Wiosna 2013 – pierwsze wrażenia (cz.1)

RDG_04

Sezon wiosenny rozkręcił się już na dobre – w ciągu ostatnich trzech tygodni mieliśmy szansę zapoznać się z wieloma premierami, które przygotowała dla nas japońska telewizja. Ogólny poziom? Jak zawsze zróżnicowany. Jest kolorowo, bywa zabawnie, bywa nieco strasznie. Są serie, które prawdopodobnie zostaną w pamięci na dłużej, a są i takie, które należałoby z tej pamięci wymazać czym prędzej, udając, że nigdy nie istniały.
Pora więc na pierwszą część pierwszych wrażeń ;) Dziś na tapetę trafiają: Hatarakau Maou-sama, RDG: Red Data Girl oraz Shingeki no Kyojin.

Hataraku Maou-sama!

Hataraku-Maou-sama-01

O czym to jest: Król Szatan Sadao jest już o krok od podbicia świata, kiedy zostaje pokonany przez Bohaterkę Emilię i zmuszony by wynieść się do innego świata: współczesnego Tokio. Jako że „podbijanie świata” to jedyna umiejętność Diabelskiego Króla – w jego nowej sytuacji zupełnie nieprzydatna – musi on łapać się każdej pracy, by pokryć koszty swojego utrzymania!

Liczba obejrzanych odcinków: 3

Pierwsze wrażenia: Przyznam szczerze, że już po pierwszym opisie spodobała mi się ta seria – wróżyła iście absurdalną atmosferę. I póki co mogę tę opinię podtrzymać. Hataraku Maou-sama miało bardzo nietypowe wejście – akcja rozpoczyna się w fantastycznym królestwie, które stopniowo podbija demoniczny Król Sadao. Co natychmiast zwraca uwagę, to fakt, że postaci posługują się własnym językiem – to naprawdę ciekawy, a przy tym i dobrze pomyślany zabieg. Szyki Sadao krzyżuje pojawienie się szlachetnych Bohaterów, którzy stają do walki i zmuszają Króla do wycofania się – mówiąc wprost, do ucieczki przez międzywymiarowy portal. Wraz z Sadao krainę Ente Isla opuszcza jeden z jego generałów – Alsiel, zaś w pościg za nimi rusza Emilia, jedna z Bohaterek. Gdy Sadao i Alsiel trafiają na Ziemię, do współczesnego Tokio, nie tylko zmienia się ich fizjonomia, ale tracą też niemal całkiem swoje magiczne moce. Nie rozumieją języka, którym posługują się mieszkańcy miasta, nie pojmują ich zachowań, zwyczajów – w pierwszym odcinku dostajemy kilka niezłych gagów będących wynikiem piętrzących się nieporozumień i niedostosowania przybyszów. Szkoda, że okres ten nie potrwał dłużej – sądzę, że seria bardzo by nam tym zyskała. Sadao i Alsiel niezwykle szybko przystosowują się do nowych warunków – wynajmują obskurne mieszkanko i podczas gdy Alsiel zajmuje się prowadzeniem gospodarstwa domowego, Sadao zatrudnia się jako pracownik fast foodu – McRonaldzie (jakże ja uwielbiam te japońskie wybiegi ze zmodyfikowanymi nazwami własnymi! :D). Plan jest prosty, a jednocześnie kompletnie niedorzeczny – Sadao, wspinając się po drabinie awansu społecznego, pragnie zdobyć władzę nad Japonią. Pierwszy krok – przejście z funkcji pracownika dorywczego na etatowego – chłopak idzie zatem jak burza :> Zapewne z łatwością ziściłby swój plan, gdyby nie mała przeszkoda w postaci Emilii, która znienacka pojawia się w życiu Sadao i przypomina o swoim istnieniu. Jako Bohaterka czuje się zobowiązana do zakończenia pojedynku z Maou. Problem tkwi w tym, że podobnie jak on, tak i ona utraciła całą prawie całą swoją moc, a wszystkie jej wysiłki pochłania konieczność utrzymywania się.

Hataraku-Maou-sama-02

Hataraku Maou-sama to zakręcona i stosunkowo zabawna seria. Bohaterowie dają się lubić – może nawet dziwić to, jak szybko mroczny Szatan przemienia się w potulnego i zawsze uprzejmego pracownika restauracji. Emilia to z kolei typowa tsundere – w tym wszystkim jednak wyposażona została w cechy, które czynią ją postacią ciekawą dla widza. Interakcje tej dwójki prędzej czy później prawdopodobnie doprowadzą do jakiegoś semi-romantycznego wątku, sądzę jednak, że nieszczególnie poważnego. Trudniej wypowiadać się o zamyśle fabularnym, gdyż ten nieszczególnie się póki co wyklarował. Mamy trzecią stronę konfliktu w postaci kogoś, kto najpierw strzelał do Sadao i Emilii, następnie zaś zadzwonił do dziewczyny, uprzedzając, że zarówno ona, jak i demoniczny Król są na celowniku i wkrótce zginą. Możliwe jednak, że to nie wszystko – pojawia się również motyw tajemniczych trzęsień ziemi, które zwiastują wizytę kolejnych przybyszów z innego świata – być może więc dołączy do tego czwarta strona konfliktu. Jedno wydaje mi się pewne – chciał czy nie chciał, w takiej konstelacji Sadao, Alsiel i Emilia będą musieli połączyć swoje siły, by przetrwać ten tajemniczy szturm.

Hataraku-Maou-sama-03

Po pierwszym odcinku spodziewałam się raczej, iż cała seria zostanie przy komediowo-realistycznym klimacie – biorąc pod uwagę, że liczyć ma ona sobie zaledwie 13 odcinków, obstawiałam, że zostaną poświęcone raczej kwestiom docierania się naszych przybyszów, zarówno do nowej rzeczywistości, jak i do samych siebie. Po kolejnych odcinkach jasne jest już, że oprócz tego będziemy mieli tutaj do czynienia z jakąś szerzej zakrojoną intrygą, prawdopodobnie z wykorzystaniem mocy magicznych – kto wie, być może bohaterom dane będzie nawet wrócić do swojego własnego świata? Na tym etapie trudno przewidzieć, w jakim kierunku potoczy się dalsza akcja. Mam jednak nadzieję, że nie nastąpi tutaj przewartościowanie wątków komediowych na rzecz poważnego fantasy. Wciąż liczę, że seria ta będzie przede wszystkim absurdalną komedią, bo w tej odsłonie wypada naprawdę nieźle.

Ocena: 7/10

Podsumowanie: Już po pierwszym odcinku byłam pewna, że pozostanę przy oglądaniu tej serii. I choć ostatni, trzeci odcinek, nie do końca miał już ten początkowy poziom, nadal liczę, że będzie przyzwoicie i daje temu anime kredyt zaufania.

RDG: Red Data Girl

RDG_01

O czym to jest: Fantasy w wydaniu współczesnym, oparte na japońskich legendach szintoistycznych. Izumiko Suzuhara to nieśmiała 15-latka wychowana w świątyni głęboko w górach Kumano, do tego niszczy wszelkie urządzenia elektryczna jakich się dotknie. Kiedy rozmyśla nad przeprowadzeniem się z gór do miasta, jej opiekun, Yukimasa Sagara, radzi jej by postarała się o przyjęcie do pewnego liceum w Tokio, przy okazji wysyłając z nią swojego syna (wcześniej wymuszając na nim obietnicę, że będzie służył dziewczynie aż po koniec swych dni). Miyuki i Izumiko nie są ze sobą zbyt blisko, jednak zaczyna się to zmieniać w skutek strasznego wypadku na ich szkolnej wycieczce. Dziewczyna dowiaduje jaką przyszłość zgotował jej los – jest ona ostatnią reprezentantką bogini Himegami, zaś Miyuki okazuje się być jej przeznaczonym strażnikiem.

Liczba obejrzanych odcinków: 3

Pierwsze wrażenia: Tutaj mam już twardy orzech do zgryzienia. Z jednej strony seria ta posiada niezaprzeczalne atuty: bardzo ładną grafikę, włącznie z niezwykle estetycznym projektem postaci, tajemniczą, choć nie przesadnie mroczną atmosferę, no i potencjalny wątek romantyczny w wydaniu na serio – czyli coś, czego w tym sezonie ze świecą szukać po innych seriach. Z drugiej strony póki co ta historia jest po prostu fatalnie opowiadana. Wszystkie wydarzenia i wynikające z nich konsekwencje jakoś za nic się nie chcą ze sobą kleić. Wątki są poszarpane, zaczynają się znienacka, kończą równie niespodziewanie. Mam wrażenie, że być może był to dobry materiał, którego po prostu ktoś nie potrafi opowiedzieć. Póki co tajemnice piętrzą się jedna na drugiej, jakby niezależnie od tego, że seria przewidziana jest na zaledwie 12 odcinków – co oznacza, że 1/4 już za nami. Tymczasem zaś nie wiadomo nic. Izumiko stanowić ma swego rodzaju naczynie dla potężnej bogini Himegami, zaś Miyuki ma jej bronić. Pierwsze więc pytania – kim jest bogini, jaki przyświeca jej cel, kim są wrogowie, którzy jej zagrażają? Nic nie zostaje nam powiedziane. Być może teraz, gdy Izumiko i Miyuki przenieśli się już do docelowego miejsca akcji, a zatem swojej nowej szkoły, akcja nabierze rumieńców i wszystko to zacznie się wyjaśniać. Sam jednak fakt, że na właściwy start serii trzeba czekać do końca trzeciego odcinka, dużo już mówi o źle skonstruowanej narracji.

RDG_02

Co do bohaterów – Izumiko to typowa zahukana szara mysz, ale istnieje jeszcze szansa, że się wyrobi, przynajmniej na tyle, by nie wzbudzać swoją osobą instynktów morderczych u widza. Miyuki to z kolei kawał drania, który już na wejściu deklaruje nienawiść wobec Suzuhary i aktywnie okazuje jej swoją pogardę – to jednak postawa, która już teraz zaczyna się zmieniać, pewne jest więc, że bohaterowie dość szybko przejdą do znacznie cieplejszych relacji. Poza tym raczej do Miyukiego zastrzeżeń nie mam – na pewno jest ciekawszy od Izumiko. Trudno też się dziwić jego negatywnej postawie – po tym, w jaki sposób został nakłoniony przez ojca do służenia dziewczynie, trudno oczekiwać entuzjazmu w wykonywaniu zadania. Zasadniczo więc protagoniści nie powalają, ale jest szansa na jakiś chara development, także można ich póki co tolerować.

RDG_03

Grafika, jak już wspomniałam, robi bardzo dobre wrażenie. Aż szkoda, że akcja przeniosła się do Tokio – co prawda teren szkoły nadal wygląda, jak tereny wiejskie, nie ma już jednak tej niezwykłej atmosfery górskich świątyń, które były settingiem dla trzech pierwszych odcinków. Postaci rysowane są kreską typową dla shoujo. Izumiko w swojej codziennej postaci szczególnie może nie powala, ale gdy wciela się w nią Himegami, staje się zaiste olśniewająca. Z kolei Miyuki to taki typowy ładniutki chłopaczek utrzymany w popularnej od kilku sezonów (jeśli już nie lat) konwencji szojcowej ze swoimi gęstymi, miękko opadającymi na twarz włosami ;) Co do grafiki nie mam żadnych zastrzeżeń – wyłącznie pochwały.

Ocena: 5/10

Podsumowanie: Planuję obejrzeć tę serię do końca – póki co ze względu na to, jak dobrze ogląda się coś tak ładnego i na to, że mimo wszystko w tej opowieści wciąż kryje się jakiś potencjał – zarówno dla bohaterów i rozwoju relacji między nimi, jak i dla samych wydarzeń fabularnych. Przy tym wszystkim niestety, nie jest to poziom, na który liczyłam. Mimo wszystko RDG nieco rozczarowuje.

Shingeki no Kyojin

shingeki_no_kyojin_01

O czym to jest: Kilkaset lat temu, ludzie zostali praktycznie całkowicie wytępieni przez olbrzymów. Są oni zazwyczaj wielcy na kilka pięter, ich inteligencja jest bliska zeru, a na dokładkę pożerają ludzi i to nie w celach żywieniowych, a dla zabawy. Maleńki procent ludzkości przeżył barykadując się w mieście otoczonym ogromnym murem, wyższym od największych gigantów.
Przenieśmy się teraz do teraźniejszości, czasów, gdzie od 100 lat nie widziano już olbrzymów.
Nastolatek Eren i jego przyrodnia siostra Mikasa są świadkami czegoś przerażającego – oglądają jak mury ich bezpiecznego schronienia zostają zniszczone przez potężnego giganta. Pomniejsze olbrzymy zalewają miasto, zaś dwójka dzieci patrzy jak ich matka zostaje pożarta żywcem na ich oczach. Wtedy właśnie Eren przysięga, że zabije każdego giganta, jaki istnieje – zemści się za zło wyrządzone ludzkości!

Liczba obejrzanych odcinków: 3

Pierwsze wrażenia: Tak, będę kolejną osobą, która powie to jasno i wyraźnie – to prawdopodobnie najlepsza seria tego sezonu. Nie ma wątpliwości co do tego, że Shingeki no Kyojin wyróżnia się na tle pozostałych propozycji. To zresztą jedna z niewielu tej wiosny serii, która otrzymała pełne 25 odcinków – oznacza to, że zostanie z nami przez kolejne pół roku. Pozostaje się tylko cieszyć i trzymać kciuki za utrzymanie poziomu :)
Shingeki no Kyojin miało mocne wejście – powiedziałabym wręcz „miażdżące”. Oto do otoczonego wysokimi murami miasta, w którym skryła się reszta ludzkości, zbliża się olbrzymi tytan – jako pierwszy od 100 lat jest w stanie zagrozić murom miasta. Niszczy je więc, umożliwiając wkroczenie do osady mniejszym tytanom – oczywiście w tym przypadku mniejszy, nie znaczy mniej groźny, jako że nawet najdrobniejsze potwory są wielokrotnie większe od ludzi. W mieście zaczyna się rzeź – tytani niszczą budynki i zjadają ludzi. Jako etatowy tchórz, który najbardziej na świecie nie cierpi horrorów, mocno przeżyłam pierwsze dwa odcinki tej serii – niewątpliwie jeszcze więcej tego typu wrażeń przede mną. W tym wypadku niechęć do strasznych rzeczy przegrywa jednak z intrygującą fabułą i zaskakująco wysoką dawką emocji. Świetnie dopracowany został świat przedstawiony – dokładnie wyjaśniono konstrukcję murów oraz funkcjonowanie całego miasta. Setting jest nietypowy – umiejscowiony niejako poza historią. Zabudowa przypomina renesansowe miasteczka europejskie, a jednak korzysta się już z jakiejś formy napędu elektrycznego (tak przynajmniej zrozumiałam motyw ze statkami opuszczający miasto zaatakowane przez tytanów). Widać, że jest w tym jakiś pomysł. Zresztą, pod tym względem Shingeki no Kyojin przywodzi mi na myśl niedawno zakończone Shinsekai Yori – choć w nowej serii nie ma żadnych magicznych mocy, to też istnieją niewielkie osady ludzkie, z jednej strony żyjące w prymitywnych warunkach, z drugiej mocno zaawansowane cywilizacyjnie. Obie serie borykają się z problemem wojny międzygatunkowej i masakrą ogromnej ilości ludzi, choć oczywiście w SnK z powodu dosłownego pożerania ludzi przez tytanów, całość wydaje się znacznie bardziej brutalna. W SnK na pewno należy spodziewać się więcej walk i rozlewu krwi, nie sądzę jednak, by była to seria bezmyślnie brutalna polegająca tylko na zabijaniu się nawzajem. Zaś powodem, dla którego tak sądzę, są bohaterowie.

shingeki_no_kyojin_02

Póki co na pierwszy plan zdają się wysuwać trzy postaci – Eren Jaeger, którego matka została pożarta przez tytanów na jego oczach, w efekcie czego chłopak poprzysiągł zemstę i wybicie wszystkich tytanów na świecie, Mikasa Ackerman, przybrana siostra Erena, jak wynika z dotychczasowych informacji przygarnięta przez rodzinę chłopca, po tym, jak jej krewni zostali zamordowani (nie zostało powiedziane czy przez tytanów, czy w innych okolicznościach – podejrzewam jednak to drugie) oraz Armin Arlert, przyjaciel Erena i Mikasy, nieco wątły chłopiec o dziewczęcej urodzie, który w starciu z tytanami stracił dziadka. Grupka przyjaciół decyduje się na wstąpienie w szeregi oddziałów bojowych, gdzie chce się przygotować do walki z tytanami. Wszystkimi szargają bardzo silne emocje. Spotkałam się z zarzutami o banalności motywacji Erena – faktycznie, motyw zemsty jest wyświechtany do granic, niemniej jednak nie da się zaprzeczyć, że jest to najbardziej sprawdzony pomysł. Biorąc pod uwagę fakt, że chłopak na własne oczy widział, jak tytan pożera jego matkę, trudno dziwić się ogromowi nienawiści, którą żywi do potworów. Dzięki temu zaś jest w stanie ciągnąć naprzód – ignorować strach i rwać się do walki. Może jest przy tym zbyt gwałtowny i naiwny, ale sądzę, że to dopiero początek jego drogi i że przez najbliższych 20-parę odcinków ujrzymy dojrzewanie tego bohatera. Bardzo na to liczę. Dodatkowy bonus stanowi tutaj fakt, że głosu użycza Erenowi Yuki Kaji, którego tak polubiłam za kreację Satoru Asahiny z Shinsekai Yori – kolejny zbieżny element ;) Intrygująca jest również Mikasa i to nie tylko dlatego, że nie wiadomo, skąd tak naprawdę się wzięła i co wydarzyło się w jej życiu. Mikasa jest bardzo silnie przywiązana do Erena – matka chłopca na chwilę przed śmiercią prosi ją, by zaopiekowała się Erenem, a dziewczyna bierze to sobie do serca bardzo mocno. Myślę, że nie będzie przesadą stwierdzenie, że Mikasa byłaby gotowa iść za młodym Jaegerem na koniec świata i z powrotem – najlepszy dowód tego dała wstępując wraz z nim do armii. Jest to typ bohaterki, która rozwijać się będzie zapewne bardzo powoli, ale przypuszczam, że przy okazji i bardzo pięknie.

shingeki_no_kyojin_03

Ważną kwestią w przypadku Shingeki no Kyojin jest również wzbudzająca kontrowersje grafika – może nie są to kontrowersje na poziomie tych, które rodzą się przy Aku no Hana, kolejnej wiosennej nowości, o której napiszę zresztą przy następnej okazji. Mimo to jednak kreska SnK jest specyficzna. Kontury postaci są mocno pogrubione – efekt bardzo komiksowy, w prostej linii zresztą biorący się ze stylu mangi, na podstawie której powstała ta seria. Jednym to smakuje, innym niekoniecznie – moim zdaniem jest to zabieg ciekawy. Fakt, że postaci robią się przez to nieco toporne, może niepotrzebnie przerysowane, ale bardzo dobrze pasuje to do dramaturgii, która towarzyszy temu anime. Poza tym animacja pozostaje bez zarzutu – tła są niesamowicie wręcz szczegółowe. Mieliśmy też okazję posmakować odrobinę scen walki – co prawda głównie w openingu, ale już to wskazuje, że kiedy przyjdzie co do czego, efekty będą powalające. Żołnierze wirujący w powietrzu (w tzw. trzech wymiarach) powinni prezentować się niezwykle okazale i dynamicznie. Co zaś do samego projektu tytanów – mnie działa on mocno na wyobraźnię, ale to dlatego, że – jak już wspomniałam – jestem strasznym tchórzem, który boi się każdego pseudo-horrorowego tworu, toteż moja ocena nie będzie tu akurat obiektywna :P Świetne wrażenie robi też muzyka – kolejny element doskonale podkreślający wysoką dramaturgię akcji.

Ocena: 8,5/10

Podsumowanie: Naturalnie oglądam, licząc, że moja początkowa ocena przez kolejne odcinki pójdzie jeszcze do góry. Póki co Shingeki no Kyojin zdecydowanie zasługuje na miano hitu sezonu ;)

Kolejne pierwsze wrażenia już niebawem :)

Advertisements

2 responses to “Wiosna 2013 – pierwsze wrażenia (cz.1)

  1. Co prawda sezon wiosenny już na wykończeniu i praktycznie za nami, ale miło sobie przypomnieć poprzednie serie. :)
    Co do Hataraku to bawiłam się naprawdę dobrze! Humor był faktycznie zabawny, a nie tylko stylizowany na śmieszny; bohaterowie sympatyczni, a pomysły twórcą na kolejne wydarzenia nie pozwalały się nudzić. Co prawda, w pewnym momencie się już pogubiłam kto trzyma z kościołem, a kto z demonami, a kto jeszcze z kim innym, ale nie przeszkodziło mi to w dalszym cieszeniu się seansem. Ostatni odcinek nadal przede mną, więc ciężko mi podsumować całość, ale ogólne wrażenie po 12 odcinkach jest zdecydowanie na +.
    Red Data Girl… eh. gorszej nudy dawno nie widziałam. Liczyłam bardzo na ten tytuł, gdyż zapowiedzi sporo obiecywały. Dobra tematyka, ładna kreska… i na tym się kończy, gdyż fabuła i bohaterowie [szczególnie pierwszoplanowi] to dla mnie porażka. Skończyłam na 9 odcinku i nie mogę się przemóc dalej, gdyż wiem, że i tak nie ciekawego mnie nie czeka. Jeśli skończyłaś tę serię, to chętnie się dowiem, czy warto się przemóc i ją skończyć, czy jednak zostawić sobie na moment skrajnej nudy? ;)
    Shingeki no Kyojin postanowiłam sobie łyknąć na raz, więc po 3 odcinkach zostawiłam i czekam na zakończenie serii. ;) Co prawda fora i internet aż huczy od wydarzeń w tej serii, ale jakoś dzielnie opieram się spoilerom i wytrwale trwam przy swojej decyzji. A jak twoje zdanie na temat tej serii? Po połowie nadal trzyma poziom? :)

    • Hataraku jako komedia wypadło naprawdę sympatycznie. W całym tym plocie z walką o władzę nad Ente Isla co prawda też się gubiłam, ale wydaje mi się, że to było tylko takie koniecznie tło, do którego nawet twórcy nie przywiązywali zbytniej wagi ;) Jestem też zaskoczona tym, że nie przerobiono tego na romans – tak naprawdę do końca seria pozostała głównie komedią i wyszło jej to na dobre. Myślę, że po ostatnim odcinku bardzo już zdania na ten temat nie zmienisz, bo to epizod kompletnie randomowy – takie pożegnanie z serią, bez żadnych wielkich wydarzeń ;) W sumie pasujące do klimatu tego anime.

      „Porażka” to słowo-klucz w przypadku opinii na temat RDG :/ Też mnie ta seria okrutnie rozczarowała, zwłaszcza, że zapowiadała się i na przyzwoity romans i na ciekawe fantasy. A tymczasem nie wyszło z tego nic. Myślę, że nie ma sensu, żebyś zmuszała się do ostatnich odcinków – tak naprawdę nic one do fabuły nie wnoszą, postaci też w żaden znaczący sposób nie zyskują. Koniec serii jest taki, jak cała jej zawartość – niby pięknie i ładnie, ale za cholerę nie wiadomo, co i po co dzieje się na ekranie.

      Z Shingeki no Kyojin robisz chyba bardzo mądrze, zbierając sobie całą serię ;) Niektóre cliffhangery doprowadzają człowieka do białej gorączki – pamiętam, że po 5. odcinku nie mogłam się pozbierać przez kilka dni, w takim momencie urwali. Poza tym zdarzają się pojedyncze odcinki całkowicie przegadane, co wg mnie jest również potrzebne, ale ogólnie może człowieka denerwować – czekasz cały tydzień na jakieś mięso, a potem dostajesz 20 minut gadających głów ;) Także życzę Ci wytrwałości w zbieraniu kolejnych epków – ale faktycznie, bardzo uważaj na spoilery. Zwłaszcza przy takich seriach mogą zabić połowę frajdy z oglądania ;)
      Co do mojej opinii, nadal uważam, że jest to anime bardzo dobre, zdecydowanie najlepsze w sezonie wiosennym. Brakuje mi trochę przyzwoitego charadevelopmentu. Tak naprawdę postaci są non-stop w walce i nie ma czasu, by pokazały nam się od jakiejkolwiek innej strony, niż tej żołnierskiej, na polu bitwy. Relacje między nimi w żaden sposób się nie rozbudowują i to jest chyba jedyny poważny zarzut, jaki mam wobec SnK. To chyba jednak taka już specyfika tej serii – nastawiona jest ona głównie na akcję, na walkę, na „tu i teraz” i zwyczajnie nie ma w tym miejsca na poznawanie poszczególnych bohaterów, czy kształtowanie się na naszych oczach związków między nimi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s