Jesień 2013 – pierwsze wrażenia (cz.1)

Golden Time - ED - Large 01

Jesienne szaleństwo już się zaczęło :) W kończącym się tygodniu swoje premiery miało kilkanaście nowych serii. A jako że sama postanowiłam zapoznać się z ok. piętnastoma nowościami, czas ruszać (i to z kopyta!) z pierwszymi wrażeniami. Zaczynamy od: Daibolik Lovers, Kyoukai no Kanata i Golden Time. Zapraszam ;)

 Diabolik Lovers

Diabolik-Lovers

O czym to jest: Yui Komori to pozytywnie nastawiona do życia dziewczyna, choć trochę niepokoi ją jej zdolność widzenia duchów. W drugiej klasie liceum bohaterka musi zmienić szkołę z powodu pracy swojego ojca – przenosi się do wieczorowej placówki specjalizującej w kształceniu przyszłych artystów estradowych oraz celebrytów. Krąży tam plotka, że pośród uczniów znajdują się także wampiry, zaś Yui będzie musiała zamieszka z aż szóstką z nich – sadystycznymi braćmi Sakamaki.

DIABOLIK LOVERS - 01 - Large 16

Pierwsze wrażenia: Jak wiadomo, ekranizacje otome ogląda się dla śmiechu. Nie należy, powtarzam – NIE NALEŻY – myśleć o żadnej z serii typu Amnesia, Brothers Conflict czy omawiane Diabolik Lovers jako o udanym romansie. O ile klasyczne haremy (jeden pan + stadko bishoujo) wychodzą Japończykom różnie, raz lepiej, raz gorzej, o tyle reverse haremy (jedna pani + stadko bishounenów) to już kompletna porażka. Nie inaczej jest z Diabolik Lovers, przy czym wśród swoich poprzedniczek z minionych sezonów ta seria wyróżnia się niespotykanym poziomem wynaturzenia i dewiacji. Jak przystało na harem, panowie – każdy reprezentujący inny typ bisha – natychmiast zaczynają interesować się główną bohaterką, która naturalnie jest spolegliwym workiem do bicia (niestety, w tym przypadku dosłownie), który przez większość czasu anemicznie pojękuje i generalnie nie wie, co ma ze sobą począć. To jednak absolutnie nikogo dziwić nie powinno – wszak mamy do czynienia z heroiną wyciągniętą wprost z otome – twórców tego typu gier obowiązuje chyba jakiś prawny zakaz, wzbraniający wlewania w główki swoich bohaterek choćby kropli oleju. Co jednak może wywołać wśród widzów niemałe zdziwienie, to wampiry, z których składa się harem Naleśnika – tą uroczą ksywką obdarowuje naszą heroinę jeden z bishów. Wydaje się obraźliwe? Bynajmniej. Obraźliwe jest imię, które wymyśla dla niej kolejny z popaprańców: Bitch-chan. Naturalnie, jak to przystało na przystojnych młodzieńców z japońskich kreskówek (którzy przy okazji są wampirami) każdy z nich ma pochowaną w swym martwym serduszku Tragiczną Przeszłość. Zdaje się, że właśnie te traumatyczne wspomnienia mają usprawiedliwiać niewyobrażalny sadyzm bohaterów. Heroina traktowana jest, jak kawał mięcha, którym można w najlepsze się pożywiać. A żeby nie było to takie nudne, to przecież można się jeszcze trochę poznęcać – np. wrzucając tę sierotę do basenu i patrząc, jak bezradnie idzie na dno, gdyż naturalnie nie umie pływać. Można ją do woli szarpać, wyzywać, grozić jej śmiercią, grać o prawo do posiadania jej na własność (co ważne, grać w rzutki, więc sprawa jest poważna, proszę się nie śmiać :>). Przeraża mnie myśl, że gdzieś tam na świecie może być ktoś, kto uważa tego typu historię za świetny romans. Ja rozumiem, że kobiety lubią czasem bad boyów, ale tutaj mamy do czynienia ze stadem chorych psychicznie sadystów, których należałoby wykastrować, pozbawić kłów, a potem przebić drewnianymi kołkami. Oglądam to i z podziwu wyjść nie mogę, że nie ma przy tej serii żadnych ograniczeń wiekowych. Prawdopodobnie seria będzie się składała z elementów wyciągniętych ze wszystkich ścieżek gry – taki misz-masz, co by każdy z panów mógł zaprezentować swoje wdzięki, popodgryzać i possać krew bohaterki (swoją drogą, jest to mega obleśny odgłos wydawany przez poszczególnych seiyuu). Fabuły z prawdziwego zdarzenia absolutnie spodziewać się nie należy – w to miejsce pojawić się mogą co najwyżej szczątki pojedynczych wątków, stanowiące jedynie pretekst do ukazania bohaterki w ramionach bishowatych wampirów kolejno wbijających w jej ciało kły…

Podsumowanie: Powiem to jasno i wyraźnie, by nie pozostały żadne wątpliwości – Diabolik Lovers to katastrofa, która nie powinna się wydarzyć. Coś jednak w tej tragicznej farsie każe mi oglądać ją dalej. To chyba na poły jakaś niezdrowa ciekawość, dotycząca tego, jak daleko posuną się twórcy tej serii. Pod tym względem DL to fenomen – czegoś tak chorego chyba jeszcze nie widziałam. Poza tym, pomijając momenty skrajnych wynaturzeń, jak to przy ekranizacjach otome bywa, zdarzają się też sceny nieludzko wręcz komiczne – oczywiście z kategorii „komizm niezamierzony”. A biorąc pod uwagę, że seria składa się z 12 odcinków, każdy po 15 minut, jest to mniej więcej taka dawka głupoty, którą raz w tygodniu mogę zdzierżyć :>

——————————————————————————-

Kyoukai no Kanata

ikftPW522QeOs

O czym to jest: To mroczne fantasy śledzi poczynania uczęszczającego do drugiej klasy liceum Akihito Kanbary. Choć na pierwszy rzut oka chłopak wygląda na człowieka, tak naprawdę jest w połowie youmu, co sprawia, że trudno go zranić, a nawet jeśli się to zdarza, potrafi bardzo szybko się uleczyć. Pewnego dnia Akihito spotyka pierwszoklasistkę Mirai Kuriyame, kiedy ta chce skoczyć ze szkolnego dachu. Dziewczyna prowadzi bardzo odosobnione życie przez jej zdolność kontrolowania krwi, bardzo unikalną nawet w świecie duchów. Akihito ratuje Mirai, co rozpoczyna ciąg kolejnych, niepokojących wydarzeń.

Kyoukai no Kanata - 01 - Large 17

Pierwsze wrażenia: Kyoukai no Kanata może faktycznie okaże się należeć do gatunku fantasy, aczkolwiek nie posądzałabym tej serii o bycie jakkolwiek „mroczną”. Nie zapominajmy, to produkcja stworzona przez Kyoto Animation, niewątpliwie więc będzie zawierać dawkę trochę wymuszonych wzruszeń i dramatów, ale sądzę, że ogólne przesłanie będzie miało pozytywny wydźwięk.

Całość zaczyna się od sceny, w której główny bohater Akihito próbuje wybić z głowy uroczej Mirai skok z dachu budynku szkolnego. Szczęśliwie dziewczyna ze swojego zamysłu rezygnuje, w to miejsce jednak robi coś jeszcze bardziej zaskakującego – przebija mieczem klatkę piersiową Akihito. Ładny mi dowód wdzięczności za uratowanie życia :> Chłopak jednak nie umiera – wtedy też zarówno Mirai, jak i widzowie dowiadują się, że Kanbara, będący potomkiem człowieka i demona, jest nieśmiertelny. Kuriyama to z kolei swego rodzaju łowca demonów, którego zadaniem jest polowanie na istoty nadprzyrodzone. Od tego zajścia Mirai nieustannie śledzi Akihito i dzień w dzień próbuje go zabić. Wkrótce okazuje się, że nie powtarza swych daremnych ataków dlatego, że jest jakoś szczególnie tępa i nie może pojąć, że chłopaka nie wykończy, ale dlatego, że tak naprawdę marny z niej łowca, gdyż demonów po prawdzie się boi, zaś swojego senpaia postanawia wykorzystać jako worek treningowy, na którym mogłaby ćwiczyć swoją odwagę i techniki walki.

Może i mogłoby to być nawet na serio, gdyby nie fakt, że Mirai, oprócz tego, że (w założeniu) jest łowcą demonów, jest też tak bardzo moe, że bardziej już chyba nie można. To słodkie, niziutkie stworzonko w hipsterskich okularach, które mówi cienkim głosikiem, nieustannie się potyka (o wszystko, włącznie z własnymi nogami) i ogólnie sprawia wrażenie bezbronnego, puchatego kurczątka, które chciałoby się mocno przytulić. I jak tu traktować poważnie takiego zabójcę potworów? Niestety KyoAni nie potrafi zrezygnować ze swoich słodkich bohaterek, nawet jeśli ich wizerunek nijak ma się do roli, jaką odegrać mają w fabule. No bo jak to się do siebie ma, że z jednej strony Mirai nie umie przejść korytarza szkolnego bez zaliczenia co najmniej dwóch gleb, a z drugiej, gdy zaczyna walkę swoją wypasioną, krwistą bronią, nagle skacze, robi koziołki w powietrzu i zasuwa jak mały odrzutowiec? Niestety nie widzę jej w roli heroiny opowieści na serio, przynajmniej póki co. To kolejna urocza fajtłapa typu Fuko czy Ayu. Pewnie z czasem atmosfera wokół niej się zagęści i pojawi się jaka Tragiczna Przeszłość – i tak naprawdę nie wiadomo, co gorsze w wykonaniu sławnego studia.

Główny bohater wydaje się całkiem w porządku, choć przez to, że widzimy go głównie w interakcjach z naszym słodziuchnym moeblobem, nie ma szansy jakoś szczególnie zabłysnąć. Na drugim planie majaczy jakaś nieco bardziej intrygująca osananajimi, której nieco nadąsana mina niestety niebezpiecznie trąci mi Mayaką z Hyouki, ale miejmy nadzieję, że bohaterka nie pójdzie w tym kierunku. Jest jeszcze czwarty członek naszej wesołej gromadki – póki co zaprezentowany tylko w openingu i preview do odcinka numer dwa. Naiwnie zapewne to z nim wiążę największe nadzieje – podoba mi się jego charadesign. Jakoś tak chłopak jawi się jako najbardziej inteligentny i przebiegły. Mam nadzieję, że nie są to tylko pozory.

Skoro już przy charadesignie jestem – o grafice właściwie nie ma potrzeby mówić nic ponadto, o czym już wspomniałam, czyli że jest to seria od KyoAni. To mówi samo za siebie. Wszystko jest przepiękne, animacja stoi na najwyższym poziomie, oglądanie to czysta przyjemność. Choć muszę przyznać, że mam wrażenie, że KyoAni gra coraz bardziej zachowawczo. Z budżetami na grafikę, którymi dysponują, powinni od czasu do czasu pozwolić sobie na jakiś eksperyment. No bo jak można nabrać się, że Kyoukai no Kanata to „mroczne fantasy”, kiedy ponownie widzimy bohaterów wyglądających jak ci z K-ON, Hyouki, Tamako Market i wielu innych? Pod tym względem już Free! było poważniejsze, bo bohaterowie byli jakoś tak bardziej do rzeczywistości zbliżeni (sic!). A tutaj znowu wielkie głowy, chudziutkie, krzywe nóżki i jakieś takie chibi korpusy. No ale mniejsza – wiadomo, na co się człowiek pisze, jak zaczyna oglądać produkcję tego właśnie studia.

Podsumowanie: Tak naprawdę nie wiadomo, co się z tego wykluje, ale tradycyjnie oczekiwania mam raczej umiarkowane. Mam nadzieję, że Mirai jak najprędzej zgubi swoją ślamazarność i zrobi się bohaterką bardziej serio. Jeżeli już chcą zrobić z tego serię na poważnie, niech sobie odpuszczą te komediowe wstawki, bo znowu wyjdzie jakiś potworek na siłę zszyty z kompletnie niepasujących do siebie elementów.

 ——————————————————————————-

Golden Time

Golden Time - 01 - Large 20

O czym to jest: Banri Tada, nowo przyjęty student prywatnej szkoły prawniczej w Tokio, po ceremonii rozpoczęcia roku akademickiego zgubił się w drodze na spotkanie organizacyjne pierwszego roku. Klucząc po budynku wpadł na innego zagubionego studenta, Mitsuo Yanagisawe, z którym z miejsca się zaprzyjaźnił. Kiedy w końcu cudem docierając do celu, widzą stojącą przed nimi piękną dziewczynę z bukietem róż. Mitsuo najpierw dostaje kwiatkami po twarzy by po chwili otrzymać wiązankę w bardziej cywilizowany sposób razem ze słowami “Gratulacje dla nowego studenta”. Stylowa, dobrze ubrana, perfekcyjna w każdym calu kobieta, która przed ceremonialnym odejściem wywijała Mitsuo kwiatkami przed nosem, to Kouko Kaga, jego przyjaciółka z dzieciństwa. Będąc jeszcze dziećmi dwójka ta przyrzekła sobie, że w przyszłości się pobiorą, spełniając tym samym swoje marzenie. Chłopak chcąc od niej uciec, w sekrecie postanowił przystąpić do egzaminów na tą prestiżową uczelnię, jednak plan spalił na panewce, ponieważ okazuje się, iż Kouko ścigając swojego “narzeczonego” także została na nią przyjęta!

Golden Time - 01 - Large 14

Pierwsze wrażenia: I to jest to, na co czekałam :) Anime stworzone przez ekipę odpowiedzialną m.in. za Toradorę czy Kokoro Connect. I do tego seria przewidziana na 24 odcinki, czyli dająca szansę na naprawdę dobre zapoznanie się z bohaterami i bardziej złożoną fabułę. Oczywiście jest to przede wszystkim romans, więc nie należy się spodziewać szczególnej innowacyjności, taka seria nie musi być jednak bardzo oryginalna, by być udaną. Wystarczy dobrze wybrać i połączyć ze sobą znane i popularne schematy.

Po pierwsze podoba mi się, że setting wychodzi poza szkołę średnią – miło wreszcie zobaczyć bohaterów w nieco doroślejszym, bo studenckim wydaniu. Mimo że sama studia mam już za sobą, całkiem sprawnie idzie mi odnoszenie się do problemów bohaterów. Banri śledzący nowe koleżanki z roku, w nadziei, że doprowadzą go do jego wydziału, do którego sam nie umie trafić – pewnie, że łatwiej byłoby spytać o drogę, ale kiedy ktoś czuje się zagubiony i onieśmielony nowym miejscem, tym bardziej nie chce zwracać na siebie dodatkowej uwagi. To w sumie całkiem życiowe ;)

Bohaterowie prezentują się bardzo sympatycznie – podoba mi się, że Kouko nie jest zahukanym, nieśmiałym dziewczątkiem, które tęsknym wzrokiem spogląda na swojego ukochanego, ale twardą i wygadaną babką, która aktywnie dąży do podbicia serca wybranka. Ciekawa jestem, jak wygląda cała historia między nią a Mitsuo.

Jedyną rzeczą, którą uważam za kompletny niewypał, jest w tej serii opening. Niestety, zanim jeszcze dowiemy się czegokolwiek o bohaterach, rzeczony opening zdradza nam, że głównym pairingiem tej historii będzie Kouko i Banri (btw, jakież dziwaczne te imiona!). Moim zdaniem, twórcy strzelili sobie tutaj w stopę. Oczywiście po kilku odcinkach stanie się to zapewne oczywiste, ale póki co, w premierze bohaterowie przedstawieni zostali tak, że z łatwością pomyśleć można było, że ostatecznie Kouko zdobędzie względy tak silnie opierającego się jej Matsuo, a Banri być może uganiać będzie się za tajemniczą Lindą. To jeden z niewielu romansów, który nie zdradza od razu w pierwszym odcinku, z kim będzie główny bohater/bohaterka – czy raczej nie zdradzałby, gdyby nie nieszczęsny opening, który rozwiewa jakiekolwiek wątpliwości. Cóż, mam nadzieję, że mimo tego, anime będzie potrafiło nieraz pozytywnie zaskoczyć :)

Podsumowanie: Póki co jedyny mój pewnik z sezonu jesiennego. Myślę, że każdy fan obyczajówek i romansów doceni tę produkcję. Osobiście nie miałabym nic przeciwko powtórce poziomu Toradory – jeśli Golden Time będzie w stanie zaoferować równie udane portrety psychologiczne swoich bohaterów, powinno być bardzo dobrze, a może i lepiej. Nie ukrywam, że liczę na dużo ;)

 ——————————————————————————-

I to na razie tyle. Kolejne PW na dniach :) A Wam jak podobają się dotychczas zaprezentowane nowości tej jesieni? :)

Advertisements

5 responses to “Jesień 2013 – pierwsze wrażenia (cz.1)

  1. Co do Diabolików i Kanaty to się z Tobą zgadzam (z wyjątkiem tego, że oglądanie tego pierwszego odpuściłam, szkoda mi czasu), niestety co do Golden Time nasze opinie są krańcowo rozbieżne.
    Koko uważam za zaborczą stalkerkę, która nie przyjmuje do wiadomości, że ktoś może mieć wolną wolę i nie być nią zainteresowany. Przeraża mnie takie podejście do życia, dobrze, że wiemy, że dziewczyna wyzdrowieje. Chociaż faktycznie dużym plusem jest to, że nie jest agresywna jak jakaś Taiga. Studia zamiast szkoły średniej to różnica tylko kosmetyczna, bo wszystko dzieje się jak w typowej szkole – spóźnienie pierwszego dnia, nieuważanie na zajęciach bo omawianie spraw sercowych jest ważniejsze, agresywnie rekrutujące kluby zachowań. I niedojrzałość bohaterów, która kojarzy mi się z Servant x Service – tam też teoretyczni dwudziestoparolatkowie zachowywali się jak nastolatki. No i to, że znów mamy archetyp miłego gościa bez charakteru ani zainteresowań w głównej roli, a obok jego trochę idiotowatego kolegę i wyglądającą na dużo młodszą loli-koleżankę.
    W dodatku anime ma przeciętne projekty, jest brzydko animowane i ma źle nagraną ścieżkę dźwiękową, co mnie niesamowicie drażniło. Jedynym, co mnie zainteresowało była Linda, no ale wiemy, że nie ma szans, więc sobie po pierwszym odcinku odpuściłam.

    • 2 na 3 opinie zgodne, to i tak niezły wynik ;)
      Co do Golden Time – wydaje mi się, że odbiór tej serii bardzo mocno zależy od tego, czego się po niej oczekuje. Oczywiście wiem, że obiektywnie nie będzie z tego arcydzieła, bo jak już wspomniałam, nie spodziewam się nawet zbyt oryginalnych wątków. I absolutnie masz rację co do tego, że póki co studia w wydaniu tej serii niewiele różnią się od szkoły średniej – mam jednak nadzieję, że w dalszym toku opowieści różnice te będą widoczne nie tyle w tym, co robią bohaterowie, ale w tym, jak się zachowują. Pewnie to strasznie naiwne, ale liczę jednak, że w związku z tym, że mamy tu do czynienia z 20, a nie 15-latkami nieco inne będą ich problemy i rozterki – ale podkreślam, sama zdaję sobie sprawę z tego, że to dość naiwne ;) Poza tym jednak Golden Time jest dokładnie takie, jak miałam nadzieję, że będzie. Bohaterowie, których mogę łatwo polubić – nawet, jeśli nie są szczególnie oryginalni w swej konstrukcji – i wątek romantyczny na pierwszym planie. Na tego typu serię czekałam tak naprawdę od roku, od czasu Kamisama Hajimemashita, które też nie było żadnym arcydziełem, ale dało mi sporo radochy przy oglądaniu :)
      Co do Kouko, nie byłabym póki co tak surowa. Dlatego właśnie wydaje mi się, że ważne jest poznanie całej historii. Owszem, powierzchownie wydaje się, że jest typową stalkerką, a obserwując reakcję jej „narzeczonego”, wręcz wariatką, ale póki co poznaliśmy historię tylko z punktu widzenia Matsuo. Może z punktu widzenia Kouko wygląda to trochę inaczej? Może w rzeczywistości chłopak faktycznie nie wie, czego chce i przez te wszystkie lata wysyłał bardzo mieszane sygnały, które pozwalają dziewczynie sądzić, że nawet jeśli dzisiaj nazywa ją potworem i przed nią ucieka, to za tydzień mu przejdzie i nastąpi miłosna sielanka? Nie wierzę, biorąc pod uwagę, że seria liczyć ma 24 odcinki (czyli w domyśle milion i jeden komplikacji), że nie pojawią się momenty, w których Matsuo nie będzie latał za Kouko. Byłoby to co najmniej nietypowe, jak na romans, gdyby Banri i nasza blond-heroina tak od razu się spiknęli bez żadnych komplikacji ;) Poza tym przyznam, że po stadzie kompletnych i bezwolnych kretynek, które przewijają się ostatnio w większości serii romantycznych, wolę już chyba pełną tupetu, zaborczą i stalkującą Kouko :) A co do Taigi – czyżby Toradora Ci się nie podobała?
      Na koniec jeszcze przypomniałaś mi o jednej rzeczy, której w PW zapomniałam zawrzeć – faktycznie coś było w Golden Time masakrycznie zrąbane ze ścieżką dźwiękową. W niektórych miejscach muzyka praktycznie zagłuszała dialogi – nie wiem, z czego wynika takie niedopatrzenie technicznie. Zastanawiam się, czy problem ten będzie się ciągnął przez całą serię, czy to tylko tak niechcący się zadziało przy premierze…

      • PS. Wyhaczyłam Cię na MALu i pozwoliłam sobie wysłać zaproszenie – mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko ;)

      • Yay, nowa przyjaźń na MALu!
        Jak najszczerzej Ci życzę, żeby ta seria okazała się miłym i dobrym romansem – rzucę za kilka odcinków okiem na blogi i fora, bo może źle ją oceniłam. Trochę mam nadzieję, a trochę odczuwam ulgę, że jedna seria do oglądania mniej xD
        Masz rację, nie spojrzałam na to z takiej perspektywy – możliwe, że Mitsuo się odwidziało dopiero niedawno, albo wstydził się cokolwiek powiedzieć i zgadzał się na jej wersję, a może nawet sam przejawiał inicjatywę. Mam nadzieję, że wersja Koko okaże się dobra i interesująca. No i trochę rozumiem Banriego, dziewczyna naprawdę jest śliczna i elegancka, bardzo dobrze to pokazali :)
        Toradory nie oglądałam, bo właśnie Taiga mnie odstrasza – jest tsundere graną przez Rie Kugimiyę. Więc kojarzy mi się z Shaną i tą różową z Zero no Tsukaima, które obie były straszne. Choć słyszałam, że jest najmniej straszna z nich wszystkich i zamierzam ten brak kiedyś nadrobić.
        W sumie, komcie u mnie mi uświadomiły, że chyba zbyt ostro oceniłam Golden Time. Nie jest dla mnie, ale w sumie nie jest tak zupełnie beznadziejne.

  2. Opening openingiem, ale po samej treści odcinka można się domyślić, że to Kouko będzie główną żeńską bohaterką, a inne dziewczęta będą (jak bardzo urocze by nie były) co najwyżej rozpraszać bohatera. Zgodzę się jednak, że takie nachalne prezentowanie głównej pary to może przesada, tak to można by się choć łudzić, że Banri wybierze tą intrygującą starszą koleżankę.

    Moe i ten specyficzny styl graficzny są juz jakby znakami rozpoznawczymi KyoAni, nie wyobrażam sobie, że w najbliższej przyszłości zrobią coś co drastycznie odbiegnie od formy :). Ja tam lubię większość ich serii pomimo oklepanych zagrywek. A Mirai ma dziwną przypadłość, idąc korytarzem potrafi się potknąć o własne nogi, za to ścigając Akihito potrafi kręcić piruety i salta.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s