Hana Nomi zo Shiru – nie takie yaoi straszne…

hana_nomi_zo_shiru_4

Dzisiaj pozwolę sobie wejść na grząski grunt, a imię tego gruntu brzmi yaoi ;) Gatunek, który ma, zdaje się, po równo miłośników, jak i przeciwników – by nie powiedzieć hejterów ;) O ile pierwszy mój kontakt z yaoi nie okazał się szczególnie udany (odsyłam do recenzji Junjou Romantica), o tyle kolejne zetknięcie ze znacznie subtelniej potraktowanym wątkiem wzajemnej fascynacji między bohaterami płci męskiej, wokół której kręciła się seria No.6, wypadło już stokroć lepiej i zainspirowało mnie do bardziej wnikliwej eksploatacji tematu. Anime shounen-ai/yaoi jest niewiele – te dobre policzyć można wręcz na palcach jednej ręki – dlatego szybko przerzuciłam się na mangi. Oczywiście lwia ich część, to do bólu banalne i schematyczne historyjki, w których od choćby szczątków fabuły ważniejsze są kolejne pikantne ujęcia homoseksualnych bizonów we wszelkich możliwych wyuzdanych pozach :P Są jednak mangi yaoi, które są naprawdę dobre – dzisiejszy wpis poświęcę jednej z nich. Hana Nomi zo Shiru – bo to o niej mowa – nie jest może wybitnie oryginalna czy złożona, ale stanowi przykład ładnego, ciepłego romansu, którym można umilić sobie wolne popołudnie :) Zapraszam wszystkich, którzy na myśl o yaoi nie dostają spazmów :P Hejterów za uwagę dziękuję – ani ja nie przekonam Was do polubienia gatunków, ani Wy nie przeciągnięcie mnie na stronę hejtu :P

Youichi Arikawa i Shouta Misaki studiują na tym samym uniwersytecie – pierwszy na wydziale prawa, drugi na wydziale rolniczym. Pewnego dnia ich drogi krzyżują się aż dwukrotnie, nie przedstawiają się sobie jednak, a co gorsza Arikawa, testujący właśnie nowe soczewki kontaktowe, podrażnia wzrok do tego stopnia, że nie zapamiętuje nawet twarzy nieznajomego. Tej samej nocy w jego śnie pojawia się tajemnicza postać – po przebudzeniu nie jest sobie w stanie przypomnieć jej wyglądu, wie tylko, że ma na imię Misaki. Sen powtarza się co noc, zaś Arikawa czuje, że powoli zakochuje się w osobie z marzeń sennych. Wkrótce bohaterowie ponownie na siebie wpadają, a gdy tylko Arikawa dowiaduje się, że nieśmiały i zdystansowany chłopak z wydziału rolnictwa ma na imię Misaki, bez zastanowienia wyznaje mu, że w swoich snach jest w nim zakochany. Łatwo domyślić się, że reakcja Misakiego nie jest zbyt entuzjastyczna. Arikawa jest jednak na tyle ciekaw nowego kolegi, że zatrudnia się do pomocy w laboratorium, w którym tamten pracuje pod opieką profesora botaniki. Tak zaczyna się historia ich znajomości, która mimo banalnego i naciąganego początku przeistacza się w ciekawą, wzruszającą i nie tak całkiem typową dla swojego gatunku opowieść.

hana_nomi_zo_shiru_3

Fani serii z nurtu shounen­‑ai/yaoi nazwisko Rihito Takarai kojarzyć mogą z mangi Seven Days. O ile jednak tam odpowiadała wyłącznie za rysunki, o tyle w przypadku Hana Nomi zo Shiru była również autorką scenariusza. Za obydwa aspekty pracy nad omawianą historią należy jej się uznanie. Autorce udało się stworzyć mangę yaoi, która nie razi wulgarnością, przesadną naiwnością ani nierzeczywistym poziomem romantyzmu – a to niestety częste problemy w utworach tego typu.

Za najmocniejszy punkt Hana Nomi zo Shiru uznałabym postać Misakiego i dotyczące go wątki, którym w mandze zostaje poświęcone najwięcej miejsca. Choć ma on cechy typowe dla uke – delikatną, wręcz kobiecą urodę, a także nieśmiałą i wrażliwą naturę – szczęśliwie nie jest przy okazji rozhisteryzowanym, chorobliwie rumieniącym się smarkaczem, nieustannie atakowanym przez swojego seme. Kiedy Misaki poznaje Arikawę, jest już w pełni świadom swego homoseksualizmu. Doświadczenia z przeszłości, które zostały ukazane w kilku retrospektywnych rozdziałach mangi, sprawiają jednak, że zainteresowanie mężczyznami postrzega jako coś złego, czego czuć nie powinien i co musi w sobie tłumić. Zarówno w stosunku do Arikawy, jak i swej pierwszej miłości – starszego o kilka lat Kawabaty – Misakiego nachodzą myśli o niestosowności własnych uczuć i o tym, o ile łatwiej by mu się żyło, gdyby urodził się dziewczyną. Temat odkrywania tożsamości seksualnej zostaje więc tutaj potraktowany bardziej serio, aniżeli w przypadku typowych mang yaoi.

hana_nomi_zo_shiru_2

Nieco gorzej prezentuje się Arikawa, jednak tylko z tego względu, iż autorka nie poświęca mu tyle uwagi, co Misakiemu. Nie wiemy zbyt wiele o jego przeszłości – w momencie zawiązania akcji spotyka się z dziewczyną, z którą jednak średnio mu się układa. Dopiero gdy poznaje Misakiego, zaczyna odczuwać emocje typowe dla osób zakochanych. W ich relacji to właśnie Arikawa jest postacią aktywną, która wyraźnie dąży do pogłębienia związku – tak jednak, jak Misaki niewiele ma wspólnego z typowym uke, tak z Arikawy żaden klasyczny seme. Jest on postacią wzbudzającą dużą sympatię czytelnika dzięki swej szczerości, prostolinijności, wyrozumiałości, cierpliwości i uczuciowości. Nie odgrywa buzującego testosteronem zdobywcy – stanowi raczej wsparcie dla niepewnego Misakiego, oferuje mu bliskość, pod żadnym jednak pozorem nie narzuca jej siłowo, jak zwykli to czynić bardziej agresywni seme.

Kreacje bohaterów pierwszoplanowych można więc uznać za udane. To samo zresztą tyczy się bohaterów drugoplanowych. Takarai dba nie tylko o to, by jej postaci zachowywały się na tyle naturalnie, na ile pozwala przyjęta konwencja, ale również, by ich czyny były wiarygodnie umotywowane. Widać to chociażby w przypadku postaci Kawabaty – z powodu niejednoznacznej relacji z Misakim, w której młodszy chłopak wydaje się ofiarą, czytelnik postrzega mężczyznę w kategoriach czarnego charakteru. Autorka zadaje sobie jednak trud, by chociaż w skrócie wyjaśnić, co leży u podstaw takiego zachowania bohatera, przez co nabiera on głębi psychologicznej i w oczach odbiorcy staje się postacią, której motywy można zrozumieć – nawet jeśli nie rozgrzesza to w żaden sposób jego późniejszych czynów.

Sama fabuła, jak to bywa w przypadku romansów, nie jest szczególnie zawiła. Kluczowe dla jej rozwoju nie są następujące po sobie wydarzenia, a raczej zmieniające się uczucia bohaterów, które motywują kolejne ich działania. Rozczarowane mogą być osoby oczekujące od Hana Nomi zo Shiru intensywnych wrażeń i zaskakujących zwrotów akcji. Po pierwszych kilku stronach można z całą pewnością stwierdzić, jak skończy się ta historia. Mimo że bohaterowie nie są zbyt schematyczni, sama historia już sięga po utarte schematy. Znajdziemy tu zarówno pewną odmianę trójkąta romantycznego, jak i tragiczne motywy w przeszłości bohaterów. Poziom dramatyzmu nie przekracza jednak dopuszczalnych norm, dzięki czemu opowieść raczej wzrusza, aniżeli wywołuje niesmak przesadną patetycznością.

hana_nomi_zo_shiru_1

Przed przystąpieniem do lektury Hana Nomi zo Shiru warto zadać sobie pytanie o własne wobec niej oczekiwania. Manga może bowiem nie sprostać wymaganiom fanów scen „dla dorosłych” – rzecz jasna znajdziemy ich tu kilka, w innym wypadku nie mielibyśmy do czynienia z yaoi jako takim, nie są one jednak wyłącznie sztuką dla sztuki i nie trafiają się w każdym rozdziale. Poza prezentacją wdzięków głównych bohaterów, wyraźnie mają one na celu ukazanie rozwoju ich więzi emocjonalnej, która w pewnym momencie (co ważne, nie przy pierwszym czy drugim spotkaniu, jak to czasem bywa w tego typu historiach) zaczyna przekładać się również na bliskość fizyczną. W moim odczuciu jest to istotna zaleta tej opowieści, choć, jak już wspomniałam, osoby gustujące w mangach silnie akcentujących seksualny aspekt związków męsko­‑męskich, mogą być nieco rozczarowane.

Nie sposób nie powiedzieć kilku zdań na temat niezwykle estetycznego stylu autorki tej mangi. Jej bohaterowie to wątli i szczupli bishouneni, charakteryzujący się atrybutami kojarzonymi raczej z kobiecością – miękkimi rysami twarzy, wąskimi taliami, smukłymi dłońmi. Delikatna kreska sprawia wrażenie nieco niedbałej, dzięki niej jednak rysunki są wyjątkowo lekkie, wręcz eteryczne. Pokusiłabym się o stwierdzenie, że manga została skonstruowana w zgodzie z literacką zasadą decorum – forma, a zatem graficzne przedstawienie, nie tylko idealnie podkreśla nostalgiczny i melancholijny charakter treści, ale wręcz go potęguje. Sam układ kadrów jest raczej statyczny i niekiedy może brakuje w nim większej innowacyjności – uwagę zwracają jednak wolne przestrzenie między sąsiadującymi panelami, dzięki którym rysunki na stronach nie sprawiają wrażenia stłoczonych. Jak na mangę, w której główny nacisk położony zostaje na wątek romantyczny, autorka całkiem nieźle radzi sobie z tłami – szczególnie w przypadku kadrów z oddali dba o to, by wyraźnie nakreślić scenerię. Staranność tę odpuszcza sobie przy zbliżeniach, to jednak można jej z łatwością wybaczyć.

Hana Nomi zo Shiru nie nazwałabym z pewnością mangą wybitną. Jest to jednak solidnie skonstruowany romans, który powinien zainteresować czytelników gustujących we wzruszających historiach miłosnych. Krytyczny odbiorca znajdzie tu kilka banałów i motywów mocno naciąganych, nie będzie jednak przy tym w stanie odmówić tej mandze pewnej dozy nietypowości, wyróżniającej ją na tle gatunku – zwłaszcza w sposobie przedstawienia bohaterów. Postaci, których zachowanie łatwo jest zrozumieć, stanowią główną zaletę tego tytułu. Dzięki nim mangę docenić mogą również osoby, które na co dzień z yaoi niewiele mają wspólnego – zakładając oczywiście, że idea związku romantycznego między mężczyznami z miejsca ich nie zniechęca. Jeśli więc ktoś szuka lekkiego, niezobowiązującego romansu z nurtu Boys’ Love, a przy tym nie razi go odrobina banału i rzewnych wyznań, zdecydowanie trafił pod właściwy adres.

Advertisements

4 responses to “Hana Nomi zo Shiru – nie takie yaoi straszne…

  1. Ja w temacie yaoi jestem bardziej niż obeznana :) Znam tę mangę, ale nie miałam jeszcze okazji przeczytać, na pewni kiedyś to zrobię, teraz czytam głównie komedie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s