Toradora! – wanilia ze szczyptą soli

Toradora! - 08.jpg

Ryuji nie ma w życiu lekko – nie dość, że wychowywany jest przez samotną matkę, która średnio wywiązuje się z własnej roli i to raczej syn opiekuje się nią, niż ona synem, to jeszcze miał na tyle pecha, że jedyne, co mu zostało po nieznanym ojcu, to jego aparycja, z powodu której chłopak przypomina raczej członka yakuzy, aniżeli dobrego i serdecznego ucznia szkoły średniej, którym w istocie jest.

Taiga też swoje w życiu przeszła – jej rodzice się rozwiedli, ojciec nie za bardzo przykładał się do wychowania córki, zaś matka znalazła sobie nowego męża, w efekcie czego dziewczyna postanowiła zrezygnować z ich opieki i zamieszkała sama w przestronnym apartamencie. Choć natura poskąpiła jej wzrostu (i kluczowych kobiecych atrybutów), przez co nastolatka wygląda niczym dziecko z podstawówki, charakter wyrobiła sobie twardy, byś może nawet zbyt twardy (nie bez przyczyny jej szkolne przezwisko to „Mini Tygrys”), a przez to i niedostępny dla innych.

Co się stanie, kiedy dwoje tak pechowych bohaterów spotka się i nawiąże ze sobą relację? Wówczas otrzymamy Toradorę!, rewelacyjną, słodko-gorzką, komiczno-wzruszającą serię anime, która choć często i gęsto sięga po wyświechtane schematy szkolnych komedii romantycznych, potrafi przy tym zachować niezwykłą świeżość i oryginalność. Słowem, wyróżnia się na tle ogromnej ilości szkolnych anime.

Wiemy już, że życie naszych bohaterów nie jest usłane różami. By dopełnić ten kielich goryczy, jest jednak niezbędny jeszcze jeden element – a mianowicie nieodwzajemniona miłość. Ryuji od dawna zakochany jest w swojej koleżance z klasy, Minori Kushiedzie, dziwnym zbiegiem okoliczności, najlepszej przyjaciółce Taigi. Sama zaś Taiga uczuciem darzy Yuusaku Kitamurę, który… tak, tak, jest przyjacielem Ryujiego. Na dobry początek mamy więc czworokąt. Gdy Ryuji przypadkowo dowiaduje się o uczuciach Taigi względem Kitamury, dziewczyna wpada w szał i całkiem serio próbuje spuścić naszemu bohaterowi łomot. By ratować swoją skórę, Ryuji postanawia przyznać się do własnego wstydliwego sekretu – a zatem uczuć wobec Kushiedy. W ten sposób obydwoje są kwita. Co więcej, problemy emocjonalne szybko stają się podwaliną dla przyjaźni (nietypowej, bo nietypowej, ale jednak), która zaczyna rodzić się między Taigą a Ryujim. Co prawda dziewczyna traktuje swojego kompana, jak psa, który żyje po to, by jej służyć, dość łatwo jednak zorientować się, że jest to jedynie twarda maska, pod którą kryje głębokie przywiązanie do chłopaka. Obydwoje postanawiają też wspierać się w próbach podbicia serc swych wybraków – Ryuji obiecuje Taidze, że pomoże jej zbliżyć się do Kitamury, zaś Taiga obiecuje, że pomoże Ryujiemu zdobyć serce Kushiedy. A to, jak łatwo się domyślić, staje się przyczynkiem do mnóstwa zabawnych, z czasem też i słodko-gorzkich scen tej serii.

Toradora! - 01

Pozornie w Toradora! nie ma nic nowego. Szkolne życie i milion nieodwzajemnionych uczuć z każdej strony. I może faktycznie ta historia niczym szczególnym by się nie wyróżniała, gdyby nie obecność wyjątkowo dobrze skonstruowanych postaci. Zarówno główną czwórkę, jak i dołączającą do nich niebawem Ami Kawashimę, cechuje niesamowita, jak na postaci ze szkolnej komedii, złożoność psychologiczna. Dzięki niej postaci nie są przezroczyste, z czym nazbyt często mamy do czynienia w tego typu produkcjach – zwykle wystarczy tak naprawdę jedna scena, by określić, jak przedstawiają się uczucia poszczególnych bohaterów, które ci rzekomo próbują przed całym światem ukryć. W przypadku tej serii faktycznie trudno odczytać prawdziwe intencje bohaterów. Przykładowo, do ostatnich odcinków miałam kilka teorii co do prawdziwej natury uczuć Minori – bohaterka przedstawiana była w  tak wielu sytuacjach, że co kilka epizodów zmieniałam zdanie co do tego, co tak naprawdę nią kieruje. Niełatwo było też odczytać Kitamurę. O Ami nawet nie wspomnę – ta z jednej strony najbardziej pogubiona życiowo postać, wydawała się również najbardziej dojrzałą, czy może najbardziej świadomą skomplikowanego świata emocji, tak własnych, jak i swoich znajomych.

Toradora! - 06

A jak sprawa przedstawia się w przypadku naszych głównych bohaterów? Ich relacja niewątpliwie należy do nietypowych. W trakcie seansu niejednokrotnie zastanawiałam się, jak to się dzieje, że Ryuji daje się tak traktować Taidze? Powiedzmy sobie wprost – ta słodka drobina to tak naprawdę kawał podłej jędzy, która często, pozornie bez powodu, wyżywa się na chłopaku, traktuje go jak służącego, którego zadaniem jest m.in. regularnie przygotowywanie jej wszystkich posiłków. Ryuji wydaje się być całkiem pod pantoflem Taigi. Takie jego zachowanie może irytować, ponadto razi pewnego rodzaju schematycznością. Gdy jednak przyjrzymy się bliżej jego przeszłości oraz charakterowi, wszystko nabiera sensu. Ryuji nie zna swojego ojca, wychowywany jest przez matkę, która stanowi nieprawdopodobny wręcz przykład braku dojrzałości i odpowiedzialności. Bez wątpienia można powiedzieć, że to syn opiekuje się matką, nie na odwrót. Ryuji odpowiada za prowadzenie domu, troszczy się o to, by jego matka jadała regularnie, miała zawsze czyste ubrania, dbała o siebie i swoje zdrowie. Jako nastolatek musi być podwójnie odpowiedzialny. Z tego też powodu cechuje go niezwykła dojrzałość i przyzwyczajenie do tego, że musi się o kogoś troszczyć. Pod pewnymi względami Taiga jest, jak jego matka – teoretycznie sama o siebie dba, praktycznie oznacza to jednak, że żywi się wyłącznie śmieciowym żarciem na wynos, nie potrafi posprzątać swojego mieszkania i zasadniczo nie ogarnia najprostszych nawet obowiązków domowych. Dla Ryujiego jest więc naturalne wejście w rolę opiekuna – ma to w końcu bardzo dobrze przećwiczone.

Toradora! - 07

Jeśli zaś chodzi o Taigę – klasyczna tsundere, chciałoby się powiedzieć. I faktycznie, Aisaka doskonale realizuje schemat tego typu osobowości. Jest agresywna, krzykliwa, pełna temperamentu, pod powierzchnią zaś wrażliwa i nieśmiała. Prawda jest jednak taka, że jest w niej znacznie więcej, aniżeli tylko to. Dziewczyna żyje w bardzo silnym przekonaniu, że musi sobie radzić zupełnie sama, że nie ma nikogo, na kim mogłaby polegać. Nawet o Ryujim, do którego szybko się przywiązuje, sądzi, że ma go tak długo, jak długo ten nie zwiąże się wreszcie z Midori – po tym, Taiga jest o tym przekonana, ich przyjaźń się zakończy. Samotność Taigi wydaje się bezbrzeżna – podobnie, jak potrzeba zaznania w życiu miłości i ciepła, choć do tego dziewczyna za żadne skarby nie chce się przyznać. W toku opowieści to właśnie Taiga przechodzi największą przemianę spośród wszystkich postaci – jej dojrzewanie jest zdumiewające i bardzo dobrze się je ogląda.

Toradora! - 03

Oczywiście nie tylko Aisaka ewoluuje. To kolejny olbrzymi plus tej serii – tak naprawdę wszystkie postaci się zmieniają. I nie tylko w warstwie zachowań, ale też w warstwie uczuć. Z reguły w tego typu seriach mamy do czynienia z bohaterami, którzy od początku do końca interesują się jedną osobą, po to by pod koniec wreszcie zdobyć jej względy lub odkryć, że i ona była nimi od początku zainteresowana. W Toradora! uczucia się zmieniają – na skutek pewnych wydarzeń, pogłębiania relacji, dojrzewania postaci. Co ważne, nie dzieje się to też z dnia na dzień. Doskonale proces ten prześledzić można na przykładzie Taigi, która przez długi czas walczy ze swoimi uczuciami, działa wbrew nim, by w końcu poddać się i pozwolić im wreszcie przemówić.

Seria doskonale równoważy momenty komediowe z tymi dramatycznymi. Poczucie humoru jest tutaj wyśmienite – wiele scen przyprawiało mnie o szczere wybuchy śmiechu. Co ważne cała warstwa komediowa pozbawiona jest fanserwisu, co chyba stanowi prawdziwą rzadkość w świecie szkolnych komedii. Z kolei elementy dramatyczne niejednokrotnie wywoływały u mnie łzy wzruszenia – nic nie było tu przerysowane, wszystkie reakcje mieściły się w granicach normy i prawdopodobieństwa. Ciekawe jest też to, jak płynnie przechodzono z komedii w dramat – wystarczy przypomnieć odcinek z zajęciami na basenie, kiedy w jednej minucie obserwujemy przekomiczny wyścig między Kawashimą a Taigą, a w drugiej jesteśmy świadkami wypadku Ryujiego i histerycznej reakcji Aisaki. Tak wyśmienite wyważenie dwóch odmiennych nastrojów zdarza się rzadko – ostatnio miałam okazję to zaobserwować przy seansie Angel Beats. Pod tym względem – równowagi między komedią a dramatem – Toradora! przypomina tę właśnie serię.

Toradora! - 04

A teraz odrobina o stronie technicznej. Animacja wypada świetnie, choć chwilę może zająć przyzwyczajenie się do tego, że główni bohaterowie nie są klasyczną parą typu bishounen/bishojo ;) Poza tym jednak projekty postaci wpisują się w założenia gatunku. Animacja jest płynna, pełna kolorów, ruchy postaci wypadają wyjątkowo naturalnie. Czasami razi nienaturalność w zachowaniu proporcji ciała Taigi – rzuciło mi się to w oczy szczególnie mocno przy odcinku świątecznym, gdy wraz z Kawashimą, Aisaka śpiewała na szkolnej scenie. Jej głowa wydawała się absurdalnie gigantyczna w zestawieniu z ciałem, jak u lalki.

Ścieżka dźwiękowa wykorzystana w samych odcinkach nie zapadła mi jakoś w pamięć, co oznacza, że ani nie była wybitnie dobra, ani w żaden sposób zła. Za to ogromnie przypadły mi do gustu openingi i endingi, zwłaszcza zaś drugi ending, utwór Orange wykonywany przez seiyuu trzech głównych bohaterek. A skoro już przy aktorach jesteśmy – dobrani zostali oni wprost genialnie. Rie Kugimiya stworzyła wybitną kreację Taigi – przez sceny pełne krzyku aż do tych, w których głos naszej bohaterki lekko się załamuje i ścisza do szeptu (ci którzy oglądali już pewnie wiedzą, o jakich scenę mówię – „mo ichido” w wykonaniu Taigi to prawdopodobnie jedna z najbardziej rozbrajająco wypowiedzianych kwestii w dziejach anime;)). Doskonale ze swoimi rolami poradziły sobie również Yui Horie jako postrzelona i pełna zaskakująco głębokich emocji Kushieda i Eri Kitamura jako lekko zblazowana i cyniczna, w istocie pełna dojrzałych refleksji Kawashima. Do męskiej obsady też nie można mieć żadnych zastrzeżeń. Pod względem doboru aktorów, Toradora! to jedna z najlepszych serii, z jakimi dotychczas się spotkałam. Może zresztą nie tyle chodzi o sam dobór, co o złożoność postaci, o której już wspomniałam – aktorzy mieli dzięki temu szansę naprawdę zabłysnąć, odgrywając całą gamę skrajnie różnych emocji.

Toradora! - 05

Czy Toradora! ma jakieś wady? Szczerze przyznam, że takowych się nie dopatrzyłam. Oczywiście z powodu swoich niejednoznacznych bohaterów, niektórym widzom mogą oni nie przypaść do gustu. Nie ma tu postaci stworzonych tak, by widz musiał je polubić. Niemniej ja uważam to za wielką zaletę tej serii. Poleciłabym ją nie tylko fanom szkolnych komedii, ale zasadniczo wszystkim widzom, którzy cenią sobie dobrze skonstruowane postaci osadzone w ciekawej, choć obyczajowej scenerii. To także obowiązkowa pozycja dla fanów romansu – mamy tu do czynienia z całą masą wątków romantycznych, zaś ten główny przebiega w nietypowy, bo bardzo realistyczny sposób. Warto też zaznaczyć, że Toradora! już prawie na koniec nagradza swoich widzów jedną z najpiękniejszych scen pierwszego pocałunku, jakie dotychczas widziałam w seriach animowanych :) Jeśli więc jeszcze nie widzieliście, a należycie do którejkolwiek z wymienionych wyżej grup widzów, bierzcie się za seans czym prędzej :)

Advertisements

2 responses to “Toradora! – wanilia ze szczyptą soli

  1. Zdecydowanie jedna z najlepszych komedii romantycznych jakie widziałem. Rozpisałaś się o wielowymiarowych bohaterach, którzy pozornie wpisują się w znane z tego gatunku schematy by stopniowo pozwolić widzowi odkryć kolejne swoje „warstwy”. Od siebie dodam tylko, że Toradora jest jedną z nielicznych serii, w których miałem wrażenie, że oglądam „normalnych” nastolatków z krwi i kości, z szalejącymi hormonami i mętlikiem w głowie, a nie jakieś odrealnione i utkane specjalnie pod konwencję szkolnej komedii anime wytwory. Ta specyficzna konwencja ma swoje zalety, ale Toradora to miła odmiana po oglądaniu tych moeblobów i wykastrowanych bohaterów :).

    • Tak, dokładnie takie same mam odczucia – te postaci są żywe. Dzięki temu, że są tak wielowymiarowe, tak silnie naładowane emocjami, które stale się zmieniają, odnosi się wrażenie, że mamy do czynienia z prawdziwymi ludźmi :) Bardzo rzadko szkolne romanse oferują coś takiego. Dla przykładu, zaraz po Toradora zaczęłam oglądać Kaichou wa Maid-sama – i niby też szkolna komedia romantyczna, miejscami nawet śmieszna, ale prawdopodobieństwo psychologiczne bohaterów praktycznie żadne. Pod tym względem Toradora bardzo się wybija na tle gatunku :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s