Lato 2014 – pierwsze wrażenia (cz.1)

sm1

Pora zabrać się wreszcie za pierwsze wrażenia z sezonu letniego, póki jeszcze są świeże… i pierwsze ;) Nie wiem, czy uda mi się opisać wszystkie serie, bo z moich wyliczeń wynika, że planuję sprawdzić ponad 15 z nich – większość premierowych odcinków zresztą już obejrzałam. Tegoroczne lato jest nieprawdopodobnie udane, biorąc pod uwagę, że to lato właśnie, czyli totalny sezon ogórkowy, który zwykle nie oferuje wiele więcej ponad kontynuacje serii z poprzednich miesięcy i głupawe, odmóżdżające komedyjki. Tym razem jest jakby inaczej :) Nie licząc kilku wyjątków, mam raczej dobre odczucia i wychodzi na to, że – o zgrozo – faktycznie będę śledziła na bieżąco kilkanaście serii. Tyle słowem wstępu. Pora na konkrety. Zapraszam do czytania i oczywiście dzielenia się swoimi wrażeniami :)

Glasslip

Glasslip to jeden z bardziej wyczekiwanych przeze mnie tytułów sezonu letniego. Przyczyną jest studio odpowiedzialne za tę produkcję, a zatem P.A.Works. Nagi no Asukara, które wyszło z tego studia w zeszłym roku naprawdę mnie zauroczyło, mimo wielu nie do końca udanych wątków. W międzyczasie zaś zrobiłam sobie rewatch jednej z moich top 5 serii anime, a mianowicie Hanasaku Iroha. Nie wspominałam jeszcze nic o tym tytule na blogu, ale zbieram się od pewnego czasu i mam nadzieję, że wreszcie mi się to uda. Ogólnie więc oceniam produkcję P.A.Works pozytywnie, choć rzecz jasna niektóre naprawdę podbijają moje serce, podczas gdy inne uważam za łatwe w odbiorze średniaki. Po pierwszym odcinku obawiam się trochę, że Glasslip może niestety wpaść do drugiej kategorii…

Fabuła skupia się na szóstce małoletnich bohaterów – pięcioro z nich przyjaźni się od dziecka i – co widać już na pierwszy rzut oka – powiązanych jest licznymi zależnościami emocjonalnymi. Czyli standardowy wielokąt. Pewnego dnia na ich drodze staje ktoś z zewnątrz, tajemniczy chłopak, który wyraźnie różni się od reszty. Już w tym momencie pachnie to bardzo mocno wspominanym Nagi no Asukara. Niestety na tym podobieństwa wydają się kończyć. Mimo całej rozbuchanej emocjonalności młodziutkich postaci z NnA, wydawały się one w swoim zachowaniu naturalne. O bohaterach Glasslip nie można tego powiedzieć – rozmowy, które prowadzą czy działania, które podejmują, zdają się wzięte z sufitu i kompletnie oderwane od rzeczywistości. Choćby cała akcja z przechowaniem kur ze szkolnego kurnika we własnych domach – co to w ogóle za pomysł? Zresztą obecność kur przywiodła na myśl skojarzenia z jedną z serii P.A.Works, którą uznałabym raczej za słabszą, choć powszechnie zbiera pozytywne opinie – True Tears. Tam również niektórzy z bohaterów zachowywali się bardzo nieautentycznie i nieadekwatnie do swojego wieku.

Gromadka postaci z Glasslip póki co prezentuje się bardzo schematycznie. Mamy główną bohaterkę Touko – klasyczna słodka, niezdarna dziewuszka o złotym i naiwnym serduszku, która z grubsza ma w głowie siano i walające się w nim absurdalne pomysły. Oprócz niej pojawia się pseudo-tsundere Yanagi, delikatna jak płatek wiśni, nieśmiała i prawdopodobnie schorowana megane Sachi, poczciwiec Hiro, który zapewne przez większość serii będzie z wielką wprawą odgrywał swoją rolę wiecznego tła dla pozostałych postaci, z pozoru gruboskórny Yukinari, będący kimś w rodzaju lidera grupy, no i oczywiście ten nowy, tajemniczy Kakeru, który przez cały pierwszy odcinek nie zdołał powiedzieć dwóch zdań, które miałyby jakikolwiek sens – tak bardzo jest tajemniczy… :>

Seria przewidziana jest raptem na 13 odcinków, co tym bardziej wzmaga mój niepokój, że skończy się na czymś pokroju True Tears, ale póki co oglądam i bacznie obserwuję, czy Glasslip uda się wybronić, czy jednak niekoniecznie. Ostatecznie, na 100% będziemy mieli tutaj do czynienia z pogmatwanym wielokątem miłosnym, a nigdy przecież nie ukrywałam, że uwielbiam takie motywy ;)

—————————————————–

Bishoujo Senshi Sailor Moon: Crystal

Reinterpretowanie legend zawsze pociąga za sobą ogromne ryzyko. Było to oczywiste, od kiedy po raz pierwszy pojawiła się informacja, że z okazji 20-lecia powstania Sailor Moon, stworzony zostanie remake tej przełomowej serii. O wpływie Czarodziejki na polski (czy wręcz światowy) fandom mangi i anime można mówić długo, a jednocześnie nie trzeba mówić wcale – to oczywiste, dla każdego, kto rzeczone 20 lat temu zetknął się z tą serią. Nowa jej wersja ma być znacznie wierniejsza mandze, na której oryginalna animowana Sailor Moon była raczej luźno oparta. Oczywiście jako oddana fanka Czarodziejek, którą opowieść o nich przysposobiła i na stałe przywiązała do świata anime, nie mogłam nie zapoznać się z tą niezwykłą nowością. Z ciekawością z jednej strony, ale i ogromną ilością obaw z drugiej, sięgnęłam po pierwszy odcinek.

Historia znana jest każdemu, kto ma powyżej 20-25 lat – 14-letnia Usagi, beksa i nieszczególnie rozgarnięta uczennica, spotyka na swej drodze mówiącą ludzkim głosem kotkę, która oświadcza jej, że dziewczyna ma zostać wojowniczką o sprawiedliwość i zwalczać ciemne moce, które czyhają na bezbronnych ludzi. Są przyjaciółki-czarodziejki, jest tajemniczy amant każdorazowo ratujący z opałów, jest jeszcze bardziej tajemnicza księżniczka, którą należy odnaleźć… Na dzisiejsze standardy fabuła Sailor Moon to skrajnie banalna i prostacka opowieść z gatunku magical girls. Można by powiedzieć, że klisza goni kliszę, gdyby nie fakt, że tak na dobrą sprawę, to właśnie ta historia wszystkie te klisze stworzyła i kiedy oglądaliśmy to po raz pierwszy, tak naprawdę nie było to jeszcze wtórne. Siłą rzeczy nasuwa się pytanie, czy taką historią będą w stanie zainteresować się obecne nastolatki/dzieciaki, do których w założeniu kierowane jest magical girls, skoro serii pokroju Sailor Moon jest na pęczki? Osobiście powątpiewam. To zdecydowanie seria przeznaczona dla dawnych fanów Czarodziejek – jeśli im do gustu nie przypadnie, na kontynuację nie ma co liczyć. Czy jednak dorośli dzisiaj wielbiciele Sailorek, będą mieli na tyle sentymentu, by oglądać głupawą historyjkę o 14-latkach rzucających w potwory diademami i ognistymi strzałami? Oto jest pytanie…

Pierwszym i największym moim zarzutem wobec nowej wersji Sailor Moon jest absolutnie skopana grafika. Nowe projekty postaci przyprawiają mnie o okrutnie nieznośny grymas. Od początku wydawało mi się, że ożywienie stylu, w jakim 22 lata temu Naoko Takeuchi rysowała swoją mangę, jest kiepskim pomysłem – po pierwsze ta stylistyka z gigantycznymi oczami, wielkimi głowami, anorektycznymi kończynami itd., była modna i estetyczna w tamtych czasach. Obecnie taki styl określiłabym mianem tandetnego i zwyczajnie brzydkiego. Druga sprawa, ten design postaci zwyczajnie nie mógłby wyglądać dobrze w wersji animowanej w żadnych czasach – to ten typ kreski, który wygląda dobrze tylko jako nieruchoma kreska, a nie animowany obraz. Pierwszy odcinek tylko utwierdził mnie w tym przekonaniu. Postaci wyglądają koszmarnie – puste, tępe spojrzenie Usagi, jej niedorzeczne włosy, fatalne proporcje ciała, obrzydliwy błyszczyk na ustach… W tym stanie niewiele różni się od potworów, z którymi przyjdzie jej walczyć. Dodajmy do tego katastrofalną wręcz scenę transformacji zrobioną w CG – czegoś tak biednego nie widziałam już dawno. Pamiętam, że w ostatnich sezonach bardzo złe wrażenie wywarły na mnie elementy CG w Tokyo Ravens, ale w porównaniu z tym, co dzieje się w nowej Sailor Moon, tam to była sztuka graficzna najwyższych lotów.

Zaskakującym rozczarowaniem jest też dla mnie występ Kotono Mitsuishi – jedynej seyiuu z oryginalnej obsady, która zdecydowała się na udział w nowej Czarodziejce. Nie wiem, co tu się zadziało, ale Kotono brzmi tragicznie – może po prostu ma już zbyt wiele lat, by z powodzeniem udawać 14-latkę i dlatego wykrzywia swój głos niemiłosiernie, by wzbudzić choć echo tego, co zrobiła z Usagi 20 lat temu. Piskliwy, przerysowany głos z okrutną jakąś manierą w połączeniu z pustym spojrzeniem, o którym już wspomniałam, sprawia, że nie sposób oprzeć się wrażeniu, że Usagi to dziecko opóźnione w rozwoju, które nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, co dzieje się wokół niego.

Jest mi ogromnie przykro, ale póki co Bishoujo Senshi Sailor Moon: Crystal jest dla mnie zawodem na całej linii. Nie liczyłam na wiele, bo jak już wspomniałam, nie do końca wierzę w odświeżanie legend, ale rozczarowanie jest większe, niż się spodziewałam. Serię zapewne obejrzę do końca, w imię naprawdę gigantycznego sentymentu, ale obawiam się, że wiele dobrego na jej temat nie będę miała do powiedzenia.

—————————————————–

Free!: Eternal Summer

Narzekałam, narzekałam, a i tak jak tylko pojawiła się informacja o sequelu Free!, wiedziałam, że będę oglądała ;) Wydaje mi się, że do drugiego sezonu serii o pływających bishach ze stajni KyoAni, jestem lepiej przygotowana. Przy pierwszym sezonie naiwnie liczyłam na łatwą i przyjemną komedię fanserwiśną, w której obędzie się bez przesadnego dramatyzmu. Niestety przejechałam się na swojej naiwności i w bólach znosiłam kolejne fochy i szczeniackie zagrywki ze strony sfrustrowanego Rina. Tym razem jestem przekonana, że dramy nie zabraknie, więc od razu nastawiam się na oglądanie z odpowiednim dystansem. Paradoksalnie druga seria może mi się bardziej spodobać – im mniejsze oczekiwania, tym mniejsze ryzyko rozczarowania ;)

A przechodząc już konkretnie do pierwszych wrażeń. Bardzo miłe jest oglądanie nieco bardziej dojrzałej wersji Rina, który zamiast chodzić nadąsany i szantażować innych emocjonalnie, cieszy się z towarzystwa swoich przyjaciół i skupia na tym, by ciężko pracując, mieć też z tego sporo frajdy. Oglądanie wyścigu Haru i Rina, który nie był podszyty duchem morderczej rywalizacji, było bardzo odświeżające. Obecnie jestem po drugim odcinku nowej serii i widzę, że szczęśliwie nie wrócimy już do traumy Rina – chociaż on widocznie się z problemów emocjonalnych wyleczył. Źródłem dramy będzie w tym sezonie prawdopodobnie Sousuke, nowy bohater, pierwszy chłopak przyjaciel Rina, który z mętnych póki co powodów jest cięty na Haru. Z początku myślałam, że to kolejny przypadek z serii „Haru mnie pokonał w pływaniu, podporządkuję resztę swojego życia temu, by się zemścić”, ale przyczyny zachowania Sousuke wydają się jeszcze bardziej abstrakcyjne i oderwane od rzeczywistości – zdaje się, że jest po prostu zazdrosny o to, że Haru odbił mu Rina. Ogólnie sytuacja jest szalenie zabawna, gdyż wychodzi na to, że główna oś dramatu będzie dotyczyła w drugim sezonie boju o Rina, toczonego między jego byłym chłopakiem przyjacielem a chłopakiem przyjacielem obecnym. Wybornie :D

Poza tym nadal jest ślicznie, jest dużo gołych, umięśnionych klat, jest Nagisa ze swoimi dwuznacznymi uwagami, Haruka ze swoim zespołem Aspergera, Makoto ze swoją irytującą dobrotliwością i sztywny niczym kij od szczotki Rei. Jedyna istotna zmiana, to ta w zachowaniu Rina, ale to jak najbardziej liczę serii na plus. Jako kontynuacja Free!: Eternal Summer zapowiada się dobrze – to jeden z tych sequeli, które z miejsca dają poczucie familiarności. Niby trochę się zmieniło – relacje między bohaterami i ich osobiste problemy (temat nr. 1 drugiego sezonu, to plany na przyszłość, dla kończących niebawem szkołę Makoto, Haruki i Rina), ale tak naprawdę klimat jest ten sam i bardzo łatwo znów wejść w świat ślicznych bizonków. Możliwe, że gdy dramat na linii Haru-Sousuke-Rin się napiętrzy – a to sugerowałyby urywki scen zaprezentowane w openingu – Free! znów zacznie mnie irytować, ale póki co, jest całkiem przyjemnie.

A jeśli już o openingu mowa, to od niego prosta droga do endingu, który – przyznaję to z pewnym zawstydzeniem :P – był najbardziej wyczekiwaną przeze mnie częścią pierwszego odcinka. Jest dobrze, choć mimo wszystko ten z pierwszej serii jakoś bardziej mnie urzekł swoim absurdalnym klimatem i dubstepową piosenką. Teraz jest jakby trochę gorzej muzycznie, choć graficznie nadal świetnie. Pomysł też jakiś jest i pewnie, gdy się z klipem opatrzę polubię go równie mocno, co ten do Splash Free :) Kończąc więc pierwsze pierwsze wrażenia z sezonu letniego, pozostawiam Was z niezwykle istotną kwestią poruszającą się poruszoną w nowym Free!:

tumblr_n83h94k5Q01r6ehaco1_500

Do usłyszenia! :)

Reklamy

7 responses to “Lato 2014 – pierwsze wrażenia (cz.1)

  1. O, myślałem, ze przy Czarodziejkach uderzysz w bardziej sentymentalne nuty, a tu totalne równanie z glebą… Mi kreska nie przeszkadza, ba na zbliżeniach nawet wygląda przyjemnie (poza tym błyszczykiem). Piosenka otwierająca bardzo wpada w ucho. Fabularnie – widziałem, widziałem po trzykroć przetrawione, emh, już raczej nadgonię Nanohę albo Card Captor Sakurę.

    Co do Glasslip to liczyłem na więcej slice of life i tego dmuchania szkła, które jest w opisach. Akcja z kurczakami jakkolwiek głupia i absurdalna, była fabularnie uzasadniona, kilka niedopowiedzeń, domyśleń, nieporozumień. I była chyba jedynym co z tego odcinka zrozumiałem. Do tego nowa piosenka nano.RIPE. Jeszcze nie zdążyło mnie zawieść, jak pojawi się jakaś fabułą mogę wyrokować (inb4 nie pojawi się) :P

    Ciekawe jak Ci się Barakamon i Aldnoah.Zero spodobają, dla mnie póki co pewniaki ;)

    • Byłam naprawdę pozytywnie i sentymentalnie do Sailor Moon nastawiona, dopóki nie zobaczyłam pierwszych grafik z nowym stylem rysowania postaci. Nie powinien to być najistotniejszy czynnik w ocenie anime, ale niestety przykładam ogromną wagę do tego, czy podoba mi się grafika danej serii. A ta obecna kompletnie do mnie nie trafia. Inna sprawa, że być może jestem zbyt mocno przywiązana do oryginalnej Sailor Moon sprzed lat, żeby teraz pozytywnie przyjąć jakąkolwiek reinterpretację tego tytułu. Przyznam szczerze, że po pierwszych ogłoszeniach powstania nowej serii, liczyłam po cichu na oryginalną kontynuację – np. z bardziej dojrzałymi już bohaterkami. Robienie wszystkiego od nowa wydaje mi się słabszym pomysłem, o tyle że to powrót do tego, co w całej historii najbardziej banalne i na obecne czasy wtórne. Sądzę, że seria o dorosłych dziewczynach byłaby o tyle ciekawsza, że magical girls to praktycznie zawsze serie o młodszych nastolatkach. Pokazanie w roli czarodziejskich wojowniczek dziewczyn np. 20-letnich mogłoby być wbrew pozorom ciekawsze, a na pewno bardziej oryginalne. Ale trzeba zarzucić to myślenie życzeniowe i skupić się na tym, co jest, a nie co być mogło – szkoda tylko, że to, co jest, wychodzi tak słabo…

      Jestem już po drugim odcinku Glasslip i niestety mam coraz większe obawy, że seria ta pójdzie w jakimś zupełnie niedorzecznym kierunku. Czerwona lampka zapaliła mi się już w momencie gadki o „opuszczaniu grupy”, „zakazie randkowania w obrębie grupy”… To mają być znajomi ze szkoły, czy jakieś dziwne zrzeszenie/sekta ze swoimi regulacjami prawnymi? No i niestety kontynuowane jest nienaturalne zachowanie ze strony bohaterów – rozmowa Touko i Kakeru to jakieś spiętrzenie absurdu, inne postaci też zachowują się w mocno udziwniony sposób. Obejrzę to pewnie do końca, skoro to raptem 13 odcinków, ale raczej nie będzie to moja ulubiona seria tego sezonu ;)

      O Barakamon i Aldnoah oczywiście napiszę, bo widziałam już premierowe odcinku obu tych serii. I póki co obydwie uważam za świetnie rozpoczęte i szalenie dobrze rokujące – aż trochę strach, bo jak coś zaczyna się tak dobrze, to tym bardziej człowiek się martwi, że dalej może się posypać ;) Ale coś mi podpowiada, że w tych przypadkach po prostu do końca będzie wyśmienicie. Po pierwszym epku Barakamon po prostu widać, że twórcy doskonale znają listę składników i dokładny przepis na wykonanie genialnych okruchów życia, a z kolei premiera Aldnoah tylko utwierdza w przekonaniu o niezmiennej pomysłowości Gena Urobuchiego :)

  2. Cóż, jednak poszli w remake, graficznie a podobno fabularnie w dalszych częściach wierniejszy mandze. Kontynuacja faktycznie mogłaby być ciekawym pomysłem, ale nie wiem kto podjąłby się pisania i jak by było z prawami… Jednak prościej robić bezpieczne rzeczy.

    Glasslip zrobiło się faktycznie DZIWNE, bardzo dziwne. Regulacje jeszcze rozumiem, kwestia unikania niezręczności i trójkątów… Ale tego co się działo poza tym już absolutnie nie, WTF

    W ogóle ten sezon mnie dość pozytywnie zaskakuje, jak będziesz mieć chwilę to zerknij co z siebie wyplułem ;)

  3. O, jeszcze ktoś tutaj lubi P.A. Works ^^ (Hanasaku Iroha <3)
    Pierwszy odcinek Glasslip faktycznie wygląda trochę niemrawo – fabuła zaczyna się rozkręcać od drugiego odcinka – tam też faktycznie zaczyna się ten miłosny wielokąt, który można było przeczuwać od samego początku. Chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na muzykę – w tle lecą bardzo miłe instrumentalne kawałki, które potęgują sielankową atmosferę japońskiej prowincji i wakacji.

    • P.A.Works wystawiłabym jakiś solidnych rozmiarów pomnik za Hanasaku Iroha – niewiele istnieje anime, które tak idealnie i całościowo wpisywałyby się w mój gust, absolutnie uwielbiam tę serię :) Zresztą, Nagi no Asukara też dało mi dużo frajdy przy oglądaniu, choć to już zdecywanie nie ten poziom co Hanasaku ;)
      Drugi odcinek Glasslip niestety jeszcze bardziej pozbawił mnie nadziei, że wyjdzie z tego coś dobrego – bohaterowie nadal zachowują się dziwacznie (choćby ta niezdrowa zaborczość w stosunku do Touko – dziewczyna nie może nawet iść na spotkanie z nowopoznanym chłopakiem bez obstawy), a już motyw ze spoglądaniem w przyszłość przez dwójkę głównych bohaterów, całkiem zaburza atmosferę realizmu. Wolałabym, żeby to były proste okruchy życia, bez żadnych elementów magicznych. Zobaczymy, co nam twórcy wysmażą w kolejnych odcinkach ;)

  4. Co do tych Czarodziejek – o ile zgadzam się na całej linii z zarzutami wobec projektów postaci, to akurat seiyuu Usagi trochę dla mnie ratowała całą serię xD Dzięki temu wydzieraniu się Sailor Moon zachowała trochę swojego charakteru (well, ale ja w ogóle nie oglądam tej serii jako szota, pierwszy sezon widziałam zaledwie dwa lata temu, co mi to oceniać).
    A Free! to Free!, chyba moje najbardzieć guilty pleasure anime ever <3

    • Dla mnie jednak Usagi brzmiała lepiej te 20 lat temu ;) Wtedy chyba samej Kotono jakoś łatwiej przychodziło podkładanie głosu nastolatce – teraz, nie mogę się pozbyć wrażenia, że musi ona wychodzić z siebie, żeby uzyskać echa tego dawnego głosu. Przy oglądaniu drugiego odcinka jakoś lepiej już sobie radziłam z tym brzmieniem, więc jest szansa, że z czasem w ogóle przestanie mi przeszkadzać, niemniej różnica jest dla mnie wciąż zauważalna.

      Guilty pleasure anime to najlepsze określenie dla Free, jakie tylko może być ;) Chyba nikt nie próbuje się oszukiwać, że w tej serii chodzi o złożoną fabułę i oryginalnych bohaterów :P Wiadomo, że liczą się fanserwiśne gołe klaty i nieprawdopodobnie dwuznaczne, naszpikowane podtekstami relacje między poszczególnymi ciachami :P Pod tym względem Free jest niezrównane :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s