Shingeki no Kyojin, czyli jak się robi przebój roku?

Shingeki no Kyojin - 23

Choć do końca roku 2013 zostało jeszcze trochę czasu, myślę, że z dużą pewnością stwierdzić można, iż Shingeki no Kyojin było największym hitem tych dwunastu miesięcy. Gorąco komentowany tytuł, który wśród jednych wzbudzał zachwyt totalny, innych zaś prowokował do wyliczania wad i błędów logicznych w fabule. Jedno jest pewne – rzadko kto przechodził wobec tej serii obojętnie. Nie wiem, czy za parę lat SnK będzie można nazwać klasykiem – trudno orzekać, w kilka tygodni po zakończeniu emisji, czy anime to przetrwa próbę czasu. Na pewno jednak na chwilę obecną jest to seria, której nie wypada nie znać – i to nie tylko fanom gatunku ;) Ja sama do tej grupy się nie zaliczam – shouneny są mi raczej obojętne, nie przepadam też za tytułami, na których można się bać (a takich momentów ta opowieść o potworach zjadających ludzi żywcem, moim zdaniem, miała kilka ;)). Mimo to jednak na seans Shingeki no Kyojin się zdecydowałam i absolutnie nie żałuję. Więcej nawet – po zakończeniu cotygodniowej emisji, zdążyłam już sobie zrobić maraton, by raz jeszcze obejrzeć wszystkie odcinki. Nie twierdzę, że jest to seria wybitna i genialna. Twierdzę jednak, że ze względu na kilka czynników dla mnie okazała się ponadprzeciętna. Dlaczego? Zapraszam do poniższego tekstu – uwaga, po brzegi wypełniony będzie spoilerami. Zachęcam tylko osoby, które serię oglądały :)

Na początku zaznaczę, że zabierając się za oglądanie anime, nie znałam mangi. I to pewnie w jakiś sposób zaważyło też na mojej wysokiej ocenie tej serii, jako że osoby czytające pierwowzór często w swoich komentarzach odnosiły się do niego, przyznając mu wyższość nad adaptacją. Nie posiadając takiego porównania, nie dostrzegałam zapewne różnego typu wad wynikających z ewentualnego braku wierności mandze.

Shingeki no Kyojin - 02

Shingeki no Kyojin ujęło mnie swoją intensywnością. To seria, która od pierwszego odcinka nieustannie stara się wzbudzić w widzu bardzo silne emocje. Czy metody, jakich do tego używa są oryginalne? Raczej nie. Nawet nie znając zbyt wielu klasycznych shounenów, jestem w stanie powiedzieć, że motyw typu „głównemu bohaterowi zabijają rodzinę, on poprzysięga zemstę i ta napędza go do działania” jest wyświechtany do granic możliwości. Przy czym nie odbieram tego jako wady, gdyż jak bardzo nie byłby ten chwyt oklepany, przy okazji nadal pozostaje absolutnie wiarygodny. Kiedy Eren na własne oczy widzi, jak jeden z tytanów pożera jego matkę, kładzie się to cieniem na całym jego życiu. Jest to największy szok i trauma, jakie mógłby sobie wyobrazić. Nic więc dziwnego, że to wydarzenie sprawia, że ten i tak już dość gwałtowny i pełen buntu chłopak zaczyna przejawiać postawę skrajną – wypełnia go niesłychana nienawiść, która staje się motorem napędowym wszystkich jego działań. Czy to głębokie? Nie. Ale czy przekonujące? Dla mnie jak najbardziej tak.

Shingeki no Kyojin - 10

O bohaterach Shingeki no Kyojin można by mówić wiele – zarówno dobrego, jak i złego. Pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy, to fakt, że jest ich ogromna ilość. Oczywiście mamy pierwszy plan, a na nim Erena, Mikasę i Armina. Następnie mamy plan drugi z Levim, Hanji, Jeanem, Erwinem, Annie i paroma innymi osobami na czele. Poza nimi jednak jest jeszcze całe grono postaci trzecioplanowych czy całkiem epizodycznych, które jednak jakąś rolę do odegrania dostają. Rzecz jasna nie będę opisywała wszystkich, ale jako osoba skupiająca się w śledzeniu każdej opowieści głównie na konstrukcji jej bohaterów, nie mogłabym sobie podarować, by choć trochę tego tematu nie pomęczyć ;)

Shingeki no Kyojin - 03

Wyobrażam sobie, że Eren jako protagonista SnK bardzo wiele osób mógł drażnić. Doskonale dostrzegałam te jego irytujące zachowania – buńczuczną, a przy tym kompletnie dziecinną i nieodpowiedzialną postawę, nieumiejętność logicznego myślenia i dostrzegania dalekosiężnych skutków swoich działań, no i rzecz jasna fakt, że niczym zdarta płyta do bólu rzucał hasłami typu „Zabiję ich wszystkich. Wymorduję co do jednego”. Tak, to może szybko się znudzić i łatwo poirytować. Przyznam jednak, że zupełnie mi to w nim nie przeszkadzało. Eren jest postacią szalenie intensywną i ta jakość mi się w nim podoba. To ciekawa opcja – uczynić nadzieją ludzkości chłopaka, który jest niedojrzały, nieodpowiedzialny, egoistyczny, ślepo zapatrzony w swój cel, a jednak pragnący zwycięstwa, jak nikt inny na świecie. Jest skrajnie różny od opanowanej, zimnej i skupionej Annie.

Shingeki no Kyojin - 05

Większy problem mam z Mikasą. To postać z niezaprzeczalnie wielkim potencjałem. Najlepsza wśród kadetów, jak mówią o niej przełożeni – warta tyle, ile stu przeciętnych żołnierzy. Nieustraszona, potężna, niewzruszona. Problemem jest tylko to, że sposób, w jaki ją przedstawiono, uniemożliwił jej rozwinięcie skrzydeł. Cały świat Mikasy kręci się wokół Erena. Nie liczy się dla nikt inny i nic innego. Niestety z tego powodu Mikasa zdaje się postacią bardzo płytka i jednowymiarową. Oczywiście nie ma w tym nic złego, że tak bardzo pragnie bronić chłopaka, którego kocha i którego uważa za swoją jedyną rodzinę, problem polega jednak na tym, że twórcy nie dali jej niczego więcej. Mikasa istnieje tylko w odniesieniu do Erena, a to jest dla niej krzywdzące, gdyż, jak wspomniałam, ma w sobie wielki potencjał.

Shingeki no Kyojin - 22

Trzecim muszkieterem w tej drużynie marzeń jest Armin. Przyznam, że po nim wiele się nie spodziewałam i być może dlatego ostatecznie tak mnie pozytywnie zaskoczył. Armin przechodzi wielką metamorfozę. O Mikasie powiedzieć tego nie możemy, gdyż ona od pierwszego do ostatniego odcinka jest dokładnie taka sama. Eren trochę się zmienia – najlepiej widać to po odcinku, w którym Oddział Zwiadowców wraca do miasta po porażce, jaką było starcie z Kobietą Tytanem i na naszych oczach pęka jego młodzieńczy idealizm i wiara w potęgę ludzkości. To jednak i tak niewielka przemiana odnośnie tej, która zachodzi w Arminie. Ten zastrachany chłopczyk, który zawsze wymagał opieki swoich przyjaciół, wyrasta na odważną osobę, w pełni świadomą swoich ograniczeń, a jednak niebojącą się podejmować ryzyka. Ponadto rozkwita jego inteligencja. Patrząc na niego, myślałam sobie, że za jakieś 20-30 lat mógłby spokojnie zająć miejsce Erwina – oczywiście nie pod względem tężyzny fizycznej i wynikających z niej umiejętności bojowych, ale pod względem strategicznego umysłu, dzięki któremu jest w stanie przewidzieć, co się wydarzy, wybiegając w przyszłość o dziesięć kroków do przodu przed resztą. Przyznam, że podobał mi się proces rozwoju tej postaci.

Shingeki no Kyojin - 26

Bezwzględnie jednak moim ulubionym bohaterem okazał się Levi. Muszę przyznać, że bardzo podoba mi się fakt, że postać ta została zbudowana na zasadzie kontrastu – z charakteru największy badass ludzkości, z designu mierząca 1,60m pchełka, która wygląda niepoważnie przy każdym innym bohaterze ;) Jak już wspominałam, nie znam się na tego typu seriach – nie wiem, czy Levi jest typową kalką i czy każda seria z walkami o losy ludzkości na pierwszym planie, ma takiego bohatera, stąd trudno mi powiedzieć, czy jest to postać oryginalna. Na pewno wyróżnia się na tle całej palety postaci z Shingeki no Kyojin. Z pozoru kompletnie niewzruszony, właściwie pozbawiony emocji (w myśl zasady Armina – jeśli chcesz pokonać potwora musisz porzucić swoje człowieczeństwo i w samym sobie odnaleźć potworność), w istocie jest człowiekiem odpowiedzialnym, troskliwym i dobrym. Właściwie każdy moment, w którym Levi gra na ekranie pierwsze skrzypce, ma w sobie coś epickiego – czy kiedy bez kropli potu na czole zabija dwóch tytanów, czy kiedy na sali sądowej spuszcza Erenowi niemiłosierny łomot czy wreszcie kiedy walczy z Kobietą Tytanem tak, jak żaden inny żołnierz na świecie nie byłby w stanie walczyć. Przyznam jednak, że momentem, w którym zrobił na mnie największe wrażenie, była scena z odnalezieniem ciał całego swojego składu. Rzadko zdarza mi się widzieć, by tak cicha i na swój sposób skromna scena niosła ze sobą taki ładunek emocjonalny. Zwłaszcza, że nie widzimy, by Levi płakał, czy nawet wyraźnie skrzywił jakoś twarz – jest tylko jego spojrzenie. Z pozoru całkowicie pozbawione wyrazu, w istocie przekazujące morze emocji. Za samego Leviego dodaję do końcowej oceny SnK jedną gwiazdkę, gdyż zrobił na mnie niesamowite wrażenie – kompletnie nieprzegadany bohater, o którym nie dowiadujemy się niemal niczego, a jednak jego obecność jest tak dominująca, że gdy po wątku z Kobietą Tytanem przyszedł odcinek całkowicie bez Leviego, zupełnie nie mogłam się w fabule odnaleźć ;)

Wśród innych bohaterów mamy niemniej barwne osobowości. Zachwyca rozwój, jaki przechodzi Jean – od wygodnego chłopaka, który ma gdzieś walkę z tytanami i chciałby po prostu przeżyć życie w spokoju i dobrobycie w wewnętrznych murach miasta do faceta, który otwarcie przyznaje, że nie cierpi walki i ma świadomość, że lada chwila może zginąć, ale i tak staje w pierwszym szeregu w starciu z tytanami. Na łopatki rozwala Hanji, kompletnie postrzelona pani naukowiec, która zdecydowanie za bardzo zachwyca się tytanami i nieustannie bawiąc się z nimi w kotka i myszkę, przyprawia o ból głowy wszystkich swoich podwładnych. Nieustannie intryguje Annie, Kobieta Tytan, która z jednej strony wzbudza podziw ze względu na swoje opanowanie, wielką siłę, zdrowy rozsądek, z drugiej zaś rozpala nienawiść za całe okrucieństwo, którego dopuszcza się wobec ludzi w swej tytaniej formie. Przyznam, że szalenie fascynuje mnie jej charakter, jej historia, jej motywacja, ale przy tym wszystkim nie potrafię jej wybaczyć tego, w jaki sposób wyrżnęła cały skład Leviego i mam nadzieję, że spotka ją za to jakaś kara. Swoją postawą szacunek i podziw wzbudzają dowódcy pokroju Pixisa i Erwina. Zwłaszcza ten drugi zwraca na siebie uwagę – na co dzień podejmuje decyzje o wysyłaniu na pewną śmierć swoich podwładnych, poświęca ich, za co jest bezwzględnie nienawidzony przez cywilów. A jednak robi to, gdyż wierzy, że są to ofiary w słusznej sprawie – tak niezachwiana wiara w to, co słuszne w atmosferze, w której jest wyzywany od mordercy, wymaga olbrzymiej siły charakteru.

Shingeki no Kyojin - 07

Oczywiście nie byłabym obiektywna, gdybym nie wspomniała o całym morzu postaci niemiłosiernie drażniących (i nie mówię już tutaj o Erenie;)). Zwłaszcza pierwsza część serii obfituje w rozwrzeszczane, płaczliwe i tchórzliwe postaci, które nie potrafią zrobić nic pożytecznego, a wręcz są w stanie innym zaszkodzić. Pamiętam, że sporo osób narzekało na bezużyteczność żołnierzy w trakcie wątku obrony Trostu. Przyznam jednak, że mnie w tym wszystkim ich reakcje wydawały się wciąż bardzo ludzkie i przekonujące. Większość z nich po raz pierwszy w życiu widziała tytanów na własne oczy – więcej, natychmiast zobaczyli też ich potęgę. Kiedy widzi się, jak towarzysze broni jeden za drugim kończą w ogromnych paszczach krwiożerczych potworów, myślę, że bardzo szybko można stracić wolę walki.

Shingeki no Kyojin - 19

Możliwe, że gdyby bohaterów było mniej, ci najważniejsi dla historii przedstawieni zostaliby dokładniej, nadano by im większą głębię. To jednak typ historii, która zakłada występowanie dziesiątek postaci. Co więcej postaci tych nie dane jest nam poznać w warunkach pokoju – nie wiemy, co lubią, jak zostali wychowani w domu, o czym marzą. Całym ich światem są tytani – istnieją tylko w odniesieniu do pola bitwy, a to samo w sobie narzuca na nich już bardzo duże ograniczenia. To jednak konwencja serii, którą w całości akceptuję. Pewnie gdyby akcja skupiała się np. na Żandarmerii, tak jak stało się to w jednym z ostatnich odcinków, prezentującym oddział Annie, wówczas różnorodność zachodzących sytuacji byłaby większa. Rzecz jednak w tym, że towarzyszymy głównie bohaterom, którzy są na pierwszym planie walki. Najpierw tym, którzy walczą w miastach napadanych przez tytanów, następnie tym, którzy w szeregach Oddziału Zwiadowców wyruszają za mur Rose. Siłą rzeczy więc wszystko kręci się wokół walki i to zawsze na najbardziej intensywnych obrotach.

1365982131142

Przyznam, że nie analizowałam pod kątem prawdopodobieństwa i logiki konstrukcji świata przedstawionego. Gdyby się nad tym zastanowić, dziury logiczne można by pewnie wyliczać bardzo długo. Choćby to, że istnienie samego sprzętu do trójwymiarowego manewru przeczy prawom fizyki. Trudno też określić, jak rozwijała się cywilizacja. Wiemy, że ludzkość zamknięta jest w murach od ponad 100 lat – a co było przed tym? Nie zadaję tez pytań o mury, których wybudować, cegła po cegle, ludzkość nie miałaby szans, biorąc pod uwagę otaczających ich ze wszystkich stron tytanów – ale tutaj doszły mnie już słuchy, że manga wyjaśnia tajemnicę murów, pozostaje więc dotrzeć do rozdziałów zawierających to wytłumaczenie. Pytań jest jednak o wiele więcej. Teoretycznie porusza się temat braku żywności, zwłaszcza po tym, jak do murów wewnętrznych przenieśli się uciekinierzy z muru Maria. Prawda jest jednak taka, że nawet, gdyby tych nie było, ludzkość zamknięta na takim terenie nie powinna przetrwać. Zużycie surowców powinno znacznie przekraczać możliwości, które daje zajęta przez ludzi ziemia – choćby nawet była najżyźniejsza i obfitowała w złoża węgla, ropy itd. Gdybym pod tym kątem patrzyła na tę opowieść, pewnie straciłaby ona dla mnie swoją wartość. Szczęśliwie jednak nielogiczność realiów świata przedstawionego w opowieściach z założenia fantastycznych ma dla mnie trzeciorzędne znaczenie. Podobnie miałam z No.6, które na poziomie fabularnym jest absolutną ściemą. Rzecz w tym, że nie oglądałam tej serii dla sceny i dekoracji, a dla występujących wśród nich aktorów. Z SnK jest podobnie. Traktuję tę opowieść jako historię o tragicznej walce o przetrwanie, której ludzkość wygrać nie może, a mimo to próbuje. Urzeka mnie tutaj intensywność i pewna krańcowość emocjonalna. Możliwe nawet, że całość jest niedorzecznie przerysowana – nie przeczę, że czasami patos wręcz wylewał się z ekranu. Prawda jest jednak taka, że nie mam z tym problemu. O ile pozwalają na to wydarzenia, w których biorą udział bohaterowie, uważam, że patos jest dozwolony, a nawet pożądany. Zwłaszcza, że SnK nie jest tytułem, który w jakikolwiek sposób stara się być realistyczny. Teatralizacja wydarzeń czy zachowań ludzkich jest tutaj bardzo wyraźna. Taka jest jednak konwencja tej serii – pozostaje sobie zadać pytanie, czy mi to odpowiada czy nie? Ja z całą stanowczością mówię „tak!”.

Nie bez wpływu na moją ocenę SnK pozostają też czynniki takie jak grafika czy udźwiękowienie serii. Z animacją jest tutaj ciekawa sprawa. Bardzo wyraźnie widać kompromisy, na które szli twórcy tego anime. Do granic możliwości irytować mogą powtórzenia – każdy odcinek rozpoczyna się od trwającego minutę lub dwie powtórzenia tego, co wydarzyło się w poprzednim odcinku. Często też sięga się tutaj po typowe techniki lazy animation – np. zamrożone kadry, zza których wydobywają się wyłącznie odgłosy, dzięki którym idzie się połapać, że mimo stałego obrazu, scena jest jednak ruchoma czy wykorzystywanie tego samego ujęcia postaci na różnych tłach (ktoś na Tumblrze wyciągnął jeden odcinek, w którym dokładnie ta samo ujęcie Leviego wklejone zostało w trzy różne scenerie). Niestety też, o ile zbliżenia postaci animowane są bardzo starannie, o tyle, gdy tylko kamera się od nich oddala, twarze tracą charakterystyczne rysy, a w ich miejsce pojawiają się często krzywo narysowane oczy i usta. Wszystko to jednak oszczędności poczynione w bardzo konkretnym celu. Gdy bowiem pojawią się wreszcie ujęcia bohaterów wykonujących trójwymiarowe manewry, nagle staje się jasne, gdzie trafiają wszystkie te pieniądze zachomikowane w innych scenach. I kiedy tak patrzę na podniebne akrobacje postaci, dochodzę do wniosku, że mimo wszystko warto przecierpieć niedoróbki innych aspektów ;)

Shingeki no Kyojin - 17

Niewątpliwą zaletą Shingeki no Kyojin jest również ścieżka dźwiękowa. Lubię soundtracki, ale rzadko się zdarza, by jakiś przypadł mi do gustu w 100%. SnK jest takim właśnie przypadkiem. Muzyka skomponowana przez Hiroyukiego Sawano została genialnie dopasowana do poszczególnych ujęć. Jak nie cierpię, kiedy w japońskich animacjach pojawiają się utwory muzyczne z angielskimi tekstami, tak tutaj pasowały one idealnie. Nie ukrywam, że napięcie budowane w kluczowych scenach nie byłoby w moim odczuciu tak silne, gdyby nie towarzysząca im muzyka.

Na tym jednak nie koniec. Muzyka muzyką, ale w SnK szalenie podobała mi się również praca aktorów głosowych. O talencie Hiroshiego Kamiyi mogłabym już napisać elaborat – któregoś dnia zresztą może się na to skuszę :P Uwielbiam tego aktora – to, jak bardzo potrafi modyfikować swój głos, sprawiając jednak, by cały czas był dla widzów rozpoznawalny, urzeka mnie za każdym razem. W SnK szczęśliwie dostała mu się rola Leviego – przyznam, że w pewnej mierze mój zachwyt tą postacią, powodowany jest jej głosem. Niski, głęboki, na wskroś męski, a przy tym tak czarująco zblazowany ;) Długo można by też debatować nad grą Yukiego Kaji. Ośmieliłabym się nawet zaryzykować twierdzenie, że wśród oglądających (i słuchających) więcej znalazłoby się osób, które jego głos drażnił. Nic jednak dziwnego – to jeden z najbardziej charakterystycznych głosów wśród aktorów młodego pokolenia. Czy Kaji dostaje rolę 12-letniej shotki z różowymi włosami (patrz: Brothers Conflict) czy narwanego chłopaka, który przemienia się w ziejącego nienawiścią tytana-mordercę nie sposób go nie rozpoznać. Pisałam o tym chyba już zresztą przy wspomnianym wcześniej No.6, gdzie również dostała mu się jedna z głównych ról – charakterystyczność jego głosu polega na pewnej jego nierówności i braku jakiejkolwiek melodyjności. Jest to na pewno jeden z ostatnich seiyuu, którzy powinni się zabierać za śpiewanie ;) Stąd też słuchanie go może drażnić. Wydaje mi się jednak, że w roli Erena sprawdził się z tym swoim niezgrabnym głosem genialnie. Ilekroć krzyczał, miałam gęsią skórkę :> Uważam, że fantastycznie uchwycił całą niezrównoważoną emocjonalność bohatera. Wśród innych wyróżniających się aktorów wymieniłabym Daisuke Ono w roli Erwina i Romi Paku (którą zapamiętałam jako Nanę Osaki z Nany) w roli szurniętej Hanji. Krótki występ zaliczył też Hosoya Yoshimasa – wiele kwestii jako trzecioplanowy Reiner nie otrzymał, ale zawsze miło mi się słucha jego głosu :)

Shingeki no Kyojin - 24

Pora podsumować jakoś ten niedorzecznie długi wpis. Wiem, że obiektywnie Shingeki no Kyojin ma sporo wad. Nagromadzenie schematów, luki w kreacji świata przedstawionego, nadużywanie patosu, bohaterowie, którzy potrafią silnie irytować. Żadna z tych cech jednak nie była w stanie popsuć mi przyjemności z oglądania tej serii. Może wynika to z faktu, że znam tak mało shounenów i nie mam do czego SnK porównywać? Uważam jednak, że dla widza, który nie stara się podchodzić do tej serii zbyt analitycznie, a postanawia ją potraktować w sensie czysto rozrywkowym, może okazać się ona rewelacyjną przygodą. Tak właśnie ja ją odbierałam i tak subiektywnie ją oceniam. Pozostaje mi liczyć na drugi sezon. Patrząc na sukces kasowy, jakim okazała się ta seria, jestem w 90% pewna, że kontynuacja zostanie zrealizowana. Pozostałe 10% niepewności wynika jedynie z faktu, że na stworzenie materiału mangowego potrzebnego do kolejnej 20-paroodcinkowej adaptacji, potrzeba co najmniej półtora roku od zakończenia serii pierwszej. A to w świecie anime dość duża przerwa i wiele się może w tym czasie wydarzyć.

Reklamy

6 responses to “Shingeki no Kyojin, czyli jak się robi przebój roku?

  1. Nie podobało mi się SnK. Bardzo. Ilość wad przewyższa ilość zalet, niestety. Wadą, która mnie boli szczególnie, a której nie wymieniłaś, jest naprawdę fatalnie poprowadzona opowieść. Kiedy spojrzeć na scenariusz można zauważyć, jak bardzo jest krótki, a tymczasem rozwleczono go aż na 25 odcinków. W dodatku tempo narracji jest bardzo nierówne, a niektóre odcinki są po prostu przegadane i nudne. A jak już sobie scenarzysta przypomni o ty, żeby trzymać tempo, wtedy robi nagłe bum! Jak w przypadku motywu z Annie, po powrocie z wyprawy za miasto, kiedy praktycznie zrobiono ją bohaterem jednego odcinka. Bez jakiegokolwiek wcześniejszego wprowadzenia. Byłem tym tak zniesmaczony, że obejrzenie ostatniego odcinka odłożyłem na czas nieokreślony.

    A podobno pierwszej rzeczy, której uczy się na kursach pisania scenariuszy jest to, że opowieść musi być potoczysta. Tu przypomina jazdę wozem z kwadratowymi kołami: trzęsie niemiłosiernie i łatwo zeń wypaść.

    Ja wiem, że większość widzów nie zwraca uwagi na takie „drobiazgi” jak dobry scenariusz, ale w końcu z jakiegoś powodu jest to jedna z najważniejszych kategorii na ceremonii rozdania Oskarów.

    Na temat SnK wylałem mnóstwo żalu w komentarzach na Tanuki, więcej niż w w przypadku jakiegokolwiek innego serialu, dlatego nie będę się tu powtarzał. W skrócie: kapitalny świat z obiecującym potencjałem, fatalni bohaterowie i kiepska opowieść zrobiona pod publiczkę. Wszystko, co naprawdę mogło być ciekawe, a dotyczyło życia za murami, nie zostało tu opowiedziane, choć powinno. Szkoda.

    Czy pisałem już, że nie lubię SnK? :)

    • Po pierwsze – byłam bardzo ciekawa, czy zdecydujesz się na skomentowanie tego wpisu ;) Przyznam, że widziałam Twoje komentarze odnośnie SnK na Tanuki i choć nie wszystkie, to część z nich dokładnie sobie przeczytałam, toteż zdążyłam się zorientować, że bardzo Ci się nie podobało ;) W dużej mierze masz rację co do tempa opowieści – nie jest równe. Dawało się to odczuć zwłaszcza oglądając jeden odcinek na tydzień. Choć przyznam, że kiedy w zeszłym tygodniu zrobiłam sobie maraton, w którym podzieliłam serię na dwie części, dłużyzn tych nie odczuwałam. Chyba apogeum złego toku opowieści przypadło na odcinek, w którym Eren, Mikasa i Armin ukrywali się w zasłonie dymnej przed mierzącymi w nich wojskowymi. Moim zdaniem jednak w wątku wyprawy za mury tempo było już bardzo dobre. Co wydaje mi się tutaj kluczowe, to pytanie o narrację w mandze – z tego, co słyszałam, anime zostało zekranizowane bardzo wiernie, nie wiem jednak, czy dotyczy to również tempa opowieści. Zetknąłeś się może z mangą? A jeśli tak, to czy swoje zarzuty kierujesz również pod jej adresem, czy te dotyczą tylko wersji animowanej?

      Trudno mi się z Tobą sprzeczać odnośnie końcowej jakości wykonania – już na Tanuku Twoje argumenty wydawały mi zatrważająco zasadne ;) Mimo to nadal twierdzę, że jako seria rozrywkowa, dostarczająca stosunkowo „bezmyślnych” emocji, SnK sprawdza się wyśmienicie. To nie jest „kino ambitne”, ale też i nie tego się po tym spodziewałam. A zrobić taką serię też trzeba umieć – nie każdy, kto zakłada, że nakręci hit, kończy z hitem na koncie. Wydaje mi się, że potrzebny jest do tego pewien spryt i umiejętność konstruowania opowieści trzymającej w napięciu – nie wszystkich, ale na pewno dużą część widowni ;) Koniec końców zostaję przy swoim, choć chyba rozumiem, dlaczego Twoja opinia jest tak krańcowo różna ;)

      • Nie, nie czytałem mangi, skoro o to pytasz. Pewnie sięgnąłbym po nią gdybym wiedział, że opowiada o czymś więcej, niż anime. O życiu w mieście za murami. O problemach zwykłych ludzi, którzy wszyscy w końcu mają syndrom oblężonej twierdzy i jakoś muszą z nim żyć i dawać sobie radę na co dzień. Wszystkim tym, co wydaje mi się szalenie ciekawe i co byłoby materiałem na niejedną kapitalną opowieść, inną niż bohaterskie wymachiwanie mieczem czy walenie się po mordach. Ale o ile wiem, w mandze tego nie ma, dlatego darowałem sobie. Chętnie przeczytałbym jakieś fanfiction, np. historię złodzieja wyruszającego grabić opuszczone części miasta czy detektywa tropiącego seryjnego zabójcę, człowieka któremu wydaje się, ze jest tytanem i próbuje zjadać swoje ofiary. I takie tam inne, podobne. :)

        To kapitalny świat, pełen obiecujących wątków, po które wystarczy tylko sięgnąć, bo autor oryginału z nich nie skorzystał.

        PS A tak z ciekawości zapytam, skąd wiesz, które komentarze na Tanuku są moje? W końcu używam tam innej ksywki. :)

        • Na pewno świat przedstawiony daje dużo możliwości, jeśli chodzi o wątki „nieżołnierskie”. To chyba jednak jedno z kluczowych zagadnień tej opowieści, by skupić się wyłącznie na osobach walczących w pierwszym szeregu. Stąd faktycznie, dla osób, które liczą na ujęcie bardziej życiowe, analizujące sytuację przeciętnego Kowalskiego osadzonego w takiej rzeczywistości, SnK może być dużym rozczarowaniem. Gdyby tak korzystając z warunków tego świata, ktoś opowiedział losy ludzi z zupełnie innej perspektywy, też w sumie bardzo chętnie bym to obejrzała. Może wtedy zamiast serii rozrywkowej, dostalibyśmy coś bardziej w stylu Shinsekai Yori…? ;)

          A odpowiadając na Twoje pytanie – kiedy przychodzi mi na pocztę powiadomienie o nowym komentarzu, pojawia się również adres mailowy osoby komentującej. A w Twoim jest zawarty dokładnie ten sam nick, który już wcześniej kojarzyłam z Tanuka i stąd moje wnioski – bardzo zresztą lubię Twoje tamtejsze komentarze. Nawet, jeśli się z nimi nie zgadzam, to zawsze są merytoryczne i szalenie ciekawe ;)

          • … i z nickiem wszystko jasne. A ja już zacierałem ręce i knułem, jak tu Cię przyłapać, osądzić i skazać na ciężkie roboty. Nawet nie wiesz, jaki zawód mi sprawiłaś. :)

            Pozdrawiam Cię serdecznie

  2. Zdecydowanie jedno z lepszych anime roku, na początku nie byłam przekonana ale po skończeniu pierwszego odcinka wiedziałam już że będę to oglądać do końca. Warto po obejrzeniu anime przeczytać mangę, naprawdę polecam :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s