2013: Top 10 anime

znt

Wszystkiego najlepszego w nowym roku! :) A jednak dzień przerwy od podsumowania 2013 okazał się niezbędny ;) Ale dzisiaj wracam ze zdwojoną siłą i właściwie najważniejszym z dotychczasowych rankingów, a mianowicie listą 10 serii, które najbardziej przypadły mi w mijającym roku do gustu. Bez zbędnego wstępu, zapraszam do wpisu :)

Miejsce 10. Tamako Market

Tamako Market

Po rozpatrzeniu kandydatów do poniższej listy ze szczerym zaskoczeniem odkryłam, że czarno na białym wychodzi mi, iż Tamako Market, przesłodkiej do bólu zimowej serii od KyoAni, należy się miejsce otwierające ten ranking ;) Zaskoczenie moje wynika z faktu, że obiektywnie mam świadomość tego, iż jest to tytuł fabularnie słaby. Słodkie dziewczynki zajadą słodkie mochi, popijając je słodką herbatką. A jednak pamiętam, że co tydzień z niekłamaną przyjemnością zasiadałam do tej serii. Była tak lekka i odprężająca, że wprost idealnie wprowadzała w dobry nastrój i koiła skołatane po całodziennej pracy nerwy. Oczywiście większego sensu w tych kilkunastu odcinkach nie było – na dobrą sprawę nie było też solidnej fabuły, ale chyba nie o to chodziło. Pisałam już o tym po zakończeniu serii, napiszę raz jeszcze. Tym, co mnie ujęło w Tamako Market był fakt, że KyoAni odstąpiło od swojego zwyczajowego robienia dramy na koniec lekkiej serii obyczajowej i do końca poprowadziło ten tytuł jako relaksującą komedyjkę, bez zbędnego balastu emocjonalnego. Coś, czego niestety przy Free! nie byli już w stanie powtórzyć.

Koniec końców oglądało się to miło. Chociaż z drugiej strony obecność na liście top 10 2013 roku tytułu, który nie wniósł sobą nic poza tym, że był miły i ładny, źle chyba świadczy o ogólnym poziomie produkcji minionego roku. Ewentualnie o tym, że ja wybierałam kiepskie tytuły do oglądania :P

—————————————————-

Miejsce 9. Gin no Saji

Gin no Saji

Gin no Saji trafiło na listę tak nie do końca uczciwie ;) Przyznam, że nie obejrzałam tej serii jeszcze do końca, stąd ocenianie jej ogólnego poziomu może nie bardzo ma sens. Trochę bazuję na swoich odczuciach, a trochę na ogólnej renomie, jaką cieszy się ten właśnie tytuł. Przyznać mu trzeba, że cechuje się bardzo oryginalną i pomysłową tematyką. Setting jest na tyle nietypowy, że całość stanowi powiew świeżości w świecie anime. Jedyny problem, jaki dotychczas z tą serią miałam, to fakt, że chociaż bohaterowie są na pewno bardzo sympatyczni, to poza tym niewiele mogę o nich powiedzieć. Wydają mi się trochę nudni, a na pewno nieszczególnie angażujący. Może zmieni się to z kolejnymi odcinkami, a może po prostu taka specyfika tego tytułu. Trudno wyczuć. Niemniej sądzę, że nie umieszczenie Gin no Saji na tej liście byłoby błędem. Jakby nie patrzeć seria ta wyróżnia się bardzo pozytywnie, nie tylko na tle roku 2013, ale na tle obyczajówek z kilku ostatnich lat.

—————————————————-

Miejsce 8. Love Lab

Love Lab

Love Lab, o czym pisałam już wcześniej, to jedno z milszych zaskoczeń 2013 roku :) Lekka, zabawna, urocza komedia, miejscami cechująca się naprawdę udanymi gagami, a ponad wszystko radująca widza gromadką świetnych postaci – niegłupich, nieirytujących dziewczyn, w których perypetie można się szczerze wciągnąć. Nie miałabym nic przeciwko, gdyby każdy sezon raczył nas jednym takim tytułem :) Nie była to może rozrywka ambitna, ale z czystym sumieniem mogę ją nazwać rozrywką, a to już coś – zwłaszcza, że premiera serii odbyła się w sezonie letnim, a te jak wiadomo, mają tendencję do prezentowania tytułów mocno odmóżdżających.

—————————————————-

Miejsce 7. Nagi no Asukara

Nagi no Asukara

Podobnie, jak Gin no Saji, tak i Nagi no Asukara to seria, której seansu jeszcze nie skończyłam – tyle, że tym razem z tego powodu, iż jej emisja zaczęła się w sezonie jesiennym i obecnie znajduje się dopiero na półmetku. Trudno oceniać poziom anime, którego połowa odcinków jest jeszcze nieznana. Nie raz i nie dwa zdarzały się przypadki, że druga połowa sezonu całkowicie psuła wrażenia z pierwszej. Niemniej staram się zachować optymizm ;) Nagi no Asukara ogląda mi się trochę nierówno. Są odcinki, które uważam za udane, są takie, które nieco mnie męczą. Są bohaterowie, których szczerze lubię, są tacy, którzy działają mi na nerwy. Ogólnie jednak podoba mi się kierunek, w jakim idzie ta seria. Przy czym dość istotne jest, jak sądzę, by nie wgłębiać się za bardzo w spójność świata przedstawionego. Pewne rzeczy zwyczajnie nie mają tutaj sensu i dzieją się „bo tak”. Ponadto przez to, że głównymi bohaterami są 12-13-letnie dzieciaki, nie można oczekiwać od nich przesadnej dojrzałości i powagi. Sporo jest w ich zachowaniu typowej dla wieku nastoletniego przesady i przerysowania. Wszystko, co przeżywają, przeżywają bardzo intensywnie (może z wyjątkiem Tsumugu, który chyba tak naprawdę jest robotem, bo póki co raczej średnio prezentował przejawy typowo ludzkich emocji…). To seria, przy której należy wyłączyć myślenie i zanurzyć się (pun intended :P) emocjonalnie w podwodnym świecie głównych bohaterów. Mam tylko nadzieję, że wbrew temu, co pokazano nam na finał pierwszej części serii, gromadka rzeczonych bohaterów nie skurczy się drastycznie – brak Manaki jakoś bardzo by mi może nie doskwierał, ale strata Hikaru, bądź co gorsza biednego Kaname, który strasznie dostał ostatnio po dupie z okazji swojego zauroczenia niezdecydowaną Chisaki, byłaby już naprawdę negatywnie odczuwalna.

—————————————————-

Miejsce 6. Suisei no Gargantia

Suisei no Gargantia

Suisei no Gargantia jak dla mnie było serią naprawdę ciekawą. Rzadko oglądam gatunki fantastyczne (choć zamierzam to trochę zmodyfikować w nadchodzących miesiącach ;)), a tutaj mieliśmy do czynienia z prawdziwym miksem. Zaczęło się od galaktycznej sieczki, w której nowoczesne roboty walczyły z obcą formą życia, by po chwili przenieść akcję do pozornie bardziej swojskiego settingu, wypełnionym ludźmi pracującymi na wielkich statkach. Szybko się jednak okazało, że to też nie jest sceneria tak całkiem realistyczna, bowiem życie na statkach to nie wycinek z życia pewnej grupy ludzi, a jedyna opcja, by przy życiu pozostać, jako że wszystkie lądy zostały zalane i kulę ziemską pokrywa wszechobecny ocean. Co więcej okazuje się, że choć obydwa zaprezentowane światy różnią się od siebie, jak dzień od nocy, to łączy je owa obca istota, z którą główny bohater walczył w kosmosie. Choć Suisei no Gargantia liczyło sobie raptem 13 odcinków, jakimś cudem udało się zmieścić w nich wszystko – łącznie z obowiązkowym odcinkiem plażowym (para-plażowym w sumie ;)). Mamy więc pierwszą spokojniejszą część, w której Ledo aklimatyzuje się w świecie ludzi, odkrywa co oznacza być człowiekiem i odczuwać emocje, zawiązuje pierwsze przyjaźnie, a także szuka pracy – swoją drogą, ciekawy wątek idealnie obrazujący hasło o tym, że praca jest najwyższym dobrem każdego człowieka ;) Zapachniało utylitaryzmem, by nie powiedzieć socjalizmem :P A tak serio, przyznam, że to było nawet ciekawe, obserwować, jak Ledo, który spędził całe swoje życie jako żołnierz wykonujący rozkazy, nagle odkrywa, że nie ma żadnych przydatnych dla ludzi umiejętności i nie jest w stanie pracować dla dobra ogółu, tak jak to czynił do tej pory. Druga część serii utrzymana została już w bardziej poważnym i uniwersalnym poniekąd tonie, gdyż zajęto się rozwiązywaniem zagadki obcych istot i przyznam, że zrobiono to w sposób ciekawy. Nie wiem, czy oryginalny, ale na pewno całkiem sensowny i spójny.

—————————————————-

Miejsce 5. Kakumeiki Valvrave

Kakumeiki Valvrave

O Kakumeiki Valvrave czytałam, że jest zbitką wielokrotnie wykorzystywanych już motywów znanych z miliona innych serii SF, a nawet, że jest po prostu plagiatem największych hitów tego gatunku. Trudno mi tu cokolwiek oceniać ze względu na wspomnianą już kompletną nieznajomość zagadnienia, ale takie opinie nie biorą się z powietrza. Zapewne Kakumeiki Valvrave dużo kopiuje, a mało wnosi od siebie. Co więcej jest to seria, w której jest absolutnie wszystko – nastolatkowie w bojowych maszynach, walki między galaktycznymi państwami, wampiry, tajemnicze organizacje z ukrycia sterujące losami świata, miłość, zdrada, przyjaźń, górnolotne hasła o poświęceniu, białowłosi bishouneni… ;) Długo można by wyliczać. Aż dziw bierze, że to wszystko zmieściło się w zaledwie 20-kilku odcinkach. O tej serii na pewno więc nie można powiedzieć, że jest oryginalna, chyba że uznamy, iż jej oryginalność polega na połączeniu maksymalnej ilości wyświechtanych wątków ;) Mimo to jednak Kakumeiki Valvrave udowadnia, że można stworzyć serię kompletnie nieoryginalną, która jednak potrafi dostarczyć niesłychanej rozrywki. A przynajmniej ja tak odebrałam ten tytuł. Wciągnął mnie niesamowicie – przyznam, że to pod jego wpływem postanowiłam, że w nadchodzącym roku dam szansę seriom z podgatunku mecha ;) Wszystko było dynamiczne, emocjonujące, nieprzewidywalne, głośne, kolorowe… Gdy szczególnie nie zmuszało się w trakcie seansu do myślenia i analizowania poszczególnych elementów świata przedstawionego, zabawa była przednia. Nie do końca jestem co prawda zadowolona z zakończenia, które choć nie było totalną katastrofą (a mogło, biorąc pod uwagę, że na doprowadzenie kilku kluczowych wątków do finiszu pozostał jeden 20-minutowy odcinek), to jednak nie dało rady wyjaśnić wszystkiego, co chciałabym, by zostało wyjaśnione. Niemniej seans uważam za wyjątkowo udany ;)

—————————————————-

Miejsce 4. Chihayafuru 2

Chihayafuru 2

Na liście, rzecz jasna, nie mogło zabraknąć Chihayafuru (I, II), tytułu, który ląduje też wysoko w moim ogólnym rankingu ulubionych serii. Mogę robić eksperymenty i obejrzeć sobie raz na jakiś czas serię fantastyczną, ale tym co zawsze było i możliwe, że zawsze będzie moim prawdziwym konikiem, są serie realistyczne, okruchy życia z niezbędnym dodatkiem wątków romantycznych. Chihayafuru wpisuje się w ten nurt doskonale, choć druga seria bardzo mocno zaniedbała wspomniane wątki romantyczne, stąd tytuł nie wskoczyła na podium. Ale i tak oglądało mi się go z największą przyjemnością i wciąż bardzo mocno trzymam kciuki za powstanie kolejnego sezonu ;)

—————————————————-

Miejsce 3. Shingeki no Kyojin

Shingeki no Kyojin

Shingeki no Kyojin było przypuszczalnie największym kasowym hitem 2013 roku. I w gruncie rzeczy się nie dziwię. Sądzę, że to nie tylko zasługa popularności mangi czy potęgi reklamy, choć i te czynniki odegrały tu niebagatelną rolę. Seans tej serii przyniósł mi dużo frajdy i emocji. O tym, dlaczego, pisałam już przy okazji wyjątkowo długiej recenzji sprzed kilku miesięcy. Mimo mnóstwa zachwytów nie mogłam jednak dać temu tytułowi wyższego miejsca, niż trzecie. Jakby na to nie patrzeć, Shingeki no Kyojin to ostatecznie seria rozrywkowa i nieszczególnie ambitna. Nie twierdzę, że fabuła była bzdurna, czy postaci raziły głupotą. Nic z tych rzeczy. Fabuła trzymała w napięciu, a postaci zaskakiwały niekiedy naprawdę pozytywnie. Ale nie było tu szczególnie bogatego przekazu intelektualnego. Seria ta miała za zadanie bawić i podbijać adrenalinę. Z tego wywiązała się w moim przypadku fantastycznie, jak żaden inny tytuł w tym roku, stąd podium jej się należy. Powtórzę zatem myśl z poprzedniego miejsca – trzymam kciuki za powstanie kontynuacji :)

—————————————————-

Miejsce 2. Zetsuen no Tempest

Zetsuen no Tempest

Na drugim miejscu dzisiejszej listy wylądowało Zetsuen no Tempest, co nie powinno być zaskoczeniem o tyle, że we wcześniejszych rankingach tytuł ten przewijał się każdorazowo, zajmując w odpowiednich kategoriach bardzo wysokie miejsca. Wiem, że wiele osób, którym spodobał się klimat pierwszej części serii, było rozczarowanych jego totalną przemianą w części drugiej. Ja jednak uważam, że o ile może faktycznie byłoby fajnie, gdyby cała seria pociągnięta została w tym mrocznym nastroju, o tyle jego rozpogodzenie też ma sens i jest jak najbardziej zabiegiem celowym ze strony twórców. Już różnice między Hamletem a Burzą – dwoma dziełami Szekspira, tak ważnymi dla fabuły – uzasadniają zmianę nastroju serii.

Co jeszcze mogę dodać ponad to, że Zetsuen no Tempest jest serią piękną, posiadającą ciekawych bohaterów, którym głosu użyczali zdolni aktorzy? Może i gadanie o Drzewach było miejscami mętne, ale reszta, jak dla mnie, trzymała się kupy. Po pierwsze udało się stworzyć tutaj naprawdę dużo zwrotów akcji i zagadek, nad którymi widz głowił się niemal do końca serii. Pytanie o to, kto zabił Aikę, choć z początkowego punktu widzenia bohaterów, nie odgrywało kluczowej roli dla losów świata, to szukanie na nie odpowiedzi napędzało całą akcję, wciągając nie tylko pozostałe postaci, ale i widzów. Przechodząc jednak do sedna – w Zetsuen no Tempest były nim dla mnie inteligentne, intrygujące i nieprzewidywalne postaci. Zdaje się, że rozmowa i kombinacje taktyczne między Yoshino, Mahiro, Samonem i przebywającą na wyspie Hakaze trwały trzy odcinki, a przez ten czas bohaterowie nie ruszyli się ze wzgórza, na którym toczyła się owa dyskusja. Trzy odcinki nieprzerwanego gadania, a dla mnie było to niezmiennie wciągające i ciekawe. To już o czymś świadczy ;) Jest to seria, do której bardzo chętnie kiedyś wrócę.

—————————————————-

Miejsce 1. Shinsekai Yori

Shinsekai Yori

Co do pierwszego miejsca w tym rankingu, nie miałam żadnych wątpliwości. Shinsekai Yori wybija się bardzo zdecydowanie ponad poziom innych produkcji tego roku. Może to być o tyle zaskakujące, że w rankingu postaci, który w znacznej mierze pokrywa się z rankingiem serii, zabrakło bohaterów tej opowieści. Rzecz w tym, że Shinsekai Yori niekoniecznie cechuje się najciekawszymi bohaterami. To jedna z niewielu opowieści, w których historia jest ciekawsza i ważniejsza, niż postaci. Te mają brać w niej czynny udział i niekiedy swoimi decyzjami zmieniać jej bieg, jednak przede wszystkim odgrywają rolę oka kamery, przez które widz rejestruje akcję. Taką funkcję pełni Saki – owszem, jest inteligentna, zdolna, wrażliwa, można ją polubić. Ale nie ma w niej tej iskry, tego specyficznego egocentryzmu, który pozwoliłby się jej stać centrum wydarzeń. Saki bierze udział w wydarzeniach, wpływa na nie, ale nie koncentrują się one na niej. To, co się dzieje na ekranie, dotyczy losów całej ludzkości.

A jeśli o samą historię chodzi, to jest naprawdę inteligentna, wyjątkowa, przerażająca i to na kilku płaszczyznach. Pamiętam, że odcinki, w których Akki polował na ludzi w wiosce, m.in. na Saki i Satoru, mroziły mi krew w żyłach. Przerażające jest jednak również przesłanie tej historii. Autorowi tej opowieści (wszak powstała ona na podstawie książki) udało się stworzyć ciekawe, dopracowane i szalenie pomysłowe uniwersum, za pomocą którego zobrazował zagrożenie wynikające z podziałów społecznych i ludzi, którzy coraz częściej bawią się w bogów. Na pochwały zasługuje fakt, że morał ten nie został przekazany za pomocą historii dosłownej – nie jest to kolejny thriller medyczny, umiejscowiony w niedalekiej przyszłości, w której szaleni naukowcy podejmują się eksperymentów genetycznych. Autor wykorzystał metaforę bardziej zawoalowaną. Zamiast nowoczesnych technologii dał ludziom do dyspozycji magiczne moce. Zamiast ciemiężonych spychać do obozów pracy, zezwierzęcił ich anatomię i dał szalenie pozorną wolność.

Przyznam, że choć z początku wielu rzeczy nie rozumiałam, wiele wydawało mi się pozbawionych sensu, z czasem, gdy pojawiały się kolejne odpowiedzi, a skala wydarzeń i ich konsekwencji wciąż się powiększała, doceniłam tę niezwykłą konstrukcję świata przedstawionego. Tu nic nie dzieje się bez przyczyny. Wszystko ma swój sens i cel. Rzadko nadarza się okazja, by obejrzeć tak inteligentne anime.

A zatem choć grafika nie zachwycała (w niektórych odcinkach wypada wręcz powiedzieć, że straszyła ;)), zaś postaci nie powalały swoimi osobowościami, uważam, że był to bezsprzecznie najciekawszy i najbardziej złożony tytuł, jaki zaoferował nam rok 2013. Trudno powiedzieć, kiedy po raz kolejny Japończycy uraczą nas taką perełką. Z całego serca polecam Shinsekai Yori wszystkim fanom anime, którzy poszukują bardziej ambitnych tytułów, nie tylko dla rozrywki i zabicia czasu, ale również po to, by po ich obejrzeniu przez chwilę solidnie się zamyślić ;)

—————————————————-

I to już ostatni ranking na 2013 – przynajmniej z tych pozytywnych ;) Jutro bonus w postaci antylisty 2013 roku, bo przecież chłamu było w minionym roku naprawdę sporo :>

Advertisements

5 responses to “2013: Top 10 anime

  1. A mi wstyd i hańba żadnego z powyższych tytułów nie widziałem :<. Tylko że zazwyczaj mam problem z nadążaniem z nowościami bo zawsze czaje się na wydanie blueray`owe i to mnie gubi :(

    • Właściwie każdy tytuł z powyższej dziesiątki mocno polecam, chociaż wiele zależy od tego, jakie gatunki lubisz najbardziej, bo wiadomo, że nie każdemu spodoba się wszystko ;) Niemniej pierwsza trójka, a już zwłaszcza pierwsze miejsce to serie, które warto znać :) Nie wiem, jak tam stoją one z wydaniami blueray’owskimi, ale jeśli te się ukażą, koniecznie zrób podejście do tych tytułów :)
      Dzięki za odwiedziny! :)

  2. Raany.. całkiem sporo tych zestawień wytworzyłaś ostatnio. Jestem pełna podziwu dla Twojego zapału ;)

    Osobiście nie zastanawiałam się nad tym, które anime najbardziej mi się podobało w tym roku. Ciężko by mi było wybrać. Było mnóstwo ciekawych tytułów, tych mniej i bardziej zapadających w pamięć. Ale zaskoczyło mnie że na Twoim miejscu pierwszym jest anime, którego kompletnie nie znam! Wpisuję na listę „do obejrzenia” chociażby z tego powodu ;)

    Pozdrawiam i korzystając z okazji, życzę Ci szczęśliwego 2014 roku i nie gasnącego zapału do pisania!

    P.S. Bento-boxy są zawieszone? Lubiłam sobie popatrzeć na twoje zestawy :(

    • Ja sama się sobie dziwię, że dałam radę z tymi wpisami, bo z reguły mam spory problem ze swoim słomianym zapałem i zdarza mi się pewne projekty w połowie porzucać. Tym razem się jednak udało, chociaż obawiam się, czy nie będzie to kosztem zapowiedzi na sezon zimowy, bo zupełnie nie mam czasu ich zrobić, a niestety to jeden z tego rodzaju wpisów, których przygotowanie zajmuje długie godziny…

      Shinsekai Yori obejrzyj koniecznie! To szalenie inteligentna opowieść, z bardzo sensownym, dającym do myślenia przesłaniem. Trzeba tylko przymknąć oczy na grafikę, która potrafi być koszmarnie nierówna – jest kilka odcinków, które wręcz wizualnie odpychają. Ale sama historia jest tego naprawdę warta. Genialnie został tu zaprojektowany świat przedstawiony, a i konstrukcja fabuły stoi na poziomie ponadprzeciętnym. Ambitny tytuł, który warto obejrzeć ;)

      Dziękuję za życzenia i również życzę Ci samych cudowności na nowy rok i rzecz jasna, mnóstwa świetnych anime do oglądania i opisywania :)

      Co do bento-boxów w sumie są zawieszone. Przez jakiś czas nie chodziłam do pracy, więc nie robiłam drugich śniadań, a teraz choć nadal sobie pudełka szykuję, to trochę się rozleniwiłam i nie chce mi się potem pstrykać fotek ;) Może jeszcze mi zapał wróci – liczę, że razem z wiosną, której strasznie wypatruję ;) Na razie bloga nie kasuję, bo wciąż liczę, że jeszcze mnie ochota na jego prowadzenie najdzie. Jak będzie, zobaczymy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s