Free! – między dramatem a komedią, między sukcesem a klapą

free

Problem z okresem, w którym kończy się sezon polega na tym, że nagle, niemal dzień po dniu, namnaża się liczba serii, które chciałoby się opisać po świeżo zakończonym seansie. A kiedy ktoś, tak jak ja, jest jeszcze na tyle łapczywy, że oprócz anime bieżących, ogląda i opisuje serie sprzed lat, okazuje się, że zupełnie brakuje czasu na to, by wszystko to zamknąć w przyzwoitych recenzjach ;) Dlatego pora na nową kategorię bloga – mini-recenzje czyli próba utrzymania na wodzy swojego wodolejstwa ;) W mini-recenzjach będę opisywała tytuły, które obejrzałam, ale które nie zrobiły na mnie na tyle dużego wrażenia, by poświęcać im przesadnie długi tekst. Każdy wpis podzielony zostanie na cztery kategorie (co za tym idzie cztery oceny cząstkowe) – system ściągnięty z Tanuka, który powinien ułatwić uporządkowanie recenzji. Na pierwszy ogień pójdzie Free! – letnia seria od Kyoto Animation opowiadająca o losach grupki pływających bishounenów…

Free - 08 - Large 15

W kilku zdaniach: Głównym bohaterem tej opowieści jest Haruka Nanase, zamknięty w sobie i nieco zblazowany 17-latek, którego największą, a zarazem jedyną pasją w życiu jest pływanie. W szkole podstawowej Haruka, wraz z trzema przyjaciółmi o równie żeńskich imionach: Makoto Tachibaną, Nagisą Hazuki i Rinem Matsuoką, pływał w tej samej drużynie. Chłopcy wzięli nawet udział w sztafecie, którą wygrali. Był to jednak ostatni ich wspólny wyścig, gdyż tuż po jego zakończeniu, Rin marzący o zawodowej karierze pływackiej i zwycięstwie na Olimpiadzie, wyjechał do Sydney, by tam szkolić swój talent (i ostrzyć rekinie zęby :)). Po upływie kilku lat, Makoto, Haru i Nagisa spotykają się w tej samej szkole średniej. Przy okazji dowiadują się, że do kraju powrócił Rin. Problem polega na tym, że dawny kompan zmienił się nie do poznania – opryskliwy dla przyjaciół z dzieciństwa, pragnie zmierzyć się z Haru, by dowieść swojej nad nim wyższości, co dość łatwo mu się udaje. Pokonany Haru, za namową Mako i Nagisy postanawia wspólnie z nimi reaktywować szkolny klub pływacki. W tym celu chłopcy rekrutują kolejnego członka, obowiązkowo chłopaka o damsko brzmiącym imieniu – Reia Ryugazakiego – który wraz z nimi zaczyna trenować. Celem chłopców jest udział w lokalnych zawodach pływackich, w których ich drużyna miałaby szansę spotkać się z drużyną Rina, uczęszczającego do pobliskiej szkoły.

Free - 12 - Large 38

Fabuła: Kyoto Animation to studio specjalizujące się w kręceniu niezwykle ładnych anime o nieszczególnie złożonej fabule, która w założeniu ma czasem bawić, a czasem wzruszać. Niestety jednak dość często ekipa KyoAni nie potrafi znaleźć zdrowego balansu między tymi dwoma elementami. Free! zaczyna się jak typowa seria rozrywkowa, której głównym targetem ma być grupa dziewczyn spragnionych męskiego fanserwisu. Pierwsze odcinki zarzucają wręcz widza widokami nagich, prężących się i umięśnionych klat. Niewątpliwie więc jest na co popatrzeć. Ogólnie jest więc lekko i przyjemnie. Pomijając  utrzymany w poważniejszym tonie moment pierwszego pojedynku Haru i Rina, Free! wydaje się zupełnie niezobowiązującą komedyjką. Z czasem jednak elementy dramatyczne zaczynają się nawarstwiać. Szczerze mówiąc, po emitowanej w sezonie zimowym serii Tamako Market, liczyłam, że KyoAni zrezygnowało z wciskania na siłę motywów dramatycznych w swoje produkcje o przysłowiowym piciu herbatki. Oglądając Tamako Market, serię leciutką i słodziutką, niczym odtłuszczony serek waniliowy, zastanawiałam się, kiedy wprowadzona zostanie Tragiczna Przeszłość któregoś z bohaterów, która w założeniu miałaby nadać opowieści filozoficznej głębi. Ku mojemu zaskoczeniu, a przy okazji i uldze, okazało się, że anime to do końca pozostało rozrywkową obyczajówką bez zakusów na miano produkcji bardziej serio. Liczyłam, że z Free! będzie podobnie. No bo szczerze – jaki jest sens robienia historii z głębią z serii, która powstała na bazie reklamówki telewizyjnej i której głównym atutem są półnadzy bishe biegający wte i wewte po ekranie? Ale nie, studio niestety postanowiło wrócić do korzeni i przekonać nas, że głupiutcy i dziecinni bohaterowie tej produkcji również mają swoje ambitne i mroczne problemy…

LwAeSjY

W efekcie w trakcie seansu coraz bardziej przytłacza się nas smętnymi motywami, których podłożem jest konflikt między Haruką i Rinem. Konflikt o tyle bzdurny, że wynikający jedynie z tego, iż drugi z panów nie potrafił sobie za bardzo poradzić z faktem, że po przyjeździe do Australii nie okazał się z miejsca najlepszym z najlepszych, w efekcie czego całkowicie się załamał. Przewrażliwiony Haru, czując się winnym, że w trakcie krótkich odwiedzin Rina w rok po jego wyjeździe, pokonał go w wyścigu, niemal całkiem wycofuje się z życia, zamyka się w sobie jeszcze bardziej i zarzuca pomysł pływania na jakichkolwiek zawodach. Ponowne spotkanie chłopaków odnawia zabliźnione rany i obaj coraz smętniej snują się po swoich szkołach i podwórkach. Dzięki nowej drużynie Haru wkrótce odnajduje radość ze wspólnego pływania, co tym bardziej do szału doprowadza Rina – jego obsesja wchodzi na ekstremalnie wysokie obroty, efektem czego jest żenująco łzawy i pełen dziecinnych zachowań finał serii. I tak właśnie, drodzy państwo, przeistacza się przyjemną, rozrywkową obyczajówkę w naciągany i męczący pseudo dramat. KyoAni pozdrawia i przesyła całusy :>

Free - 12 - Large 32

Oczywiście, żeby nie było nadmiernie mrocznie, po raz 1638 eksploatowany jest wątek nakama power – bo tak naprawdę przecież nie chodzi o zwycięstwo, ale o wspólnie spędzany czas i o poczucie jedności w drużynie. Oczywiście nie mam nic przeciwko takim motywom – nie tak dawno zachwalałam podobne przesłanie, które płynęło z drugiej serii Chihayafuru. Problem polega jednak na tym, że Free! tłucze te wzniosłe hasła do porzygania. W każdym odcinku wywlekany jest temat tego, jakie to ważne, że chłopcy są razem w drużynie i że dzięki temu ich życie nabiera sensu, bo to co robią warto robić tylko z ekipą oddanych przyjaciół. Tak, tak, zrozumieliśmy – w grupie raźniej. Naprawdę nie trzeba tego wykładać w tak łopatologiczny, nachalny i przesadnie wzniosły sposób.

Ocena: 5/10

SQMWWQp

Postaci: Bohaterami Free! są typowe dziewczynki ze stajni Kyoto Animation, które przebrane zostały w męskie, wysportowane ciała. Panów mamy na pierwszym planie pięciu. Haruka Nanase zdaje się cierpieć na lekką odmianę autyzmu – żywą reakcję jest w stanie wykrzesać z siebie tylko na widok wody. Poza tym jest chłopakiem bardzo zdystansowanym, zamkniętym w sobie, obojętnym na większość rzeczy, które dzieją się wokół niego (chyba, że obok przechadza się Rin – wtedy Haru ożywa, niczym na widok skrzącej się w blasku promieni słonecznych wody).

Free - 07 - Large 29

Makoto Tachibana to ciepła, rozmemłana klucha, największy poczciwina, jakiego świat widział. Jest idealny pod każdym względem – wzorcowy syn i starszy brat, empatyczny przyjaciel, oddany gracz zespołowy. Zalety jego można mnożyć w nieskończoność. Z tego też powodu z całego grona postaci jawił mi się jako bohater najnudniejszy i najbardziej bezbarwny. Ponadto ma jakiś ewidentny defekt z mięśniami twarzy – ilekroć naciąga usta do uśmiechu, natychmiast zamyka też oczy :> W efekcie wygląda jeszcze poczciwiej, niż bez uśmiechu.

Free - 12 - Large 20

Nagisa Hazuki to blond shotka, która jest słodziuchna i rozkoszna, niczym pięć moe bohaterek KyoAni razem wziętych. Z początku irytował mnie niezmiernie swoim „pieszczeniem się” – zachowywał się, jak 10-letnia dziewczynka, a nie 16-letni chłopak. Z czasem jednak, ku swojemu zaskoczeniu, zaczęłam doceniać fakt, że jako jedyny z bohaterów nie miał żadnej traumy, która ciągnęłaby się za nim, niczym smród nieświeżej ryby. Nagisa to element czysto rozrywkowy, który pozwala na zachowanie równowagi emocjonalnej w otoczeniu swoich rozhisteryzowanych przyjaciół.

Nagisa_Hazuki_Ep1_HQ

Rei Ryugazaki, choć z początku wydaje się nadmiernie sztywny, z czasem okazuje się całkiem zabawną postacią komediową. Choć pod koniec serii daje się wkręcić w emocjonalną szarpaninę między Rinem i Haru, przy okazji jest jedynym z gromadki bohaterów, który potrafi z dystansem spojrzeć na całą tę szopkę i poszukać konstruktywnego wyjścia z sytuacji.

Free - 10 - Large 35

No i na koniec Rin Matsuoka. Postać, która niestety najbardziej mnie rozczarowała, zapewne dlatego, że po pierwszych odcinkach miałam o nim najlepsze zdanie. Oczywiście Rin miał plusa już na początku – jak każda postać, której głosu użycza cudny Mamoru Miyano. Tym razem dostała mu się rola antagonisty – twardego, męskiego i szorstkiego (uwaga, to wszystko pozory) chłopaka, który świetnie panuje nad swoimi emocjami. I trzeba przyznać, że sprawdził się w tym rewelacyjnie. Nie jego wina, że później postać, która kreowana była na najbardziej samczą, skończyła jako najbardziej rozchwiana i histeryczna. Niestety Rin okazał się niezwykle dziecinnym chłopakiem, który nie potrafi poradzić sobie ze stresem i porażkami – zamiast wziąć je na swoją umięśnioną klatę, jak przystało na osobę, która chce rywalizować o tytuł mistrza świata, obraża się na wszystkich wokół i robi za ofochaną księżniczkę, z którą każdy obchodzi się, jak ze śmierdzącym jajem.

Ocena: 4/10

Free - 07 - Large 21

Grafika: Tutaj narzekać zwyczajnie nie można – grafika to jedyny absolutnie niezawodny element produkcji Kyoto Animation. Wszystko jest we Free! prześliczne. Projekty postaci idealnie trafiają w moje gusta, fanserwis jest momentami aż groteskowy, ale przy tym niezmiennie apetyczny, ujęcia w wodzie zachwycają płynnością, grą świateł i szczegółowością, widoczki nadmorskiego miasteczka są dopracowane i bardzo miłe dla oka. Nie ma się do czego przyczepić. Postaci często zmieniają garderobę, ich włosy przyjemnie falują przy każdym podmuchu powietrza, widoczna jest każda kropelka wody leniwie spływająca po ciałach nastoletnich bizonów :P Co również zwróciło moją uwagę, to bardzo ciekawy i pomysłowy sposób kadrowania – i nie chodzi tylko o sceny podwodne. Nawet podczas zwykłej rozmowy pojawiają się bardzo nietypowe ujęcia, dzięki którym obraz staje się zaskakująco dynamiczny i niesie ze sobą ładunek emocjonalny, którego nie potrafią zapewnić naciągane dramaty bohaterów. Myślę, że nie będzie przesady w stwierdzeniu, że rzesza fanów KyoAni jest tak szeroka przede wszystkim ze względu na walory estetyczne. Gdyby podobne historyjki próbowało sprzedawać studio o mniejszych budżetach na animację, osiągnięcie choćby w połowie takiego sukcesu, jaki osiąga każdorazowo KyoAni, byłoby niemożliwe.

Ocena:10/10

Muzyka: Coś tam w tle brzdąkało. I to niemal cały czas. Nie była to może muzyka szczególnie zróżnicowana, ale dobrze dopasowana do każdej sceny, więc należy się za to plus. Ponadto dostaliśmy dość… hmm… ciekawy opening i ending ;) Dynamiczny kawałek Rage On, choć nie do końca wpasowuje się w klimat muzyki, którą lubię, świetnie pasował do czołówki i chyba aż za bardzo dawał nadzieję na równie dynamiczną akcję sportową. Na osobną uwagę zasługuje ending – utwór Splash Free wykonywany przez seiyuu głównych bohaterów. Kawałek masakrycznie popowy, który wpada w ucho i za cholerę nie chce z niego wyjść. Do tego towarzyszy mu klip, który mimowolnie każdorazowo zmuszał mnie do szerokiego uśmiechu :) Panowie odziani w stroje rodem z Baśni tysiąca i jednej nocy śmigają po ekranie, podczas gdy spragniony Haruka szwenda się po pustyni z wielbłądem w poszukiwaniu oazy. Jest to totalnie groteskowe i absurdalne – do takiego stopnia, że nie sposób tego nie polubić :D

Ocena: 7/10

Podsumowanie: Było ładnie i miło, ale zupełnie niepotrzebnie wkroczył w to przesadny patos i znowu wyszło coś, co ani nie jest komedią, ani nie jest dramatem. Nie twierdzę, że jakoś potwornie się przy seansie namęczyłam, bo były momenty naprawdę przyjemne, które oglądałam z ciekawością i dużą frajdą. Ale niestety wątki dramatyczne pozostawiły duży niesmak – szarpanina między Rinem i Haru była kompletnie bezsensowna, gdyż całą sprawę można było załatwić w jednej, krótkiej i szczerej rozmowie. Ale po co? Lepiej się obrażać, psuć sobie krew, krzyczeć, płakać, robić sceny i szantażować drugą stronę emocjonalnie… Nie było źle, ale mogło być o wiele, o wiele lepiej.

Ocena ogólna: 5/10

—————————————————————————————

P.S. Miało być krócej – jaaaaasne… :> Następnym razem będzie lepiej :P

Advertisements

7 responses to “Free! – między dramatem a komedią, między sukcesem a klapą

  1. Na początek się przyznaję, że Free! u mnie skończyło się na odcinku 6 i nadal czeka, aby ruszyć dalej. A zaraz potem muszę ci powiedzieć, że mini-recenzję w twoim wykonaniu mnie niepokoją i jednocześnie ci mówię, że bardzo lubię cię czytać, więc nie ograniczaj się i tak ‚mini’ bardzo mi odpowiada. ;D Wracając do Free! zgadzam się z tobą w tym wszystkim w czym mogę będąc po 6 odcinkach, czyli w opisach bohaterów i w tym, że nagle pojawiają się mhroczne traumy z przeszłości, które kompletnie rujnują klimat(?), który mógłby się utrzymać. Początki, czyli przymierzanie strojów kąpielowych, czyszczenie basenu i przekomarzanki z Gou…Kou naprawdę powodowały uśmiech na ustach i jakoś tam udawało im się utrzymać mnie przy ekranie zatrzymać, w momencie w którym przyszło mi zmierzyć się z traumą Makoto jakoś chęć na oglądanie dalej minęła. Na pewno w efekcie skrajnej nudy Free! dokończę, ale na ten moment odcinek 6 jest wystarczającym podsumowaniem mojej przygody z męskim klatami w wykonaniu KyoAni. :)

  2. W tym zdaniu, zjadło mi „ie” w pewnym momencie, więc aby nie było problemów ze zrozumieniem, wstawiam jak miało brzmieć :)
    ” A zaraz potem muszę ci powiedzieć, że mini-recenzję w twoim wykonaniu mnie niepokoją i jednocześnie ci mówię, że bardzo lubię cię czytać, więc nie ograniczaj się i takie ‘mini’ bardzo mi odpowiada. ;D”

    • Faktycznie, trauma Makoto była pierwszym takim mocniejszym sygnałem, że Free! zaczyna zbaczać na niewłaściwe tory. Zwłaszcza, że jego wielki uraz psychiczny jest tak naprawdę śmiechu wart – jak był dzieckiem gdzieś na morzu utonął w żaden sposób niezwiązany z nim bliżej rybak i od tego czasu Mako-chan nie może pływać na otwartej przestrzeni? Co za nonsens. Zwłaszcza, że zaraz po tym dowiadujemy się (zaspoiluję Ci troszkę, ale chyba nie będziesz mi miała za złe, skoro nie planujesz dalszego seansu ;)), że również ojciec Rina zmarł na morzu i stąd tak silna determinacja chłopaka, by zostać najlepszym pływakiem na świecie. I jak to się ma do siebie? Śmierć obcego faceta = Mako lękający się morza, śmierć ojca = Rin dążący do sukcesu na arenie międzynarodowej. W tym świetle trauma Makoto wygląda jeszcze bzdurniej. No niestety, popsuli komediowy potencjał Free!

      A co do moich mini-recenzji – ta wyszła dłużej, niż część tych „pełnowymiarowych”, więc myślę, że nie musisz się obawiać, że nagle zrobię się przesadnie zwięzła. Widać, że za cholerę mi to nie idzie ;) Ale cieszę się, że ktoś lubi moje wodolejstwo ;) Dzięki za odwiedziny :)

  3. Dla mnie free to jakieś kompletne porozumienie, nuda z flakami, a czas gdy sami piękni chłopcy trzymali mnie przy ekranie minął. Poważnie strata czasu jak dla mnie, wymiękłam na samym początku. Może rzeczywiście byłoby lepiej, gdyby zabrakło patosu i niepotrzebnego dramatu? mogła być przyjemna komedia, a wyszło jak zwykle.

    • Oj tak, tutaj ewidentnie patos zaszkodził. Po pierwszych odcinkach szykowała się zabawna, lekka i fanserwiśna komedia, a zrobiła się jakaś naciągana drama. Osobiście lubię patos, ale tylko wtedy, kiedy pozwala na niego konstrukcja świata przedstawionego i kiedy sami bohaterowie mają w sobie wystarczającą i przekonującą głębię, by pociągnąć motywy dramatyczne. Tutaj tego zabrakło. W stosunkowo płaskie i nudne postaci próbowano wlać na siłę wielkie traumy i konflikty wewnętrzne i tak to się skończyło.

      Choć z drugiej strony widzę, że jest całe mnóstwo osób, które absolutnie kupiło te wymuszone wzruszenia i wcale się nie zdziwię, jeśli za rok dostaniemy kontynuację Free! Sukces komercyjny to jednak potężne narzędzie ;)

  4. I znów się uśmiałam ^^ Opisy Haru i Makoto – bezcenne :D Muszę jednak szczerze powiedzieć, że mi się ta seria na swój chory sposób podobała i chociaż zgadzam się w 99% z tym co napisałaś to co tydzień odpalałam sobie odcinek z całkiem sporą przyjemnością. Faktem jest, że największą katastrofą było oglądanie ich rozterek emocjonalnych i już nawet pomijam, że były totalnie płytkie i bzdurne ( bo niestety zdarza się to w anime naprawdę często ) ale przesadzone traumy, nienawiść, krzyki, wybuchy płaczu, no przepraszam ale to zakrawało już o chorobę psychiczną bohaterów. Właściwie całokształt ich zachowania był tak absurdalny, że to śmiech na sali. Nastoletni chłopcy… serio? Nie licząc gołych klat, każdy z nich miał w sobie mniej testosteronu niż moja siedmioletnia siostrzenica. Podobnie jak ty, liczyłam na Rina do tego cholernie wizualnie podobała mi się ta postać, jednak w przedostatnim odcinku utwierdził mnie w przekonaniu, że ma coś nie tak z głową a w ostatnim wszystkie moje nadzieje pękły. W ogole ten odcinek był tak żałosny, że aż zrobiło mi się głupio.
    No ale zaczęłam od tego, że anime mi się podobało i zdania nie zmieniam. Ta seria spełniła moje wymagania – humor, ładna grafika, ładni chłopcy, relax – niczego więcej się po nim nie spodziewałam – dostałam to co myślałam, że dostanę a więc jest ok :)

    • Może w zalewie zarzutów, które skierowałam pod adresem tej serii, nie szło tego wyczytać, ale i dla mnie w dużej mierze była to seria relaksująca. Co tydzień wszak natychmiast po pojawieniu się w Sieci, nowy odcinek ściągałam i oglądałam ;) W momentach, w których Free! było lekką komedią, było naprawę super. Odbiór psuły właśnie te – zwłaszcza pod koniec – wręcz już chorobowe stany emocjonalne bohaterów. Gdyby nie to… ;)
      I racja co do Rina – wyglądał tak obiecująco! Już nawet te rekinie zęby mi jakoś szczególnie nie przeszkadzały. Zdecydowanie najfajniejszy charadesign z całego stadka bohaterów – tak w wersji dorosłej, jak i w wersji dziecięcej, gdzie aż chciało się schrupać tę jego łobuzerską buźkę i zadziorny uśmiech :D Do tego super głos, o czym już wspomniałam, a także, przynajmniej na początku serii, najbardziej męskie zachowanie. A potem wszystko się rozpadło i okazało się, że z Rina jest największa histeryczka z nich wszystkich. Można popsuć postać, oj można.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s