednak taka, że każdy z bohaterów i tak jest już martwy, więc po tego typu obrażeniu, musi po prostu chwilę odpocząć, by zebrać się do kupy, po czym wstaje i może znowu bawić się w wojnę.

angel-beats-05

Jak na serię 13-odcinkową, dostajemy tu sporo zwrotów akcji. Fabuła jest zaskakująco złożona, a mimo to nie sprawia wrażenia jakby pędziła do przodu, nie pozwalając widzom za sobą nadążyć – co dziwi tym bardziej, jeśli weźmiemy pod uwagę, że oddział SSS liczy aż kilkunastu członków. Nie wszystkich poznajemy oczywiście tak dobrze, jak Otonashiego, Yurippe czy Hinatę, ale każdy dostaje swoje 5 minut na ekranie, zaś w trakcie tego czasu ma szansę pokazać indywidualizm własnego charakteru. To naprawdę ciekawe, gdyż w tej serii nawet tło jest bardzo zróżnicowane. Na pewno należy to policzyć twórcom jako wielki plus za dbałość o szczegóły.

angel-beats-12

Angel Beats to również prawdziwa karuzela, jeśli chodzi o mieszanie klimatów. Z reguły obawiam się takiego balansowania między komedią a dramatem, gdyż często wychodzi z tego po prostu nierówna konstrukcja, w której jedne odcinki są genialne, a inne kompletnie nieznośne. Tutaj tymczasem, choć zupełnie absurdalna komedia nieustannie styka się z dramatami najcięższego kalibru, równowaga zostaje zachowana, wszystko do siebie pasuje. Zdumiewało mnie to od początku do końca tej serii. Co ważne, choć niektóre z historii, naprawdę porażały swoją powagą (morderstwo młodszego rodzeństwa Yuri, niemalże na jej oczach, tragiczna śmierć Otonashiego na chwilę przed uratowaniem ocalałych z katastrofy kolejowej czy choroba Iwasawy skutkująca afazją), nie odnosiłam wrażenia przedramatyzowania. Wszystko dzięki temu, że poznaliśmy je z perspektywy bohaterów, którzy dostali drugą szansę – dzięki temu ich smutne życia nie były zakończeniem historii. Prawdziwe zakończenie czekało na nich w tym świecie.

angel-beats-14

Z drugiej strony seria świetnie wypada też jako komedia – może gagi polegające na przecinaniu kogoś na pół nie są szczególnie wysokich lotów, ale w klimacie absurdu, który zdecydowanie tej serii towarzyszy, sprawdzają się doskonale. Co więcej odcinki stricte komediowe, jak choćby ten poświęcony podmienianiu testów Anioła, nie pełnią roli zapychaczy. Choć po brzegi wyładowane są zabawnymi scenkami, to jednak ponad tym wszystkim jest stała dbałość o sensowne rozwijanie fabuły – wszak wspomniany epizod, choć z pozoru ma przede wszystkim bawić, w istocie doprowadza do niezwykle istotnego dla dalszej akcji wydarzenia, a mianowicie usunięcia Anioła ze stanowiska Przewodniczącej. Nawet więc przy najbardziej zwariowanych gagach, nie zapomina się tutaj o tym, że właściwa akcja wciąż musi postępować naprzód.

angel-beats-13

Oczywiście z czasem okazuje się, że oddział SSS dość opacznie zrozumiał zasady zamieszkiwanego przez siebie świata, najbardziej zaś pomylił się co do Anioła. Dojrzałość i dociekliwość Otonashiego skutkują odkryciem, że Anioł tak naprawdę nie jest okrutną istotą zesłaną przez Boga, by przemocą zabrać buntowników na tamten świat. W istocie zadaniem Kanade, bo tak na imię dziewczynie, z którą oddział walczy, jest ułatwienie bohaterom pogodzenia się ze swoim zbyt szybko zakończonym życiem i umożliwienie im przejścia do kolejnego życia w spokoju ducha. Wątek Kanade poprowadzony jest bardzo zgrabnie. Z początku postrzegamy dziewczynę podobnie, jak oddział, jako śmiertelne zagrożenie, wypraną z emocji kukiełkę na usługach okrutnego Boga. Z czasem jednak, głównie dzięki Yuzuru, ujawnia się jej ludzka twarz. Zachowanie Kanade tak naprawdę nijak się nie zmienia – zmianie ulega wyłącznie nasz punkt widzenia. Okazuje się, że śmiertelna broń, której dziewczyna używa, jest tylko środkiem do samoobrony, że porządek, którego strzeże, jest tylko ułatwieniem osiągnięcia zadowolenia przez uczniów, że dystans to tak naprawdę nieśmiałość i delikatność. Wszystko dzięki przeniesieniu punktu obserwacyjnego widza z początkowej perspektywy Yuri na perspektywę Otonashiego. Bardzo udany zabieg.

angel-beats-11

Angel Beats nieszablonowo wypada również jako romans. Bardzo szybko i łatwo widz wpada w pułapkę największej oczywistości – czyli potencjalnego związku romantycznego między Yuri i Otonashim, dwójką głównych bohaterów. Często obserwujemy ich interakcje. Choć są od siebie różni, darzą się wzajemnym szacunkiem i ogromną sympatią. Co więcej, gdy wreszcie Yuzuru odkrywa, że jego śmierć nie była tak całkiem bezsensowna i że udało mu się spełnić swoje największe marzenie – jednym słowem, uratować komuś życie – nie znika z pośmiertnego świata, gdyż nadal ma do spełnienia jedną misję – pragnie uleczyć zranione serce Yuri. Czy w szkolnym anime z wątkami romantycznymi można domagać się większego dowodu uczucia?

angel-beats-06

Z czasem okazuje się, że i tutaj instancja narracyjna płata nam figla. Choć początkowo tak silnie akcentowana jest relacja Yuri-Otonashi, z czasem, gdy chłopak zaczyna zbliżać się do Kanade, widz zostaje postawiony przed decyzją o wyborze bardziej atrakcyjnego fabularnie związku. Nie jest to, broń Boże, klasyczny trójkąt miłosny, nic z tych rzeczy. To dwie niezależne relacje, zupełnie różne w swoim wydźwięku. Co ciekawe, to jeden z naprawdę niewielu przypadków, gdy zasugerowany w pierwszych odcinkach związek nie okazuje się być endgamem.

angel-beats-04

A dla fanów bardziej klasycznych motywów przeznaczono podwątek Yui-Hinata. To już romans bardziej pół żartem-pół serio, biorąc pod uwagę, że przez 90% swojego czasu antenowego Yui i Hinata ciągle się kłócą i wzajemnie torturują. Jednak 10% serio, które przypada na ostatnią ich wspólną scenę, zaiste porusza do głębi. Dzięki temu, obok Iwasawy, Yui dostaje najładniejsze zakończenie spośród wszystkich bohaterów. Choć nie należy ona do typu bohaterek, które lubię oglądać w wątkach romantycznych, to jej ostatnia rozmowa z Hinatą i obietnice chłopaka dotyczące ich przyszłego ślubu, niesamowicie mnie wzruszyły i uczyniły z tej historii coś niezwykle uroczego i słodkiego.

angel-beats-02

Ogromną zaletą Angel Beats są bohaterowie tej serii. Wspominałam już o ich zaskakującej indywidualizacji. Oprócz tego jednak, warto podkreślić, że jest to banda niezwykle sympatycznych, interesujących i zabawnych ludzi – takich, z którymi chciałoby się trzymać, gdyby trafiło się do tej samej szkoły. Wszyscy razem i każdy z osobna wzbudzają ogromne pokłady sympatii. Otonashi wpisuje się w poczet najbardziej szlachetnych postaci anime, jakie poznałam. Bałam się nieco, że po swoistym oświeceniu, którego doznał, odzyskując swoje przedśmiertne wspomnienia, stanie się nieznośnym kaznodzieją, próbującym ocalić każdą zbłąkaną duszę. Nic takiego jednak się nie wydarzyło. Przy całej idealnej otoczce empatii, rozsądku, współczucia, dobrotliwości i odwagi, Otonashi nie męczy swoją perfekcyjnością, nadal pozostaje przede wszystkim chłopakiem, którego się lubi.

angel-beats-10

Yuri jawić się może z początku jako typ tsundere. Gdy jednak odkrywa przez Yuzuru swoje wspomnienia, okazuje się, że posiada zaskakującą głębię – jej osobista walka z Bogiem to jeden z ciekawszych motywów tej serii. Nienawidzi Go, przeklina, chce się zemścić za bezsensowną śmierć swojego rodzeństwa, a jednocześnie niczego nie pragnie tak, jak tego, by znaleźć dowód na Jego istnienie, by na przekór własnym odczuciom i doświadczeniom, nadać temu wszystkiemu odgórny sens, właśnie przez odniesienie się do instancji wszechmogącego Boga. Twórcom Angel Beats należy jednak policzyć na bardzo duży plus, że nie dali temu wątkowi całkowitej dominacji fabularnej. To prawdopodobnie sprowadziłoby serię na zdecydowanie bardziej mroczne tory i zakłóciło równowagę, o której wcześniej wspominałam. Do tego jednak nie dochodzi – finalnie anime to ma bardzo pozytywny, a przy tym jednak nieprzegadany wydźwięk pozbawiony nadmiernego moralizowania. Każdym z bohaterów zajmować się nie będę, gdyż z uwagi na ich ilość, ten wpis mógłby przeobrazić się w coś monstrualnego, sam jednak fakt, że o każdym dałoby się powiedzieć coś ciekawego i pozytywnego, już daje do myślenia. Nawet Naoi, który w pewnym momencie, wydaje się być prawdziwym czarnym charakterem tej serii, po bliższym poznaniu zyskuje ludzkie oblicze i staje się kolejnym dobrze odbieranym członkiem grupy. W Angel Beats tak naprawdę nie ma czarnego charakteru – choć seria w dużej części polega na walce, nie ma tutaj prawdziwego wroga.

angel-beats-09

Oczywiście anime nie jest bez wad. Są w nim pewne elementy, które określiłabym jako nieścisłości fabularne. Choćby takie, jak samo istnienie Kanade w pośmiertnym świecie – skoro pojawiła się w nim tylko po to, by podziękować Yuzuru za serce, to dlaczego istnieje w nim od tak dawna? Przecież oddział SSS już od jakiegoś czasu walczył z Aniołem – zaczęło się to dużo wcześniej przed pojawieniem się Otonashiego. A z logicznego punktu widzenia, chyba najpierw to Yuzuru musiał umrzeć, żeby Kanade otrzymała jego serce. Gdzie zatem był w międzyczasie? Samo odesłanie bohaterów do kolejnego życia też było nieco naciągane – wszak warunkiem koniecznym miało być spełnienie marzeń, których nie udało się spełnić za życia. Dlatego Iwasawa znika dopiero, gdy uświadamia sobie, że oto śpiewa przed wielką widownią, o której zawsze marzyła, a Yui odchodzi dopiero, gdy Hinata obiecuje jej, że się z nią ożeni. Pozostali bohaterowie odchodzą jednak zaraz po stwierdzeniu, że są gotowi – taki Hinata nie musi już wcale łapać piłki baseballowej, żeby spełnić swoje marzenie. Po prostu stwierdza, że teraz już może odejść i tyle. Niekonsekwencji wbrew pozorom jest sporo – kilka pytań zostaje bez odpowiedzi. Jak chociażby kwestia pierwszego poruszyciela pośmiertnego świata, o którym Yuri rozmawia z tajemniczym chłopcem sterującym oprogramowaniem zmieniającym NPC w cienie. Wszystko inne podane jest jednak na tyle interesująco – łatwo się zżyć z postaciami, jest sporo humoru i niemniej wzruszeń, akcja toczy się szybko i sprawnie – że te drobne niekonsekwencje i braki tak naprawdę nie obniżają wartości serii w szczególnie znaczącym stopniu. Nawet jeśli się je zauważy, wybacza się je bez większego wysiłku.

angel-beats-08

Grafika Angel Beats jest bardzo przyjazna dla oka. Co prawda nie do końca odpowiadały mi projekty postaci – zwłaszcza ich twarze. Widać, że są wynikiem dopracowanej grafiki komputerowej, ale sam ich projekt wydawał mi się nieco przestarzały. Chyba odzwyczaiłam się od aż tak wielkich oczu ;) Do reszty jednak nie sposób się przyczepić. Walki wyglądają spektakularnie – dynamiczne sceny akcji są naprawdę dynamicznie, ale choć efektów specjalnych jest dużo, seria nie jest nimi jakoś niezdrowo przeładowana. Pięknie przedstawia się paleta kolorów – soczysta, jasna, zróżnicowana.

angel-beats-15

Jak dla mnie również ścieżka dźwiękowa stanowi nie lada kąsek. Odcinki wypełnione są licznymi utworami formacji Girls Dead Monster. Warto zwrócić uwagę, że o ile często, gdy w anime pojawia się jakiś zespół muzyczny, tak naprawdę mamy okazję usłyszeć jedną, góra dwie jego piosenki (podawane jako największe hity i katowane do porzygania), tak tutaj jest ich naprawdę sporo. Nie są to może utwory wybitne, ale bardzo przyjemnie wpadają w ucho i prezentują ciekawy przekrój nastrojowy – od szybkich i dynamicznych kawałków takich, jak Alchemy czy Thousand Enemies, po spokojne i poruszające ballady, jak My Song (towarzysząca odejściu Iwasawy) oraz My Most Precious Treasure (towarzysząca odejściu Yui). Świetnie dobrane są też ending (Brave Song śpiewana przez Aoi Tadę) i opening (My Soul, Your Beats, którą cudownie jak zawsze, wyśpiewuje Lia, znana z openingów do takich serii jak Air czy Clannad). Słowem, zbiór bardzo udanych kompozycji, choć ze względu na ich popowy charakter, nie każdemu mogą przypaść do gustu.

angel-beats-03

Na koniec podsumowania słów kilka – Angel Beats zaskoczyło mnie niezmiernie pozytywnie. Spodziewałam się udziwnionej i przekombinowanej serii nierówno łączącej kilka gatunków, dostałam wyważoną, dopracowaną opowieść z grupą przemiłych bohaterów i urokliwym przesłaniem. Naprawdę polecam wszystkim, których nie zraża odrobina dramatu i pozytywnych dywagacji na temat sensu życia i śmierci. Angel Beats mistrzowsko łączy w sobie skrajnie odmienne czasami elementy, ale zamiast niestrawnego miszmaszu, proponuje nam egzotyczne danie z zaskakująco dobrze dobranymi smakami, które na zdrowy rozum nie powinni do siebie pasować, a mimo to tworzą genialną kompozycję :)

 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s