Haikyuu!! – czyli emocje siatkarskie, tym razem w wersji animowanej

Haikyuu - 01

Latem zdecydowanie zbyt dużo czasu spędziłam na oglądaniu anime – nie tylko nowości, ale też nieco starszych tytułów, które ogromnie mnie wciągnęły – zaś efektem tego jest stos zakończonych serii, które koniecznie chciałabym opisać, a czasu na to brak, dramatycznie wręcz brak. Niemniej nie chciałabym, żeby mi to wszystko umknęło, tak jak to zwykle bywa. Dlatego wypowiadając wojnę swojemu wodolejstwu, postanowiłam chociaż kilka letnich tytułów opisać w obiektywnie krótkich (nie tyko „po mojemu” krótkich :P) mini-recenzjach. Dusza wodolejcy płakała, ale jakoś mi się udało ograniczyć do naprawdę skrótowych opisów. W najbliższych dniach zamieszczę więc kilka tekstów na temat zakończonego właśnie sezonu letniego, który – mimo kilku solidnych wpadek – uważam za wyjątkowo udany. Na początek resztki z wiosny, czyli o miłości do siatkówki słów kilka…

Haikyuu - 04

Haikyuu!!, bo o tej serii mowa, opowiadająca o losach Hinaty, niziutkiego, rezolutnego chłopca, który będąc w gimnazjum, zapragnął zostać zawodowym siatkarzem. W tym celu, choć nie bardzo udało mu się zwerbować członków do swojej drużyny, codziennie, przez wiele godzin ćwiczył, by na przekór okolicznościom, a przede wszystkim swojemu niskiemu wzrostowi, zdobyć nowe umiejętności. Po gimnazjum udało mu się dostać do liceum Karasuno, posiadającego wieloletnie tradycje w szkoleniu drużyn siatkarskich. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie fakt, że na dzień dobry Hinata spotkał tam swojego rówieśnika, Kageyamę, zaprzysiężonego wroga, który zmiażdżył gimnazjalną drużynę Hinaty i któremu nasz rudzielec poprzysiągł zemstę. I to z tym właśnie chłopakiem, nasz bohater musi grać w jednej drużynie! Początki nie są łatwe. Z czasem jednak okazuje się, że Hinata i Kageyama tworzą nieprzeciętny duet. Kageyama jako wybitnie zdolny rozgrywający, zaś Hinata jako utalentowany atakujący, potrafią przeprowadzić ataki, które mało kto zdoła obronić. Chłopcy dołączają do reprezentacji szkoły i rozpoczyna się ich walka w kolejnych meczach i turniejach. W międzyczasie poznajemy innych zawodników, nie tylko z drużyny Karasuno, ale również z tych przeciwnych, z którymi przyjdzie się zmierzyć naszym bohaterom.

Haikyuu - 07

Od razu zaznaczam – nie mam szczególnego obycia z seriami sportowymi. Jeśli Chihayafuru można nazwać sportówką, to jest to jedna z niewielu, w które naprawdę się wkręciłam. Co prawda jako dziecko oglądałam kilka sportówek na Polonii 1, ale to stare dzieje. Obecnych hitów pokroju Kuroko no Basket nie śledzę. Z tego też powodu nie mogę wypowiadać się jako ekspert ;) Nie zmienia to jednak faktu, że zakochałam się w Haikyuu!! :) To przecudowna, pełna emocji, pozytywnej energii i zachwycających postaci seria, która pokazuje niezwykle pasjonujące oblicze siatkówki. Nie ma tu zawrotnych ilości patosu, jak często się zdarza w tego typu produkcjach, aczkolwiek widać ogromne zaangażowanie i pasję ze strony zawodników. Tym co jednak urzeka najbardziej są przesympatyczni, zróżnicowani bohaterowie, wśród których każdy widz z łatwością wyłoni swoich ulubieńców. Hinata i Kageyama to genialny duet – wrogowie, którzy mimo wzajemnej niechęci muszą nauczyć się ze sobą współpracować, a przede wszystkim sobie ufać. Różnią się niczym ogień i woda. Otwarty, spontaniczny, głośny Hinata i zdystansowany, kalkulujący, chłodny Kageyama tworzą zabójczą kombinację.

Haikyuu - 03

Poza nimi największą sympatią obdarzyłam najcudowniejszego na świecie Sugę, który jest siatkarskim odpowiednikiem Makoto z Free! – serdeczny, pogodny, zawsze stawiający dobro drużyny przed własnym interesem, służący radą i wsparciem pozostałym zawodnikom, a przy tym bardzo mądry i zdolny. Kiedy w meczu z Aobą zastąpił Kageyamę i w ciągu kilku minut podniósł na duchu całkowicie zgnębioną drużynę, miałam ochotę go wyściskać. Na przeciwnym biegunie znalazł się kolejny mój faworyt, Tsukishima, złośliwy, ale przy tym niesamowicie opanowany typ obserwatora, który nigdy nie daje po sobie poznać żadnych emocji. Nie jest typowym bohaterem sportówki – nie wścieka się, nie ekscytuje, nie przeżywa tak wygranych, jak porażek i – co ucieszyło mnie niezmiernie, gdy po jednym z meczy nasi chłopcy uderzyli w ryk, niczym dzieci z przedszkola (tego zwyczaju w sportówkach nigdy nie zrozumiem i nie zaakceptuję :P), Tssuki był jedynym, który potrafił utrzymać emocje na wodzy. Oczywiście poza nimi mamy jeszcze mnóstwo urokliwych postaci – duet Nishinoya i Asahi, kapitan Karasuno Daichi, czy jednocześnie drażniący i zachwycający Oikawa… Można by wymieniać długo. Dzięki nim wszystkim, seria ta nabiera niesamowitego wyrazu – bawi, wzrusza, emocjonuje.

Haikyuu - 06

Jak by tego było mało mamy tutaj naprawdę świetną grafikę – nie tylko udany projekt postaci, ale również dynamiczne sceny zagrywek. Oczywiście, nie obyło się bez dłużyzn czy stop-klatek, ale uważam, że ogólnie i tak jest ponadprzeciętnie. Nie wyobrażam sobie, żeby mogło się tutaj obyć bez kontynuacji. Myślę, że to kwestia dwóch, może trzech sezonów i Haikyuu!! powinno powrócić. Nie mogę się tego doczekać. Jeśli chodzi o ten typ produkcji i tę tematykę, nie mam praktycznie żadnych konkretnych zastrzeżeń i z całą odpowiedzialnością wystawiam najwyższą ocenę :)

Haikyuu - 05

Reklamy

9 responses to “Haikyuu!! – czyli emocje siatkarskie, tym razem w wersji animowanej

  1. I na dodatek jeszcze Polska ponownie została mistrzem świata w siatkówce: idealna pora, by zainteresować się anime poświęconemu tej dyscyplinie sportu. Niestety, z tego samego powodu wypadałoby omijać szerokim łukiem anime o piłce nożnej, żeby się nie denerwować porównując to co animowane z tym co na żywo, w polskich barwach narodowych. :)

    • Pamiętam, że finałowe odcinki Haikyuu nakładały się na mecze Polski – tak sobie nawet wówczas myślałam, że na fali entuzjazmu siatkówką wielu kibiców mogłoby się wciągnąć w takie Haikyuu ;) Ja ze swej strony, jako osoba zupełnie niezainteresowana sportem i mistrzostwami, skorzystałam na tej serii o tyle, że poznałam choćby pobieżnie zasady obowiązujące w grze i gdy znajomi zafascynowani rozgrywkami, wymieniali wrażenia na temat poszczególnych meczy, przynajmniej rozumiałam, o czym mówią :P

  2. Haikyuu jest dla mnie najlepszą sportówką właśnie przez to, że brak w nim jakiś dziwnych super mocy. No i bohaterowie są świetni!
    Zawrotnych ilości patosu może i nie ma, ale te przemowy ich opiekuna (nie pamiętam, jak się nazywał) działały mi na nerwy :(

    • Tak, ja też jestem wyczulona na ten patos w sportówkach, ale Takedę znosiłam, bo po pierwsze nie męczył swoimi przemowami zbyt często, a po drugie, jeśli już mówił, to głosem Kamiyi, a to jestem w stanie znieść zawsze i wszędzie :P Ale z brakiem super mocy się zgadzam. Co prawda trochę się o to otarli, gdy pokazywali, jak Kageyama wystawiając piłkę, widzi coś na kształt celownika, ale poza tym było naprawdę realistycznie ;) Oby w kolejnym sezonie (sezonach?) udało im się tę cechę zachować :)

  3. Haikyuu!! zdecydowanie zasługuje na wysoką ocenę. Przy takiej ilości przesympatycznych bohaterów praktycznie nie potrafiłam wybrać swoich ulubieńców, jednak wcale mi to nie przeszkadza. To dowód na to, że każda postać została dobrze przemyślana i świetnie wykreowana. Nie mogę się doczekać kontynuacji. :D
    Poza tym dzięki temu anime znów polubiłam siatkówkę, a także z większą chęcią oglądałam mistrzostwa świata. ;3

    • Zgadzam się – wymieniłam co prawda na czele Sugę i Tsukkiego, ale gigantycznym sentymentem darzę też Nishinoyę, Kageyamę, Daichiego, Tanakę… można by wymieniać długo, właściwie wszystkich, bo każdy ma w sobie to „coś”, co czyni z niego postać, której chce się kibicować :) Rzadko zdarzają się serie, w których można polubić wszystkich bohaterów, co do jednego. Mam nadzieję, że na kontynuację nie trzeba będzie czekać dłużej, niż rok :)

  4. jest w tej kategorii absolutna klasyka stara seria ale całkiem fajna oglądałem ją lata temu na RTL2 mowa oczywiście o Mila Superstar aka Atack nr 1 mieliśmy tam nawet prawdziwe dramy ciężkie treningi techniki od których oko bieleje itd itd ps.na YT jest tego wersja live action :)

    • Ależ pamiętam! Co prawda, jak przez mgłę, ale jednak :) Emitowali to też, przynajmniej raz, na Polonii 1 – nie jestem pewna, ale tytuł brzmiał chyba „Atak aniołów” czy coś w ten deseń. Faktycznie mecze pokazane były na ostro – do dziś pamiętam, jak potężne uderzenia dziewczyn sprawiały, że piłki zmieniały swój kształt z okrągłego na eliptyczny – to dopiero była magia :D

      • to własnie to mieli techniki robiące cuda piłki nawet znikały a i piekielny trening do dziś pamiętam trenera który kazał im piłki odbijać rękoma łańcuchem obwinięte i skakać żabką sto razy dookoła hali ;-D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s