Lato 2013 – pierwsze wrażenia (cz.1)

Free - OP - Large 05

Lato w natarciu – większość serii zaplanowanych na ten sezon już ruszyła. Póki co zdążyłam zapoznać się z pierwszymi odcinkami czterech z nich. Pierwsze wrażenia? Wygląda na to, że wakacje upłyną pod znakiem totalnych odmóżdżaczy, z których czerpać radość będą mogli jedynie ci, którzy postanowią, że podejdą do tematu z ogromnym dystansem. Dlaczego? Zapraszam do pierwszych wrażeń z seansu Free!, Brothers Conflict, Uchuoten Kazoku i Makai Ouji

Free!

freeinewmain

O czym to jest: Haruka Nanase, chłopak, który zawsze kochał pływać i uwielbiał uczucie bycia zanurzonym w wodzie, to główny bohater tej opowieści. Przed ukończeniem szkoły podstawowej przystąpił on do turnieju pływackiego razem z trójką przyjaciół z klubu poświęconego tejże dziedzinie: Makoto Tachibaną, Nagisą Hazuki oraz Rinem Matsuoka. Po zdobyciu trofeum każde z nich poszło w swoją stronę.
Czas mija i przenosimy się do liceum. Pewnego dnia nudne, szkolne życie chłopaków zostaje zakłócone niespodziewanym pojawieniem Rina, który wyzywa Harukę na pojedynek pływacki. Kończy się on sromotną porażką naszego bohatera i pokazuję jak bardzo Rin zdążył rozwinąć swój talent w ciągu minionych lat. Nie chcąc, by cała sprawa zakończyła się w ten sposób, Haruka zbiera starych znajomych, Makoto i Nagise oraz rekrutuje byłego członka klubu lekkiej atletyki, Reia Ryugazaki, aby stworzyć Klub Pływacki Liceum Iwatobi. Ich celem numer jeden jest pokonać swojego dawnego sprzymierzeńca, Rina!

Pierwsze wrażenia: Powyższy opis sugeruje, jakoby we Free! chodziło o kluby szkolne, rywalizacje, przyjaźnie etc. I pewnie po części o to będzie chodziło. Nie oszukujmy się jednak, że Kyoto Animation, które odpowiedzialne jest za tę produkcję, postawiło sobie za cel stworzenie ciekawej serii obyczajowej. Free! po raz pierwszy światło dzienne ujrzało w postaci krótkiej reklamówki KyoAni, która z powodu niemiłosiernie pięknych bishounenów, natychmiast przyciągnęła uwagę żeńskiej części widowni i zaowocowała całym morzem petycji i próśb o przeistoczenie filmiku promocyjnego w pełnowymiarowe anime. I tak właśnie narodziło się Free! Łatwo więc domyślić się, że głównym targetem są tutaj fanki anime spragnione męskiego fanserwisu, zaś głównym produktem jest tenże fanserwis. Seria ocieka nim w sposób niewyobrażalny, choć wszystko oczywiście dzielnie trzyma się w otoczce serii obyczajowej. Co i rusz jednak pojawia się na ekranie niedorzecznie umięśniona męska klata. Haruka, Nagisa, Makoto i Rin (od przyszłego odcinka również Rei) to bohaterowie o żeńskich imionach, których poza tą wspólną cechą, łączy również miłość do pływania. Jako dzieci czterej nasi bohaterowie brali wspólnie udział w zawodach i byli serdecznymi przyjaciółmi. Z czasem ich drogi się rozeszły, nie na długo jednak, gdyż w przeciwnym razie słabe byłoby to anime szkolne ;) Panowie spotykają się ponownie jako 17-latkowie, gdy do kraju powraca Rin. Niestety po dawnej przyjaźni i współzawodnictwie wiele nie pozostało – Rin wyraźnie pogardza swoimi dawnymi kolegami. Ogólnie nie sprawia wrażenia zbyt miłego bohatera. Co innego Nagisa i Makoto – w ich umięśnionych klatach biją złote serca, pełne entuzjazmu, optymizmu i serdeczności. Jest jeszcze Haruka – najgłówniejszy z głównych bohaterów, niezmiennie zblazowany, niczym Oreki, którego oczy rozświetlają się, niczym u Chitandy, gdy tylko słyszy jakąkolwiek wzmiankę o wodzie i basenie.

Free - 01 - Large 24

Myślę, że po tej produkcji nie należy oczekiwać zbyt wiele – fabularnie zapowiada się przeciętna obyczajówka KyoAni. Sądzę jednak, że jak na ironię, dlatego właśnie może być to seria udana. Gdy KyoAni nie stara się robić czegoś ambitnego, na czym w sumie się nie zna (czyli np. sklejać na siłę pseudo-detektywistyczne anime), z reguły udaje się osiągnąć przyjemne w odbiorze okruchy życia na przyzwoitym poziomie. Bohaterowie wydają się schematyczni, ale sprawnie skonstruowani, grafika, jak można się było tego spodziewać, zachwyca – wszystkie te ujęcia wody dopracowane są do perfekcji, fabuła, choć prosta, majaczy gdzieś w tle. A na pierwszym planie stado pięknych chłopców ;) I tak naprawdę wiele więcej nie trzeba, by zrobić z tego przyjemną, letnią serię. Mówiłam to już przy okazji zapowiedzi, powtórzę raz jeszcze – skoro tyle jest serii o cute girls doing cute things, to czemu nie zmajstrować by anime o hot guys doing hot things? Ano właśnie – przeciwwskazań nie ma. Myślę, że KyoAni zrobi na tej serii złoty interes i nie zdziwię się, jeśli za rok dostaniemy jakąś kontynuację :)

Podsumowanie: Może trochę jestem już za stara na taki chamski fanserwis w wykonaniu nastoletnich bizonów, niemniej jak widać świetnie odnajduję się w docelowej grupie odbiorców Free! :P Z tego też powodu, choćby z czasem fabuła rozpierzchła się, niczym stado przestraszonych gołębi, zamierzam oglądać tę serię i cieszyć oczy jej walorami estetycznymi, dając jednocześnie nieskrępowany odpoczynek głowie, która nijak się nie musi przy tym tytule napracować ;)

Brothers Conflict

Brothers Conflict - OP - Large 06

O czym to jest: Ema Hinata to jedyna córka znanego podróżnika Rintarou Hinaty. Pewnego dnia dziewczyna dowiaduje się, że jej ojciec planuje się powtórnie ożenić – jego wybranką jest odnosząca sukcesy projektantka mody Miwa Asahina. Jako że nasza bohaterka nie chce im przeszkadzać, razem ze swoimi jedenastoma przybranymi braćmi wprowadza się do posiadłości Sunrise Residence (Rezydencji Wschodzącego Słońca). Mieszkanie pod jednym dachem daje początek romantycznym uczuciom pomiędzy Emą a braćmi Asahina.

Pierwsze wrażenia: Brothers Conflict jest dokładnie tym, czego się spodziewałam – kto wie, być może bardzo szybko przejdzie nawet moje najśmielsze oczekiwania. Seria ta jest tak nieprawdopodobnie głupia, że przez cały pierwszy odcinek wyłam wprost ze śmiechu, obserwując, jakiż to świat przedstawiony zgotowała nam kolejna adaptacja otome. Zastanawiam się, czy są osoby, które są w stanie traktować to na serio jako romans, czy jakikolwiek inny gatunek, którym to coś próbuje być. Dla mnie bowiem jest to mistrzostwo wierutnej bzdury i żałuję jedynie, że nie mam kompana do oglądania tego tytułu, gdyż szydzenie z czegoś tak niemiłosiernie głupiego zawsze lepiej wychodzi w towarzystwie.

Nie mija dzień, od kiedy Ema wprowadza się do swego nowego domu, a już dwóch braci proponuje jej towarzystwo w łóżku, jeden z nich przy okazji też pozwala sobie na jakże niewinne pocałunki, zaś kolejny zaskakuje ją widokiem swojej nagiej klaty. Nic dziwnego, że mamy tu takie tempo – trzynastu braci to nie przelewki, Ema musi natężyć ilość kretyńskich gaf popełnianych w ciągu jednego odcinka, jeśli powstać mają okoliczności do stworzenia dwuznacznych sytuacji z każdym z braci. To już nie zabawa rodem z Amnesii, gdzie każdy z panów może liczyć na własny odcinek, a czasem nawet kilka – tutaj trzeba działać szybko i jeszcze bardziej żenująco :P

Brothers Conflict - 01 - Large 01

Poza tym nie brakuje innych absurdów – gadająca wiewiórka (co ważne, gadająca głosem Hiroshiego Kamiyi, a to już sporo mówi o poziomie niedorzeczności tej serii), która niczym duszek Orion w Amnesii, towarzyszy bohaterce, pomagając jej zrozumieć świat, ale w taki sposób, że tylko zainteresowana jest w stanie komunikować się ze swoim ulubieńcem; następnie rezydencja, w której zamieszkują bracia dziewczyny – cholerstwo ma pięć pięter, na każdym po kilka pokojów, a Ema dostaje z tego wszystkiego jakąś klitę, w której mieści się tylko jej łóżko i te cztery pudła, które ze sobą przywiozła. Genialne. Zresztą, trzynastu braci, jedna siostra i jedna działająca łazienka – nawet nie jestem w stanie wyobrazić sobie, ile potencjalnych komedii debilnych omyłek może z tego wyniknąć.

Główna bohaterka to drewniana kukła, która składa co prawda pełne zdania, wypowiada je jednak głosem takim, jakby właśnie była w ostatnim stadium terminalnej choroby. Bracia są straszni – poczynając od paskudnego charadesignu (pozytywnie wyróżnia się ten koszykarz, na którego Ema wpadła w łazience – imienia jednak nie zamierzam się uczyć, to i tak nie ma sensu), kończąc na potwornie głupim i nienaturalnym zachowaniu. Jedyne co wypada tu pozytywnie, to grono świetnych, rozpoznawalnych seiyuu, których zaangażowano do produkcji. Poza tym w warstwie technicznej nie ma nic godnego uwagi – anime jest niemiłosiernie statyczne, tła są okropnie puste, nudne, pozbawione życia, postaci poruszają się, jakby były zrobione z drewna. Ogólnie – katastrofa na całej linii.

Podsumowanie: Osobiście jestem zachwycona :> Wiem, że muszę w tej chwili wydawać się osobą niespełna rozumu, w najlepszym razie masochistką. Niemniej Brothers Conflict jest dokładnie tym, na co się nastawiałam – potwornie złą ekranizacją otome, przy której wprost duszę się ze śmiechu. I właśnie dlatego mi się to podoba – odwrócenie tego haremu, który w przypadku gier jeden facet vs wiele dziewczyn, zwyczajnie jest już nudny, tutaj daje zupełnie nowe możliwości budowania miażdżąco durnych sytuacji. Gdybym miała to oglądać na poważnie, zastrzeliłabym się po 5 minutach ;] W formie farsy, tytuł ten sprawdza się jednak doskonale.

Uchouten Kazoku

Uchouten Kazoku - OP - Large 06

O czym to jest: W Kyoto rezydują trzy typy mieszkańców: ludzie, szopy (jap. tanuki) oraz tengu. Yasaburou to trzeci syn rodziny tanuki Shimogamo. Jego ojciec, Souichirou, był głową stowarzyszenia wszystkich tanuki z Kyoto lecz pewnego feralnego dnia został pożarty przez ludzkich członków “Piątkowego Klubu”. W trakcie zajmowania się starym tengu, walką z innymi szopami oraz zabawą z ludzką dziewczynką o zdolnościach psychicznych, Yasaburou krok po kroku dowiaduje się o okolicznościach śmierci swojego ojca.

Pierwsze wrażenia: Pierwsza w tym sezonie pozycja, którą można spróbować wziąć na serio. Tak naprawdę po pierwszym odcinku trudno powiedzieć cokolwiek, co może być sporą zaletą tego anime. Nie zostało ono zaprojektowane tak, by pierwszy odcinek natychmiast rzucał na kolana. Jest to bardzo spokojne, ale przy tym nastrojowe wejście w dobrze skonstruowany świat, który nie tworzy się na naszych oczach, a jest już jakąś zastaną rzeczywistością, w którą stopniowo wkraczamy. Co wiemy? Mamy rodzinę tanuków, których reprezentantem jest Yasaburou, trochę niesforny, ale przy tym zaradny, zabawny i zaskakująco normalny bohater, którego niezwykle łatwo polubić, choć tak naprawdę w ciągu jednego odcinka nie robi znowu nic takiego, za co ta sympatia miałaby mu się szczególnie należeć. Opiekuje się on z doskoku swoim starym mistrzem, profesorem Akadamą, który z kolei należy do rodu latających tengu. Do tego pojawia się piękna dziewczyna, istota ludzka, która posiadła zdolności tengu – pieszczotliwie określana jako Benten, wyraźnie jest przedmiotem zainteresowań obu panów, młodego Yasaburou i ich starego mistrza. Wiele więcej o fabule powiedzieć nie można. Nie to jednak decyduje o pozytywnych emocjach, które wzbudza ta seria. Zwraca ona na siebie przede wszystkim sposobem przedstawienia świata – i to zarówno w warstwie narracyjnej, jak i wizualnej.

Uchouten Kazoku - 01 - Large 24

Grafika zresztą to również ciekawy element tej serii. Postaci mają bardzo uproszczony design, czego z reguły nie lubię, ale w tym przypadku świetnie pasuje to do reszty świata – cała animacja jest tutaj bardzo estetyczna. Poniekąd przywodzi mi na myśl te bardziej eksperymentalne produkcje studia 4°C. Pięknie przedstawione zostało Kioto ze wszystkimi swoimi starymi, stylowymi budynkami. Pieczołowitość w przedstawieniu miasta sprawia, że z transparentnego tła wydarzeń, staje się ono magiczną krainą ściśle związaną z tym, co dzieje się na jej terenach. Tworzy się mikrokosmos wypełniony nie tylko postaciami, ale też miejscami i przedmiotami. Nawet nieludzko zagracona i pełna śmieci klitka Akadamy, nabiera cech bardzo indywidualnych i przez to znaczących. Miejsca opowiadają pewne historie, wcale nie gorzej, niż robią to ludzie. Zostaje to naprawdę pięknie ujęte.

Podsumowanie: Uchouten Kazoku powinno być serią niezwykle przyjemną w odbiorze, choć rzecz jasna w zupełnie inny sposób, niż np. Free! Ze wstępnego opisu wynika, że poza nietypowym przedstawieniem, powinniśmy również otrzymać jakąś fabułę, która mogłaby wypełnić te pięknie przygotowane już dekoracje. I bardzo liczę, że tak się stanie – nie chciałabym, żeby tytuł ten okazał się estetyczną wydmuszką. Liczę na więcej :)

Makai Ouji: Devils and Realist

Makai Ouji - ED - Large 03

O czym to jest: Historia obraca się wokół Williama, potomka arystokratycznej rodziny posiadającego niezwykłą inteligencję. Pewnego dnia jego wujek, za sprawą nieudanego przedsięwzięcia, traci praktycznie cały swój majątek. Obawiając się, że dobre imię jego rodziny zostało zszargane, William wraca do swojego domu razem z towarzyszącym mu lokajem, mając na celu znalezienie cokolwiek co można by sprzedać i choć trochę podreperować rodzinny budżet. Przeszukiwanie posiadłości owocuje odnalezieniem podziemnego pokoju wybudowanego tam przez jego przodków. Znajduje się tam magiczna pieczęć, dzięki której naszemu bohaterowi nieświadomie udaje się przywołać demona. Istota ta informuje go, że jego imię brzmi Dantalion i wyjawia, iż William jest tzw. desygnatorem, osobą posiadającą prawo do wyznaczenia następnego władcy świata demonów.

Pierwsze wrażenia: Drżę z lęku i niepokoju, ilekroć Japończycy robią setting dla swoich serii w którymś z krajów europejskich. Zastanawiam się często, czy my równie mylnie postrzegamy Japonię i jej kulturę, jak Japończycy postrzegają kraje takie, jak Wielką Brytanię czy Francję?

Akcja Makai Ouji osadzona jest w Anglii właśnie – czy raczej taką informację nam się podaje, bo trudno raczej dopatrzeć się czegoś autentycznie angielskiego w tej scenerii. William, główny bohater tej opowieści, uczy się w prestiżowej szkole i osiąga niemniej prestiżowe wyniki. Przy okazji okazuje się, że w jego rezydencji mieści się furtka między światem ludzi i demonów, a on sam jest potomkiem wielkiego króla Solomona, przez co ma prawo wybrać następcę Lycufera, króla piekieł, który obecnie nie może wypełniać swojej funkcji. Tego wszystkiego William dowiaduje się od Dantaliona, wyjątkowo potężnego demona, który oczywiście ma chrapkę na szatański tron. Problem polega na tym, że William nie za bardzo chce w te wszystkie bzdury wierzyć, jako że jest wyjątkowo przyziemnym realistą, który nie uznaje istnienia żadnych sił ponadprzyrodzonych.

Tak mniej więcej zawiązuje się akcja kolejnego już fantastycznego shoujo wypełnionego po brzegi bizonami – nie da się ukryć, że jest to w ostatnich sezonach niezwykle popularny typ produkcji. Zdaje się, że Makai Ouji bije jednak pod tym względem konkurencje. Warto zauważyć, że w pierwszym odcinku nie pojawiła się żadna postać płci żeńskiej – dosłownie. Nie liczę tego niebieskowłosego czegoś, co walczyło z Dantalionem – może i wyglądało to na kobietę, ale raczej było demonem płci męskiej. A zatem obsada składa się póki co wyłącznie z panów. Niestety jednak daleka byłabym określenia któregokolwiek z nich mianem bishounena. Taki pewnie był zamiar i co ważne w mandze będącej pierwowzorem tej serii, kreska przedstawia się dość znośnie, w anime jednak wszystko jest po prostu brzydkie. Od projektów postaci z ich dziwnie krzywymi twarzami, przez sztucznie wyglądające tła, na które bohaterowie zdają się być na siłę przyklejeni, aż do zwyczajnie brzydkiej animacji, która sprawia, że z dwojga złego wolę już, jak bohaterowie stoją i ruszają tylko ustami, bo kiedy próbują wprawić w ruch inne części swojego ciała, wygląda to katastrofalnie koślawo. To niespodziewanie brzydka seria – co dziwi mnie tym bardziej, że po plakatach i trailerach promocyjnych, odnosiłam wrażenie, że będzie tu całkiem ładnie. Nic z tego.

Makai Ouji - 01 - Large 33

Co do zawartości odcinka – niestety, to kolejna seria typu odmóżdżacz. Błąd zrobiłam, nie zapoznając się z przynależnością gatunkową tego tytułu. Po opisie fabuły i ogólnym settingu, zdawać by się mogło zahaczającym o jakieś gotyckie motywy, spodziewałam się serii może nie mrocznej, ale na pewno bardziej na serio, raczej patetycznej, na swój prostacki szojcowy sposób – poetyckiej. Tymczasem Makai Ouji to jakaś zbitka gatunkowa, w której póki co przeważają motywy komediowe. I nie miejmy tu żadnych złudzeń – gagi są raczej niskiego lotu. Są co prawda tak durne i dosadne, że czasami aż śmieszne, nie ma w tym jednak wiele polotu.

Pierwszy odcinek był szalenie nierówny – jakby nikt szczególnie się nie przejmował logicznym następowaniem po sobie wydarzeń. To były bardziej zlepione ze sobą scenki, aniżeli jakiś ciąg fabularny. W jednej scenie bohaterowie są w pokoju, o czymś rozmawiają, za chwilę, jakby teleportowani przenoszą się do piwnicy, w której niczym diabeł z pudełka (porównanie w gruncie rzeczy zasadne) pojawia się Dantalion, a w sekundę później znowu akcja przenosi się do domu. I tak ciągle – reżyseria jest wyjątkowo poszarpana i chaotyczna.

Odnosiłam cały czas wrażenie, że to anime nawet nie udaje, że traktuje siebie na serio. Wszystko jest tak przejaskrawione, przerysowane, po prostu przegięte, że odnoszę wrażenie, iż twórcy z miejsca powiedzieli sobie: ok, to i tak będzie shit, więc miejmy przynajmniej ubaw przy jego kręceniu.

Póki co jest więc słabo – bohaterowie nie wzbudzają sympatii, historia jest źle wyreżyserowana, ma niski budżet, co widać gołym okiem i do tego akcja osadzona została w settingu, o którym twórcy nie mają bladego pojęcia. Sytuację ratuje tylko kilka udanych, choć dość prostackich gagów.

Podsumowanie: Wątpię, czy ta seria nadaje się do oglądania. Mam jednak zwyczaj nie rezygnować z seansu przed upływem trzech odcinków. I tak chyba tutaj postąpię. Może okaże się, że jest chociaż zabawnie – bo ładnie i mądrze, to na pewno nie będzie ;]

I to na razie tyle. Notka z kolejnych letnich serii już niebawem :)

Reklamy

5 responses to “Lato 2013 – pierwsze wrażenia (cz.1)

  1. Hahaha, ja też oglądam ekranizacje otome dla śmiechu. Kiedyś te serie mnie wyłącznie drażniły, ale od kiedy zaczęłam je postrzegać jako parodię romansu wygląda to całkiem nieźle. Obstawiam teraz, który z biszów będzie biszem głównym, zapewne bliźniaki odpadaja bo to fanserwis dla yaoistek, fryzjer też bo dwie mimozy w związku do za dużo, ten od kosza jest zbyt normalny, najstarszy i najmłodszy też odpadają, brat-lokaj (prawnik – tu padłam) odpada, tak zakładam że albo ten blondas co to ją „napastował” albo ten z jej klasy. No ale poczekamy zobaczymy… ^^
    Free całkiem mi się przyjemnie oglądało i w sumie tyle mogę powiedzieć. Tak liczę, że może wyjdzie im coś w podobie Kuroko tylko z większą ilością fanserwisu…
    Dwie pozostałe serie mam w planach a więc atrakcje przede mną :))
    Ja tam się cieszę, że tyle odmóżdżaczy w tym sezonie. Na to właśnie miałam chęć – idealne na lato.

    • Otome można oglądać tylko jako parodie, w innym wypadku byłyby skrajnie nieznośne :D Co do biszów, też bym obstawiała tego braciszka, co z nią do klasy chodzi. Ewentualnie mimo wszystko koszykarza, bo właśnie zaskakująco normalnie wypada na tle swojej szurniętej rodziny, więc już przez samo to może urastać do roli ideału. Nie zapominajmy jednak o tych, których w pierwszym odcinku nie poznaliśmy – moim zdaniem, ten brat, co to robi karierę jako piosenkarz, też może się sprawdzić w roli amanta :> Generalnie opcji jest tak wiele, że poziom rozrywki powinien utrzymać się do końca serii :D

      Do Free będą pewnie chcieli dorzucić trochę tego pływania na poważnie, ale wątpię czy uda się z tego wycisnąć prawdziwą sportową fabułę. Nie mam złudzeń – najważniejszym założeniem tej serii jest męski fanserwis i świetnie potwierdza to chociażby ending ze swoim kompletnie absurdalnym, a przy tym mega rozrywkowym klipem pustynnym. Podtrzymuję jednak, że bardzo miło się coś takiego ogląda :)

      A widziałaś już Blood Lad? To to jest dopiero seria odmóżdżająca. Naprawdę, letnia ramówka ma bardzo mocno określony profil i nie ma się co czarować, że pojawi się tu jakiś ambitny tytuł. W sumie nie ma w tym nic złego – od tego jest lato, żeby sobie odpuścić myślenie. Mam tylko nadzieję, że w związku z tym jesienią się zepną i wypuszczą chociaż kilka anime takich bardziej na serio ;)

  2. Przed chwilą obejrzałam pierwszy odcinek. Faktycznie to anime jest hm… bardzo specyficzne :P Sama nie wiem czy taki poziom absurdu mnie śmieszy czy nie, ale póki co mam zamiar oglądać dalej :)

  3. Zerkając dziś na tanuki.pl znalazłem świeży pozytywny komentarz dotyczący No 6 i pomyślałem, że to nie może być przypadek. I nie był.

    Mogę teraz powiedzieć, że nie tylko dobrze czyta się Twoje teksty, ale również Twoje merytoryczne komentarze. Gdyby wszyscy komentujący mieli podobne pióro i rzeczowe podejście do tematu, byłoby to prawdopodobnie dużo bardziej przyjazne miejsce. :)

    • Dziękuję za przemiłe słowa :) Faktycznie, na tanuki siedzę sobie już od jakiegoś czasu, pojawiłam się tam jeszcze przed założeniem tego bloga. Czasem aż trudno uwierzyć, że z niszy, jaką tworzyli fani m&a jakieś 15 lat temu, wyrosły tego typu portale – także nawet, jeśli czasem tanuki przeżywa nalot dzieci Neostrady, z którymi nie za bardzo można merytorycznie pogadać, i tak się cieszę, że taka z nas potężna grupa hobbystyczna wyrosła ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s