Nana – piękni, bo niedoskonali

nana_8

Większość całościowych opisów serii, które zamieszczam na tym blogu, określam mianem recenzji. Faktem jednak jest, że niektóre z nich nie mają wiele wspólnego z tradycyjną recenzją, głównie dlatego, że skupiają się na analizowaniu wydarzeń fabularnych od początku do końca – innymi słowy, pełne są gigantycznych spoilerów. Osoba, która sięga po recenzję jakiejś serii, zastanawiając się, czy warto ją obejrzeć, nie chce raczej dowiadywać się, jak kończą się losy bohaterów tego tytułu ;) Dlatego też postanowiłam wydzielić nową kategorię na blogu, szumnie zwaną „Interpretacje”, w której z jednej strony będę spolerowała do granic możliwości, z drugiej przestanę opisywać wstępne założenia fabularne, jak czynię to w przypadku bardziej standardowych „recenzji”. Jest to więc kategoria, z której wpisy powinny czytać jedynie te osoby, które omawiane tytuły już widziały :) Tak chyba będzie najrozsądniej i najporządniej ;)

Na dobry początek zatem, przyjrzę się anime, którego seans zakończyłam już jakiś czas temu, mimo to jednak często wracam do niego myślami.

Nana. Pod tym jakże banalnym tytułem kryje się niesamowicie ciekawa i złożona opowieść obyczajowa z gatunku josei, czyli historii przeznaczonych dla starszej części damskiej widowni. Pod względem gatunkowym jest to więc dokładnie taki tytuł, jaki powinien przypaść mi do gustu. I faktycznie, przypadł.

O Nanie słyszałam właściwie same pochlebne opinie. Podchodziłam jednak do serii z dużą rezerwą, głównie dlatego, że znałam już inny tytuł autorstwa Ai Yazawy, odpowiedzialnej za tę historię. Paradise Kiss, od którego zaczęłam znajomość z autorką, nie był zły, ale też nie powalił mnie na kolanach. Bohaterowie wydawali mi się nieprzekonujący, trochę przerysowani gdzie nie trzeba, a niedopracowani, gdzie by należało. A jako że mnóstwo osób wskazywało na podobieństwo obu tytułów, obawiałam się, że Nana to po prostu kolejny przereklamowany produkt, o którym zwyczajnie należy dobrze mówić, bo ma renomę godnego przedstawiciela gatunku. Jednak już po kilku pierwszych odcinkach, które obejrzałam w pewne niedzielne popołudnie, wiedziałam, że z Naną będzie inaczej. W efekcie zapoznanie się z całą, 47-odcinkową serią, zajęło mi 5 dni. Tak szybki seans chyba mi się jeszcze nie zdarzył.

nana_11

Choć fabuła Nany razi niekiedy wątkami wyciągniętymi rodem z żenujących telenowel dla gospodyń domowych, niezaprzeczalną zaletą tej serii, która czyni ją swoistym arcydziełem, są niezwykli bohaterowie. Warto od razu zaznaczyć, że ich niezwykłość wynika bezpośrednio z ich niedoskonałości. Wiadomym jest, że z reguły znacznie bardziej, niż jednoznacznie dobre postaci zawsze dokonujące właściwych wyborów, fascynują nas bohaterowie na swój sposób ułomni, popełniający błędy i jednocześnie mający szansę w toku opowieści dojrzeć. Tacy właśnie są bohaterowie Nany, choć o pozytywnych efektach „dojrzewania” można by długo dyskutować.

nana_9

Jak dla mnie najbardziej kontrowersyjną postacią tej opowieści jest Nana Komatsu. Kontrowersyjność jest dodatkowo wzmocniona poprzez fakt bycia jedną z głównych bohaterek tej serii. Przyzwyczajeni jesteśmy, że główny bohater, nawet jeśli nie jest tym, który ostatecznie zawsze zasługuje na pozytywną ocenę, to zasługuje przynajmniej na sympatię. Z Hachiko sprawa jest bardziej złożona. Tak naprawdę do dzisiaj nie umiem odpowiedzieć na pytanie, czy lubię ją jako bohaterkę. Nana ma niewątpliwe zalety. Jest radosna, otwarta, szczera, zabawna – ewidentnie nie pasuje do drugiej Nany i grona jej znajomych, a mimo to potrafi się tam odnaleźć i to nie na zasadzie zbędnej przybłędy, która pałęta się pod nogami. Członkowie grupy Blast szczerze Hachi lubią, cenią sobie jej beztroskie, pogodne towarzystwo. Choć tak bardzo różni się od Nany Osaki, doskonale sprawdza się w roli jej przyjaciółki – zawsze potrafi ją rozweselić, jej wiara w możliwości Blast i pewny sukces zespołu, napawa wokalistkę grupy optymizmem i wolą działania. Dobrze jest mieć u boku kogoś takiego jak Hachi. Jednocześnie dziewczyna jest szalenie lekkomyślna, niestała w uczuciach, niedojrzała, egoistyczna.

nana_4

Prawdziwą próbą charakteru jest niewątpliwie sytuacja z Nobu, Takumim i niechcianą ciążą. Tak, był to jeden z tych telenowelowatych wątków, wprowadzających nadmierny tragizm do opowieści. A jednak stał się niezwykle ważny, gdyż ostatecznie pokazał, jaką osobą jest Hachi. Ocena jej zachowania była najbardziej frapującym elementem całego seansu. Gdy do Nany dociera, że kocha Nobu, wydaje się, że jej uczucia są szczere i tym razem mają szansę przetrwać próbę czasu. Nobu jest inny, niż jej wcześniejsi partnerzy – szczerze ją szanuje, kocha, pragnie się nią opiekować i jest w swym uczuciu mocno zdeklarowany. Kiedy ci dwoje wreszcie się schodzą, wydaje się, że Nana dojrzeje emocjonalnie. Dziewczyna zrywa z Takumim, choć faktycznie sama forma zerwania jest bardzo tchórzliwa i nawet trudno się dziwić, biorąc pod uwagę podejście Takumiego, że mężczyzna w ogóle się nie orientuje, że Hachi się z nim w ten sposób rozstaje. I wtedy spada bomba – okazuje się, że Nana jest w ciąży. Problem polega na tym, że nie do końca wiadomo, kim jest ojciec. Nobu czy Takumi? Obydwaj deklarują chęć opieki nad Naną i dzieckiem – obydwaj, niezależnie od prawdziwego ojcostwa, deklarują przyjęcie na siebie obowiązków rodzica. Decyzja należy więc do Nany. I tu bohaterka robi coś, co wprawia wszystkich w zdumienie, co staje się przyczyną kryzysu w przyjaźni obu Nan – wybiera Takumiego. Wybór o tyle trafny, że faktycznie, jak okazuje się w ostatnim odcinku serii, kilkuletnia córka Hachi wygląda jak skóra zdarta z muzyka Trapnest – z perspektywy czasu nie ma więc wątpliwości, że to on jest tym prawdziwym ojcem. A jednak decyzja dziewczyny nadal bulwersuje. Po części dlatego, że większość widzów jest całym serce za dobrym i kochanym Nobu, a przeciwko podłemu i nieczułemu Takumiemu. Ale też i dlatego, że Nana przed chwilą jeszcze deklarowała szczerą miłość wobec Nobu, miłość, w którą my jako widzowie uwierzyliśmy. Gdy jednak Takumi przybywa na ratunek, obiecuje małżeństwo, własny apartament i milion innych wygód dla matki swojego dziecka, Nana odrzuca swoje uczucie, zgadzając się na połowiczny związek z Takumim, który tak naprawdę jej nie kocha. Chyba to tak trudno jest zaakceptować – Nana jest bowiem typem kobiety, za który żadna z nas nie chce uchodzić, a zatem tej, która leci na kasę i przedkłada dobrobyt materialny nad szczere uczucia. Wybiera mężczyznę, który jej nie kocha, który nawet jej nie szanuje, bo w ten sposób może sobie ładnie urządzić mieszkanko i robić za śliczną żonkę, która serwuje mężowi pyszne obiadki. Postawa Hachiko to tak naprawdę policzek dla wszystkich feministek ;)

nana_6

Choć oczywiście nie o feminizm tu chodzi, ale o to, że egoistyczne zachowanie bohaterki krzywdzi jedynego naprawdę dobrego mężczyznę, na którego w życiu trafiła. To również ukazuje Nanę w bardzo złym świetle – jako tę stereotypową kobietę, która szczęśliwa potrafi być tylko z facetem, który traktuje ją jak śmiecia, jak swoją zabawkę, po którą sięga tylko wtedy, gdy ma na to czas i ochotę. To zresztą ścieżka, którą wdająca się w romanse z żonatymi mężczyznami Nana, podąża już od szkoły średniej. Chciałoby się ją jakoś wytłumaczyć, powiedzieć, że jest ofiarą podstępnych męskich intryg. I można tak mówić aż do sytuacji z Nobu – w tym bowiem momencie dziewczyna pokazuje, że jest ofiarą na własne życzenie, że nie tyle jest naiwna, ile zwyczajnie głupia i tak naprawdę zasługuje na los, który ją spotyka. To bohaterka, z którą nikt nie chce się identyfikować, a która ze względu na to, że jest postacią pierwszoplanową, zmusza widza do próby jeśli nie zrozumienia, to przynajmniej zanalizowania jej zachowania. Dzięki kontrowersyjnym decyzjom, Hachi staje się jednak bohaterką na wskroś żywą, bliską rzeczywistości, w której ludzie nie zawsze są idealni i częściej podejmują złe, aniżeli dobre decyzje. Pewnie łatwiej byłoby jednoznacznie ocenić dziewczynę, gdyby pewnym było, że uczucia, które żywiła do Nobu, były równie przelotne, jak wszystkie jej dotychczasowe miłostki. Ostatnie odcinki wyraźnie jednak pokazują, że mimo swego wyboru i powierzchownego zadowolenia z jego konsekwencji, Nana wciąż myśli o Nobu, wciąż go kocha i ta szczera, emocjonalna część jej osobowości, chciałaby być właśnie z nim. Ciężko jest patrzeć na dwoje kochających się ludzi, którzy nie mogą być razem, gdyż jedno z nich tchórzy lub, co gorsza, woli łatwe i proste rozwiązania, zamiast potencjalnego życia z niewygodami.

nana_10

Zrozumienie postawy Hachi utrudnia również fakt, że w drugiej części serii, gdy rozwija się wątek ciąży, zmienia się narrator. Od początku seansu świat przedstawiony widzimy oczami Hachiko – jej komentarz towarzyszy nam nieustannie. Dzięki temu możliwe jest łatwe i naturalne stworzenie więzi między widzem a lekkomyślną bohaterką. Można narzekać na jej głupotę, ale wie się przynajmniej, co leży u źródeł tej czy innej decyzji. Gdy jednak Hachi milknie, a w jej miejsce narrację przejmuje Nana Osaki, więź z bohaterką zostaje przerwana. Jest to zabieg o tyle zaskakujący, że dzieje się to dokładnie w momencie, w którym powinniśmy być najbliżej Nany Komatsu, w którym powinna się ona nam wytłumaczyć, dlaczego, mimo iż kocha Nobu, wybiera Takumiego. Być może jej komentarz, ujawniający prawdziwe motywy decyzji, zdjąłby z niej piętno kobiety, która leci wyłącznie na kasę lub na facetów, którzy traktują ją, jak wycieraczkę do butów. Z drugiej strony przeniesienie narracji, doskonale podkreśla nastrój ostatnich odcinków serii. Nana czuje, w bardzo namacalny sposób, że Hachi się od niej oddala. Dzięki niemożności wejścia w myśli Hachiko, również widzowie zaczynają odczuwać to stopniowe oddalania, bolesne wręcz narastanie dystansu. Hachi odchodzi do innego świata – wyprowadzając się z mieszkania 707, znika z pola widzenia i z pola rozumienia. Traci ją Nana, tracą ją członkowie Blast, ostatecznie tracą ją też widzowie.

nana_1

Inaczej jest z Naną Osaki. Z początku to ona jest tą nieprzeniknioną tajemnicą, otoczona jest murem, zza którego od czasu do czasu wyłania się jakiś cień z przeszłości. Nanę łatwiej jest zrozumieć, choć wcale nie łatwiej jest się z nią zgodzić. Wydaje się jednak postacią o tyle bardziej złożoną, że tak, jak w życiu Hachi jedyną realną siłą napędzającą jej byt, są huśtawki emocjonalne związane z kolejnymi mężczyznami, tak Nana, poza miłością do Rena, kieruje się swoimi marzeniami i ambicjami zawodowymi. Zresztą w sferze emocjonalnej nijak nie można stawiać znaku równości między dziewczynami – to, jak podchodzą do miłości jest tak różne, jak różne są ich charaktery. Nana kocha Rena niezmiennie – nawet, gdy o nim nie mówi i stara się go unikać, wiemy, że jej serce jest mu wciąż wierne. Gdy po latach rozłąki wreszcie się spotykają, nie ma tutaj długich podchodów. Jasne jest, że chcą być razem – że gdyby nie wyjazd Rena, przez cały czas byliby razem. Nie można nawet powiedzieć, by Nana szczególnie miała za złe Renowi jego decyzję o przejściu do Trapnest – od początku jest świadoma, że Rena stawia swoje marzenie ponad wszystko inne, łącznie z miłością do niej. I chyba stąd wynika tak silny upór i determinacja w zachowaniu Nany. Nie chce być tą, która kocha i potrzebuje bardziej – chce dorównać Renowi pod względem ambicji, chce mu udowodnić, że jej kariera jest równie ważna, bo może zajść równie wysoko, jak on. Nie chce stać się ozdobą u boku gitarzysty Trapnest – w pierwszej kolejności, chce być wokalistką Blast. Jest całkowitym przeciwieństwem Hachiko, której rola stojącej w cieniu męża kobiety w zupełności odpowiada.

nana_13

Jest coś tragicznego w życiu i miłości Nany. Podobnie jak Hachi, staje się ofiarą swoich wyborów, zdaje się być jednak od swojej przyjaciółki znacznie bardziej świadoma, myśli o życiu trzeźwiej i bardziej dalekosiężnie. Dlatego może nie wzbudza takiej irytacji, jak Hachi – nie jest głupiutka, egoistyczna czy spontaniczna. Kocha Rena, ale za nic nie chce stać się taką kobietą, jak jej matka – kobietą, która porzuca własne dziecko, by gonić za ukochanym. Dlatego na swoje uczucia i wywoływane przez nie instynkty, nieustannie nakłada hamulce.

Ciekawa jest również relacja Nany z Yasu. Hachi nie bez powodu podejrzewa, że Yasu czuje coś do Nany. I faktycznie tak jest, choć podane zostaje to w sposób niezwykle subtelny. To wielka zaleta tej serii – choć kipi z niej bardzo silnymi emocjami, nigdy nie są one przegadane, zawsze pewne sprawy pozostają w sferze domysłów i gdybań. Wydaje się, że gdyby chciał, Yasu mógłby zdobyć Nanę – nie wychodzi jednak nigdy poza ramy przyjaźni. Czy dlatego, że nie kocha jej aż tak, jak kochał Reirę, czy dlatego, że nie chce odbierać dziewczyny swojemu przyjacielowi, czy wreszcie dlatego, że zdaje sobie sprawę, że dla Nany zawsze byłby wyłącznie nagrodą pocieszenia? Może ze wszystkiego po trochu. Sama Nana widzi w Yasu niezawodną przystań, opokę, która zawsze i wszędzie służyć jej będzie wsparciem. Nic więc dziwnego, że w pewnym momencie nachodzą ją myśli o komforcie, jaki wiązałby się z ewentualną relacją z Yasu. Zwłaszcza, że w kontraście stoi stała szamotanina z Renem – uczucie głębokie, ale trudne, skomplikowane. Poniekąd Nana staje przed podobnym wyborem, co Hachiko. Nie idzie jednak na kompromis. To naprawdę olbrzymia szkoda, że historia kończy się dla Nany w tak nierozstrzygający sposób. Jej losy pozostają nieznane.

nana_2

To zresztą wyraźny minus serii – tak potwornie otwarte i niejasne zakończenie. Dopiero sięgając po mangę dowiedzieć się można, że w ciągu kolejnych lat (uwaga, tutaj gigantyczny spoiler, na który powinny uważać osoby mające w planach przeczytanie mangi) Ren ginie w nieszczęśliwym wypadku, a Nana ucieka z kraju, zrywając ze wszystkimi kontakt, tak naprawdę nie wiadomo, czy żyje, czy umarła. Co gorsza, nawet to nie jest jeszcze rozstrzygające, jako że mangi Ai Yazawa nie dokończyła. Jakby więc na to nie patrzeć, historia pozostaje dramatycznie urwana i trudno przez to całościowo wypowiadać się na temat losów, a nawet charakteru Nany Osaki. Z Naną Komatsu sprawa jest o wiele łatwiejsza. Widzimy, że po latach małżeństwa z Takumim, kobieta nie jest szczególnie szczęśliwa i nadal bardzo ciepłymi uczuciami darzy Nobu – bez wątpienia zresztą ze wzajemnością. Tutaj można mieć nawet nadzieję na pewien happy end, na to, że mijające lata pozwoliły Hachiko wreszcie dorosnąć, że być może pewnego dnia zrezygnuje z nieudanego małżeństwa i wybierze tego, którego wybrać powinna od razu. Z Naną taki scenariusz nie ma szans, wszak jej ukochany już nie żyje. Co zatem czeka bohaterkę? Można mieć nadzieję, że kiedyś poznamy odpowiedź na to pytanie, ale wszyscy wiemy, co mawiają o nadziei ;)

Tak się jakoś złożyło, że w tej serii przeznaczonej dla kobiet, o wiele łatwiej jest lubić postaci męskie i z nimi się identyfikować. Wspominałam już o Yasu, niezawodnym, cierpliwym, dojrzałym, odpowiedzialnym, mądrym Yasu, który w trakcie serii wielokrotnie i to nie tylko wobec Nany, wchodzi w rolę starszego brata, doradcy i opiekuna. Dla niego nie jest to może wdzięczna rola, ale na pewno dobrze się to ogląda. Mężczyzna stanowi centrum moralne całej opowieści, jako jedyny zawsze kieruje się rozsądkiem, choć przecież i on odczuwa przeróżne emocje. Podobnie sympatycznie wypada Nobu – to naprawdę partner jakby skrojony pod Hachiko. Nobu posiada wszystkie dobre cechy Hachi – jest prostolinijny, szczery, pogodny, pełen entuzjazmu. Szczęśliwie nie dzieli już z ukochaną wad i to dlatego tak łatwo jest go lubić i mu współczuć w chwili, gdy zostaje odtrącony przez Hachiko. Można mu zarzucać za małą wolę walki, to fakt. Być może gdyby był bardziej stanowczy i zdeterminowany, byłby w stanie przekonać Hachi, by wybrała jego.

nana_5

Na koniec zostaje Shin, kolejny mój ulubieniec. O nim już trudno wypowiadać się w kwestiach moralnych, gdyż chłopak nie stroni od tego, co kompletnie niemoralne. Jako nastolatek pozbawiony źródła dochodów, oddaje się prostytucji – zamożne panie w średnim wieku dzwonią po niego ilekroć potrzebują towarzystwa. Co ciekawe, wszyscy wokół doskonale o tym wiedzą, nikt jednak, nawet Yasu, nie wchodzi w rolę upierdliwego rodzica, który powstrzymywałby młodzieńca przed zejściem na złą drogę. Shin jest dzieckiem, pełno jest w nim naiwności, szczenięcego entuzjazmu, radości, z drugiej jednak strony ciężkie doświadczenia, o których w dużej mierze nie dowiadujemy się wprost, a raczej z domysłów innych postaci, czynią go cynicznym, mrocznym, zagubionym i okaleczonym emocjonalnie dorosłym. Jakakolwiek czułość w jego świecie bezpośrednio związana jest z pieniędzmi. Miłość to towar, który się kupuje.

nana_7

Z tą właśnie postawą Shin wkracza w dziwną relację z Reirą. Reira, choć starsza, jest podobnie jak on zagubiona życiowo. Obydwoje nie do końca zdają sobie z tego sprawę, ale spragnieni są miłości, odnajdują się w tym mrocznym świecie nastawionym na wyzysk i nie za bardzo potrafią okazać sobie ciepło, bo nikt ich tego nie nauczył. A jednak próbują. Przyznam, że perypetie ich „związku” bardzo mnie wciągnęły. Oczywiście manga i ten wątek zniszczyła, dobre w tym wszystkim jest jednak to, że gdy po latach bohaterowie spotykają się w dawnym mieszkaniu Nan, widzimy dorosłego już Shina, który wyraźnie jest mężczyzną poukładanym życiowo. Nie przypomina już zbuntowanego nastolatka, jest nadzieja, że udało mu się wyjść na prostą. Niemniej jego relacja z Reirą, wbrew okolicznościom, wydaje się czymś bardzo czystym i niewinnym. Jakby spotkanie dwóch mrocznych dusz, zrodziło światło. Dowiadujemy się, że cynizm to tylko zewnętrzna maska Shina, którą musiał przybrać, by poradzić sobie w świecie, do którego trafił. W rzeczywistości chłopak jest niezwykle wrażliwy, w formułowaniu i nazywaniu swych uczuć, nawet liryczny. A i porcelanowa Reira, która pojawia się w fabule jako doskonała, profesjonalna i zimna bohaterka, nabiera ludzkiej twarzy. We wspólnych scenach Reiry i Shina jest zawsze ten szalenie intymny klimat, podobny do tego, który daje się odczuć między Renem a Naną.

nana_12

Nana to seria zachwycająca. Tak żywych i prawdopodobnych bohaterów nie widuje się często. Początkowe odcinki wnoszą dużo naprawdę zabawnego humoru, z czasem robi się coraz poważniej, dramatyczniej. Warto zauważyć jednak, że cała historia opowiedziana jest z dość dużego dystansu czasowego, przez co zyskuje bardzo wyrazisty posmak melancholii i nostalgii. Już samo to sprawiło, że dobrze się poczułam w nurcie opowieści – uwielbiam takie zabiegi narracyjne. Na pewno będę do tej serii wracała, bo nieczęsto jakiś tytuł wywiera na mnie aż tak silne wrażenie.

Reklamy

6 responses to “Nana – piękni, bo niedoskonali

  1. Już od jakiegoś czasu przymierzam się do seansu, a dzięki twojej interpretacji jestem do tego jeszcze bardziej zmotywowana :). „Nanę” oglądałam już kilka lat temu i wtedy moim ulubionym bohaterem był Shin. Zobaczymy jak będzie teraz.

    • Bardzo miło mi to słyszeć :) Życzę zatem udanego seansu. Wydaje mi się, że Nana należy do tego typu serii, które wzbudzają ogromne emocje, niezależnie od tego, który raz z rzędu się je ogląda ;)
      Co do Shina, myślę, że mimo upływu lat ma szansę nadal wylądować w Twojej czołówce. To po prostu mądrze skonstruowana postać – intrygująca, tajemnicza, z dużą głębią i idealnie wyważoną dozą tragizmu. Takich bohaterów po prostu dobrze się ogląda :)

  2. Myślę, że dużym błędem jest ocenianie zachowania Nany (tej głupiutkiej) nie przeczytawszy uprzednio mangi. Mi w jakimś sensie Hachi w mandze zaimponowała, bo potrafiła wykazać się konsekwencją w dążeniu do celu jakim było dla niej dobro jej dzieci (tutaj napiszę gigantyczny spoiler: mała jest podobna do Takumiego, bo na 100% jest jego dzieckiem, tyle, że drugim, bo najpierw Nana urodziła chłopca). Jej małżeństwo z całą pewnością nie okazało się idealne, ale jaka jest gwarancja, że z Nobu byłoby inaczej? Frajerstwem jest uważać, że jak ktoś się kocha przed ślubem to i po jego zawarciu będzie dokładnie tak samo. Nie wiemy czy kiedyś Nobu nie wypomniał by jej tego, że syn nie jest jego dzieckiem. Nana postąpiła niezwykle uczciwie względem Nobu i tego dziecka (w mandze widać, że syn bardzo kocha Takumiego. Na szczęście z wzajemnością). Takumi ma duży problem z okazywaniem uczuć (rzecz jasna tych poza łóżkowych). W jego domu nie działo się najlepiej, ojciec alkoholik chyba nie szanował przesadnie żony. Takie wyniósł wzorce z domu.To go oczywiście nie usprawiedliwia, ale mimo wszystko uważam, że po wpadce z Naną zachował się w porządku.

    Zdecydowanie najgłupszą postacią jest Reira, która nijak nie potrafi ułożyć sobie życia i ciągle wszystkich ciągnie za sobą na dno. Szkoda, że to nie ona umarła zamiast Rena. Tak byłoby chyba dobrze dla wszystkich. Dla Hachi też. Zresztą przy niej nawet Hachiko jest prawdziwym wzorem elokwencji.

    Z kolei ostra Nana w moich oczach w mandze wiele straciła. Okazało się, że jest słabsza niż Hachiko zawsze idąca na żywioł. W dodatku zrozumiałam,że ona chyba sama nie do końca wiedziała czego w życiu chce.

    Samo anime wspominam niezwykle ciepło, ale manga okazała się być znacznie lepsza i rozwinęła pewne wątki,które w anime bardzo mnie nurtowały, a które pozostały bez odpowiedzi.

    • Nie wątpię, że ocena bohaterów kształtuje się trochę inaczej, gdy ma się okazję poznać mangę – ja z tej okazji dobrowolnie zrezygnowałam, bo wiedziałam, że manga pozostaje od kilku lat otwarta, a szanse na jej zakończenie są nikłe, stąd chciałam sobie zaoszczędzić zdenerwowania.
      Oceniam Hachiko tylko na podstawie materiału z anime i to moim zdaniem też jest ok, bo nie ma przecież obowiązku, żeby każdorazowo anime uzupełniać sobie mangą – jakby nie patrzeć to dwa osobne dzieła i anime powinno się bronić samo, bez konieczności uzupełniania go materiałem mangowym.
      Faktycznie w anime nie widzimy Hachi w roli matki – dlatego nie mogę jej oceniać na tej płaszczyźnie. Tak naprawdę jedyne, co widzimy, to fakt, że wybiera bogatego faceta, ponad tego, którego – jak przed chwilą jeszcze twierdziła – szczerze kocha. W takim świetle trudno ocenić ją pozytywnie. Zwłaszcza, że, jak wspomniałam, w tym właśnie momencie znika jej narracja – nie wiemy tak naprawdę, dlaczego wybrała Takumiego. Może miała jakieś solidne podstawy, by sądzić, że on jest ojcem dziecka – w tym momencie jednak możemy ją oceniać już wyłącznie po jej czynach, nie myślach i motywach.
      Masz rację z tym, że miłość przed ślubem nie gwarantuje sielanki po ślubie, ale czego można oczekiwać, jeśli już przed ślubem tej miłości w ogóle nie było? To chyba rokuje jeszcze gorzej ;)
      Co do Nobu, oczywiście możemy tylko gdybać, jakby się zachował, gdyby Hachi wybrała jego i urodziła dziecko Takumiego, które on musiałby wychowywać. Wydaje mi się jednak, że mimo braku gwarancji, istniała duża szansa na to, że Nobu nigdy by tego Nanie nie wypomniał. To też oczywiście stwierdzam oceniając postać na podstawie materiału animowanego :) Biorąc pod uwagę charakter chłopaka, sądzę, że gdyby Nana przy nim została i wspólnie wychowaliby to dziecko, Nobu kochałby je równie mocno, jak własne. Kwestia sprowadza się głównie do tego, czy Nana byłaby w takim związku szczęśliwa – ponownie powraca do mnie refleksja o tym, że dziewczyna zdawała się z wyjątkową konsekwencją wybierać mężczyzn, którzy źle ją traktowali i krzywdzili.
      W kwestii Takumiego jak najbardziej trzeba mu przyznać, że zachował się bardzo dobrze, biorąc na siebie odpowiedzialność za tę wpadkę. To niestety jedyna dobra rzecz, którą mogę o nim powiedzieć. Może i tutaj moja opinia wyglądałaby inaczej po lekturze pierwowzoru, ale póki co opieram ją wyłącznie na anime, w którym Takumi odmalowany zostaje jako nieczuły, egoistyczny, brutalny typ, który traktuje ludzi wokół siebie, jak zabawki.

      O Reirze i drugiej Nanie w odsłonach mangowych też nie za bardzo mogę się wypowiadać. Anime przedstawiło je w sposób taki, że wydały mi się ciekawe, intrygujące i o wiele bardziej złożone, niż Hachiko. Swoją drogą jest to zastanawiające. Nawet, kiedy mamy do czynienia z tak wierną adaptacją, jaką niewątpliwie jest animowana Nana, poszczególne postaci wywołują kompletnie inne emocje, gdy zna się pierwowzór. Chciałabym, aby kiedyś zrobili drugi sezon tej serii, z włączeniem dalszych wątków mangowych ;)

  3. Bardzo przyjemnie czyta mi się Twoją notkę o serialu skupiającą się przede wszystkim na bohaterach i relacjach między nimi, a nie na technikaliach czy kwestiach formalnych, stanowiących dużą część klasycznych recenzji, a które to części mnie zwykle nie interesują.

    Nanę oglądałem lata temu, ale że mi ją teraz przypomniałaś, to niewykluczone jest, że do niej wrócę, bo fabularnie bije na głowę większość tytułów ostatnich sezonów, poza chlubnym wyjątkiem w postaci Shinsekai Yori.

    • Dziękuję za miłe słowa :) W przypadku serii tak ciekawej fabularnie, jak Nana, właśnie nieszczególnie chciało mi się rozpisywać o technikaliach – grafika nie jest może najwyższych lotów, jest raczej nietypowa i wiem, że sporo osób odstraszyła od oglądania, niemniej w momencie, gdy sama historia i jej bohaterowie są tak fascynujący, kwestie techniczne schodzą na dalszy plan.

      Odświeżenie sobie serii na pewno będzie ciekawe – zwłaszcza, że przy każdym kolejnym seansie można zawsze dostrzec nowe szczegóły, a już kilkuletnia przerwa może w ogóle dać nową perspektywę na całość.
      I nie mogłabym się zgodzić bardziej co do Shinsekai Yori :) Seria rzeczywiście wybijająca się na tle ostatnich sezonów. Muszę się kiedyś pokusić o jakiś wpis na jej temat ;)

      Dzięki za odwiedziny!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s