Hachimitsu to Clover – na drodze ku dorosłości

Hachimitsu.to.Clover

Koncepcja fabularna Hachimitsu to Clover należy do tych możliwie najprostszych – mamy tu piątkę przyjaciół, którzy poznają się na studiach i wspólnie przygotowują do startu w dorosłe życie. I tak naprawdę nie ma w tej serii wiele więcej – to 100% obyczajówki w obyczajówce. Niekiedy wkradają się elementy komediowe (absolutnie powalające) lub elementy dramatyczne (absolutnie wzruszające). Poza tym jednak mamy tu do czynienia ze spokojnym tokiem opowieści o dorastaniu, próbach odnalezienia swojego miejsca w życiu, pierwszych miłościach i pierwszych miłosnych zawodach. Proste, a przy tym tak urzekające – i na tym właśnie polega cała sztuka.

Centrum tej historii skupia się na wzajemnych relacjach między Takemoto, Hagu, Moritą, Yamadą i Mayamą – około 20-letnimi studentami akademii sztuk pięknych. Choć studiują na różnych latach i różnią się ich talenty, a co za tym idzie specjalizacje, zaprzyjaźniają się i spędzają wspólnie czas. Akcja toczy się co prawda w środowisku akademickim, nie miejmy jednak złudzeń, że uświadczymy tu widoków z poszczególnych zajęć, w których uczestniczą nasi bohaterowie. Widzimy ich przede wszystkim w przerwach między zajęciami, które spędzają w gabinecie Hanamoto-senseia, sprawującego opiekę nad Hagu, podczas wspólnych posiłków, spacerów, wypadów na wydarzenia kulturalne, czasem podczas pracy nad swoimi małymi dziełami sztuki. Oczywiście wśród postaci panuje niesłychane wręcz zagęszczenie i natężenie więzi emocjonalnych o różnych odcieniach, ale tego można, a nawet należy się spodziewać po serii ze znacznikiem „romans”. Takemoto, bohater, od którego rozpoczyna się ta opowieść, od pierwszego wejrzenia zakochuje się w Hagu – słodkiej, jak miód dziewczynie o posturze (i mentalności) dziecka oraz talencie, którego pozazdrościć mogłoby jej całe mnóstwo dojrzałych artystów. Yamada, specjalizująca się w garncarstwie, uwielbiana przez otaczające ją gromady kolegów ze studiów, zakochana jest w Mayamie, który w momencie zawiązania akcji właściwie kończy już studia i pracuje dorywczo w wydawnictwie prowadzonym przez Rikę – niezwykle kruchą i pełną cierpienia kobietę, która straciła męża w tragicznym wypadku. Mayama kocha Rikę, przez co stale odrzuca uczucia Yamady. Jest jeszcze Morita, pozorny lekkoduch, studiujący na wydziale od 8 lat, który nieoczekiwanie dla samego siebie również zakochuje się w Hagu – i to pozornie jedyne odwzajemnione uczucie w tej serii, jako że i złotowłosa dziewczynka darzy go szczególnymi względami. Niestety jednak kompletny brak komunikacji oraz niedojrzałość obydwojga uniemożliwia ruszenie tej relacji z miejsca.

honey&clover_1

Choć układy między bohaterami wydawać się mogą skomplikowane, tak naprawdę bez trudu można je ogarnąć i, co ważniejsze, uznać ich realizm i prawdopodobieństwo. Jako że mamy tutaj do czynienia z josei, nie shoujo, już na początku domyślać możemy się, że poszczególne historie miłosne niekoniecznie znajdą szczęśliwe, czy nawet łatwe zakończenie. Przez długi czas obserwujemy więc z pozoru bezsensowną szamotaninę emocjonalną ludzi, którzy z jednej strony nie potrafią zmusić tych, których pokochali do odwzajemnienia ich miłości, z drugiej zaś sami nie są w stanie stłumić własnych uczuć i zmienić obiektu zainteresowania. Duża część romansów, nie tylko rzecz jasna tych animowanych, skupia się na ukazaniu drogi danego bohatera od punktu A – „jestem nieszczęśliwie zakochany w tej osobie” do punktu B – „udało mi się nakłonić tę osobę do pokochania mnie/odkochałem się i znalazłem nowy obiekt westchnień, który tym razem odwzajemnia moje uczucia”. To oczywiście scenariusz zrozumiały, wszak na tym polega przedstawienie danej opowieści. Sęk w tym, że w życiu wcale nie jest tak łatwo. Czasem można spędzić całe lata na kochaniu człowieka, który uczucia tego nie podziela i nie być w stanie tego stanu rzeczy zmienić. O takich właśnie przypadkach opowiada Hachimitsu to Clover. I choć z punktu widzenia odbiorcy przyzwyczajonego do standardowego trybu opowieści, może się to po pewnym czasie wydawać nudne i męczące, nie sposób odmówić takiemu scenariuszowi realistycznego podejścia do tematu. Najpełniej unaocznia to chyba wątek trójkąta Yamada/Mayama/Rika. Yamada wyznaje swoje uczucia Mayamie i zostaje wprost odrzucona – nie raz i nie dwa zresztą. Czuje się upokorzona, zraniona, wściekła na Mayamę, a jednak nie potrafi się odkochać – wciąż na niego czeka, z każdym rokiem ta miłość coraz bardziej ją rani, z każdym rokiem coraz pełniej dostrzega beznadziejność swojej sytuacji, a mimo to nie przestaje go kochać. Mayama w podobny sposób kocha Rikę – kobieta odsuwa go od siebie, nieugięcie, choć w sposób bardzo subtelny daje do zrozumienia, że jedyną miłością jej życia był jej mąż, mimo to, nawet po roku nie widzenia się, Mayama nie potrafi przestać Riki kochać. Wie, że znacznie łatwiej byłoby zakochać się w Yamadzie, zresztą na dziewczynie bardzo mu zależy, pragnie jej szczęścia, ma jednak świadomość, że sam nie może jej go podarować. Wielokrotnie powraca w tym układzie pytanie o to, co naprawdę oznacza miłość. Gdybym naprawdę go kochała pragnęłabym jego szczęścia; Moje szczęście jest pragnieniem nieszczęścia osoby, którą kocham – tego typu przemyślenia stale snują się po głowie Yamady. Jaka więc jest prawdziwa natura miłości – czy bardziej kocha ten, który egoistycznie pragnie dla siebie drugiej osoby, nie zważając na jej uczucia, czy ten który pomimo własnej miłości, pozwala drugiej osobie odejść i wybrać kogoś innego?

honey&clover_5

Ze swego uczucia nie potrafi też zrezygnować Takemoto, choć w jego przypadku problemy emocjonalne zdają się sięgać głębiej, czego doskonałym zobrazowaniem jest kilka ostatnich odcinków, kiedy to chłopak wybiera się w podróż „w poszukiwaniu samego siebie”, w efekcie której dociera na rowerze z Tokio na przylądek Soya, na Hokkaido, czyli najbardziej wysunięty na północ punkt Japonii. Jego podróż przywodzi mi na myśl maraton Forresta Gumpa, przebiegającego Stany w tę i z powrotem ponieważ „miał ochotę trochę pobiegać” – podobnie Takemoto, podejmuje się tego niecodziennego wyczynu ponieważ „chce sprawdzić, jak daleko może dojechać, nie oglądając się za siebie”. Jest coś (i użyję tego słowa zupełnie na serio i świadomie) epickiego w jego podróży, co zresztą ukazuje też w innym świetle jego nieodwzajemnione uczucie do Hagu. Takemoto, chyba nawet prędzej, niż sama Hagu, orientuje się, że dziewczyna zakochana jest w Moricie. W tym momencie pokazuje swoje oblicze przyzwoitego i miłego chłopaka, który zamiast wykorzystać fakt, że Morita znika na blisko rok i w tym czasie zdobyć Hagu, nadal adoruje ją z daleka i przeklina przyjaciela za to, że porzucił dziewczynę i naraził ją na cierpienia. Można chyba powiedzieć, że Takemoto jest drugim biegunem miłości, przejawiającym postawę odwrotną do Yamady. Można oczywiście powiedzieć, że jest tchórzem i poddaje się bez walki, co z czasem sam również zauważa – przy okazji jednak jest typem osoby, która przedkłada szczęście swojej ukochanej nad własne. Widząc specjalną, choć tak dziwną więź łączącą Moritę i Hagu, nie wchodzi im w drogę, nie próbuje egoistycznie narzucać się Hagu ze swoją miłością. W związku z tym jednak rośnie jego poczucie bezsilności i beznadziei, które łączy się z podobnymi emocjami towarzyszącymi mu odnośnie poszukiwań pracy, czy ogólnie celu życia – czynniki te zebrane do kupy owocują niespodziewaną ucieczką na koniec świata (czy, jak kto woli, na koniec Japonii ;)).

honey&clover_3

Najtrudniej jest w tej opowieści z Hagu i Moritą. To jedyne postaci, które nie dostają głosu. Yamada, Mayama, a przede wszystkim Takemoto, nieustannie pełnią rolę narratorów, którzy spoza kadru dopełniają obrazy swoimi przemyśleniami. Dzięki temu wiemy, o czym myślą, dlaczego tak myślą, co planują, czego się boją, czego pragną. Hagu i Morita nie dzielą z nami żadnych monologów wewnętrznych. Przyznam, że takie decyzje zawsze mnie intrygują. Niewątpliwie z tego właśnie powodu te postaci są nam bardziej obce. W połączeniu z cechami swojego charakteru wydają się przez to czasem wręcz kosmitami, względnie osobami autystycznymi. Hagu nie tylko wygląda, ale też zachowuje się jak kompletne dziecko. Mimo, że w momencie rozpoczęcia akcji ma 18 lat, trudno postrzegać ją inaczej, jak 12-letnią dziewczynkę. Jest jednak coś fascynującego w tym, że osoba, której tak źle idzie komunikacja z innymi, która kompletnie nie radzi sobie z nawiązywaniem relacji, czy wyrażaniem się poprzez słowa, jednocześnie doskonale przedstawia swoje uczucia za pomocą obrazów czy innych dzieł sztuki. To one mówią o tym, o czym Hagu nie potrafi. Wielokrotnie powraca motyw „świata widzianego oczami Hagu” – inni bohaterowie często powtarzają, że chcieliby właśnie tak świat postrzegać. Dla samej Hagu jest to jednocześnie błogosławieństwo i przekleństwo – z jednej strony zdaje się widzieć pełniej i bardziej intensywnie, niż reszta, z drugiej pozostaje przez to w odosobnieniu, w świecie, do którego nikt inny nie ma wstępu lub – jak twierdzi Takemoto – do którego wstęp ma spośród nich wszystkich jedynie Morita.

honey&clover_2

A co z samym Moritą? Ten to dopiero człowiek-zagadka. Warto nadmienić, że jest on głównym i bezwzględnie niezawodnym źródłem humoru tej serii – humoru, który zaskakuje, bawi i przełamuje poważny nastrój większości potencjalnie patetycznych momentów. Pojawienie się Mority nieustannie wiąże się z wybornymi gagami, przy których nie sposób się nie uśmiać. Chłopak jest kompletnie postrzelony, nie dba chociażby o pozory przyzwoitego i normalnego zachowania, nieustannie szokuje swoimi wybrykami – podobnie, jak o Hagu, tak i o nim powiedzieć można, że posiada mentalność dziecka, o ile jednak Hagu to słodka, nieśmiała i skryta dziewczynka, o tyle Morita to kompletnie niesforny, niewychowany i nieobliczalny urwis, któremu przydałoby się solidne lanie ;) Są jednak momenty, w których Morita poważnieje – być może ze względu na kontrast, jaki tworzy to w zestawieniu z jego codziennym zachowaniem, gdy wreszcie zrzuca maskę klauna, wydaje się postacią najbardziej dramatyczną ze wszystkich. Nieustannie ucieka przed wszelkimi uczuciami na serio, w tym miłością do Hagu, z którą nijak nie jest sobie w stanie poradzić. Jest Piotrusiem Panem, jednak w wydaniu tragicznym, bo kiedy chłopiec mówi, że nie chce nigdy dorastać, to jest to nawet urocze, kiedy jednak mężczyzna nie jest w stanie dorosnąć, zaczyna się to robić przygnębiające, dławiące, bolesne. Tak naprawdę nie wiemy, co czuje Morita, co myśli i dlaczego zachowuje się tak, a nie inaczej. Może dzięki temu rośnie tylko jego magnetyzm – tajemnica, która go spowija nie doczekuje się rozwikłania, a nam pozostają wyłącznie domysły.

honey&clover_4

Czas na kilka słów o stronie technicznej. Grafika tej serii doskonale wpisuje się w jej klimat – kolory są lekko rozmyte, pastelowe, tła zarysowane zostają bardzo ogólnie, bez fokusu na jakichkolwiek przedmiotach czy wystroju wnętrz. Całość wygląda jak malowany akwarelami obrazek, co nawet jest na miejscu, biorąc pod uwagę, że jest to seria o bohaterach akademii sztuk pięknych. Można by dyskutować o wartości estetycznej projektu poszczególnych postaci. O ile jeszcze mężczyźni są rysowani całkiem realistycznie (pomijając straszące niekiedy swoją szerokością usta), o tyle gorzej przedstawia się rysunek dziewcząt – wyglądają niekiedy jak żaby, co raczej nie podkreśla ich wdzięków. Bardzo wiele scen wykonanych jest tutaj w stylu deformującym, towarzyszącym każdej komediowej (nie tyko zresztą) scenie. Deformacje są dość zróżnicowane i naprawdę zabawne, choć w przypadku Hagumi jedynie wzmagają skojarzenia z żabą, ewentualnie, jak chce Morita, z myszą. Jeśli zresztą już przy Hagu jesteśmy – w moim odczuciu trochę przesadzili z jej dziewczynkowatą formą. Gdyby przełożyć to na żywych ludzi, Hagu powinna mieć gdzieś 120-130 cm, co chyba podpada już pod karłowatość. Z tego powodu trudno też trochę zobaczyć dziewczynę w świetle wątku romantycznego, kiedy zarówno jej wygląd, jak i wzrost wskazują na dziecko, które niedawno obchodziło swoje 10. urodziny. Ta dziwna proporcja zdaje się zmieniać nieco pod koniec serii i z tego, co widziałam po screenach z drugiego sezonu, Hagu odrobinę przynajmniej dorośleje – domyślam się, że wiąże się to z rozwijaniem wątków uczuciowych w historii. Być może graficy też doszli do wniosku, że trudno byłoby wyobrazić sobie naszego blond karzełka w roli heroiny konfliktu romantycznego ;)

honey&clover_6

Muzycznie Hachimitsu to Clover mnie nie powaliło – z reguły lubię łagodne, dźwięczne kawałki, którymi wypełniona jest ta seria, w tym przypadku jednak wszystkie wydawały się lecieć na to samo kopyto. Warto wspomnieć zresztą o tym, że było ich naprawdę dużo – niemal w każdym odcinku pojawiał się utwór tematyczny, pobrzmiewający w tle, z tekstem nawiązującym do prezentowanych ujęć. Z jednej strony ta obfita ścieżka dźwiękowa jest na pewno bonusem, z drugiej jednak przy tak podobnie brzmiących melodiach, utwory tracą swoją wyrazistość, a przez to ginie i ich przekaz. W efekcie muzyka w tle zlała mi się w jedną nieco smętną linię melodyczną, która nijak nie potęgowała melancholijniej atmosfery.

honey&clover_7

Hachimitsu to Clover polecałabym wszystkim fanom okruchów życia, z tą uwagą jedynie, by nie nastawiali się na serię pełną wzlotów i upadków, dramatycznych wyznań miłosnych i galimatiasu nieustannie zmieniających się uczuć. Od początku do końca opowieść podąża spokojnym, wręcz nieco leniwym tempem, punkt ciężkości położony zostaje tutaj nie na zachodzące na zewnątrz zmiany, a na przeżywane wewnątrz emocje. Wyobrażam sobie, że wiele osób może poczuć się tym znużonych, moim zdaniem jednak, w ramach swojego gatunku, seria ta jest naprawdę chlubnym reprezentantem – ma w sobie niezaprzeczalny urok i całkiem sporo prostej, choć cennej mądrości życiowej. Z radością zabieram się za kontynuację :)

Reklamy

2 responses to “Hachimitsu to Clover – na drodze ku dorosłości

  1. Sama zaczęłam oglądać to anime, bo ktoś na jakimś forum rzucił, że jest podobne do „Nodame Cantabile”, a w tamtej serii praktycznie od razu zakochałam się na zabój. Do dziś uważam, że „Nodame Cantabile” niewiele serii jest w stanie pobić.

    „Honey and Clover” oglądałam bardzo dawno i pamiętam, że wówczas byłam tą serią naprawdę oczarowana (chociaż nie tak bardzo jak cudowną Nodame i sztywnym Chiakim). Teraz może nie byłabym już nim tak oczarowana, ale z drugiej strony po dzień dzisiejszy wspominam niedoszły romans Mayamy i Yamady. Pamiętam, że strasznie mnie ten wątek irytował, gdyż całym sercem byłam po stronie Yamady. Powinnaś wspomnieć, że to anime powinni zobaczyć wszyscy miłośnicy trójkątów miłosnych ;) Tego w tym anime z całą pewnością nie brakuje.

    Jest jedna rzecz, co do której nie można się z Tobą nie zgodzić. Muzyka jest kompletnie nijaka i w żadnym stopniu nie dodaje tej historii charakteru.

    Widzę, że w pracy się nie przepracowujesz, bo komentujesz posty w trakcie pobytu w pracy. A może się mylę i masz urlop :D

    • Muszę się przyznać, że Nodame Cantabile jeszcze nie oglądałam ;) Cały czas powstrzymuje mnie mało efektowna kreska, ale jak już wiele serii josei, takich jak chociażby Nana czy omawiane Honey&Clover udowodniło, w przypadku takich historii nie ma to najmniejszego znaczenia. Chyba wreszcie muszę się w sobie ogarnąć i obejrzeć NC ;)

      Oj tak, też kibicowałam Yamadzie! Jakoś tak chyba najłatwiej było mi się wczuć w jej położenie – aczkolwiek do myślenia dawała też sytuacja, w której Yamadzie oświadczyli się jej przyjaciele z dzieciństwa, ona utyskiwała na to, że ktoś kogo nie kocha, niszczy przyjaźń, wyznając swoje uczucia, po czym szybko zorientowała się, że to samo robi z Mayamą.
      Powiem Ci, że obecność trójkątów romantycznych stała się dla mnie w anime-romansach tak oczywista, że wręcz naturalne wydaje mi się to, iż jeśli zabieram się za romans, to na 100% będzie tam chociaż jeden trójkąt :D

      Przyłapałaś mnie :P Mam teraz wybitnie, nieprawdopodobnie wręcz leniwy okres w pracy, gdzie nie dzieje się absolutnie nic, więc korzystam i pisze sobie notki albo komentarze :> Tytułu pracownika roku raczej nie zdobędę, ale o dziwo, póki co nikt nie ma zastrzeżeń do jakości mojej pracy, więc jakoś to idzie. Zresztą, to już ostatnie miesiące, gdyż niebawem pracę zmieniam i wtedy pewnie skończy się to (by nie powiedzieć bardziej dosadnie) opitalanie ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s