Lato 2013 – pierwsze wrażenia (cz.2)

Love Lab - ED - Large 01

Czas na drugą porcję wrażeń z serii letnich. Aż sama się sobie dziwię, że ostatecznie, z tego jakby nie patrzeć słabego sezonu, wybrałam aż tyle tytułów, którym postanowiłam się przyjrzeć. Co jeszcze ciekawsze, wygląda na to, że przy seansie znaczącej ich części pozostanę ;) Nie miejmy jednak złudzeń, to wcale nie oznacza, że anime letnie są tak udane – może to po prostu letnia aura wpływa na człowieka tak, że zwiększa mu się tolerancja nawet na głupoty. Przejdźmy jednak do konkretów. Dzisiaj pierwsze wrażenia z Blood Lad, Love Lab i Kamisama no Inai Nichiyoubi.

Blood Lad

Blood Lad - OP - Large 06

O czym to jest: Staz to dość nietypowy wampir trzymający pieczę na pewną sekcją świata demonów – ludzka krew go nie interesuje, za to jest oczarowany japońską kulturą. Kiedy dowiaduje się, że niejaka Fuyumi Yanagi, japońska nastolatka, przez przypadek zawędrowała do miasta demonów, postanawia tą okazję wykorzystać. Jednak, podczas gdy Staz zajęty jest intruzem, który wtargnął na jego terytorium, niczego nieświadoma Fuyumi zostaje zamordowana przez potwora, co zamienia ją w tułającego się po okolicy ducha. Zawiedziony wampir przysięga, iż znajdzie sposób na przywrócenie młodej Japonki do życia!

Pierwsze wrażenia: Z Blood Lad zrobiłam w sumie pomyłkę podobną, jak z Makai Ouji – nie sprawdzając dokładnie gatunku, założyłam, że będzie to opowieść trochę mroczna, trochę straszna, trochę poważna. Nic z tych rzeczy. Blood Lad to kompletnie absurdalna komedia, w której każda minuta obfituje w mnóstwo gagów/sytuacji komediowych. Przy czym trzeba od razu powiedzieć sobie, że prezentowane poczucie humoru nie dość, że jest specyficzne, to jeszcze w takim natężeniu, w jakim występuje, przyprawić może o zawrót głowy.

Staz, mroczny wampir, który od polowania na ludzką krew, woli oglądanie anime, jest bossem jednej z dzielnic świata nadprzyrodzonego, który zamieszkują wszelkiego rodzaju potwory i byty magiczne. Przypadkowo do świata tego dostaje się młoda Japonka. Staz jest nią oczarowany, przez delikatną jednak nieuwagę, dziewczyna traci życie i zostaje duchem. Nasz dzielny wampir postanawia więc, że musi przywrócić ją do ludzkiej formy, a w tym celu konieczna jest wycieczka do świata żywych. Ta fantastyczna fabuła zdaje się póki co być wyłącznie pretekstem do zaprezentowania całej gamy komicznych sytuacji, których centrum staje się nasz bohater. Właściwie nie potrafię powiedzieć, czy takie poczucie humoru mnie śmieszy. Były momenty, kiedy faktycznie parskałam śmiechem, ale były też takie podczas których robiłam face palm. Jedno powiedzieć sobie trzeba na pewno – Blood Lad nie stroni od fanserwisu i już teraz widać, że będzie tego sporo. Sam rozmiar klatki piersiowej naszej głównej bohaterki, a także kolejnego dziewczęcia zaprezentowanego w openingu, dają do myślenia w tej kwestii.

Blood Lad - 01 - Large 12

Mam wrażenie, że Blood Lad to taka kwintesencja współczesnej Japonii – są rzeczy fajne, a są i takie które przerażają. Wszystko jest zakręcone, przegięte na maksa, krzyczą bohaterowie, krzyczy niezwykle żywa i barwna animacja – co bardziej wrażliwi mogą dostać zawrotów głowy ;) Jest w tym na pewno coś świeżego i hipnotyzującego – przełamywane są wszelkie stereotypy, choćby te dotyczące wampirów, które tak usilnie promuje dzisiejsza popkultura. Dodatkowo serial nagradza widzów całym mnóstwem odniesień do innych mang i anime – aż się wzruszyłam, widząc na półce Staza figurkę Sailor Moon :P Blood Lad idzie trochę w kierunku, który w zeszłym sezonie narzuciło Hataraku Maou-sama, choć jest zdecydowanie bardziej zakręcone i ekspresyjne w swojej formie.

Podsumowanie: Póki co oglądam, choć przyznam zupełnie szczerze, że nie jestem pewna, czy to tempo, ten fanserwis i czasami głupawe żarty z czasem mnie nie odstraszą ;) Popatrzymy, zobaczymy :>

 

Love Lab

Love Lab - OP - Large 04

O czym to jest: Dziewczęca Akademia Fujisaki znana jest z bardzo ułożonych i dobrze wychowanych uczennic. Spośród nich warto wyróżnić Maki, szanowaną przez swoje koleżanki przewodniczącą szkoły, słynącą ze spokojnego i uprzejmego nastawienia. Z drugiej strony uczęszcza tam także Riko Kurahashi, podziwiana za trochę chłopięcą lecz stanowczą osobowość. Riko przez przypadek wpada na Maki w dość dziwnej sytuacji – kiedy ta trenuje całowanie się ze swoją poduszką. Okazuje się, że niekoniecznie jest ona taka, jak uważają inne uczennice, zaś nasza bohaterka nie dość, że jest zmuszona dochować sekretu przewodniczącej, to musi jej jeszcze pomagać przećwiczyć wszelakie aspekty romantycznych związków, takie jak chociażby trzymanie się za ręce.

Pierwsze wrażenia: Póki co chyba największa niespodzianka sezonu letniego – tym bardziej, że absolutnie nie zamierzałam zapoznawać się z tym tytułem, biorąc go za banalne, nudne i przesłodzone shoujo o moe dziewczynkach i ich szkolnym klubie. Natknęłam się jednak na kilka zaskakująco pozytywnych opinii na temat tej serii i stwierdziłam, że zapoznam się z pierwszym odcinkiem. Nie da się oczywiście zaprzeczyć, że jest to shoujo, że dziewczynki są moe i że wszystko oblane jest sporą dawką lukru. A jednak, ale, jednakże… ;) Okazuje się, że przy okazji jest to świetna komedia, bardzo świeża, lekka, przyjemna w odbiorze. Byłam szczerze zdumiona, gdyż nie spodziewałam się niczego dobrego po tej produkcji.

Riko jest cudowną główną bohaterką. Nie jest ani maślaną kluchą, ani typową tsundere. Ma twardy charakter, jest stanowcza, pewna siebie, ale nie drze mordy na wszystkich, nie jest agresywna. Niesamowicie rzadko spotyka się w anime taką bohaterkę, którą można od razu polubić za jej naturalne i normalne zachowanie. To było pierwsze gigantyczne zaskoczenie. Poza Riko w pierwszym odcinku poznajemy Maki. Ta z kolei ma robić za słodszą część duetu – wzorowa uczennica, przewodnicząca szkoły, szanowana i uwielbiana przez nauczycieli i uczennice. Wzór do naśladowania, a w rzeczywistości słodka trzpiotka, która mimo swoich obowiązków, znajduje czas na kombinowanie, jak tu sprawnie wyrwać sobie chłopaka. Zarówno Maki, jak i Riko pokazują, że twórcy serii Love Lab potrafią bawić się stereotypami. Teoretycznie obie bohaterki są kalkami znanymi z innych serii – wzorowa, poukładana i słodka dama oraz ostra, wygadana chłopczyca. Praktycznie jednak wymykają się tym stereotypom – Maki jest znacznie większym świrem, niż Riko, Riko zaś zaskakuje zdrowym rozsądkiem. Dziewczyny mają przy tym świetną chemię – bardzo dobrze się je razem ogląda. Pozostaje pytanie, czy po wkroczeniu kolejnych trzech bohaterek, ta równowaga nie zostanie zaburzona. Bardzo mocno trzymam za to kciuki.

Love Lab - 01 - Large 24

Love Lab jest też świetną komedią. I to również mnie zaskoczyło. Z reguły humor prezentowany przez tego typu szkolne moe-komedie jest bardzo toporny i po prostu żałosny. Z Love Lab jest inaczej – oczywiście nie ma tu jakichś cudów, ale bardzo proste gagi podane zostają w tak naturalny i bezpretensjonalny sposób, że trudno się na nich nie roześmiać. To nie jest przegięcie takie, jak w Blood Lad – tutaj są to drobiazgi, które wpadają jakby mimochodem, a dzięki temu tak świetnie zgrywają się z obyczajową warstwą tej produkcji. Nie mogłam się powstrzymać od śmiechu, gdy Maki z rozpędu wpadała na Riko, niemalże wybijając jej zęby lub uczyła się trzymania za rękę, czego nasza rudowłosa bohaterka nieomal nie przypłaciła połamanymi palcami :D To nie jest humor wysokich lotów, a mimo to szczerze bawi. Trudno przecież nie uśmiać się, gdy zagląda się w fantazje Maki i widzi jej wymarzonego partnera, który poraża swoją szkaradną twarzą i komicznym zachowaniem :)

Podsumowanie: Love Lab zapowiada się na mega sympatyczną, lekką, zabawną i świeżą serię. Jeśli uda się utrzymać poziom z pierwszego odcinka, to będzie to w moim rankingu jeden z lepszych tytułów lata 2013. Uwielbiam tego typu niespodzianki, tym bardziej, że nie zdarzają się one często :) Polecam, jeśli ktoś, podobnie jak ja, planował sobie ten tytuł odpuścić – jeśli nie macie jakiejś wybitnie ostrej alergii na 14-letnie kawaii-dziewczynki, myślę, że jest duża szansa, że poczujecie sporo sympatii do bohaterek tej serii :)

 

Kamisama no Inai Nichiyoubi

Kami-sama no Inai Nichiyoubi - OP - Large 03

O czym to jest: W niedzielę Bóg opuścił świat. W wyniku tego nikt nie może ani umrzeć, ani się urodzić. Mała dziewczynka, Ai, jest opiekunką grobów wioski w której mieszka. Udało jej się przygotować 47 grobów – po jednym dla każdego mieszkańca w razie ich ewentualnej śmierci. Pewnego dnia przybywa tam chłopak, który przedstawia się jako Hampnie Hambart, ‚Pożerająca Ludzi Zabawka'”, co przypadkowo pokrywa się z imieniem, jakie przekazała Ai matka mówiąc, iż tak nazywa się ojciec dziewczyny. Nieznajomy bez żadnego powodu morduje wszystkich mieszkańców wioski… Co to wszystko ma znaczyć?

Pierwsze wrażenia: Z tą serią już od początku miałam problem. Żywię organiczną niechęć do produkcji, których bohaterkami są małe dziewczynki wymachujące wielkimi mieczami/pistoletami/harpunami czy tego typu gadżetami. Z drugiej strony żywię wielką sympatię do wszelkich białowłosych panów. Co więc zrobić z serią, w której głównymi bohaterami są takie właśnie dwie postaci? ;) Koniec końców zdecydowałam się na pierwszy odcinek Kamisama no Inai Nichiyoubi. Póki co nie czuję się ani szczególnie zaintrygowana, ale też nie zniechęcona.

Ai pełni rolę opiekunki grobów. Wiąże się z tym praktykowana od pokoleń tradycja. Na świecie, który został opuszczony przez Boga, ludzie już nie umierają i nawet jeśli coś im się stanie (np. komuś odrąbana zostanie połowa głowy), nie mogą umrzeć. Tylko osoby będące opiekunami grobów są w stanie pochować takiego „zmarłego” w ten sposób, by już z grobu nie powstał. Przyznam, że cała koncepcja świata przedstawionego wydała mi się trochę naiwna i niedopracowana. Nie rozumiem całego tego gadania o nieśmiertelności, skoro nagle do wioski Ai wkracza Hampnie i morduje wszystkich jej mieszkańców. To w końcu mogą umierać, czy nie?

Pierwszy odcinek próbował dość pokracznie balansować między dramatem a komedią – te wstawki z przekomarzania się Hambarta i Ai wydawały się trochę nie na miejscu, w obliczu tego, co chłopak zrobił właśnie z przyjaciółmi dziewczynki. Mimo tego jednak zdaje się, że ma być to tytuł na serio.

Kami-sama no Inai Nichiyoubi - 01 - Large 04

Bohaterka trochę męczy, jak to zwykle bywa z takimi postaciami. Hambart jest brutalnym sadystą, ale z pewnością wkrótce pojawi się jakiś powód, dla którego wyrżnął prawie 50 ludzi – póki co jednak wygląda to dziwnie. Zaskoczyła mnie ilość bohaterów widoczna w openingu – wygląda na to, że Ai nie będzie jedynym dzieckiem w obsadzie, co trochę mnie odstręcza, no ale może w związku z tym jest jakiś większy zamysł fabularny na te dzieciaki.

Pierwszy odcinek tak naprawdę niczego nie wyjaśnił – rzucił na stół mnóstwo pytań, na które teraz stopniowo powinny zacząć pojawiać się odpowiedzi. Z obiektywnego punktu widzenia dobra seria mystery powinna w taki właśnie sposób się zaczynać. Może więc wyjdzie z tego coś przyzwoitego.

Podsumowanie: Z zachwytu co prawda nie pieję, ale myślę, że będę oglądała to anime. Chyba, że Ai zrobi się już skrajnie nieznośna. Póki co jednak, da się ją zdzierżyć, a przyznam, że ciekawi mnie drugi bohater tej serii i to, co tak naprawdę łączy go z dziewczynką – bo nie wierzę, że zbieżność imion jest takim totalnym przypadkiem.

 

W kolejnej, już ostatniej części PW, przyjrzę się: Kimi no Iru Machi, Servant x Service, Gin no Saji oraz Watashi ga Motenai no wa Dou Kangaetemo Omaera ga Warui, czyli romansowo-obyczajowym propozycjom na tegoroczne lato. Do następnego! ;)

Advertisements

4 responses to “Lato 2013 – pierwsze wrażenia (cz.2)

  1. Pod pierwszymi pierwszymi wrażeniami (masło maślane ^^) napisałam Ci, że oglądałam pierwszy odcinek Blood load i mam zamiar kontynuować póki co. Przyznam się szczerze, że po drugim odpadam. Pomimo że bardzo bardzo podoba mi się graficznie a pomysł na fabułę jest całkiem fajny to jednak humor jakoś nie do końca do mnie trafia, może jestem już za stara a może po prostu to anime nie jest dla mnie. Sama nie wiem…
    Love Lab – normalnie omijam takie serie szerokim łukiem, nawet nie biorę ich pod uwagę w swoim planowaniu seansów „a jednak, ale, jednakże” (:))… Nie wiem co mnie podkusiło do obejrzenia pierwszego odcinka ale musiał być to jakiś bardzo dobry duszek bo przeżyłam mega przyjemną niespodziankę :). Riko jest świetna, po prostu ją uwielbiam :)
    Kamisama (…) – mam dylemat. Z jednej strony bardzo przypadł mi do gustu klimat tego anime, magiczny, smutny świat z nutką (a nawet kilkoma nutkami) tajemnicy. Nie przeszkadza mi nawet mała moe dziewczynka chociaż, podobnie jak ty, z natury mam na nie alergię. Z drugiej strony niektóre zachowania bohaterów są tak durne, że aż nie wiem jak je skomentować. Koleś wybija całą wioskę, w tym przybranych rodziców i przyjaciół (jak śmiem twierdzić) naszej malutkiej bohaterki, gardzi nią, ba! chce ją zabić. A ona co? Wyrusza z nim w podróż. No litości. Nie wiem czy oglądałaś drugi odcinek a nie chce spoilerować, ale tam również możemy zaobserwować reakcje logicznie niewyjaśnialne. Chciałabym brać to anime na serio – przynajmniej jedno jedyne pośród tego całego letniego, miłego ale jednak, odmóżdżacza. Jak jednak może być traktowane serio anime, w którym zachowania bohaterów są totalnie nierealistyczne…?

    • No to widzę, że jesteśmy całkowicie na tej samej stronie ;)

      Po drugim odcinku Blood Lad też zwątpiłam. Kompletnie mnie ten humor nie bawi i o ile rzeczywiście sam pomysł jest ciekawy, to już jego realizacja zupełnie nie w moim stylu. Wątpię, czy przymuszę się do trzeciego odcinka – obstawiam raczej, że moja przygoda z tym tytułem została już zakończona.

      Drugi odcinek Love Lab wydał mi się już odrobinkę słabszy od pierwszego, chyba dlatego, że zdjęto focus z Riko i Maki i pojawiły się kolejne trzy postaci, które nie są aż tak udane. Niemniej nadal mam poczucie, że jest to przesympatyczna komedia, którą jak najbardziej chcę do końca oglądać. Podkreślę to raz jeszcze – dawno bohaterka shoujo nie zrobiła na mnie tak pozytywnego wrażenia od pierwszego wejrzenia, jak Riko ;)

      Dokładnie rozumiem, co masz na myśli, pisząc o Kamisama no Inai Nichiyoubi – obejrzałam już drugi odcinek i czuję się kompletnie zdezorientowana. Faktycznie, sama otoczka tego świata jest ciekawa, koncepcja dość oryginalna, ale zachowanie bohaterów sprawia, że zupełnie nie można ich zrozumieć, a co za tym idzie jakoś się z nimi zżyć. Pierwsza sprawa, czyli zachowanie Ai, która dosłownie moment temu musiała pochować całą swoją wioskę, łącznie z przybranymi rodzicami, a mimo to nie okazuje żadnych szczególnych emocji – jak zdarta płyta powtarza, że jest opiekunką grobów i właściwie tylko to ją interesuje. Tak sobie myślę, że każda normalna, odczuwająca istota powinna bardziej przeżywać takie wydarzenie. Druga sprawa, o której sama wspomniałaś – po cholerę ona łazi za Humpniem? Facet zabił wszystkich bliskich jej ludzi, próbował zabić ją, non stop ją upokarza, obraża i ewidentnie nią gardzi, a ona częstuje go ciasteczkami, a potem mówi jeszcze, że wcale nie jest potworem i nie wolno mu tak o sobie myśleć. Co to dziecko ma w głowie? I trzecia rzecz, która też mnie totalnie rozłożyła przy nowym odcinku – pojawienie się Juliego w momencie, w którym Humpnie szykował się do odstrzelenia głowy Ai. Facet ją ratuje, a po kilku minutach rozmowy ze swoim przyjacielem/wrogiem, nagle łapie brutalnie i przystawia broń, grożąc, że ją zabije. Serio? W jaki sposób na białowłosego ma podziałać taka groźba, skoro docelowo to on sam próbował dziewczynkę zamordować. Postaci w tej serii póki co zachowują się kompletnie nie do pojęcia i nie wiem, czy na dłuższą metę nie zepsuje to wrażeń z seansu.

  2. Hahaha dokładnie o tym momencie myślałam pisząc w komentarzu, że w drugim odcinku pojawiają się równie nielogiczne zachowania ^^. Rozwaliło mnie to po prostu.

    • Przyznam, że po trzecim odcinku jestem już kompletnie zagubiona. Czyli cała ta afera z Humbertem to był taki jakby prequel do właściwej historii? I dlaczego on niby w końcu umarł? I kim byli ludzie, którzy go porwali? I co właściwie zaszło w tej wiosce Ai z mieszkańcami, którzy żyli, ale tak naprawdę byli martwi? I co jest nie tak z tym Juliem/Yurim, który ewidentnie ma rozdwojenie jaźni, bo najpierw kogoś ratuje, a potem próbuje zabić, albo najpierw próbuje zabić, a potem ratuje? Przyznam, że w tym momencie nic już nie rozumiem z tej serii, a bohaterowie, jak wydawali się nielogiczni, tak nadal pozostają ekstremalnie nielogiczni…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s