Watashitachi no Shiawase na Jikan czyli melodramat przez wielkie M

watashitachi-no-shiawase-na-jikan-7

Witam wszystkich, którzy zaglądają jeszcze na tego bloga, zastanawiając się, kiedy i czy w ogóle pojawią się tutaj jeszcze nowe wpisy. Otóż jak najbardziej ;) Przerwa była co prawda długa, zdecydowanie za długa, ale postaram się powrócić do trybu w miarę regularnych wpisów, choć przyznam, że przy moim obecnym grafiku będzie to dość trudne w realizacji. Niemniej zaczęłam już przygotowywać wpis na temat wiosennych nowości anime, mam więc nadzieję, że uda mi się go Wam zaprezentować w ciągu najbliższych dwóch tygodni. Tymczasem zaś pozwolę sobie popełnić kilka wpisów na temat mang – ostatnio zaczęłam ich czytać trochę więcej, przy okazji więc powstały recenzje, które być może część z Was czytała już na portalu Tanuki.pl, gdzie miałam przyjemność je opublikować :) Jeśli nie, zachęcam do lektury bezpośrednio na blogu. Na pierwszy ogień pójdzie recenzja Watashitachi no Shiawase na Jikan

Yuri, utalentowana pianistka, która jako nastolatka zarzuciła dobrze zapowiadającą się karierę, od lat pogrążona jest w depresji. Gdy po raz kolejny próbuje odebrać sobie życie, rodzina stawia ją przed wyborem: albo spędzi miesiąc w ośrodku terapeutycznym, albo zgodzi się towarzyszyć swojej ciotce, zakonnicy, która odwiedza w więzieniach skazańców z wyrokiem śmierci. Druga opcja nie do końca trafia dziewczynie do przekonania, jest jednak o wiele lepsza od pierwszej, dlatego też w czwartkowe przedpołudnie, wraz z ciotką Monicą, Yuri odbywa pierwszą wizytę w więzieniu. Poznaje tam Yuu, młodego mężczyznę, skazanego na śmierć za brutalne morderstwo trzech osób. Pierwsze spotkanie nie wypada najlepiej, z czasem jednak Yuu i Yuri zaczynają się dogadywać. Z zaskoczeniem odkrywają, że mimo diametralnie różnych życiorysów, mają ze sobą wiele wspólnego. Pod wpływem tej znajomości obydwoje zmieniają swoje podejście do życia i uczą się doceniać wszelkie drobiazgi dnia codziennego, które wcześniej umykały ich uwadze. Czy jednak ta relacja ma szansę przerodzić się w coś głębszego, skoro w każdej chwili nadejść może rozkaz wykonania wyroku…?

watashitachi-no-shiawase-na-jikan-5

Watashitachi no Shiawase na Jikan to manga stworzona na podstawie powieści jednej z najsłynniejszych południowokoreańskich powieściopisarek „Nowej Fali”, Gong Ji­‑young. Książka ciesząca się ogromną popularnością w ojczystym kraju, szybko doczekała się tam adaptacji filmowej. Następnie zaś przyszła kolej na wersję komiksową wydaną w Japonii.

Historia nietypowej relacji więźnia i pianistki to melodramat w pełnym tego słowa znaczeniu. Nie mam na myśli wyłącznie faktu, iż na znajomość bohaterów nałożony jest limit czasowy, wynikający z wyroku Yuu. Melodramatyczne są również losy obydwu postaci, które doświadczyły w młodym wieku licznych cierpień, braku miłości, niefortunnych relacji seksualnych, a wreszcie prób samobójczych. Czytelnik z łatwością angażuje się w tak przejmujące historie, nic więc dziwnego, że manga ta cieszy się opinią prawdziwego wyciskacza łez. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że mnie nie napłynęły one do oczu podczas lektury. Sądzę jednak, że osobom mniej skorym do wzruszeń nagromadzenie wątków dramatycznych może sprawiać wrażenie przytłaczające, a przez to i przerysowane. O ile jednak nierealistyczna wydawać się może mnogość przedstawionych tragedii, o tyle zachowanie bohaterów w ich obliczu jest już jak najbardziej wiarygodne. W świetle poznawanych wydarzeń trudno dziwić się, że Yuri znienawidziła swoje życie do takiego stopnia, iż kilkakrotnie próbowała je sobie odebrać. Przesady nie ma również w jej stosunku do matki, której życzy wszystkiego, co najgorsze – gdy dowiadujemy się dlaczego, postawa dziewczyny staje się w pełni zrozumiała. Nie inaczej jest z Yuu, na którego w bardzo młodym wieku spadła odpowiedzialność za upośledzonego brata – obowiązek, któremu z trudem mógłby podołać dorosły człowiek, w żadnym jednak wypadku nie powinien zmagać się z nim nastoletni chłopiec. Tak krańcowe doświadczenia wpłynęły na protagonistów i przyczyniły się do niezwykle pesymistycznego spojrzenia na otaczającą ich rzeczywistość.

watashitachi-no-shiawase-na-jikan-1

A jeśli już o bohaterach mowa, Watashitachi no Shiawase na Jikan stanowi przykład dość nietypowego przedstawienia związku dwojga młodych ludzi. Nie jest to romans sensu stricte. Prezentowana jest tutaj relacja przekraczająca granice klasycznie rozumianej miłości – Yuri i Yuu łączy szczególny rodzaj porozumienia dusz, dzięki któremu mimo tak ogromnych różnic, wydają się osobami stworzonymi dla siebie. Pod tym względem manga jest wyjątkowo nieprzegadana. Bohaterowie zresztą celowo pewnych rzeczy nie mówią na głos – mają świadomość, że w ich przypadku wyznania wyłącznie utrudniłyby i tak już niełatwą sytuację. Usuwając w ten sposób z pierwszego planu kwestie typowo kojarzone z romansami, autorka skupia się na metafizycznym charakterze związku Yuri i Yuu i ukazuje go z perspektywy przełomu odmieniającego życia, wydawałoby się, już przegrane. Cotygodniowe spotkania bohaterów, choć krótkie, są dla nich niezwykle znaczące i – mimo nienaturalnych okoliczności towarzyszących – bardzo intymne. Pół godziny w czwartkowe przedpołudnia, które spędzają razem, dla obydwojga staje się najważniejszym punktem tygodnia, do którego najpierw odlicza się dni, a następnie żyje się wspomnieniem tych wspólnych chwil. Z jednej strony jest to niewiele, z drugiej te kilkadziesiąt minut w diametralny sposób odmienia ich życie.

watashitachi-no-shiawase-na-jikan-6

Ryzykowanym, choć zastosowanym z powodzeniem chwytem, było wykorzystanie motywu chrześcijaństwa do zilustrowania wspomnianych zmian, zachodzących w codzienności bohaterów. Nie jest tajemnicą, że wykorzystywanie elementów chrześcijańskich wychodzi Japończykom mniej więcej tak, jak Europejczykom wykorzystywanie symboliki religii dalekowschodnich – jest zatem oparte na stereotypach, często niemających zbyt wiele wspólnego z rzeczywistością. W Watashitachi no Shiawase na Jikan udało się wpleść w fabułę wątki chrześcijańskie z dużym umiarem i wyczuciem. Ciotka Yuri prezentuje wzorcowy przykład siostry zakonnej – wybaczającej, pokornej, łagodnej – nie zapomina się jednak przy tym o jej bardziej ludzkiej stronie, dzięki czemu nie pełni roli irytującego pomnika cnót wszelakich. Z innych elementów chrześcijańskich godny odnotowania jest pomysł wykorzystania chrztu i nadania chrześcijańskiego imienia jako metafory odrodzenia, tym silniej podkreślającej jak bardzo, pod wpływem wzajemnej relacji, zmieniają się bohaterowie.

watashitachi-no-shiawase-na-jikan-2

Pod względem graficznym Watashitachi no Shiawase na Jikan prezentuje się bardzo dobrze. Myląca może być okładka mangi, na której umieszczony został obrazek delikatny, narysowany z pozoru niepewną ręką – wewnątrz tomiku znajdziemy bowiem rysunki tworzone pewną i mocną kreską. Realistycznie szkicowane postaci mają gruby, zdecydowany kontur nanoszony bez żadnych poprawek, zaś twarze cechuje – mimo braku wielkich, połyskujących oczu – poruszająca ekspresyjność. Autorka chętnie korzysta z dużych ilości czarnego tuszu, którym wypełnia przestrzenie, przez co potęgowana jest kontrastowość i wyrazistość rysunków. Tła pojawiają się rzadko – jeśli już są, charakteryzują się małą ilością detali. Idealnie pasuje to do wnętrz, w których rozgrywa się większość akcji – dobór środków artystycznych pomaga autorce podkreślić surowość i prostotę przestrzeni więziennych, w obszarze których najczęściej obserwujemy bohaterów. Wystarczy jeden rzut oka, by czytelnik zorientował się, że ma do czynienia z wprawną artystką, mającą własny, wyrobiony już styl.

watashitachi-no-shiawase-na-jikan-4

Watashitachi no Shiawase na Jikan z pewnością trafi w gusta fanów melodramatów, którzy szukają wzruszeń i tragizmu. Przy lekturze mangi zużyją oni prawdopodobnie kilka chusteczek, roniąc łzy z jednej strony nad nieszczęśliwym losem bohaterów, z drugiej nad pięknem rodzącego się między nimi uczucia. Nieco inne wrażenia mogą jednak towarzyszyć osobom wyczulonym na przesadę – przyznam, że sama przy drugiej, a następnie trzeciej lekturze tomu, zaczęłam odczuwać pewne przerysowanie atakującego czytelnika zewsząd dramatyzmu. Przypuszczam, że znaczna część czytelników da się uwieść klimatowi tej smutnej historii, nie wątpię jednak, że znajdzie się i kilku takich, którzy nie kupią wszystkich tych tragedii. Tym osobom czytanie mangi raczej odradzam – resztę z całego serca do tego zachęcam.

Reklamy

8 responses to “Watashitachi no Shiawase na Jikan czyli melodramat przez wielkie M

  1. Haha, nie zagląda, mam zasubskrybowanego RSSa, jak każdy świadomy technologicznie człowiek ;)
    Wielkie dzięki za ten tekst, dzięki niemu zorientowałam się, że to mango nie jest dla mnie. Nie lubię przedramatyzowania, to raz. Ale jeszcze bardziej nie lubię, gdy coś jest naprawdę przytłaczająco smutne – nie potrafiłam na przykład oglądać Rainbow. Więc no, odpuszczę sobie i poszukam czegoś lżejszego. Może na przykład pojadę po drugi tom Kobato :)

    • Nie da się ukryć, że WnSnJ jest dramatycznie przedramatyzowana ;) Ale ja mam właśnie z tym na odwrót – uwielbiam takie przytłaczająco smutne historie i przyznam Ci się, że Rainbow już od jakiegoś czasu mam na liście serii do obejrzenia. Obiecuje sobie po niej bardzo silne emocje ;) Co fan, to zgoła inne preferencje jak widać ;)

  2. Do mangi jak najbardziej mnie zachęciłaś. Lubię takie smutne historie, więc już poszukuje tego tytułu do ściągnięcia. Dzięki!
    Miło także znowu poczytać Twoje wpisy, stęskniłam się ;)

    • Mam nadzieję, że przypadnie Ci do gustu – pamiętam, że po pierwszej lekturze, byłam naprawdę mocno poruszona. Przy kolejnych, rzecz jasna, patrzyłam na tę historię coraz bardziej krytycznie i już takiego silnego efektu nie było, ale w momencie, kiedy wyciszasz zdroworozsądkowe obiekcje i pozwalasz sobie po prostu tę opowieść przeżywać emocjonalnie, potrafi ona bardzo silnie wzruszyć :)
      Ja też się stęskniłam za blogowaniem – gdybym tylko miała na to troszkę więcej czasu! Ale po zakończeniu sezonu zimowego na pewno jakieś wpisy podsumowujące poskładam, także jak zawsze zapraszam serdecznie :):)

  3. Podobało mi się średnio, jakoś nie przemawia do mnie ten romans. Hihi, nie mogę z tego, jak praktycznie zawsze duchowni chrześcijańscy w mangach i anime ,,owieczkują”. Czuję się poszkodowana, nikt do mnie jeszcze nie powiedział per owieczko.

    • Faktem jest, że w m&a podejście do motywów chrześcijańskich jest bardzo stereotypowe i płytkie, ale pomijając „owieczkowanie”, w tej akurat mandze podobał mi się motyw przyjmowania nowego imienia przez głównego bohatera – tym bardziej, że nastąpiło to w tym samym momencie, w którym obciął włosy. Stworzył się z tego całkiem udany, acz nieprzegadany obrazek ;)
      Dzięki za odwiedziny :)

  4. Często wyborem mang w moim przypadku kieruje kreska, a ta zdecydowanie przypadła mi do gustu :) Również historia maluje się bardzo ciekawie, więc chyba wyląduje na mojej liście „PLAN TO READ” :)

    • Mam podobne kryterium doboru mangowych lektur – jak by nie patrzeć, w komiksie kreska to jedna z bardziej kluczowych kwestii. W WnSnJ rysunek jest naprawdę ładny – nie kojarzy się raczej z typową japońską stylistyką. Widać, że autorka ma spore zacięcie artystyczne i bardzo dużą wprawę. Jeśli lubisz tego typu dramaty/romanse, to zdecydowanie warto sięgnąć po ten tytuł :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s