Lato 2013 – pierwsze wrażenia (cz.3)

Gin no Saji - 01 - Large 04

Lato jakoś nie sprzyja głębokim przemyśleniom i ambitnym inicjatywom, czego najlepszym dowodem jest ramówka anime na okres wakacyjny. Po zapoznaniu się z kolejnymi tytułami, mogę już z całą stanowczością stwierdzić, że sezon ten upłynie pod znakiem dość głupawych, czasem szczęśliwie też zabawnych komedii, które absolutnie nie zmuszą swojego widza do poważniejszych refleksji. Poniżej pierwsze wrażenie z kolejnych czterech serii, którym postanowiłam się przyjrzeć z bliska: Kimi no Iru Machi, Servant x Service, Gin no Saji oraz Watashi ga Motenai no wa Dou Kangaetemo Omaera ga Warui.

Watashi ga Motenai no wa Dou Kangaetemo Omaera ga Warui

Watamote - OP1 - Large 01

O czym to jest: Tomoko Kuroki to super popularna licealistka posiadająca 50 lat doświadczenia w randkowaniu z ponad setką chłopaków… w dziewczęcych symulatorach randkowych. W prawdziwym świecie to 15-letnia, zamknięta w sobie dziewczyna, która posiada wszystkie cechy tak zwanego “mojo” (posępnej i niepopularnej kobiety). Jednak gdy w szkole jej się nie powodzi oraz okazuje się, że wcale nie ma takiego wzięcia jak jej się wydawało, bohaterka po raz pierwszy od lat spogląda na swoje odbicie w lustrze, co sprawia, iż dochodzi do szokujących wniosków…!

Pierwsze wrażenia: Każdy sezon musi nas uraczyć serią o nieprawdopodobnie długim tytule, którego w całości nie zapamięta nikt, poza twórcą danej serii. Tym razem jest to właśnie powyższa produkcja, w skrócie znana jako Watamote. Opowieść o dziewczynie, która rozpoczyna naukę w liceum z silnym postanowieniem zdobycia jak największej popularności, przyjaciół i chłopaka. Problem polega jedynie na tym, że Tomoko jest przy okazji typem kompletnie antyspołecznym, o krok od awansu na hikikomori, stąd wcielenie wspomnianego master planu w życie, okazuje się bardziej skomplikowane, niż bohaterka mogłaby się tego spodziewać. Okazuje się bowiem, że wieloletnie doświadczenie w grach otome nie jest równoznaczne z nabyciem praktycznych umiejętności w kontaktach międzyludzkich. Tomoko postanawia więc, że musi zacząć od małych kroczków – pierwszym ma się stać ćwiczenie zdolności konwersacyjnych z młodszym bratem, który choć również zdaje się mieć dość antyspołeczne zapędy, mimo wszystko lepiej radzi sobie w życiu codziennym, niż jego siostra.

Watamote - 01 - Large 28

Przyznam, że pierwsze kilka minut Watamote dość mocno mnie zmęczyło. Nie bawi mnie takie poczucie humoru – bohaterka wydawała mi się nudna i upierdliwa. Z czasem zaczęło się to trochę rozkręcać. Tomoko w ciekawy sposób łączy w sobie lęki społeczne z rozbuchanym ego – z jednej strony czuje się lepsza od wszystkich ludzi wokół, z drugiej paraliż wywołuje u niej konieczność powiedzenia „do widzenia” swojemu nauczycielowi. Ten kontrast leży u źródła sporej części gagów obecnych w tej serii. Nie można jednak powiedzieć, by był to humor, od którego człowiek dostaje czkawki ze śmiechu. Dlatego też pierwszy odcinek oglądałam z umiarkowanym entuzjazmem. Trudno mi powiedzieć, w jakim kierunku zmierzać będzie ta seria. Czy skończy się na serii luźno powiązanych ze sobą odcinków wypełnionych takimi właśnie żartami sytuacyjnymi, czy też bohaterka będzie konsekwentna we wcielaniu swego planu w życie i ostatecznie uda jej się wyjść ze swojej skorupy i odnieść sukces towarzyski?

Niewątpliwą zaletą tej serii jest obecność Yuuichiego Nakamury w obsadzie :) Miło go było wreszcie usłyszeć po dość długiej przerwie.

Podsumowanie: Póki co Watamote nie odrzuca, ale też nie wywołuje szczególnie pozytywnych emocji. Z pewnością zerknę jeszcze na jakieś 2 odcinki, by przekonać się, jaką formę przyjmie ta seria. Mam jednak wrażenie, że może niekoniecznie będzie to coś dla mnie.

Kimi no Iru Machi

201303007_irumachi02

O czym to jest: Eba Yuzuki niespodziewanie decyduję się na naukę w liceum oddalonym od miasta. Pomimo obiekcji Kirishima Haruto, dziewczyna wprowadza się do jego domu. Teraz chłopak poradzić sobie musi nie tylko z beztroskim zachowaniem nowej współlokatorki, ale także dopilnować, aby dziewczyna, którą lubi – Kanzaki Nanami, nie zrozumiała całej tej sytuacji na opak!

Pierwsze wrażenia: Już na etapie zapowiedzi, wiedziałam, że z tą serią będzie ciężki orzech do zgryzienia. Kimi no Iru Machi powstało na podstawie mangi o tym samym tytule, która liczy sobie obecnie ponad 20 tomów i nadal jest wydawana. Od razu przyznam, że jej nie czytałam, pozwoliłam za to pobieżnie ją sobie przejrzeć. I jedno mogę powiedzieć na pewno – manga, w której tak niedorzeczna ilość dziewczyn świeci gołymi cyckami przed jednym chłopakiem, ma bardzo niewielkie szanse na to, by być udaną. I niestety pokrywa się to z opiniami, które zasłyszałam na temat tego tytułu. Żaden z tego udany romans, średnie też okruchy życia. Z drugiej strony na podstawie tego samego materiału zrealizowana została już dwuodcinkowa seria OVA, którą oglądałam jakiś czas temu. I tutaj z kolei przeważały odczucia pozytywne – nie było to może wybitne, ale przez bardzo okrojoną fabułę, przedzierała całkiem sympatyczna historia o dojrzewaniu i pierwszych miłostkach. Pozostaje więc pytanie – w którą stronę pójdzie seria telewizyjna? Czy bardziej w kierunku mangi, w której przede wszystkim chodzi chyba o prezentowanie kolejnych ujęć Haruto z twarzą wciśnięta w biusty koleżanek, czy też w kierunku znacznie subtelniejszej i całkiem udanej OVA?

Póki co za wiele nie wiadomo. Wbrew opisowi, seria zaczyna się od przeprowadzki Haruto, który przenosi się do Tokio ze swojej rodzinnej prowincji, by móc spotkać się z Ebą, która kiedyś gościła w jego domu. Obawiam się więc, że seria telewizyjna nie ucieknie zbyt daleko od chaosu narracyjnego zawiązanego w OVA – tam również różne płaszczyzny czasowe przeplatały się ze sobą w sposób, który znacząco utrudniał określenie tego, co działo się najpierw, a co później. Tutaj może być podobnie, jest jednak szansa, że większa ilość odcinków pozwoli mimo wszystko, na uporządkowanie osi czasowej.

[Doki]_Kimi_no_Iru_Machi_-_01

Mieszane uczucia wywołuje we mnie również grafika serii. Niby wszystko mieści się w granicach normy, a jednak wkrada się tutaj coś strasznie nienaturalnego. Pierwsza sprawa to zastosowane filtry, które z jednej strony delikatnie rozmywają kolory, nadając obrazom lekkiej poświaty, z drugiej zaś przyczyniają się do zintensyfikowania barw i zwiększenia ich kontrastowości. Trochę dziwnie się to ogląda, biorąc pod uwagę, że zazwyczaj serie obyczajowo-romansowe utrzymane są w delikatnej, pastelowej kolorystyce. Projekty postaci niby również nie odstają od normy, ale zdaje się kuleć sama animacja. Postaci są jakieś sztywne, ich twarze mało ekspresyjne, mimika wypada bardzo nienaturalnie – całą tę sztuczność, o dziwo, podkreśla praca aktorów głosowych. Nie chodzi o to, że źle wykonują swoje role, po prostu w zestawieniu z drętwą animacją, ich ożywione, pełne emocji głosy wydają się być nie na miejscu. Przez cały odcinek odczuwałam jakiś dziwny dysonans wizualno-akustyczny. Może to coś, do czego idzie się przyzwyczaić, póki co jednak wpływa to negatywnie na moją ocenę całości.

Podsumowanie: Kolejna ani zła-ani dobra seria, której trzeba dać więcej czasu na rozwinięcie skrzydeł, ewentualnie pójście na dno. Może za dwa tygodnie będę w stanie zająć bardziej dookreślone stanowisko w sprawie tego tytułu.

Servant x Service

Servant x Service - OP - Large 01

O czym to jest: Anime o pracownikach biura do spraw zdrowia i opieki społecznej pewnego miasta. Nowo przyjęci: Yutaka Hasebe, Lucy Yamagami, Saya Miyoshi oraz ich kierownik Taishi Ichimiya mierzą się z codziennymi problemami związanymi ze swoją pracą.

Pierwsze wrażenia: Póki co Servant x Service niestety rozczarowuje. Przyznam, że z ciekawością wypatrywałam tej serii. Nie spodziewałam się arcydzieła, ale sam fakt, że akcja rozgrywa się w miejscu pracy, wzbudził moje zainteresowanie. Nie tak często zdarza się przecież seria obyczajowa rozgrywająca się poza szkołą. Niestety jednak pierwszy odcinek zwyczajnie mnie wynudził. Niby jest to komedia, niby nawet zauważyłam kilka gagów, wydały mi się jednak one tak nieśmieszne, że aż na poważnie myślałam o przerwaniu seansu. Dobrnęłam do końca odcinka, ale jestem niemal pewna, że po jeszcze kolejnym porzucę tę serię. Obiektywnie nie ma tu żadnych kardynalnych błędów, z powodu których miałabym uznać ten tytuł za źle wykonany. To po prostu nie jest ani zabawne, ani ciekawe. Jedyną postacią, która wzbudza jako takie pozytywne emocje jest Hasebe, który nawet podoba mi się ze swoim podejściem do pracy „robić tak, żeby się czasem nie narobić”. Pozostali bohaterowie póki co jednak porażają swoją nijakością.

Servant x Service - 01 - Large 21

Jedyne co naprawdę pozytywnie się wybija w tej produkcji, to jej opening. Jest naprawdę nietypowy, ciekawie wykonany i wart uwagi. Muzyka co prawda nie wywarła na mnie żadnego wrażenia, ale sam klip naprawdę miło zaskakuje.

Podsumowanie: Jeszcze jeden odcinek i albo wóz albo przewóz – niestety ze szczególnym wskazaniem na to drugie.

Gin no Saji

Gin no Saji - OP1 - Large 02

O czym to jest: Yugo Hachiken marzy o życiu z dala od swojej rodziny, więc postanawia wykorzystać okazję i przenosi się do rolniczej szkoły z internatem. Chłopakowi się wydaje, że nieważne co każą mu się uczyć, jego talent do nauki pomoże przezwyciężyć każde problemy, które się przed nim pojawią. Dość szybko okaże się, iż nie mógł się bardziej mylić! Wychowany jako mieszczuch, musi zmierzyć się z niekonwencjonalnymi prawdami o rolniczym życiu, jakie przyjdzie mu odkryć w nowej szkole. Baw się dobrze śledząc kolejne przygody Yugo, kiedy to stara się dotrzymać kroku w nauce swoim nowym przyjaciołom, dziedzicom wielkich majątków ziemskich, od dawna zaznajomionym z brutalnym światem życia na wsi. Bez żadnego konkretnego celu ani zrozumienia rolniczych realiów, jak Hachiken poradzi sobie w nowej sytuacji? Opowieść o pocie, łzach i umorusanej błotem młodości czas zacząć!

Pierwsze wrażenia: A na koniec bezwzględnie najlepsza z omawianych w tym wpisie serii, kto wie, być może najlepsza w sezonie. Gin no Saji, zgodnie z oczekiwaniami, okazało się wyśmienitą obyczajówką z bardzo przyjemnymi elementami komediowymi.

Hachiken, typowy mieszczuch, decyduje się na naukę w szkole rolniczej z internatem, dzięki czemu może wyprowadzić się z domu rodzinnego. I to właściwie jedyna jego motywacja, gdyż o prowadzeniu farmy nie ma najmniejszego pojęcia. Szybko orientuje się, że reszta uczniów tej nietypowej placówki znalazła się tutaj z bardzo konkretnymi planami na przyszłość – ktoś chce zostać weterynarzem, inny chce w przyszłości przejąć farmę z drobiem, jeszcze inny chce zająć się agroturystyką. Wygląda na to, że tylko Hachiken trafił tam z przypadku. Chłopak szybko przekonuje się, że życie na farmie nie jest takie łatwe i nie wystarcza bycie bystrym, by poradzić sobie w nowej szkole.

Gin no Saji, znane też jako Silver Spoon, to bardzo solidnie zrobiona seria, trzymająca się rzeczywistości. Poczucie humoru bazuje tutaj na zderzeniu świadomości typowego mieszkańca wysoko rozwiniętego miasta z realiami życia na farmie. O tym, jak bardzo chłopak nie ma pojęcia o środowisku naturalnym, świadczyć może chociażby szok, jaki przeżywa, gdy dowiaduje się, z której dokładnie części kury biorą się jajka ;)

Gin no Saji - 01 - Large 14

Bardzo dobrze wykreowane zostały poszczególne postaci. Mamy oczywiście najważniejszego protagonistę, który jest naszym przewodnikiem po świecie przedstawionym, nie zapomina się jednak o bohaterach drugoplanowych – każdy z nich zdaje się mieć własną tożsamość, motywację, styl bycia. To niezwykle dobrze świadczy o jakości tej produkcji. Postaci nie są schematyczne, co widać już po ich niezwykle zróżnicowanym wyglądzie, dalekim jednak od ideałów – zamiast przerysowanych bishounenów i bishoujo, otrzymujemy zestaw przeciętnie, ale dzięki i temu realnie wyglądających bohaterów. Ujmujące są też zwierzaki :) Cielątko przyssane do koszulki Hachikena naprawdę mnie rozbroiło :)

Dzięki nietypowej tematyce zaprezentowanej w bardzo udany i przystępny sposób, seria wydaje się być skazana na sukces. Myślę, że szczególnie dla młodych Japończyków może okazać się tytułem egzotycznym, a przez to i pociągającym. Świadczyć może o tym fakt, że już teraz pewnym jest powstanie drugiej serii, której emisja rozpocząć ma się zimą 2014 roku.

Podsumowanie: Wiele więcej po pierwszym odcinku nie da się powiedzieć, poza tym, że otwiera on wyjątkowo udaną serię obyczajową, która bardzo wyraźnie i pozytywnie wybija się nie tylko na tle sezonu letniego 2013, ale również na tle innych komedii rozgrywających się w szkolnym settingu. Jeśli ktoś lubi takie klimaty, na pewno nie poczuje się rozczarowany.

I to tyle, jeśli chodzi pierwsze wrażenia z serii letnich. Jak widać, ogólny poziom nie powala. To raczej sezon anime ze wszech miar relaksujących i łatwych w odbiorze. O wrażeniach z kolejnych odcinków postaram się informować na bieżąco ;)

Reklamy

4 responses to “Lato 2013 – pierwsze wrażenia (cz.3)

  1. Z wyżej wymienionych, zabrałam się tylko za servantxservice i podobnie jak ty jestem rozczarowana. Ja rozumiem, że anime o pracy nie będzie ociekać akcją rodem z Shingeki no Kyojin ale bez przesady… Anime o takiej tematyce pojawia się tak rzadko, że naprawdę mogli wysilić się na coś lepszego- mają w końcu mniejsze prawdopodobieństwo powielania schematów, nowości, możliwość wymyślenia czegoś zaskakującego. Co dostajemy? Bezbarwnych bohaterów ( Hasebe się wybija – jak zresztą napisałaś) i suchy humor. Brawo.

    • No więc właśnie, też nie liczyłam na Bóg wie jaką akcję, bo to w końcu obyczajówka i to o pracy w urzędzie. Humor jednak wydawał się mocno toporny – na czele z całym tym wątkiem o bohaterce z dwudziestoma imionami, która podjęła się pracy w urzędzie, by zemścić się na człowieku, który dopuścił do nazwania jej w taki, a nie inny sposób. Miało być zabawne, w moim odczuciu wyszło drętwo. Jeśli więc już obyczajowa seria z nietypową tematyką i naprawdę śmiesznym humorem, to stawiam zdecydowanie na Gin no Saji ;)

  2. Mnie się Servant x Service podoba, bo jako pracownik biurowy (tyle że nie w urzędzie, a w korpo) mogę się z nimi utożsamiać. Gdy klient ich opieprza, śpiewam z radości, że nasz support jest tylko mailowy. Gdy ganiają się po biurze i rzucają dokumentami, mam niemalże dejavu. No i każde nawiązanie do folkloru mnie przyciąga, więc jasne, że żart z Jugemu Jugemu bardzo mi podpasował. Szkoda tylko, że większość bohaterów strasznie nedojrzała jak na swój wiek, no ale to znów, zupełnie jak u nas :)

    • Czyli tak się bawią urzędnicy w korpo? :D Nawet jestem sobie w stanie wyobrazić, że na żywo może być ubaw :P
      No a mnie właśnie jakoś żart z imieniem nie ruszył. Może ta seria ma to do siebie, że rzucać będzie przeważnie takie inside jokes, które załapią przede wszystkim Japończycy, ewentualnie właśnie osoby, które mają na co dzień do czynienia z pracą biurową. Nie wiem, do mnie jakoś to nie trafia ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s