Wiosna 2013 – pierwsze wrażenia (cz.3)

SnG

Pora na ostatnią część pierwszych wrażeń z serii wiosennych. Dzisiaj parę słów o seriach z elementami fantastycznymi – Suisei no Gargantia, Arata Kangatari i Karneval. Wszystkie zaskakująco obliczone zostały 12-13 odcinków, choć ewidentnie mają w sobie elementy, które sugerować być mogły, że do prawidłowego opowiedzenia historii potrzebne będzie dwa razy tyle epizodów. Można więc nazwać je seriami wysokiego ryzyka – nawet jeśli mają potencjał, zbyt szybkie gonienie fabuły, może je zarżnąć. Czas pokaże. Tymczasem, pierwsze wrażenia… ;)

Suisei no Gargantia

suisei-no-gargantia-01

O czym to jest: Historia ta rozpoczyna się w odległej przyszłości, w najdalszych zakątkach galaktyki. Ludzkie Przymierze Galaktyczne cały czas usilnie walczy o przetrwanie z groteskową rasą istot zwanych “Hidiaazu”. Podczas zażartej bitwy, młody porucznik Ledo oraz jego humanoidalna broń, Chamber, zostają pochłonięci przez nagłe zachwianie czasoprzestrzenne. Budząc się ze swojej sztucznie wywołanej hibernacji, chłopak zdaje sobie sprawę, że znalazł się na Ziemi – planecie na zagubionych krańcach galaktyki. Ponieważ jest ona całkowicie zalana oceanami, ludzie żyją na połączonych we floty ogromnych statkach, wyławiając z morskich głębin relikty z przeszłości by móc jakoś przetrwać. Ledo ląduje na armadzie zwanej Gargantia. Nie mając pojęcia o historii, czy kulturze tajemniczej planety, jest zmuszony zamieszkać z Amy, 15-latką służącą jako posłaniec na pokładzie Gargantii. Dla chłopaka, który nie zna niczego oprócz wojny, powoli przemijające, spokojne dni są powodem do wielu zdziwień.

Liczba obejrzanych odcinków: 3

Pierwsze wrażenia: Jeden z moich zdecydowanych faworytów na sezon wiosenny. Seria, po której wiele się spodziewałam i póki co, absolutnie się nie zawiodłam. Może pierwsza połowa pierwszego odcinka trochę męcząca jako że jesteśmy świadkami wielkiej kosmicznej bitwy, w której biorą udział zupełnie nieznane nam strony, stąd trudno zaangażować się w to emocjonalnie – choć wizualnie robi to wrażenie. Niemniej po tym, jak Ledo trafia na Ziemię, zaczyna się naprawdę świetna przygodówka.

suisei-no-gargantia-03

Pierwsza rzecz, która natychmiast rzuca się w oczy to to, że SnG ma świetną grafikę – począwszy od bardzo estetycznych projektów postaci, przez pełne detali urządzenia techniczne, aż po zapierające dech w piersiach widoki. Do niczego się tu nie można przyczepić – widać niezwykłą dbałość w prezentowaniu świata przedstawionego. Wykracza zresztą ona poza grafikę. SnG jest drugą w tym sezonie serią, która wprowadza wątek przybyszów, nie tylko nieznających zwyczajów ludności tubylczej, ale nawet ich języka. Podobnie, jak w Hataraku Maou-sama, tak i w Suisei no Gargantia przybywający bohaterowie posługują się zupełnie innym językiem, niż mieszkańcy Ziemi. I o ile w Hataraku… dość szybko przyswajają sobie oni mowę ludzką, o tyle w SnG po pierwszych trzech odcinkach, Ledo nadal nie zna języka. Dialogi realizowane są w ciekawy sposób – gdy słyszymy rozmowę Ledo z Chamberem, ludzie wokół nich posługują się niezrozumiałym językiem, zaś gdy „kamera” przechodzi na rozmowy między ludźmi, to Ledo zdaje się bełkotać bez ładu i składu. Ciekawy zabieg, dobitnie prezentujący trudność w nawiązaniu kontaktu między ludźmi posługującymi się odmiennymi językami.

Póki co fabularnie również jest ciekawie, choć trudno powiedzieć, czy akcja w całości osadzona zostanie na zalanej oceanami Ziemi, czy też wróci wątek kosmicznego świata Leda. Biorąc pod uwagę skąpą liczbę odcinków, zdaje się, że rozsądniej byłoby pozostać przy wątku „ziemskim” – tym bardziej, że i tutaj mamy do czynienia z konfliktem zbrojnym, są dwie strony, są walki, są dobrze i źli. Myślę, że piętrzenie tego poprzez dodawanie kolejnej warstwy fabularnej z podobnymi wytycznymi, nie ma sensu przy tak krótkiej serii.

Suisei no Gargantia - 02

SnG wyposażone zostało również w dobrze zapowiadających się bohaterów. Mamy Ledo, który póki co nie bardzo może się odnaleźć w nowym świecie. Ponadto widać, że jest wychowankiem innej cywilizacji, wysoko zaawansowanej technologiczne, a przez to chyba i nieco zubożonej emocjonalnie – bohater nie tylko zachowuje trzeźwe myślenie w każdej sytuacji, ale nie okazuje też żadnych ludzkich emocji przy „eliminowaniu” piratów. Towarzyszem Ledo jest Chamber – i choć ten jest „zaledwie” humanoidalnym robotem, poraża swoją inteligencją i znacznie szybszym dostosowywaniem się do nowych warunków, niż jego pilot. Ci dwaj stanowią ciekawy duet. Bohaterów poznajemy również ze strony Ziemian. Tutaj na pierwszy plan wybija się Amy – słodka dziewuszka, pełniąca w Gargantii rolę listonoszki (swoją drogą genialny pomysł z tymi swoistymi „paralotniami” jako środkami przemieszczania się :)), która stanowi dokładne przeciwieństwo Leda – jest otwarta, radosna, jej zachowaniem rządzą emocje. Naturalnie więc te dwa przeciwieństwa zostają już na początku serii „sparowane”. Sądzę, że nie ma tutaj mowy o klasycznym romansie – jeśli już, to pewnie pojawią się jakieś drobne hinty odnośnie pierwszych nieśmiałych emocji. I tak zresztą być powinno. SnG to nie romans i przy tym pozostańmy ;)

Ocena: 8/10

Podsumowanie: Po Shingeki no Kyojin zdecydowanie najlepiej zapowiadająca się seria sezonu. Jeżeli tylko nie spróbują wcisnąć w nią więcej, aniżeli 12 odcinków jest w stanie udźwignąć, powinna trzymać poziom do końca :) Tego jej (i sobie;)) życzę.

Karneval

Karneval_01

O czym to jest: Nai poszukuje ważnej dla niego osoby, za jedyną wskazówkę mając dawno porzuconą bransoletkę. Gareki to kieszonkowiec, który dzięki kradzieży jakoś wiąże koniec z końcem. Dwójka ta spotyka się w dziwnej posiadłości, gdzie zostają wrobieni w przestępstwo, co sprawia, że lądują na celowniku wojskowej agencji bezpieczeństwa jako poszukiwani kryminaliści. W tym właśnie momencie, kiedy Nai i Gareki znajdują się w na pozór beznadziejnej sytuacji, na ich drodze staje najpotężniejsza w kraju agencja obrony – „Cyrk”!

Liczba obejrzanych odcinków: 3

Pierwsze wrażenia: Poplątanie z pomieszaniem. Eksplozja kolorów i bishów. Zbyt mała liczba odcinków na tak wiele postaci i wątków. To pierwsze rzeczy, które przychodzą do głowy po seansie trzech odcinków Karnevalu. Jest to kolejna seria, z którą wiązałam olbrzymie nadzieje – piękna grafika, świetna obsada, zapowiedź szalonej przygodówki pełnej zwrotów akcji. Na to właśnie liczyłam. Już teraz mogę powiedzieć, że anime nie udźwignęło ciężaru moich oczekiwań. Dzieje się tutaj za dużo, za szybko, bez ładu i składu. Postaci pojawiają się i znikają w niesamowitym tempie, tak naprawdę, nie licząc głównych bohaterów, nie wiadomo, kto jest kim, czy jakie są role poszczególnych postaci. Mijają trzy odcinki (1/4 serii!) i nadal nie wiadomo, kto jest tym dobrym, a kto złym, o co toczy się walka, co ma z nią wspólnego Nai, kim są członkowie Cyrku, kim do licha jest Karoku etc. Niewiadome mnożą się niemal w nieskończoność. Jeśli szybko nie zacznie się to układać w jakąś logiczną całość, nie ma szans, żeby wyszło z tego coś dobrego.

Karneval_02

Dużym błędem jest, jak sądzę, ogromna ilość bohaterów. Nie można się przez to na nikim za bardzo skupić – w efekcie też nikt nie dostaje na tyle czasu, by rozwinąć jego charakter i dać widzowi szansę na przywiązanie się do danego bohatera. Gareki sprawia fajne wrażenie – jest zdystansowany, trzeźwo myślący, inteligentny, a w środku oczywiście znacznie bardziej softowy, niżby chciał to okazać na zewnątrz. Niestety nie za bardzo cokolwiek o nim wiadomo, poza tym, że żyje z kradzieży – póki co nawet zarysu jakiegoś tła czy osobistej historii. Nai jest niedorzecznie wkurzający, choć od kiedy wyszło na jaw, że w rzeczywistości jest mitycznym stworzonkiem leśnym, które tylko przybrało formę niegramotnego chłopaka, można mu wybaczyć jego rozlazłość i dupowatość. Z całej reszty w pamięć zapada jeszcze Yogi – głównie ze względu na świetną rolę Mamoru Miyano i powiązane z tym skojarzenia z Tamakim z OHSHC :)

Karneval_03

Przy całej tej niepotrzebnie rozgałęziającej się fabule i natłoku wątków/postaci, trzeba przyznać, że akcja trzyma wartkie tempo, a wizualnie Karneval stoi na poziomie Suisei no Gargantia – czyli jest kolorowo i ponadprzeciętnie estetycznie. Bizony są dokładnie takie, jak być powinny – przekrój typów od A do Z. Trochę gorzej wypadają postaci żeńskie (co do cholery Tsukumo ma na głowie??), ale kto patrzy na dziewczyny przy takiej galerii pięknych panów? :>

Ocena: 6/10

Podsumowanie: Wciąż wierzę w tę serię. Może niekoniecznie w to, że wybije się z czymkolwiek ponad przeciętność, ale w to, że jest w stanie zapewnić przyzwoitą dawkę rozrywki jednak wierzę. Żeby tak wreszcie te wszystkie nicie splątały się w jeden sensowny plot. Póki co pozostaje cieszyć wzrok (i słuch) miłymi bishami i czekać, czy poza ucztą wizualną, Karneval będzie nam w stanie cokolwiek zaoferować.

Arata Kangatari

arata-kangatari-01

O czym to jest: Co 30 lat wybierana jest nowa księżniczka z rodziny Hime, by mogła służyć Hayagami. Właśnie znów nadeszła ta ważna chwila, jednak wedle zapisków, przez ostatnie kilkadziesiąt lat w rodzinie nie urodziła się żadna dziewczynka, oprócz jednej – 15-letniej Araty. Tu jednakże pojawia się problem – Arata to tak naprawdę chłopiec! Zmuszony by przebrać się za dziewczynkę i zając miejsce księżniczki aż do czasu, kiedy pojawi się prawowita kandydatka, musi on wziąć udział w uroczystości, gdzie jest świadkiem jak aktualna księżniczka, Kokuri-hime, zostaje brutalnie zamordowana. Jego życie także zostaje przesądzone, kiedy jeden z 12 osobistych strażników księżniczki, Kannagi, przekonuje wszystkich, że to właśnie Arata stoi za okrutnym zabójstwem! Teraz cały Cesarski Dwór domaga się jego głowy, a on musi uciekać, jeśli chce zachować życie!

Liczba obejrzanych odcinków: 2

Pierwsze wrażenia: Jedyna seria, przy której nie mogę zmusić się do dobrnięcia do seansu trzeciego odcinka. Jest to o tyle dziwne/ciekawe, że o Aracie nie można powiedzieć, by była to seria jednoznacznie zła. Jest po prostu zupełnie nijaka. Raczej się na tym nie znam, ale to chyba taki właśnie typowy przygodowy shounen, przeznaczony raczej do młodszego widza (powiedzmy nie dla kogoś powyżej 20. roku życia), bez ambicji na cokolwiek głębszego. I oczywiście nie ma w tym nic złego. Oznacza to jedynie, że seria ta nie posiada nic, co mogłoby mnie do niej przyciągać.

arata-kangatari-03

Dwóch chłopców, nieszczególnie zadowolonych ze swego dotychczasowego losu, zamienia się miejscami. Jeden z nich pochodzi ze świata fantasy, rządzonego przez magiczne moce i właśnie miał na tyle pecha, by wdać się w drakę na dworze miłościwie panującej księżniczki, w efekcie czego zostaje niesłusznie posądzony o jej zamordowanie. Drugi żyje sobie w codziennej rzeczywistości i mimo że jest zwyczajnym, sympatycznym i uczciwym dzieciakiem, ma pecha, gdyż jego dawny rywal sportowy, uprzykrza mu życie na tyle skutecznie, że w szkole nie udaje mu się zdobyć żadnych przyjaciół – czuje się więc osamotniony i zdradzony. Chłopcy, obydwaj noszący imię Arata, zamieniają się miejscami i tak nakręca się fabuła. Wygląda na to, że większość czasu antenowego poświęcona zostanie współczesnemu Aracie uwięzionemu w świecie fantasy – okazuje się, że może on używać magicznej broni, której drugi Arata, właściwy dziedzic rodu, nijak nie mógł nakłonić do współpracy.

Fabuła ma bardzo słabą konstrukcję – poprawną, ale słabą. O tym, w jaki sposób funkcjonuje świat fantasy, do którego trafia Arata, kto jest wrogiem, co jest narzędziem walki i jak w tym wszystkim przetrwać, chłopak dowiaduje się nie w toku akcji, a w wyniku wykładów, których udzielają mu inni mieszkańcy tego świata – głównie babka „fantastycznego” Araty. A zatem przybliżenie świata przedstawionego za pomocą gadającej głowy – najprostsza, ale i najnudniejsza dla widza technika. Bohaterowie negatywni są negatywni i już – nie ma w tym żadnej filozofii. To oni tak naprawdę zabijają księżniczkę, ale robią to chyba tylko dlatego, że tego wymaga się po czarnych charakterach – czyn ten wydaje się bowiem pozbawiony jakiejkolwiek sensownej motywacji.

arata-kangatari-02

Arata jako główny bohater póki co nieco irytuje – jest z niego trochę emo-nastolatek, choć może i ma do tego powody. Niemniej takie postaci działają na nerwy. Pozostali są jeszcze bardziej schematyczni.

Podobny poziom prezentuje animacja – nie jest ani zła, ani dobra. Może ma w sobie jakieś wczorajsze tchnienie – gdybym nie znała daty produkcji, a miała ją ocenić wyłącznie po animacji, określiłabym Aratę jako serię z około 2005 roku.

Ocena: 4/10

Podsumowanie: Myślę, że fani gatunku (czy po prostu docelowa grupa odbiorców) powinni być zadowoleni z poziomu tej produkcji. Nie szukając daleko, myślę, że będzie to dla nich coś takiego, czym dla mnie w sezonie zimowym była seria Tamako Market – neutralnie na tyle, że można podarować temu 20 minut tygodniowo. Niestety jednak Arata zupełnie nie trafia w moje gusta. Może zmuszę się jeszcze do trzeciego odcinka, ale nie sądzę, by zmienił on jakoś diametralnie moją opinię. Póki co spisuję to na straty.

I to tyle w ramach pierwszych wrażeń na sezon wiosenny :) Jak widać, poziom jest zróżnicowany. Finalnie ląduję z sześcioma seriami do oglądania. Nie tak dużo, jak oczekiwałam, ale jeśli chodzi o poziom, jest naprawdę przyzwoicie. Pozostaje śledzić kolejne odcinki i przekonać się, na ile słuszne były te pierwsze wrażenia :)

Advertisements

8 responses to “Wiosna 2013 – pierwsze wrażenia (cz.3)

  1. Arata Kangatari … nie wiem co powiedzieć, to anime jest tak nijakie, że dopiero po zobaczeniu tego wpisu przypomniałam sobie, że je oglądam… Chyba o czymś to świadczy :) Co do kreski, bohatera, prowadzenia fabuły – mam dokładnie takie samo odczucie jak ty. Jednak w jednym się z tobą nie mogę zgodzić – według mnie to absolutnie nie jest przeciętny shounen – gdzie taki bohater na protagoniste normalnego, zdrowego shounena ! Koleś jest tak nijaki, że nawet jakaś tam moc mu nie pomoże, zero w tym wszystkim humoru, żadnych nakama prócz tej kobitki (niby tam w op jest jeszcze jakiś koleś ale rozwoju wielkiej przyjaźni to ja im przez te pare odcinków nie wróżę). Gdzieś tam wyczytałam, że autorka tego tytułu specjalizuje sie w mangach shoujo i Arata to był jej taki skok w bok. Może dlatego wyszło z tego nie wiadomo co.
    Karneval, tak jak napisałaś, bardzo piękny wizualnie i równie bardzo pogmatwany ( coś jak Pandora Hearts ). Nie żebym była wielką fanką takich pozycji ( a tym bardziej Pandora Hearts) bo dla mnie to taki trochę przerost formy nad treścią ale akurat do Karnevala mam sentyment przez mange… no i Gareki ^^.
    Gargantia – podoba mi się ale póki co szału nie ma :) Fajny pomysł, piękna grafika, sympatyczni bohaterowie tylko troszkę się martwie w jakim kierunku oni zamierzają to anime pociągnąć. W pierwszym epku zaprezentowali walkę w kosmosie, niby nic dziwnego bo to anime z tagiem mecha ale kiedy przez kolejne 2-3 epki serwują nam okruchy życia w klimacie sci-fi a na dodatek w ubiegłym tygodniu pakują do tego wszystkiego fanservice to zaczynam czuć się zaniepokojona.
    Uf, znowu się rozpisałam :)
    Pozdrawiam cieplutko

    • Haha, nieźle z tym Aratą :D Ja ze swej strony dodam, że nadal nie skusiłam (a raczej nie zmusiłam) się na obejrzenie 3. odcinka, obawiam się, że w takim stanie to już zostawię. Faktycznie, masz rację, autorką Araty jest ta sama mangaka, która stworzyła Fushigi Yuugi, co bardzo wiele w tej sytuacji tłumaczy. Co do męskiego protagonisty mogę się mylić – w sumie nie znam się na shounenach praktycznie w ogóle ;) Dopiero pierwsze kroki stawiam w tym temacie. Natomiast ma to dużo sensu – taki bohater powinien być bardziej aktywny i mocniejszy psychicznie. Arata póki co jest taki żaden ze swoimi wyolbrzymionymi traumami – pewnie w toku fabuły trochę się zmieni, wydorośleje pod tym względem, ale ogólnie słaby z niego główny bohater.

      Oj masz rację, Gareki jest wart sentymentu :) Jego w tym kramie lubię najbardziej, choć mam też słabość do Yogiego. Niemniej fabularnie nie jest tutaj dobrze. Nadrobiłam sobie zaległe odcinki i jestem na bieżąco – i wychodzi, że po 5. epizodzie nadal nic nie wiadomo odnośnie jakiejś szerzej zakrojonej intrygi – zamiast skupić się na bardziej istotnych wątkach, choćby na tym nieszczęsnym Karoku, dwa odcinki poświęcone zostały jakiemuś randomowemu rodzeństwu z przeszłości Garekiego.Słabo to wszystko opowiadają.

      Najnowszy odcinek Gargantii też mnie trochę zastanowił. Odcinek plażowy, czyli niezbędnik w seriach japońskich, był trochę niepokojący, właśnie przez tę dużą dawkę fanserwisu i małą dawkę jakiegokolwiek rozwoju fabuły. Oczywiście było przyjemnie i lekko, fajnie się patrzy na Leda, niezależnie od tego, czy ma swój kosmiczny kombinezon czy hawajską koszulę :> Niemniej mam nadzieję, że dalej będzie nieco bardziej treściwie :)

      Dzięki za odwiedziny :) I rozpisuj się, ile tylko chcesz – uwielbiam takie komentarze :)

  2. Arata może i wydorośleje, właściwie jest to nawet pewne, jednak ma na to kilka odcinków a taka szybka przemiana z zahukanego dziecka emo w bohatera nie wróży dobrze, jakoś powątpiewam aby znaleźli logiczne motywy jego działań w tym wypadku. W ogóle nie cierpie takich protagonistów – koleś boi sie własnego cienia, ktoś spojrzy na niego krzywym okiem i już depresja na najbliższe miesiące murowana, matka pewnie w domu wszystkie ostre przedmioty musi przed nim chować -.-. Chociaż nie powiem, na dawkę emo po Nabari no Ou jestem już troszeczkę uodporniona jako że występuje tam mój osobisty król… nie, Bóg emo bohaterów. Nie wiem czy to oglądałaś więc nie będę sie tu rozwodzić na ten temat ale muszę przyznać, że w porównaniu z protagonistą Nabari no Ou to Arata jest wesołym i pełnym życia nastolatkiem z gromadą znajomych, chociaż z drugiej strony na Yoite przynajmniej można było popatrzeć…
    Hmmm… dopiero gdy tak hejtuję sobie tu to anime to zaczynam się zastanawiać po kiego ja je w ogóle oglądam? Tak, chyba pójdę twoimi śladami i rzucę je w cholere … :)

    Muszę to przyznać, Yogi też jest fajniutki no i przynajmniej nie ma piętnastu lat co jest miłą odmianą ^^. Fabularnie jest jak jest czyli, nie ukrywajmy tego, nie najlepiej. Wiesz co, ja tak sobie myślę, że to nawet nie jest wina historii czy bohaterów. Manga wychodzi już naprawdę sporo czasu a oni robią z tego anime na marne 13 odcinków. No serio? Przecież to jest jakaś kpina – wepchną miliard bohaterów, wcisną na siłę jakieś urywki historii a swoją nieudolność będą tuszować ślicznymi biszami i zalewającymi nas zewsząd kolorami.
    Co prawda cały czas mam nadzieję, że może jednak jakoś uda im się z tego wybrnąć. W K, które też jakoś niedawno wychodziło przez pierwsze kilka odcinków nie wiedziałam co się dzieje, po trzech czy czterech załamałam się i rozważałam sens dalszego oglądania, a jednak mimo tego pogmatwania na początku całkiem niegłupio udało im się z tego wybrnąć. Wybitne anime to to nie było ale i tak druga połowa znacznie podniosła moją ocenę. Jednak K nie było na podstawie tak długiej mangi. Eh… i co tu myśleć na ten temat? :)

    Ja osobiście nie mam nic do tego plażowego odcinka, fanserwis był umiarkowany, nic irytującego, było się zawet z czego trochę pośmiać i tak – też nie mam nic przeciwko Ledowi bez kosmicznego kombinezonu ! :) po prostu wybił mnie ciutkę z tropu. Gargantie i tak będę oglądać więc mam tylko nadzieję, że z biegiem czasu wszystkie moje obawy zostaną rozwiane.

    • Rzeczywiście, trochę mało odcinków, jak na przekonujący chara development, więc można się spodziewać, że zrobią z tego raczej bajkę dla naiwnych ;) Ale a propos emo-protagonistów. A co powiesz na Shinjiego z Evangeliona? :> Nie znam co prawda Nabari no Ou, o którym wspomniałaś, ale wprost przekracza granice mojej wyobraźni pomysł, że istnieje gdzieś w świecie anime większy emo, niż Shinji z NGE ;)

      Co do oglądania i hejtowania, przyznam Ci, że ja czasem to lubię – na zasadzie odmóżdżającej rozrywki :> W ten sposób prześledziłam zimą całą Amnesię, zdecydowanie najgorsze anime, na jakie dotychczas trafiłam. Hejtowałam tam absolutnie wszystko, ale miałam przy tym totalny ubaw. Także czasem i na taką zabawę można sobie pozwolić.

      Yogi mi się podoba, bo właśnie z jednej strony mentalnie jest takim dzieciakiem, widać że przez resztę Cyrku, sprowadzanym do roli klauna, którego nikt nie traktuje serio. Kiedy jednak trzeba się wziąć w garść i sprać tyłek jakiemuś czarnemu charakterowi, Yogi robi to natychmiast, bez chwili zawahania i namysłu – w jednej sekundzie przeobraża się z pajaca w wojownika. To mi się chyba w nim najbardziej podoba :)

      Co do długości serii zgadzam się z Tobą w 100%! W pierwszej chwili, gdy zobaczyłam na MALu, że Karneval ma mieć 13 odcinków, byłam przekonana, że coś im się pomyliło. Nawet nie znając mangi, miałam wrażenie, że coś tu jest nie tak, bo już na plakatach promocyjnych było widać, że jest od groma postaci. I jak to ogarnąć w 13 epków? Nadal uważam, że to podstawowy błąd przy konstrukcji tej serii. W pierwszym odcinku pojawiły się przesłanki, że będzie to fabuła opierająca się o koncept ratowania całego świata – to samo w sobie jest już zapowiedzią dużej liczby wydarzeń. Do tego dołożyli obsadę składającą się co najmniej z kilkunastu bohaterów. I chcą te wszystkie wydarzenia, całą tę fabułę po nitce (spotkanie Garekiego i Naia) do kłębka (ratowanie świata) upchnąć w 13 odcinkach? Dlatego właśnie obawiam się, że nic dobrego z tego nie wyniknie. A szkoda by było, bo naprawdę liczyłam na tę serię.

  3. „Arata Kangatari” powstaje na podstawie mangi autorstwa Yui Watase obecnie ma ona 205 rozdziałów i wciąż wychodzi, autorkę tę znamy z „Fushigi Yuungi” i „Ayashi no Ceres” anime to będzie miało co najmniej 50 odcinków. faktem jest, że rozwój osobowości Araty jest prawie nikły, ale i tak nie przestanę oglądać tego tytułu, choćby ze względu na wątek romantyczny.

  4. Suisei no Gargantia – jak na razie nie wzbudziło we mnie negatywnych emocji, ale chyba co gorsze nie wzbudziło również pozytywnych. Jak dla mnie tytuł jest zupełnie nijaki i tylko kolorowa grafika wyróżnia ten tytuł spośród innych tego typu serii. Ośmielę się powiedzieć, że nieco go to ratuje, bo w samej serii absolutnie nic się nie dzieje. Nie interesuje mnie wyobcowanie głównego bohatera, bo w tym sezonie to już chyba trzeci bohater z podobnymi problemami. Jak dla mnie seria jest raczej przeciętna. Nie jest zła, ale widziałam już wiele znacznie lepszych serii.

    Karneval z kolei jest dla mnie najbardziej męczącym wiosennym tytułem. Prawdopodobnie gdybym zdecydowała się na oglądanie co drugiego odcinka nie poczułabym się znacząco głupsza. Tak jak napisałaś w serii występuje za dużo bohaterów z tym, że dla mnie tworzy to niesamowity wręcz chaos przez który ciężko się to ogląda. Kolorystyka niczego nie rekompensuje. Nie zawiódł mnie ten tytuł, bo od początku wydawało mi się, że nic dobrego z tego nie wyjdzie. Po pierwszym odcinku pomyślałam „jakoś ujdzie”, po drugim „w kolejnym może będzie lepiej”, po trzecim „kiedy koniec?”, a po 5 „Jezu, litości”.

    Za ostatnią opisaną przez Ciebie serię nawet się nie zabrałam, gdyż założyłam, że Yuu Watase nigdy nie tworzy niczego dobrego. Same górnolotne brednie dla ubogich intelektualnie romantyczek.

    • Ja z Gargantii jestem zadowolona chyba o tyle, że seria ta jest dokładnie tym, czym miałam nadzieję, że będzie. Jest niezwykle estetyczna, ma fajną konstrukcję świata przedstawionego, opowiada o bardzo sympatycznych postaciach, które łatwo jest polubić. Sama fabuła faktycznie nie wywołuje większych emocji – pod tym względem jest bardzo spokojnie i obyczajowo, ale zupełnie mi to nie przeszkadza ;) Niemniej masz rację co do kolejnego wyobcowanego bohatera – jakiś modny motyw na ten sezon ;)

      Z Karnevalem muszę Ci przyznać rację. Zdaje się, że już na etapie zapowiedzi, wróżyłaś marny poziom tej serii i nie pomyliłaś się w tej sprawie ani trochę. Narzekałam na bałagan fabularny po pierwszym i drugim odcinku, ale i tak widzę, że były one znacznie mocniejsze, niż odcinki od czwartego w górę. Szósty z kolei kompletnie mnie załamał. Takie aftermatch po większym wydarzeniu, ale dlaczego do licha, przy tak ograniczonym czasie, dają temu cały odcinek? To powinno być zrobione w 5, góra 10 minut. Niestety póki co równia pochyła, a przez postaci, jak wspomniałaś, coraz większy chaos. Obejrzę to do końca, bo i tak jestem już w połowie, a poza tym nadal miło mi się patrzy (i równie miło mi się słucha) na Yogiego i Garekiego. Ale jakiekolwiek nadzieje, co do sensownego poziomu fabuły chyba ostatecznie już porzuciłam.

      A co oglądasz jeszcze w tym sezonie? :) Coś Ci przypadło do gustu, czy na razie brak pozytywów?

  5. Oglądam jeszcze Aku no Hana, Attack on Titan, Devil Survivor 2 the Animation, Hataraku Maou-sama, Namiuchigiwa no Muromi-san, RDG: Red Data Girl, Yahari Ore no Seishun Love Come wa Machigatteiru. Najbardziej póki co podoba mi się drugi tytuł, ale ogólnie sezon nie jest zły ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s