Love Lab – miłosne laboratorium czy może szkoła przyjaźni?

ll1

Szkoła dla dziewcząt Fuji to miejsce, w którym skromne, eleganckie i dobrze wychowane nastolatki pobierają nauki i nawiązują pierwsze przyjaźnie. Riko Kurahashi średnio pasuje do tego krajobrazu. Jest wygadaną, pewną siebie chłopczycą, która nie ma nic wspólnego z typem grzecznej panienki z dobrego domu. Koleżanki nadają jej nawet przezwisko „dzika Riko” i choć część z nich boi się bezpośredniego z nią kontaktu, to oryginalny charakter dziewczyny sprawia, że jednocześnie inne uczennice darzą ją ogromnym szacunkiem i podziwem. Jej skrajnym przeciwieństwem jest Natsuo Maki, przewodnicząca rady uczniowskiej, nazywana „księżniczką Fuji” – zawsze uprzejma prymuska z nienagannymi manierami, którą uwielbiają zarówno uczennice, jak i nauczyciele. Wydawać się może, że te dwie dziewczyny nie mają ze sobą nic wspólnego – to jednak tylko pozory…

Pewnego dnia Riko przez przypadek wpada na Maki, która właśnie ćwiczy pocałunki na swoim chłopaku „na niby” – wielkiej poduszce z namalowanym wizerunkiem wymarzonego księcia z bajki. Skruszona i zawstydzona przewodnicząca przyznaje, że marzy o miłości i kiedy przebywa sama w pokoju rady, ćwiczy techniki mające na celu znalezienie chłopaka. Riko nie tylko przysięga, że nie zdradzi sekretu Maki, ale obiecuje jej też pomóc w tej nietypowej nauce. Wskutek nieporozumienia Maki dochodzi do wniosku, że jej nowa koleżanka jest niezwykle doświadczoną w sprawach damsko­‑męskich dziewczyną, która spotykała się już z niejednym chłopakiem. Uparta i dumna Riko wstydzi się przyznać, że nie ma pojęcia o chłopakach, gdyż ci zawsze traktowali ją jak jednego z nich i żaden nigdy się w niej nie zakochał. Nie prostuje więc pomyłki i zgadza się zostać doradcą Maki…

Love-Lab-07

Love Lab to trzynastoodcinkowa seria komediowa, powstała na podstawie mangi typu yonkoma, a zatem czteropanelowego komiksu, którego treść tworzą krótkie gagi. Forma takiego typu publikacji nie sprzyja zawiązaniu szczególnie skomplikowanej fabuły, stąd i powstające na ich kanwie serie telewizyjne charakteryzują się raczej prostymi i luźno powiązanymi ze sobą wątkami. Pod tym względem Love Lab stanowi miłą niespodziankę. Gdybym nie dotarła do tej informacji po seansie, nie domyśliłabym się, że jest to seria zrealizowana na podstawie yonkomy. Charakteryzuje się ona bardzo dużą spójnością i jak na lekką komedię szkolną, całkiem złożoną fabułą. Kiedy w pierwszym odcinku Maki i Riko rozpoczynają swój miłosny trening, można oczekiwać, że cała seria będzie składała się z mniej lub bardziej udanych żartów sytuacyjnych, związanych z ich lekcjami. Szybko okazuje się jednak, że to nie wszystko – oczywiście, dziewczęta spędzają sporo czasu w swoim „miłosnym laboratorium”, ich przygody jednak nie kończą się na tym wątku. Wkrótce dowiadujemy się, że oprócz Maki w radzie uczniowskiej zasiadają inne uczennice – a raczej zasiadać powinny, gdyż z różnych powodów nie pojawiają się na codziennych spotkaniach. Sytuacja ta zmienia się wraz z pojawieniem się Riko, która próbuje zjednoczyć radę tak, by Maki nie musiała wykonywać całej pracy samorządu w pojedynkę.

Love-Lab-04

Do głównych bohaterek dołączają niebawem nieśmiała i nieco niezdarna pierwszoklasistka Suzune Tanahashi, była przewodnicząca, hałaśliwa i dziecinna Yuiko Enomoto, i była skarbniczka, złośliwa i inteligentna Sayori Mizushima. Dziewczęta wkrótce powracają do pracy w radzie szkolnej, a do tego przyłączają się do miłosnych treningów. Gdy potajemna działalność samorządu omyłkowo wychodzi na jaw, rada przekonuje przewodniczące poszczególnych klas, że lekcje miłości odbywają się tylko dlatego, iż anonimowa uczennica poprosiła dziewczęta o poradę w sprawach sercowych. W ten sposób po szkole roznosi się wiadomość o nietypowym doradztwie, którym zajmuje się przewodnicząca i reszta rady uczniowskiej. Dziewczęta muszą odpowiadać na coraz to nowe zapytania, starając się jednocześnie, by o całej tej działalności nie dowiedzieli się nauczyciele. W Love Lab dzieje się więc całkiem sporo, a powyższy opis nie wyczerpuje nawet połowy poruszanych wątków. Z całej serii negatywnie wyróżnia się jedynie odcinek dziesiąty, który przypomina zlepek przypadkowych scen, niezwiązanych z główną osią wydarzeń. To jedyny moment, w którym widz może odczuwać, że ma do czynienia z ekranizacją yonkomy. Poza tym fabuła charakteryzuje się bardzo dobrym tempem akcji, obfituje w różnorodne wydarzenia, a choć na pierwszym planie figuruje pięć wymienionych wyżej postaci, nie brak też bohaterów drugoplanowych czy epizodycznych, którzy mimo że grają role pomniejsze, to jednak zostają zaprezentowani w przyzwoity sposób.

Love-Lab-01

Fabuła to nie jedyny aspekt, który sprawia, że serię tę, mimo jej banalności, ogląda się bardzo dobrze. Produkcje typu „cute girls doing cute things”, do których ten tytuł z pewnością się zalicza, choć zawsze oznaczane są jako komedie, często z byciem zabawnymi niewiele mają wspólnego. Dlatego też nie spodziewałam się po Love Lab udanych żartów czy naprawdę śmiesznych gagów. Wystarczyło jednak dziesięć minut pierwszego odcinka, bym zaśmiewała się w głos, obserwując szalone interakcje Maki i Riko. Faktem jest, że zaprezentowane poczucie humoru nie jest najwyższych lotów – często sięga się tutaj po typowe gagi slapstikowe, jeśli więc ktoś nie toleruje takich chwytów, prawdopodobnie Love Lab szybko go znudzi. W moim odczuciu jednak żarty te zostały wykorzystane w bardzo wyważony sposób – akcja nie jest nimi wyładowana po brzegi, pojawiają się dokładnie wtedy, kiedy pozwala na nie kontekst, zaś charaktery poszczególnych postaci umożliwiają naturalne wkomponowanie ich w bieg wydarzeń.

Love-Lab-03

Bohaterki tej serii to zresztą kolejna ważna – jeśli nie najważniejsza – jej zaleta. Riko to postać, którą lubi się od razu. Rzadko zdarza się, by główna bohaterka serii szkolnej była tak niedrażniąca. Choć podkreśla się jej „dzikość”, tak naprawdę jest to dziewczyna niezwykle rozgarnięta i trzeźwo myśląca. Zachowuje się naturalnie – jest sympatyczna, ale nieprzesadnie słodka, wygadana, ale nieprzesadnie rozwydrzona. Nie sposób nie zapałać do niej szczerą sympatią. Maki stanowi jej idealne dopełnienie. Choć wydaje się typem bohaterki irytującej – przesłodzonej, nadmiernie ugrzecznionej, a przez to nudnej – są to tylko pozory, o których bardzo szybko się zapomina, jako że prawdziwa Maki to nieco roztrzepana, solidnie zwariowana, ale i ogromnie serdeczna osoba, która z całego serca pragnie miłości i przyjaźni. Obie bohaterki bardzo szybko wychodzą ze stereotypowych ról, jakie narzuca im ich szkolna reputacja. Co więcej, jest między nimi potężna chemia – rzecz jasna na gruncie relacji przyjacielskiej, nie romantycznej – przez co tworzą zgrany duet, który świetnie się ogląda.

Love-Lab-05

Niemniej ciekawą postacią okazuje się Sayo – cwana skarbniczka, cechująca się niezwykłą niezależnością i zdrowym rozsądkiem. Nie ma ona nic wspólnego z typowymi słodkimi dziewczynkami, które często obsadza się w głównych rolach komedii szkolnych. Kiedy chodzi o pieniądze, jest wyrachowana niczym doświadczona przekupka, ponadto jest świetnym obserwatorem – jako jedyna natychmiast orientuje się, że Riko kłamie w sprawie swego doświadczenia miłosnego – a wyciągane wnioski chętnie wykorzystuje w celach manipulacyjnych. Oczywiście w poważniejszych momentach potrafi okazać przyjaciółkom troskę i przywiązanie, na co dzień jednak jest dyżurnym szydercą i tropicielem słabości koleżanek z rady uczniowskiej. Na tle tych trzech bohaterek nieco słabiej wypadają Enomoto i Suzu, jednak nawet ta ostatnia, bojąca się własnego cienia ciamajda, urzeka niekiedy swoim niezamierzonym wdziękiem. Wspólnie dziewczęta tworzą grupę wzbudzającą najserdeczniejszą sympatię i sprawiają, że choć wydarzenia, w których biorą udział, nie są wybitnie emocjonujące, to widz i tak z łatwością się w nie angażuje.

Love-Lab-02

Graficznie seria również przedstawia się bardzo dobrze. Projekty postaci są dokładnie takie, jak być powinny w tego typu produkcji – urocze, dziewczęce i zwyczajnie ładne. Bohaterkom niezwykle pasują duże, błyszczące oczy i naturalne rumieńce na policzkach. Na uznanie zasługuje również fakt, że każda z postaci posiada charakterystyczne dla siebie cechy wyglądu – nie są to kalki, które przyozdabia się innym kolorem włosów i uczesaniem. Różnią się również rysami twarzy czy kształtem oczu. Co więcej Riko praktycznie codziennie zmienia fryzury i dodatki takie jak bransoletki czy ozdoby do włosów. Animacja jest płynna, a ruchy postaci w większości przypadków naturalne. Tryb super­‑deformed, po który sięga się często (choć jak w przypadku gagów slapstikowych, nie za często) nie jest szczególnie innowacyjny, ale na potrzeby tej serii w zupełności wystarczający. Paleta kolorów choć zdominowana przez odcienie pastelowe, jest urozmaicona i dobrze współgra z lekkim, komediowym charakterem produkcji.

lovelab01a

Ścieżka dźwiękowa jest niestety mocno nijaka, ale w tym przypadku trudno oczekiwać fajerwerków. Zarówno opening, jak i ending to płaskie, popowe utwory wykonywane przez seiyuu głównych bohaterek. Słuchało mi się ich nie najgorzej, ale zdaję sobie sprawę, że większość osób mogą raczej drażnić, niż w jakikolwiek sposób bawić. Podobnie jest z muzyką pobrzmiewającą w tle – kilka melodii na krzyż powraca często, żadna z nich nie jest jednak na tyle ciekawa, by ktokolwiek mógł mieć po seansie ochotę na sięgnięcie do tej ścieżki dźwiękowej. Bardzo przyjemnie za to wypadają aktorki głosowe. Wszystkie należą do najmłodszego pokolenia seiyuu (najstarsza ma dwadzieścia sześć, najmłodsza zaledwie osiemnaście lat), stąd ich dorobek jest na razie niewielki. Mimo to w Love Lab spisują się świetnie i każdej udaje się stworzyć charakterystyczną kreację.

Love-Lab-06

Pora na kilka słów podsumowania. Oceniając Love Lab na tle całości gatunku, jakim jest komedia, wypada ono dość przeciętnie. Wolę jednak patrzeć na ten tytuł przez pryzmat produkcji jemu podobnych – jak na lekką i prostą serię o uczennicach gimnazjum, które spędzają popołudnia na popijaniu herbatki, wypada ona bardzo dobrze. Główna w tym zasługa udanych bohaterek, które potrafią właściwie natychmiast wzbudzić ogromną sympatię. Dzięki nim chce się Love Lab oglądać, choć fabularnie nie ma tu nic nowego, czego nie widzielibyśmy w niezliczonej ilości innych serii szkolnych. Jeśli lubicie ten gatunek i nie przeszkadza Wam jego prostota i naiwność, jest bardzo duża szansa, że omawiany tytuł dostarczy Wam dobrej rozrywki. Love Lab to ciepła, urocza komedia, poza udanymi gagami ukazująca zupełnie normalne dziewczyny, które nie tylko uczą się, jak poderwać wymarzonego chłopaka, ale poznają również uroki pierwszych nastoletnich przyjaźni. To jedna z produkcji przywracających wiarę w to, że można zrobić jeszcze miłą i zabawną serię szkolną, która z jednej strony nie zanudzi widza na śmierć, a z drugiej nie zmęczy go wymuszonymi udziwnieniami.

———————————————–

Tę recenzję przeczytać możecie również na portalu Tanuki.pl. Serdecznie zapraszam! ;)

Advertisements

2 responses to “Love Lab – miłosne laboratorium czy może szkoła przyjaźni?

  1. O, no proszę, dopiero co sama pisałam recenzję Love Lab. Dużo krótszą, bo w druku jest, niestety, limit znaków ;_;
    Ale widzę, że tak z grubsza się zgadzamy – to bardzo fajne anime. Miałam je sobie odpuścić, bo pierwszy odcinek nie był niczym specjalnym, ale, na szczęście, dostałam zbyt duży limit znaków na tekst o przeglądzie sezonu do poprzedniego Arigato – i obejrzałam dalej, żeby czymś wypełnić limit. Jedna z najlepszych decyzji dotyczących anime w moim życiu.
    Tak jak nigdy nie shippuję, tak w tej serii miałam chyba ze trzy ulubione pary. Bo bardzo polubiłam też inne postaci, poza dziewczynami – kolegów Riko, jej brata, dziewczyny od gazetki, a tatuś Maki był po prostu boski. Ta jego bieliznowa piosenka!
    Bardzo podobało mi się też to, że dramat wynikał z działalności dziewczyn, a nie że nagle na siłę ktoś się wyprowadza jak w Love Live czy Ichizonie, i że to wszystko było bardzo sensownie i zabawnie rozładowane.
    Raczej nie będę drugi raz oglądać Love Lab, bo wiele rzeczy opiera się na zaskoczeniu (na przykład słynny gag z blackface czy to całe krążenie wobec kłamstwa Riko), ale serdecznie polecę każdemu, kto szuka sympatycznej komedii.

    • Udało mi się nawet dorwać numer Arigato, o którym wspominałaś i przeczytać Twoją recenzję :) Love Lab to zdecydowanie jedna z najsympatyczniejszych serii lata, jeśli nie całego roku. Mnie akurat urzekła już od pierwszego odcinka, gdyż duet Riko&Maki natychmiast zachwycił mnie swoją oryginalnością i komizmem. Później przez moment miałam zjazd zainteresowania, bo wydawało mi się, że nowe dziewczyny niepotrzebnie odciągają uwagę od głównych bohaterek, ale szybko przekonałam się, że taka Sayo to też niezły kawał cholery i świetnie się ją ogląda :D A jak już pojawili się wspomniani przez Ciebie koledzy Riko, to w ogóle cud, miód i orzeszki ;) Też bym się nie podejrzewała, że w takim anime będę kogoś shippowała, ale Riko i jej osananajimi oraz Maki i koleżka w okularach, który ciągle nieświadomie podkopywał już i tak niestabilne fundamenty jej pewności siebie rozłożyli mnie na łopatki, w jak najbardziej pozytywnym sensie i strasznie liczyłam, że ostatni odcinek chociaż troszkę te shipy podkręci. Ale to chyba jednak nie ten typ serii, żeby było miejsce na takie rzeczy ;) W każdym razie było świetnie i bardzo dobrze wspominam tę serię :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s