Lato 2014 – pierwsze wrażenia (cz.2)

Barakamon - 05

W dzisiejszej notce kilka słów na temat trzech serii, które określiłabym mianem najbardziej uroczych i feelsowych w tym sezonie. Nie od dziś śmiało i głośno mówię, że najbardziej lubię okruchy życia i romanse. Stąd nic dziwnego, że wśród obowiązkowych do sprawdzenia tytułów tego lata znalazły się Ao Haru Ride, Bakaramon oraz Gekkan Shoujo Nozaki-kun. Szczęśliwie wszystkie zdołały sprostać moim oczekiwaniom i nawet, gdyby cała reszta serii, które oglądam, okazała się niewypałami, te trzy tytuły, jak dla mnie, ratują bieżący sezon. A zatem do konkretów…

Ao Haru Ride

Na ekranizację tej serii czekałam od dawna – jeszcze zanim pojawiły się pierwsze informacje o jej powstaniu, ja już na nią czekałam :) A wszystko to dlatego, że od ponad półtora roku pilnie śledzę mangę stanowiącą pierwowzór tego anime – jej autorką jest wspomniana już przeze mnie kilkakrotnie na tym blogu, Io Sakisaka; cudowna i zdolna mangaka, która z niezwykłą wprawą potrafi przebierać najbardziej utarte schematy shoujo i dzięki niezwykle sympatycznym i normalnym postaciom, przyoblekać je w historie pełne emocji i wdzięku. Takie też jest Ao Haru Ride. Sama adaptacja póki co jest bardzo wierna mandze, co zdecydowanie mi się podoba. Całkiem zgrabnie poradzono sobie z wprowadzeniem flashbacków Futaby, które nakreśliły jej dawną relację z Kou – ogromnie podobał mi się akwarelkowy styl rysunku tychże wspomnień. Nie wiem, czy gdyby wykonano tak całą serię, zdobyłoby to uznanie szerszej publiki, ale ja osobiście byłam oczarowana. Rysunki są śliczne, choć muszę przyznać, że nie dorównują jednak szkicom Sakisaki – te są po prostu wizualizacją tego, co współczesne szojce mają w sobie najładniejszego.

W Ao Haru Ride uwagę zwracają zwłaszcza bohaterowie – ich zachowanie jest naprawdę naturalne i autentyczne (oczywiście pamiętajmy, że piszę o shoujo, więc mówiąc o naturalności, mam na myśli tę, na którą pozwalają ramy tego naiwnego i przesłodzonego gatunku ;)). Futaba zachowuje się dokładnie tak, jak można by się tego spodziewać po normalnej 16-latce. Pragnie akceptacji i przynależności, w imię czego skrywa swoje prawdziwe ja i udaje kogoś, kto akceptowanym przez otoczenie będzie. Nie jest to zbyt mądre i nic dziwnego, że bezkompromisowy Kou jej to wypomina, ale nie można takiemu zachowaniu odmówić autentyzmu – dla 16-latków naprawdę niewiele jest ważniejszych na świecie rzeczy, niż akceptacja ze strony rówieśników. Taka jej postawa daje jednocześnie świetny punkt wyjścia, dla przemiany, którą w najbliższym czasie dziewczyna przejdzie. Z kolei w zachowaniu Kou doskonale widać dwoistość, na którą składa się z jednej strony jego delikatna i wrażliwa osobowość, z drugiej zaś bagaż dość trudnych doświadczeń, które zamknęły go na otoczenie i nastawiły buntowniczo wobec osób, na których najbardziej mu zależało. W Ao Haru Ride naprawdę nie ma nic oryginalnego. Zakochana nastolatka, chłopak z przeszłością, spotkanie po latach… Ale dzięki temu, że postaci są naturalne, wzbudzają sympatię, myślą i działają, zamiast tylko rozkminiać i wciąż wstrzymywać się od tego, co chcą tak naprawdę powiedzieć, zwyczajnie dobrze się ogląda ich historię. Żałuję tylko, że seria przewidziana jest jedynie na 12 odcinków. Liczę jednak, że skoro w Japonii Ao Haru Ride od dłuższego czasu utrzymuje się na szczytach mangowych list czytelniczych, to i adaptacja sprzeda się dobrze, zapewniając sobie tym samym kontynuację :) Czas pokaże. Póki co, jeśli jakiś fan romansów nie zapoznał się z AHR, serdecznie go do tego zachęcam – to po prostu kawał dobrze zrobionego shoujo, a zatem czegoś, co z niewiadomych dla mnie powodów, zdarza się ostatnio w japońskiej telewizji zdecydowanie zbyt rzadko.

 —————————————————–

Barakamon

To już inna bajka – romansu tutaj nie uświadczymy, ale ten sielankowo-okruszkowy klimat jest tak niesłychanie ujmujący, że już teraz można z całą pewnością stwierdzić, że będzie to jedna z najbardziej cenionych i najchętniej oglądanych serii tego lata. Barakamon opowiada historię młodego mistrza kaligrafii, który z powodu urażonej dumy, na oficjalnej wystawie znokautował pewnego podstarzałego krytyka, co ważne, poruszającego się o lasce. Kawał chama i prostaka, nieprawdaż? Młodzieniec nie tylko stał się, z powodu swego brutalnego czynu, persona non grata w środowisku artystycznym, ale jego ojciec zasugerował mu również, by opuścił na jakiś czas miasto i udał się na wieś, gdzie będzie miał czas przemyśleć swoje zachowanie i w wyciszeniu pracować nad swoim talentem. W ten oto sposób Handa trafia do wioski, w której co prawda wyciszenia raczej nie znajdzie, ale na pewno nauczy się zupełnie nowego sposobu patrzenia na świat. Pomagać mu w tym będzie nieprawdopodobnie rezolutna i pocieszna Naru, kilkuletnia dziewczynka, która za nic ma gburowate usposobienie senseia i z niegasnącym zapałem codziennie odwiedza młodzieńca, wciągając go w swój zwariowany świat zabaw i prostolinijnego życia, które jest naszemu bohaterowi tak obce.

Barakamon to cudownie zapowiadająca się opowieść o solidnie podkolorowanych urokach życia wiejskiego i niezwykłej przyjaźni małej Naru z dorosłym Handą. Wszystko jest tu tak ciepłe i rozkoszne, że oglądając tak pierwszy, jak i drugi odcinek, rozpływałam się, niczym masło na patelni :P Spotkałam się z kilkoma opiniami, których autorzy porównywali Barakamona do Usagi Drop – nie widziałam jeszcze tego drugiego, ale po takiej rekomendacji szybko trafiło na moją listę must watch ;) Przy tym wszystkim w Barakamonie jest mnóstwo naprawdę komicznego poczucia humoru, które bierze się z ogromnych różnic światopoglądowych, dzielących Handę i resztę wiejskiego społeczeństwa. Takie historie zazwyczaj dobrze się ogląda – zarozumiały mieszczuch trafia do społeczności niezwykle prostych, ale też życiowo mądrych ludzi i całe jego życie staje do góry nogami. To po prostu dobry temat. Dołóżmy do tego nieprawdopodobnie nieirytującą dziecięcą bohaterkę, śliczną, dopracowaną grafikę i naprawdę cudną muzykę, a otrzymamy perfekcyjną mieszankę na letnie wieczory. Tego typu serie przywracają mi wiarę w to, że rzadko, bo rzadko, ale czasem Japończycy są w stanie stworzyć przecudne okruchy życia ze wszystkimi tymi elementami, za które tak kocham ten gatunek :)

 —————————————————–

Gekkan Shoujo Nozaki-kun

Na koniec kolejne urocze shoujo, choć w innym klimacie, niż Ao Haru Ride, które mimo całej swojej urokliwości, jest historią bardziej na serio i sentymentalną. Gekkan Shoujo Nozaki-kun to przede wszystkim komedia, w której wątki romantyczne stanowią tylko pewnego rodzaju setting. Seria ta powstała na kanwie yonkomy, co samo w sobie wymusza bardzo fragmentaryczną fabułę. I owszem, to się czuje – odcinki składają się z drobnych epizodzików, gagów, które co prawda łączą się ze sobą w całość, ale wyjęte z kontekstu, czy też pozamieniane miejscami, również miałyby sens.

Sakura jest zakochana w koledze ze szkoły, Nozakim. Próbując mu wyznać miłość, wpada w taki popłoch, że zamiast tego deklaruje swoje uczucia… jako jego fanka. Nozakiego takie wyznanie bynajmniej nie zaskakuje, a to dlatego, że „po godzinach” chłopak zajmuje się tworzeniem mang shoujo, jest więc dla niego oczywiste, że jako popularny mangaka (co prawda tworzący pod pseudonimem), może zaskarbiać sobie sympatię nastoletnich dziewczyn. Biorąc sobie do serca zapewnienia Sakury o tym, że chciałaby spędzać z nim cały swój czas, Nozaki zatrudnia ją jako swoją asystentkę – od tej pory dziewczyna będzie spędzała popołudnia w mieszkaniu ukochanego, wykańczając coraz to nowe jego rysunki. Nie o takie wspólne zajęcie Sakurze co prawda chodziło, ale dzięki temu może przecież poznać bliżej tego, który skradł jej serce, więc chyba nie jest tak źle…? ;)

Aż trudno w to uwierzyć, ale Gekkan Shoujo Nozaki-kun, to kolejna obyczajówka ze świetnie wykreowanymi postaciami w tym sezonie. Nozaki, choć tworzy ckliwe opowieści o miłości nastolatków, w rzeczywistości jest średnio empatyczny, mało spostrzegawczy i bardzo przyziemny. Sakura, choć wychodzi od roli zakochanej wielbicielki, szybko udowadnia, że ma też sporo oleju w głowie i co ważne dystansu do ukochanego, którego potrafi ocenić w bardzo obiektywny sposób. Co ważne, choć jej zakochanie, stanowi punkt zawiązania akcji tej opowieści, to nie przysłania ono całej fabuły – nie znajdziemy tu zbyt wielu ckliwych myśli, wodzenia rozmarzonym wzrokiem za ukochanym itd. Widać, że Sakura darzy Nozakiego uczuciami, ale nie przysłaniają jej one całego świata i potrafi normalnie funkcjonować, a wręcz przyjaźnić się z chłopakiem. Pozostali bohaterowie też zapowiadają się bardzo ciekawie i oryginalnie.

Dodatkowym atutem serii jest jej obsada – w obrębie jednej produkcji spotykają się Yuuichi Nakamura, Miyuki Sawashiro i Mamoru Miyano. Dobrze się tego słucha, oj dobrze.

Myślę, że to tytuł, po który śmiało sięgać mogą nie tylko wielbiciele romansów – komediowy i lekki jego charakter, pozwoli się nim cieszyć również osobom mniej skorym do miłosnych wzruszeń.

 —————————————————–

 Cieszy mnie tegoroczne lato – jest po brzegi wyładowane naprawdę udanymi seriami, do których zaliczam oczywiście wymienione wyżej tytuły. Wszystkie trzy zamierzam w dalszym ciągu oglądać, mając nieustannie nadzieję, że ich poziom nie spadnie :) A co najlepsze – to jeszcze nie koniec udanych premier tego sezonu :) Pierwsze wrażenia z kolejnych kilku, już niebawem…

Reklamy

12 responses to “Lato 2014 – pierwsze wrażenia (cz.2)

  1. Mój faworyt tego lata to Barakamon. Humor jest świeży i niewymuszony, dzieciak – uroczy, bezpośredni i mądry, a główny bohater ma dużo poważnych lekcji do odrobienia, w niepoważny (prawdopodobnie) sposób. Lubię filmy zbudowane na zasadzie kontrastu, a tu wszystko, co sobą reprezentuje główny bohater jest przeciwieństwem postaci, z którymi przyszło mu się spotkać. Znowu wieśniacy są górą nad miastowym, co to niby wszystkie rozumy pozjadał. I dobrze: niech się uczy od mądrzejszych i bardziej poukładanych od siebie, niech wróci do Tokyo naprawiony i poskładany. Będę mu kibicował.

    • Kolejne odcinki utwierdzają mnie w pozytywnej opinii na temat Barakamona, choć przyznam, że spodziewałam się więcej obyczaju, a mniej komedii, niemniej po dostosowaniu swoich oczekiwać do rzeczywistości, nadal uważam, że to jeden z faworytów tego lata :) Co ważne, z kolejnymi odcinkami Naru nie traci swojego uroku. Zastanawiałam się, czy jej „nachalność” wobec Senseia nie zacznie z czasem męczyć, ale widzę, że w tym przypadku to nie grozi. W to po prostu idzie uwierzyć. Może niektórym taka koncepcja – urocze, hałaśliwe dziecko zmienia życie aroganckiego, upartego mężczyzny – wyda się zbyt naiwna i nierzeczywista, ale ja absolutnie wierzę w to, że świeżość spojrzenia na świat, jakim dysponują dzieciaki, jest w stanie zrewidować poglądy na życie u dorosłego czlowieka, toteż taki scenariusz szalenie mi odpowiada :)

  2. Ao Haru Ride u mnie jeszcze czeka na sprawdzenie, co do 2 pozostałych serii, to wg wszelkich źródeł jakie znalazłem obie są shonenami i co zabawne wychodzą w tym samym magazynie – Gangan Online.
    Też Usagi Drop jeszcze nie widziałem, za to bardzo mi sie Barakamon kojarzy z Silver Spoon, bohater, co prawda z innych przyczyn, jest w obu seriach w dość podobnej sytuacji wyjściowej. Wieś, zupełnie inny rytm życia, sporo nieporozumień.

    A Nozaki-kun bardzo mocno leży na nabijaniu się ze stereotypów, na których bardzo często jadą typowe shoujo (rower, czy to jak zachowuje się bohaterka jego mangi, to z 2 epizodu, notabene równie rozbrajającego jak pierwszy).

    I poza tymi dwoma seriami nie ma za bardzo sensownej komedii w tym sezonie, przynajmniej z tego co widziałem i się do tej pory pojawiło, a nie widziałem może 5 serii. (oglądanie absolutnie wszystkiego, co nie jest kontynuacją niewidzianej serii strasznie wypala, lepiej jednak trochę powybierać na sucho po opisach)

    • Z ogromnym bólem serca przyznaję, że Ao Haru Ride odrobinkę mnie rozczarowuje ;) Ale chyba wynika to z tego, że tak bardzo zauroczyła mnie manga i tak jakoś jej adaptacja wydaje mi się po prostu próbą doścignięcia niedoścignionego ideału ;) Niemniej nadal uważam, że to ładne i urokliwe shoujo, jakich w ostatnich latach było naprawdę niewiele.

      Barakamon i Gekkan… są shounenami? Toż to się kupy nie trzyma! :P Ja to chyba jednak nie ogarniam tych przynależności gatunkowych. Jak dla mnie jedynym niemożliwym do pomylenia z czym innym gatunkiem, jest na chwilę obecną josei. Ale tutaj przyznam, że mnie zaskoczyłeś. Barakamona już bym prędzej pod seinena podciągnęła, a Gekkan shoujo to już w ogóle bardziej parodia, niż jakiś konkretny gatunek w czystej jego formie. No ale mniejsza z tym ;) Grunt, że obydwa tytuły są rewelacyjnymi komediami.

      Z początku Barakamon też mi przywiódł na myśl Gin no Saji. Przyznam jednak, że dopiero teraz kończę pierwszą serię tego drugiego i im dalej w fabułę, tym bardziej odmienne uczucia oba tytuły we mnie wywołują. Nie chcę ich wartościować, bo obiektywnie obydwie serie są bardzo dobre i przy tym zaskakująco mądre, ale Gin no Saji ogląda mi się nieporównanie trudniej – to chyba kwestia bardzo emocjonalnego podejścia do zwierząt i trudności w przyswojeniu tego, jak ukazany jest cykl życia w tej serii. To już zresztą temat na osobny wpis ;) Barakamon póki co jest tak rozkosznie lekki, zabawny i relaksujący, że zupełnie nie wywołuje we mnie burzy emocji, która powstanie przy oglądaniu Silver Spoon ;)

      • Obejrzałem już Ao Haru Ride i podoba mi się bardzo, jak dla mnie w topce sezonu się mieści, Sam się sobie dziwię, ale te postaci są bardzo realistyczne psychologicznie, whoa I ONI MAJĄ NOSY, PAWDZIWE NOSY!111

        Trzyma się o tyle, że to tylko nalepka z docelową widownią, którą sie dostaje jak sie publikuje w magazynie, czasem trochę absurdalnie te tytuły lądują, chociaż tym 2 to raczej nie przeszkadza ;)

        No Silver Spoon pod koniec pierwszej serii robi się cięższy, ja jakoś przebrnąłem bo przez naście lat każde wakacje spędzałem na wsi…

  3. Lato zapowiada się wręcz wyśmienicie <3
    Z powyższej trójki widziałam na razie Nozaki i musże powiedzieć, że jestem serią zachwycona. Jak miło widzieć naprawdę śmieszną serię, do tego naśmiewającą się z shoujo (tak, bardzo lubię szojce, ale nie przeszkadza mi to nabijać się z ich schematów). Do tego ładna kreska i świetne postacie – tylko teraz mieć nadzieje, że przez cały czas utrzyma tak dobrą formę jak na początku.
    Ao Haru na pewno jeszcze zacznę (choć manga mnie nie poruszyła, to jednak jak już łaskawie jakiś szojec ekranizują, to nie można być wybrednym). Zaciekawiłaś mnie tym Barakamonem – obyczajówki, brak licealistów i wieś brzmią bardzo zachęcająco :D

    • Nozaki po trzech odcinkach trzyma równy poziom, co bardzo mnie cieszy. I dalej wytrwale nabija się ze schematów shoujo, dzięki czemu plusuje jeszcze bardziej :) Jedyne, do czego bym się przyczepiła (ale tylko, gdybym naprawdę musiała), to fakt, że nadal odczuwalna jest fragmentaryczność fabuły. Zwłaszcza w drugim odcinku dała się zauważyć, kiedy właściwie w połowie epizod zmienił tematykę. Ogólnie jednak nie zaniża to poziomu, po prostu taka jest konstrukcja fabularna tej serii. Myślę, że koniec końców będzie to jeden z najlepszych tytułów tego sezonu :)

      A Barakamona, jeśli jeszcze nie widziałaś, to koniecznie obejrzyj, bo obok Nozakiego to chyba druga najlepsza komedia, w bardzo ciepłym i uroczym wydaniu. Trudno mi sobie wyobrazić, że komuś mogłaby się nie spodobać ;)

  4. Nozaki-kun, wbrew pozorom, to tak naprawdę shounen!
    Barakamon faktycznie jest podobny do Usagi Dropa, ale trochę nie, bo UD było bardziej obyczajowe, a Barakamon ma masę megazabawnej komedii. I jest świetny. Szkoda, że wychodzi tylko jeden odcinek na dzień.
    Tym bardziej polecam Usagi Drop, ale TYLKO anime, manga została popsuta, zniszczona i zniweczona pod sam koniec, nie warto jej tykać i nawet o niej myśleć.
    Barakamon jest jeszcze podobny trochę do Yotsuba&!, ze swoją energiczną i megasympatyczną małą dziewczynką. Ponieważ Azuma uparcie nie zgadza się na ekranizację, możemy tylko sobie powyobrażać, co by było gdyby.
    Na Ao Haru Ride sporo znajomych narzeka, że jest ostatnio sztucznie przedłużane głupimi problemami, więc dwunastoodcinkowa seria wydaje mi się w sam raz, żeby było przyjemnie, ale nie nudno. Dlatego rzucę okiem, ale pewnie obejrzę i zapomnę, jak Sukitte Ii Na Yo.

    • No właśnie w komentarzach wyżej uświadomiono mnie, że Nozaki-kun to shounen – podobnie zresztą jak Barakamon. Zupełnie tego nie ogarniam :P W życiu bym nie powiedziała, że te serie mają coś wspólnego z shounenami. Płynnośc granic gatunkowych jest zaiste szokująca :P

      Zapamiętam zatem ostrzeżenia na temat Usagi Drop w wydaniu mangowym i zapoznam się tylko z anime ;)

      Ao Haru Ride jest tak szojcowe, jak tylko szojcowy może być szojec (powiedziała z elokwencją pani polonistka :P). Toteż przedłużanie emocjonalnych impasów, z których przy odrobinie odwagi można by wyjść w trzech prostych zdaniach, jest punktem obowiązkowym. Ale w życiu nie posunęłabym się do porównania AHR z Sukitte Ii Na Yo – na to, jako zagorzała fanka pierwszego tytułu i pełna pasji przeciwniczka drugiego pozwolić nie mogę! :P Główna bohaterka Sukitte była niemrawą mimozą, niebędącą w stanie sklecić jednego pełnego zdania, z kolei Futaba, chociaż mocno nieogarnięta emocjonalnie, jest żywą, pełną energii dziewczyną, która prosto z mostu mówi, co jej na sercu leży. To zupełnie inny typ heroiny. Dzięki niej to akurat shoujo jest naprawdę dobre – w wydaniu mangowym co prawda lepsze, niż animowane, ale i tak trzyma poziom. Nie wiem, czy na tyle, by spodobać się nie-fanom gatunku, ale dla tych, którzy czerpią z szojców radochę, ta seria powinna być naprawdę świetną rozrywką ;)

  5. Humor w Bakaramonie i Gekkan świetnie wpasował się w mój gust, więc niecierpliwie czekam na kolejne odcinki. W Ao Haru Ride z początku wątpiłam, bo shoujo to raczej nie mój gatunek, jednak spodobało mi się, zwłaszcza ta naturalność bohaterów. I ten akwarelkowy styl naprawdę dodaje uroku.

    • Dokładnie to samo urzekło mnie w AHR – bohaterowie są po prostu naturalni, wierzy się w nich, łatwo wczuć się w ich emocje i położenie. Są zwyczajni, a przez to niezwykli, bo mimo wszystko nieczęsto spotyka się, zwłaszcza w tak przerysowanych gatunkach jak shoujo, postaci tak normalne i autentyczne. Co do akwarelkowego stylu, to ja bym się nawet nie pogniewała, gdyby cała seria była w nim zrobiona – jest wyjątkowo estetyczny i ze swoją delikatnością jakoś lepiej oddaje charakter samej mangi, ale domyślam się, że dla szerszej publiczności byłoby to już zbyt innowacyjne i nie zyskałoby akceptacji ;)

  6. Ach, Barakamon! Zakochałam się od pierwszego odcinka. Śmiałam się jak głupia oglądając go, aż domownicy zaglądali do pokoju zainteresowani. Nasz mistrz kaligrafii jest świetny, zaplusował u mnie w szczególności szaleńczym śmiechem ^^ A kawałek po endingu, gdzie został przy tym nakryty położył mnie znów na łopatki. Zdecydowanie warto oglądać. Zarówno Gekkan Shoujo jak i Ao Haru Ride mam w planach. Chwilowo dostałam jakiegoś zastoju, kompletnie mi się nie chce nic oglądać :(

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s