Karneval (tom 1) – nowa manga od Waneko

603986

W zeszłym tygodniu przechadzając się między półkami w Empiku, rzuciła mi się w oczy najnowsza mangowa premiera wydawnictwa WanekoKarneval. Coś mi tam po głowie krążyło, że miała zadebiutować na rynku w lipcu tego roku, nie byłam jednak szczególnie zainteresowana tematem. Dopiero, gdy zaczęłam kartkować pierwszy tomik, po raz pierwszy od jakichś 13 lat, patrząc na polskojęzyczną mangę, pomyślałam sobie: „Chcę to mieć” :) Jak pomyślałam, tak zrobiłam i w ten oto sposób weszłam w posiadanie pierwszego tomu Karneval. Zainteresowanych tematem zapraszam do dość chaotycznej recenzji, którą wysmażyłam na tę okazję ;)

Polski rynek mangowy zaczynał od mangi Aż do nieba, zaś po roku wzbogacił się o kolejny, zdecydowanie przełomowy tytuł – Sailor Moon. Bardziej swojsko brzmiąca Czarodziejka z księżyca wydawana była przez J.P.Fantasticę od 1997 do 1999 roku. Nie pamiętam już dokładnie, który to był dzień, natomiast każdy kolejny tomik wchodził do sprzedaży właśnie tak jakoś od 10. czy 15. dnia miesiąca. Kiedy patrzę na dzisiejsze funkcjonowanie wydawnictw mangowych, tym większym zdumieniem i respektem darzę ówczesną pracę J.P.F. Nie dość, że nowe tomy pokazywały się co miesiąc, nie dość, że pierwszy z nich kosztował 7,90 zł (sic!), następne zaś nie przekroczyły ceny 12,90 zł, to jeszcze dystrybucja zakrojona była na niespodziewanie szeroką skalę, gdyż nowe tomiki bez problemu znaleźć można było w wielu zwykłych kioskach ruchu – nie trzeba było szukać po Empikach czy innych Matrasach ;) Dziś, choć rynek jest o wiele większy, na tyle już, by mówić o konkurencji i walce o czytelnika między poszczególnymi wydawcami, to mangi obiektywnie rzecz biorąc trudniej zakupić (oczywiście wyłączam sprzedaż internetową, bo tutaj nie za bardzo można porównywać dane z końcówki lat 90. ;)) i są znacznie droższe – standardowa cena za tomik to 20 zł. Teraz może nie wydaje mi się to dużo, ale gdybym, jak za czasów Sailor Moon, była 12-letnim dzieciakiem na garnuszku rodziców, miesięcznie raczej nie mogłabym sobie pozwolić na więcej, niż 1, góra 2 tomiki ;) Wychodzi więc na to, że coś za coś.

Karneval-tom-1-

Wracając jednak do Karneval od Waneko, bo to wyżej, to po prostu wycieczka sentymentalna do bardzo szczeniackich czasów – jest to pierwsza od lat (zabrzmi to strasznie, ale praktycznie rzecz biorąc pierwsza od zeszłego stulecia :P) manga, na której zakup się zdecydowałam. Moja przygoda z tą serią rozpoczęła się wiosną tego roku, gdy wystartowało anime będące ekranizacją pierwszych tomów tej historii. Anime oczywiście było ładne, czasem zabawne, czasem relaksujące – w żaden jednak sposób nie wybijało się ponad przeciętność. Mimo to po jego zakończeniu, chcąc poznać dalsze losy bohaterów, sięgnęłam po mangę – naturalnie w postaci angielskich skanlacji. Okazało się, że o ile anime było mocno chaotyczne, w pewnych miejscach nadmiernie skrócone względem pierwowzoru, w innych niepotrzebnie wydłużone – o tyle manga autorstwa Touyi Mikanagi prowadzona jest całkiem równym rytmem, który pozwala na połapanie się w fabule. Byłam tym mile zaskoczona. Przy czym powiedzmy sobie wprost – Karneval to żaden fabularny majstersztyk. Taka sobie seria czysto rozrywkowa. Dla niezorientowanych krótki zarys historii (zorientowani mogą poniższy akapit pominąć :)).

karneval1

Głównym bohaterem Karneval jest Nai, tajemniczy chłopiec, który nagle pojawia się w pewnym miasteczku, szukając kogoś imieniem Karoku. Nai jest niezaradnym, nadmiernie ufnym i naiwnym dzieckiem, które zdaje się nie mieć najmniejszego pojęcia o świecie, dlatego bardzo szybko wpada w tarapaty. Z pomocą, zupełnie zresztą przypadkową, przychodzi mu Gareki, nieco starszy od niego chłopak, który specjalizuje się w niewielkiego kalibru rabunkach. Gareki dowiaduje się, że Nai trafił do miasta w poszukiwaniu Karoku – człowieka, z którym żył dotychczas, a który pewnego dnia zniknął z ich wspólnego domu, pozostawiając po sobie jedynie ślady krwi i tajemniczą bransoletkę, którą Nai ma przy sobie. Jak się okazuje, bransoletka jest czymś niezwykle cennym – identyfikatorem członka Cyrku, pozarządowej organizacji powołanej do zwalczania różnego rodzaju przestępczości. Uznając więc, że Karoku musi mieć coś wspólnego z Cyrkiem, Nai i Gareki postanawiają znaleźć sposób na skontaktowanie się z przedstawicielami tej organizacji. Dalsza fabuła zagęszcza się w niesłychanym tempie. Bardzo szybko na scenę wkraczają różnego rodzaju nadprzyrodzone stworzenia, czarne charaktery, wybuchające pociągi, latające statki etc. Poszukiwania Karoku zataczają coraz szersze kręgi, coraz szybciej też powiększa się rola, jaką w działaniach Cyrku odgrywają Nai i Gareki.

Karneval jako seria przygodowa sprawdza się całkiem nieźle. Tempo akcji jest dynamiczne, choć często preteksty, pod jakimi gromadka bohaterów trafia w to, czy inne miejsce, są zwyczajnie idiotyczne. Niemniej – dzieje się ;)

karneval3

Całkiem ciekawie wygląda świat przedstawiony tej opowieści. Z jednej strony wydaje się bliski rzeczywistości, z drugiej umieszczony jest zupełnie poza realnym czasem i przestrzenią – akcja toczyć się może zarówno w teraźniejszości, jak i w przyszłości, nie można stwierdzić tego na pewno. Podobnie, jak z naturą tego świata, który teoretycznie rządzi się znanymi nam prawami fizyki, przy okazji jednak nikogo szczególnie nie dziwi, że po świecie chodzą potwory pożerające ludzi czy ludzie, którzy stworzeni zostali z formy zwierzęcej. Widać więc, że świat przedstawiony nijak ma się do znanej nam rzeczywistości, bezwzględnie jednak jest wewnętrznie spójny, a to właśnie ta cecha odgrywa decydującą rolę przy ocenie takiej kreacji.

Postaci wzbudzają bardzo różne emocje – tak naprawdę zależy to tylko od widza. Karneval oferuje tak bogaty przekrój bohaterów, że każdy trafi na kogoś, kogo polubi, ale przy okazji też na kogoś, kto będzie go doprowadzał do szału. Dla mnie postacią irytującą okazał się niestety Nai – niestety, gdyż jest on najważniejszym właściwie bohaterem, stąd trudno uciec przed jego osobą. Szczęśliwie z powodzeniem równoważą go Gareki i Yogi – choć obaj panowie różnią się właściwie pod każdym możliwym względem, byli w stanie wzbudzić moją sympatię.

karneval2

Przejdźmy wreszcie jednak do samej mangi, gdyż to o niej docelowo mówić ma ten wpis. Manga wydana została w obwolucie (pod którą warto zajrzeć, gdyż na właściwej okładce również znajdziemy kilka kadrów komiksu ;)), czytać należy ją zgodnie z oryginalnym kierunkiem, czyli od prawej do lewej, co zresztą jest już standardem w polskojęzycznych mangach – zdaje się, że tylko pierwsze wydania od J.P.F. (w tym wspomniana wcześniej Sailor Moon) czytane były w porządku od lewej do prawej. Tomik ogólnie sprawia wrażenie solidnego, choć jak to zwykle bywa w przypadku grzbietów klejonych, nie zszywanych, nadmierna eksploatacja z pewnością doprowadzić może do rozklejenia i wypadania stron. Pierwszy tom liczy sobie około 200 stron, przez co z początku wydawał mi się dość cienki, gdy jednak porównałam go z kilkoma innymi mangami, doszłam do wniosku, że jest to objętość raczej na średnim poziomie.

Pozytywnym zaskoczeniem okazała się jakość tłumaczenia. Mam tu na myśli dwa aspekty. Po pierwsze widać, że korekta przeprowadzona została bardzo solidnie – nic zresztą dziwnego, z ostatniej strony tomu dowiadujemy się, że pracowały nad nią aż trzy osoby. Co prawda od czasów Sailor Moon minęło już wiele lat, do tej pory jednak pamiętam kwiatki edytorskie, w które obfitowało pierwsze wydanie – tona literówek, a nawet kardynalne błędy takie, jak niespójna pisownia imion i nazwisk (Bunny Cukino, Bunny Tsukino, Usagi Tsukino etc.). Miło wiedzieć, że od tego czasu zaszły tak pozytywne zmiany ;) Drugim, zwracającym uwagę aspektem, jest samo tłumaczenie. Oczywiście trudno mi porównywać z japońskim oryginałem, niemniej w zestawieniu z angielskimi skanlacjami wydaje się całkiem wierne, przy tym jednak zachowuje sporą kreatywność. Przyznam, że kilka razy zdarzyło mi się parsknąć śmiechem, czytając kolejne inwektywy, którymi Gareki obdarzał Naia, czy później inne postaci ;) W mordę kopany śmierdzący smarku, Durna pało, Kręcisz się jak smród po gaciach, Ty kretynie niewydarzony – to zaledwie kilka jakże pomysłowych odzywek Garekiego. Na początku tak potoczne tłumaczenie kwestii wydawało mi się dziwne, może nawet niezbyt poprawne (zboczenie zawodowe ;]), po chwili zastanowienia doszłam jednak do wniosku, że w ciekawy sposób kreuje to daną postać, w tym przypadku Garekiego. Niestety nie mogę porównywać jego sposobu wypowiadania się z wersją japońską, gdy jednak przyłoży się do tego tłumaczenia angielskie, wydają się one bardzo nijakie – wszystkie postaci mówią właściwie w ten sam sposób. A przecież tak naprawdę każdy z nas ma swoją manierę wypowiadania się, pewien indywidualny styl oparty na doborze słownictwa czy stylistyce zdań. Wprowadzenie takiej indywidualizacji w przypadku postaci fikcyjnej uznać zatem można za rozsądne posunięcie. Takie podejście do tłumaczenia zdecydowanie podnosi wartość tej mangi. Przy okazji świadczy o pozytywnym i pełnym poczucia humoru podejściu redaktorów odpowiedzialnych za przekład – bardzo duży plus dla Waneko za taką postawę :)

karneval4

Co do samego stylu autorki trzeba przyznać, że jest dość… zamaszysty ;) Widać spory rozmach, zarówno w planowaniu poszczególnych paneli, jak i w ich wypełnianiu. Rysunki często zresztą poza granice paneli wychodzą, przez co całość wydaje się bardziej dynamiczna. Na dynamikę pozytywnie wpływa też bardzo duża liczba ujęć postaci w ruchu czy ogromna ilość onomatopei (swoją drogą również w pomysłowy sposób przekładanych przez tłumaczy). Przy całej tej dynamice, zahaczającej czasem o chaos, mangaka nie zapomina o detalach. Owszem, na sporej ilości paneli w tle postaci widać wyłącznie rastry o różnej strukturze, zdarza się jednak też niemała liczba kadrów, w których bardzo szczegółowo zarysowane zostaje tło. Nie ma absolutnie żadnych stron, które raziłyby pustymi przestrzeniami – każda strona, nawet jeśli wypełniona jest wspomnianymi rastrami, dzięki zróżnicowanym ujęciom postaci, w tym również całkiem zabawnemu stylowi super-deformed, nabiera życia i sprawia wrażenie zapełnionej po brzegi. Ogólnie podoba mi się kreska Karneval. Bohaterowie rysowani są bardzo estetycznie, choć oczywiście z typowymi dla shoujo wydłużonymi sylwetkami. Mangaka dba również o zróżnicowane stroje i fryzury swoich bohaterów. Przez wszystkie rysunki przebija naprawdę duża dbałość i staranność wykonania. Szczytowym popisem formy są strony tytułowe kolejnych rozdziałów – pomysłowe i dopieszczone w najmniejszych detalach.

Czy kogoś urzeknie historia zaprezentowana w Karneval – to już kwestia gustu. Nie jest to manga szczególnie ambitna, choć w pewnym sensie oryginalna i pomysłowa. Nie da się jednak zaprzeczyć, że gdy przychodzi do samej jakości wykonania, nie należy szczędzić komplementów, tak autorce, jak i wydawnictwu Waneko. Nie dziwię się, że robiono tak duży szum wokół tej premiery – zdecydowanie warta jest uwagi. Jeśli chodzi o mnie z pewnością kupię 2. tom, jak tylko pojawi się w sprzedaży.

Niezdecydowanym w kwestii nabycia mangi, polecam lekturę pierwszego rozdziału, który na swojej stronie udostępnia Waneko: KLIK.

Advertisements

14 responses to “Karneval (tom 1) – nowa manga od Waneko

  1. Polski rynek mangowy zaczął się od Aż Do Nieba Ryoko Ikedy, Sailor Moon była druga :)
    Also, tomy były takie tanie, bo wtedy wszystko było tańsze, inflacja, panie tego.
    Hehe cyrk, hehe yogi jak miś jogi, niemoge xD

    Dzięki za tekst, nie planowałam się z tą mangą zapoznawać i utwierdziłaś mnie w tym, że nie warto, bo nic dla siebie tam nie znajdę :)

    • Ha, totalnie masz rację :D Zupełnie zapomniałam o „Aż do nieba” – dzięki za zwrócenie uwagi ;)

      No też właśnie z tym Karnevalem tak jest – dupy nie urywa, choć dla mnie jest przyjemny w lekturze. Niemniej cieszę się, że moja recenzja na coś przydała – nawet jeśli było to utwierdzenie Cię w przekonaniu o trzymaniu się z daleka od tego tytułu :P

      • To nie tak, że nie mam miliona innych mang do kupienia, więc każda wyeliminowana z listy potencjalnych zakupów cieszy portfel. To juz nie te czasy, gdy rynek był tak mały, że kupowało się wszystko, żeby go wspierać :)

        • Wszystko przez tę inflację :D
          Pewnie, gdybym się zastanowiła, też bym wymyśliła co najmniej 10 innych tytułów, w które lepiej zainwestować, niż w Karneval, ale zadziałał chyba ten hype na zasadzie, o ja, o ja, stoję przed półką od góry do dołu wypełnioną Karnevalem i on tak błyszczy i się do mnie uśmiecha, chcę go mieć, będę go mieć :> A z ciekawości – co byś poleciła z miliona innych obecnych mang, które warto nabyć? :)

          • W tej chwili skupiam się nie na mangach, ale Usagim Yojimbo, który jest moją ulubioną serią komiksową ever.
            Nie wiem co polecić bo mam dość zróżnicowane upodobania, mogę wymienić, że kupuję Bleacha, One Piece, Ourana, Dengeki Daisy, Welcome to the NHK, Highschool of the Dead i mangi Junjiego Ito, ale pozostałe Mega Mangi od JPFu też chcę i będę kupować Dr. Slumpa i Boginki gdy wreszcie wznowią.
            Na pewno będę kupować Kobato, Pet Shop of Horrors najpierw wolę sprawdzić jak zostanie wydany, to samo z Otoyomegatari i Emmą, bo Studiu JG nie ufam. Jeszcze się kiedyś wezmę za Battle Royale, zaczęłam kupować wydanie z USA zanim ktokolwiek w Polsce to zaplanował, ale tamten wydawca zbankrutował i pozostałe tomy osiągają niebotyczne ceny, a Waneko chyba jeszcze pociągnie xD

            • Haha, ok, to już rozumiem, skąd potrzeba raczej wykluczania potencjalnych zakupów, aniżeli poszerzania ich listy o nowe mangi ;) Twoja lista robi wrażenie ;) Z czystym sumieniem zatem możesz się skupić na innych inwestycjach, niż Karneval :]

  2. Nie ma takiej siły, która by mnie namówiła za zabranie się za tą mangę. Nawet gdybym nie widziała tego beznadziejnego anime. Nie wątpię, że manga jest lepsza niż anime, ale mangi z bishami nie są dla mnie. Właściwie to tytuły wydawane przez Waneko zawsze wydawały mi się nieciekawe. Może jestem po prostu uprzedzona, ale wolę pieniądze wydać na inne tytuły. Obiecałam sobie, że we wrześniu zabiorę się za „Savage Garden” wydane przez Yumegari. Wydaje mi się, że to będzie lepsza inwestycja. Ostatnimi czasy moją najlepszą inwestycją okazała się „Opowieść Panny Młodej” i obawiam się, że na jej tle „Karneval” wypada naprawdę blado. Może gdybym zaczęła tę mangę czytać to pożałowałabym tych słów, ale podejrzewam, że nigdy nie będzie mi się dane przekonać o słuszności tej tezy.

    • Po zapoznaniu się z Twoją opinią na temat anime, bynajmniej nie dziwi mnie takie podejście do mangi :) Bez sensu też by było inwestowanie w nią czasu i pieniędzy – niezaprzeczalnie jest lepsza od anime, ale to nadal jednak ta sama historia, więc jeśli w wydaniu telewizyjnym zupełnie Ci do gustu nie przypadła, to i w wydaniu mangowym nie mogłoby być wiele lepiej ;)
      Trudno mi się wypowiadać na temat wydań Waneko, bo tak naprawdę dopiero niedawno zaczęłam się przyglądać polskim wydawnictwom. Na pewno czymś, co chciałabym od nich przeczytać i co cieszę się, że wydali, są mangi Ai Yazawy i Utena. Co do reszty szału nie ma, aczkolwiek jeśli sama jakość wydań/tłumaczeń jest taka, jak przy Karneval, to i tak cenię ich wysiłek :)
      Przyznam, że na żaden komiks od Yumegari jeszcze nie trafiłam, choć nawet niedawno czytałam o Savage Garden i mimo, że bardzo nieprzychylnie patrzę na azjatyckie historie z akcją rozgrywającą się w Europie, ten tytuł rzeczywiście wygląda ciekawie – no a już na pewno jest to opowieść znacznie bardziej na serio, niż rzeczy typu Karneval ;)

      • No, tutaj muszę się przyznać, że jestem szczęśliwą posiadaczką „Kagen no Tsuki” Yazawy. Dla mnie „Savage Garden” także będzie pierwszym tytułem tego wydawnictwa. Po pierwsze to młode wydawnictwo, a pod drugie na razie nie wydali zbyt wiele. „The Breaker” to świetny tytuł, ale ja zdążyłam go przeczytać online, więc na zakup się nie skusiłam.

        Ja cenię Waneko z tego powodu, że przez tych ileś tam lat na polskim rynku wydawniczym wydali już trochę mang. Może mi akurat nie przypadły do gustu, ale z drugiej strony fajnie, że w ogóle zaczęli wydawać mangi na polskim podwórku. Poza tym wydali „Pandorę Hearts” i za to im chwała.

        • O, i jak warto nabyć „Kagen no Tsuki”? Zastanawiałam się właśnie ostatnio, czy najpierw przeczytać sobie skanlacje, a dopiero potem ewentualnie kupować, czy też nabyć w ciemno, licząc, że manga będzie tego warta. Chętnie poznałabym Twoją opinię :)

  3. Dzięki temu, że ta manga weszła na polski rynek obejrzała anime i się w nim zakochałam, ale nie tak bardzo jak w mandze. Chociaż przeczytałam tylko jeden tom Karneval to stwierdzam, że manga (jak na dzień dzisiejszy) jest o wiele lepsza od anime. Mam nadzieję, że tak zostanie ^.-

    • Ja najpierw zaczęłam oglądać anime – przyznam, że spodziewałam się po nim czegoś innego, ale ogólnie wyszła z tego przyjemna dla oka seria rozrywkowa ;) Natomiast zgadzam się z Tobą, że manga jest wyraźnie lepsza od serii telewizyjnej – zresztą, jak to zazwyczaj bywa w przypadku pierwowzorów :) Fajnie, że Waneko zdecydowało się na wydawanie tak świeżej, jeszcze nawet niedokończonej pozycji.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s