Video Girl Ai – poruszający dramat czy kiczowaty wyciskacz łez?

video_girl_ai_1

Kiedy tak się nad tym zastanowić, pytanie zawarte w tytule tego wpisu, z łatwością dopasować można do ogromnej ilości produkcji z lat 90. Video Girl Ai to klasyczna seria OVA, składająca się z 6. odcinków. Jej produkcja i daty emisji przypadły na przełom 1991 i 1992 roku. Zabawne – dla mnie to wciąż całkiem osiągalne i przyzwoicie zapamiętane lata, choć zdaję sobie sprawę z tego, że dla wielu obecnych fanów anime jest to już obecnie prehistoria tworzona jeszcze przed datą ich urodzenia. Co do omawianego anime, nie ma wątpliwości, że z łatwością odczuć można jego ponad 20-letni wiek – zdradza go nie tylko grafika, ale i sam scenariusz. Ocena tego typu serii nie jest rzeczą łatwą – poza wartością subiektywną, która osądzana jest przez pryzmat niezliczonej ilości nowszych produkcji, trzeba bowiem zdobyć się na obiektywizm, a zatem spróbować ocenić tytuł w odniesieniu do czasu, w którym odbyła się jego premiera. Pojawia się więc pytanie, czy dzisiejszy kicz może być wczorajszym arcydziełem?

Youta Moteuchi to przeciętny uczeń szkoły średniej, po uszy zakochany w swojej koleżance Moemi Hayakawie. Youcie ani niczego nie brakuje, ani niczego nie ma w nadmiarze – jest sympatyczny i dobroduszny, żaden jednak z niego idol szkolny. Być może własna przeciętność nie byłaby dla niego problemem, gdyby nie fakt, że ukochana Moemi traktuje go jak serdecznego przyjaciela, podczas gdy zakochana jest w Takashim Nimaiiu, który – na nieszczęście! – jest najlepszym przyjacielem Youty. Klasyczny trójkąt romantyczny? A i owszem. A jaki jest najlepszy sposób na rozwiązanie tak dramatycznego impasu emocjonalnego? Naturalnie zrobienie z trójkąta czworokąt, umożliwiający bohaterom pokojowe dobranie się w pary.

video_girl_ai_5

Gdy pewnego dnia Moemi wprost wyznaje Youcie, że kocha Nimaiia, ten w rozpaczy i zupełnie niechcący trafia do tajemniczej wypożyczalni video, której właściciel namawia go na wypożyczenie kasety video (pierwszy znak minionej epoki – kasety VHS; kto pamięta i choć raz w życiu zmagał się z problemem taśmy wplątanej w szpule magnetowidu, ręka do góry!) z „dziewczyną na pocieszenie”. Gdy Youta wraca do domu i wrzuca kasetę do odtwarzacza, na ekranie pojawia się urocze i pełne kokieterii dziewczę, Ai Amano, którego jedynym pragnieniem jest przyniesienie ulgi zranionemu męskiemu sercu. By zwiększyć skuteczność swoich prewencyjnych działań, Ai, niczym dziewczynka z Ringu, w pewnym momencie wydostaje się z ekranu telewizora i z impetem wkracza w codzienne życie Youty. W pierwszej chwili chłopak oczywiście czuje, jakby złapał pana Boga za nogi – słodka i nieco perwersyjna video-dziewczyna zdaje się spełnieniem jego nastoletnich marzeń. Okazuje się jednak, że Ai nie do końca jest tym spolegliwym stworzeniem, którym zdawała się być podczas emisji filmu. Odtwarzanie taśmy na zepsutym magnetowidzie sprawiło bowiem, że dziewczyna nie tylko straciła swój największy atut, a zatem pokaźny biust, ale też przeszła pewne zmiany osobowości – zamiast seksownej kokietki w mgnieniu oka spełniającej najbardziej nawet perwersyjne zachcianki swego pana, Ai jawi się jako wybuchowa i nieco zbyt agresywna chłopczyca, która ani za bardzo gotować nie potrafi, ani do zaspokajania popędu płciowego nastoletniego chłopaka się nie nadaje. Mimo to stara się, jak może, by pomóc Youcie w jego problemach sercowych – doradza więc, jak powinien zachowywać się wobec Moemi, by skłonić ją do przeniesienia uczuć z Nimaiia na niego samego. Schody zaczynają się w chwili, gdy do Ai dociera, że choć jako video-dziewczyna nie powinna żywić samodzielnych uczuć, gdzieś po drodze zakochała się w Youcie. Jak pomóc zdobyć inną dziewczyną chłopakowi, którego chce się mieć dla siebie? Oto jest pytanie.

video_girl_ai_6

Żeby całości już na wejściu nadać niezbędną nutę dramatyzmu, na istnienie Ai w świecie realnym nałożony jest limit czasowy – dziewczyna może towarzyszyć Youcie tylko przez miesiąc – potem musi wracać do swojej kasety. Postanawia więc spożytkować swój czas jak najlepiej potrafi, jednocześnie zbliżając się do ukochanego – wyciąga go na randki, robi zakupy, stroi się w ładne ubrania, zasadniczo całkiem nieźle się bawi. Przy okazji i Youta, choć nadal spogląda tęsknym wzorkiem na Moemi, coraz bardziej przywiązuje się do Ai i coraz mocniej zaczyna pocieszać go myśl, że nawet, jeśli Moemi i Nimaii będą razem, on wciąż będzie miał swoją video-dziewczynę. Sielanka nie może jednak trwać wiecznie. Problem pojawia się, kiedy o nieregulaminowym zachowaniu Ai, a zatem o jej zadłużeniu, dowiaduje się stwórca dziewczyny. Nie rozumie natury związku, który wytworzył się między bohaterami – dlatego też postanawia poddać ich zupełnie pokręconej i przesadnie okrutnej próbie, by sprawdzić poziom ich przywiązania. Szczęśliwie miłość między Ai i Youtą okazuje się na tyle silna, że udaje im się pokonać przeciwności i – jak domyślić się można z krótkiego epilogu – Ai przemienia się w zwykłą dziewczynę i zostaje z Youtą już na zawsze.

video_girl_ai_7

Historia, jak zatem widać, jest dość prosta i banalna – na większe zawirowania średnio zresztą pozwala już format produkcji, na którą, jak już wspomniałam, składa się zaledwie 6 odcinków.

Przyjrzyjmy się bohaterom. Nie da się ukryć, że stanowią oni grono dość zwyczajnych, ale autentycznie sympatycznych postaci. Dla fabuły liczą się właściwie cztery osoby, reszta stanowi tło i nie zostaje nam szczególnie dobrze przybliżona. Ai to zabawna, pełna wigoru, figlarna dziewczyna, która łatwo zyskuje sympatię nie tylko Youty, ale i widzów. Miewa może trochę słabsze i irytujące momenty, ale widać, że ma dobre serce. Na pewno nie jest typem szczególnie skomplikowanym – raczej prostolinijnym, co zresztą powiedzieć można i o Youcie, klasycznym poczciwinie, który niczym szczególnym na tle kolegów z klasy się nie wyróżnia. Obie postaci tworzą całkiem zgrany duet. Z jednej strony zachowują się czasem, jak dogryzające sobie rodzeństwo, z drugiej są sobie oddani i rodzi się między nimi szczera miłość. Na tle ich prostoty nieco bardziej złożonymi typami okazują się Moemi i Nimaii. Dziewczyna będąca początkowo obiektem westchnień głównego bohatera, jest typem delikatnej, romantycznej nastolatki – ma jednak solidny problem z dookreśleniem swoich uczuć. Teoretycznie zakochana jest w Takashim, zbyt często jednak mówi i myśli o Youcie, by mieć pewność, że ten jest dla niej tylko zwykłym kolegą. W swoim zachowaniu jest dość egoistyczna – Youtę traktuje jako ramię, na którym zawsze może się wypłakać. Oczywiście, nieświadomość jego uczuć, sprawia, że jej zachowanie nie jest okrutne. Jeszcze dziwniej na tym tle wypada Nimaii, od początku świadomy uczuć Youty wobec Moemi. Sam daje dziewczynie kosza, gdy jednak Youta przekonuje go, że powinien się zacząć z nią spotykać, bo widać, że tego chce (nie wspominając już o tym, jak bardzo ona sama tego pragnie), jego uczucia się odmieniają. Przynajmniej w teorii – w praktyce bowiem widać, że wyrzuty sumienia wobec przyjaciela są na tyle silne, że nie radzi sobie z nimi i odgrywa się na Bogu winnej ducha Moemi. W pewnym momencie otwarcie mówi Youcie, że jeśli ten chce Moemi dla siebie, powinien mu ją odbić. Zaiste dziwne zachowanie, jeśli założymy, że Nimaii faktycznie jest w dziewczynie zakochany. Oczywiście taki galimatias uczuciowy jest na porządku dziennym w większości romansów. Tutaj wątki te zrealizowane zostały dość zgrabnie, choć czasami nazbyt dramatycznie, biorąc pod uwagę zażyłe relacje początkowego trójkąta.

video_girl_ai_4

Rzeczą, która nieszczególnie mi się spodobała, była spora ilość motywów ecchi obecnych w serii. Przyznam, że zabierając się do seansu jakoś zupełnie nie zwróciłam uwagi na ten wyznacznik gatunkowy. Ecchi jako takie jakoś szczególnie mi nie przeszkadza – gatunek jak każdy inny, tyle że głupszy, ale skoro są osoby, dla których oglądanie białych majteczek i przypadkowo odsłanianych biustów stanowi atrakcję, to czemu by miało tego nie być? Nie lubię jednak, kiedy takie motywy pojawiają się w serii, w której nic nie tłumaczy ich istnienia – kiedy stają się pustym „ozdobnikiem”. Czy naprawdę konieczne jest, by Ai prezentowała Youcie swoje zmniejszające się piersi? Czy uprowadzona przez swego stwórcę do wypożyczalni video naprawdę musiała stać w strzępach ubrań odsłaniających jej biust oraz mocno wykrojone majtki? Oczywiście nic z tego fabule potrzebne nie jest – ma to tylko uprzyjemniać seans. Pytanie tylko, komu? Czy fani ecchi skuszą się na oglądanie Video Girl Ai, serii, która przede wszystkim jest dramatem i romansem? A może fani dramatów mają docenić widok bielizny młodego dziewczęcia?

video_girl_ai_2

Skoro już przy łączeniu różnych gatunków jesteśmy – mój największy zarzut wobec tego anime, dotyczy właśnie nierównomiernego wymieszania zbyt dużej liczby gatunków. Video Girl Ai zaczyna się jako komedia – mimo że już w pierwszym odcinku poznajemy tragiczne losy miłości Youty do Moemi, to wszystkie sceny, w których udział bierze hałaśliwa i agresywna Ai, zdecydowanie czynią z epizodu komedię, nieco głupawą, ale jednak komedię. Środkowe odcinki starają się wyważyć elementy dramatyczne i komediowe, ale nie do końca dobrze to wychodzi – gagi wydają się czasem nie na miejscu, jako że rozdzielają zbyt poważne momenty, a chwile dramatycznego napięcia tchną zbyt dużą pompatycznością. Ogólny poziom jest szalenie nierówny. Na koniec serii zaś otrzymujemy już nie tyle dramat, ile tragedię – pełną krwi, tortur i gorących wyznań tyradę, przy której losy Romea i Julii to sielankowa baśń o zakochanych. Nagle, zupełnie znikąd pojawia się czarny charakter, który pragnie zniszczyć kiełkujące uczucie Ai i Youty. Co niestety typowe dla okresu, w którym powstawała seria, ów czarny charakter, poza tym, że jest złem wcielonym, nie posiada żadnego tła, historii, brak jakichkolwiek motywów jego diabelskiego zachowania. Jest on bohaterem jednowymiarowym, pozbawionym jakiejkolwiek głębi. Jego okrucieństwo staje się przez to bezmyślne i zyskuje kategorię „sztuka dla sztuki”. Ponadto finał serii epatuje wyświechtanymi symbolami – przybijanie koniecznie nagiej Ai do krzyża, krwawa wspinaczka Youty po szklanych schodach, które nie tylko zdzierają z niego ubrania, ale i boleśnie go ranią, a wszystko to podane w zalewie pompatycznych haseł o wartości uczucia. Morał, choć całkiem się kupy trzyma – lepiej kochać, choćby przez chwilę, nawet jeśli wie się, że ukochana osoba wkrótce odejdzie, niż nigdy nie zaznać uczucia miłości – podany jest nazbyt dosłownie i do tego okraszony zbyt łopatologiczną symboliką cierpienia. Zupełnie, jakby twórcy serii, wymyśliwszy już jej przesłanie, chcieli mieć stuprocentową pewność, że widz je załapie. Trochę zaufania – przekaz jest dość prosty, nie trzeba Einsteina, by go pojąć, stąd cała ta symboliczna otoczka nie jest konieczna.

video_girl_ai_8

Co zaś do grafiki – jak już wspomniałam na początku, widać jej wiek. Zdradzają go przede wszystkim kolory, którym zdecydowanie poskąpiono nasycenia. Wszystko jest szarawe, przypomina trochę świat przedstawiony na fotografii w sepii. Jeśli jednak przyjrzeć się projektom postaci – tutaj, muszę przyznać, wrażenia mam bardzo pozytywne. Zanim jednak o szczegółach, pozwolę sobie zrobić krótką dygresję. Video Girl Ai było jedną z serii, które interesowały mnie już jakieś 15 lat temu, kiedy to zaczytywałam się w pierwszych numerach Kawaii. Wówczas recenzje miały może dla mnie mniejsze znaczenie, jako że i tak nie podejrzewałam, by kiedykolwiek dane mi było poznać omawiane tytuły – uważnie za to śledziłam temat grafiki. Sama wówczas nieco rysowałam i chętnie szukałam inspiracji w obrazkach, które na swych łamach tak hojnie publikowało Kawaii. Pamiętam, że postacie z Video Girl Ai wywarły na mnie ogromne wrażenie – bohaterki rysowane były w przepiękny sposób. To głównie z powodu tego niezatartego wrażenia z młodości, zapragnęłam zapoznać się z tym anime. I nawet po tylu latach muszę przyznać, że projekty postaci należą do grona niezwykle estetycznych. Anime powstało jeszcze w czasach, gdy seria szkolna niekoniecznie oznaczała obecność młodych dziewczątek z nieludzko długimi i szczupłymi nogami, a także oczami na ¾ twarzy – bohaterowie Video Girl Ai mają całkiem przyzwoicie zachowane proporcje, poruszają się płynnie i naturalnie, zaś ich oczy, choć nieco większe, niż prawdziwe ludzkie oczy, prezentują się wciąż realistycznie. Ponadto zachwycają fryzury – może nie do końca rozumiem obecność baranich rogów na głowie Ai, ale poza tym włosy dziewcząt, zwłaszcza zaś Moemi, są niezwykle realistyczne, miękkie i naturalne. Coś raczej niespotykanego w latach 90.

video_girl_ai_3

Video Girl Ai oferuje również bogatą ścieżkę dźwiękową – w każdym odcinku pojawia się co najmniej jeden dodatkowy utwór, poza openingiem i endingiem. O jakości trudno mi się wypowiadać – jak dla mnie wszystkie utwory były na jedno kopyto, a i wokal pozostawiał sporo do życzenia. Niemniej taka różnorodność to coś, co trzeba policzyć serii na plus. Największym zaskoczeniem dotyczącym strony akustycznej serii była dla mnie seiyuu głównej bohaterki – ze zdumieniem odkryłam, że jej głos należy do Megumi Hayashibary, a zatem tej samej pani, która wcieliła się w postać Rei Ayanami w kultowym Evangelionie. Oczywiście na jej koncie znajdziemy całe mnóstwo innych tytułów, ale kontrast między tymi dwiema postaciami – Ai i Rei – a także ogromna różnica w brzmieniu ich głosów sprawiły, że kilkakrotnie zaglądałam na stronę Megumi na MAL-u, by upewnić się, czy faktycznie dobrze przeczytałam tę informację.

A zatem podsumowując przemyślenia na temat Video Girl Ai. Nie mogę powiedzieć, że była to zła seria. Sam pomysł nosi w sobie spory potencjał, postacie są sympatyczne i wiarygodne psychologicznie, nawet jeśli przy tym dość nieskomplikowane, grafika i muzyka nadgryzione zębem czasu, starają się jednak bronić przed zaszufladkowaniem wraz z innymi produkcjami z lat 90. o mocno przeciętnym poziomie. To wszystko nie zmienia jednak faktu, że nie za bardzo wiadomo, do jakiego miana pretenduje ta seria – ma być dramatem, romansem, komedią z elementami ecchi? Niestety, próbuje być wszystkim naraz, a takie eksperymenty udają się nadzwyczaj rzadko. Najbardziej dezorientuje jednak finał – być może dlatego, że wcześniej nic nie zapowiada jego tragicznego wymiaru. Odnosiłam wręcz wrażenie, jakbym nagle zaczęła oglądać zupełnie inną historię, w którą przypadkiem zaplątali się bohaterowie z Video Girl Ai. Obejrzenia tej serii nie można jednak nazwać stratą czasu – posiada swe niezaprzeczalne walory, o których już wspomniałam. A dzięki temu, że liczy sobie tak niewiele odcinków, jej seans zajmuje niespełna 3 godziny. Jeśli już komuś ma szansę się ta seria spodobać, to fanom romansów jako takich – ponoć niektórzy z nich naprawdę cenią sobie ten właśnie tytuł.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s